- Odsłony: 1263
Swoje świadectwo dedykuję wszystkim, którzy określają siebie jako "wierzący, ale niepraktykujący". Przez wiele lat sam mówiłem o sobie właśnie w ten sposób. Szedłem w złym kierunku, bo w istocie byłem zamknięty na działanie Boga. Teraz, mając już 30 lat, czuję się jak raczkujące niemowlę w nowej rzeczywistości świata, którą otworzył przede mną Pan Bóg za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi, Królowej Polski z Jasnej Góry. Mam na imię Bartosz. Całe swoje życie uważałem się za katolika, ale tak dokładnie chyba nie rozumiałem, jaki skarb odziedziczyłem po swoich dziadkach i rodzicach. Mając 19 lat, wróciłem do Polski z zagranicy, gdzie skończyłem szkołę. Przebywałem tam w zasadzie sam, przez 3 lata. Ten okres był niestety wypełniony nie tylko nauką, ale także brnięciem w rzeczy niegodne człowieka wierzącego. Właściwie to traktowałem ten czas jako zabawę. Po powrocie do kraju kontynuowałem ten rozrywkowy styl funkcjonowania. Miałem wielu znajomych i przyjaciół, którzy imponowali mi swoim statusem społecznym albo tym, że byli "kimś" w towarzystwie dzięki kasie, którą dysponowali. Niestety, nie potrafiłem być sobą. Płynąłem z prądem. Żyłem według zasad innych, które sam przyjąłem za własne priorytety.
- Odsłony: 1365
Do naszej Redakcji niemal każdego dnia napływają różne informacje, apele, prośby, komunikaty. Cieszy nas ten fakt, że strona internetowa: „Pedagogika Katolicka” została zauważona jako narzędzie do podejmowania ważnych spraw w duchu katolickim. Tym razem otrzymaliśmy z Redakcji „Ordo iuris” kolejny materiał, który chcemy Państwu przekazać tą drogą. Jeśli ktoś uzna zawłaściwe, można ten materiał również zamieścić na innych komunikatorach. Informacja jaką otrzymaliśmy w dniu dzisiejszym rozpoczyna się od słów: „Kilka dni temu „Gazeta Wyborcza” wyrażała najwyższe zaniepokojenie, że pod wpływem Ordo Iuris Ministerstwo Edukacji Narodowej postanowiło usunąć obowiązkowe „warsztaty antydyskryminacyjne” z polskich szkół. Koniec obowiązkowych zajęć genederowych! Faktycznie, nasza opinia prawna, jak również opinie analityków Instytutu dostarczone MEN przez inne organizacje, wykazywały szkodliwość obowiązkowego prowadzenia tego typu zajęć. Jednak o sukcesie przesądziła kampania „Chrońmy Dzieci!”, którą rozpoczęliśmy niespełna dwa miesiące temu, a której rozmach przekonał MEN o bezcelowości utrzymywania tego obowiązku. Oczywiście to nie koniec sprawy. Trzeba to jasno podkreślić, że opinia dostarczona MEN wykazała szkodliwość obowiązkowego prowadzenia „warsztatów antydyskryminacyjnych”. Problem jednak nadal trwa. Odbieramy liczne sygnały od rodziców, którzy słusznie nie wierzą w tak szybkie zwycięstwo rodzin nad deprawatorami. Wiele samorządów, niezwiązanych decyzjami rządu, będzie wciąż zmuszało szkoły do prowadzenia genderowej edukacji naszych dzieci. Ale czy kwestia genderyzmu dotyczy tylko szkoły? Słyszymy przecież wieści, że i w katolickich uczelniach, szkołach są wdrażane programy genderowskie. Czy to normalne? Zdrowy człowiek zapewne odpowiednio jednoznacznie: to absurd!
- Odsłony: 1266
Budowanie przyjaźni trwa zwykle wiele lat, i niekiedy odbywa się to w wyjątkowych sytuacjach, a innym razem w sposób bardzo naturalny, zwyczajny, ot po prostu. Wiemy doskonale, że zbudować przyjaźń międzyludzką, to znaleźć człowieka godnego zaufania, któremu jesteśmy w stanie powierzyć tajniki i sekrety własnego życia. Jest to pewnego rodzaju sztuka, dzięki której kreujemy coś bliskiego, szlachetnego. Relacje przyjaźni można budować między grupami, osobami, narodami. Na dowód tego jest fakt kolejnej wizyty i spotkania jakie miało miejsce w dniu 14 lipca 2017 roku w Warszawie z przedstawicielami Ambasady Węgier w Warszawie, na czele z Panią Ambasador i jej Rodziną. Obecny rok obfituje w przeżywanie wielu wspólnych rocznic. Nie bez znaczenia więc co pewien czas słyszymy o obchodach wspólnych uroczystości. Dajemy temu wyraz również na tej stronie internetowej informując Państwa, by w ten sposób dzielić się wzajemnie radością i ukazywać przyjaźń trwającą między naszymi Narodami – Polską i Węgrami. Dzisiejsze spotkanie posłużyło m.in. do omówienia kolejnych planowanych programów, jakie będą w najbliższym czasie realizowane. Okazuje się, że – w myśl znanej zasady – odległość nie stanowi przeszkody, aby podejmować nawet z perpsktywy dalszej odległości, połozenia, zamieszkania, wiele wspólnych inicjatyw w różnnych obszarach życia, i w różnym ich zakresie. Tym razem trwające kilka godzin spotkanie pokazało, że istnieje wiele wspólnych tematów, kart historii, okoliczności, możliwości i potrzeb do wspólnego podejmowania konkretnych projektów i zadań.
- Odsłony: 1939
Zanim odpowiemy na to pytanie, najpierw wyjaśnijmy co znaczy "nauka", "naukowy"; jak te pojęcia należy rozumieć zgodnie ze współczesną metodologią nauk? Nauka obejmuje w swych badaniach określoną część rzeczywistości materialnej i doświadczalnej. Pozostałymi fragmentami świata realnego zajmuje się filozofia i teologia. Te trzy dziedziny: nauka, filozofia i teologia dają w sumie przybliżony obraz całej istniejącej rzeczywistości. Nauka zajmuje się dość wąskim zakresem wiedzy ludzkiej; w zasadzie obejmuje ona wszystko to, co jest materialne i doświadczalne, a więc można powiedzieć to, co jest mierzalne, dotykalne i co da się zważyć oraz sfotografować. Zasadniczym źródłem poznania naukowego jest doświadczenie empiryczne; ono też jest zasadą weryfikacji twierdzeń naukowych. Współcześnie najbardziej typowy przykład wiedzy naukowej stanowią nauki przyrodnicze, a od XIX wieku miano nauki zwykło się dawać naukom szczegółowym takim jak: fizyka, chemia, biologia, ekonomika, psychologia, socjologia itd. Takie pojecie nauki przetrwało do naszych czasów. Obecnie przyrodnicy i naukowcy posługują się takim właśnie pojęciem nauki. Nauki przyrodnicze ograniczają się do opisywania i wyjaśniania w świecie przyrody prawidłowości zdarzeń oraz ich przewidywań. Poznanie naukowe musi opierać się bezpośrednio lub pośrednio na empirii, czyli na doświadczeniu zmysłowym. Oprócz nauki uprawia się w pewnych kręgach, z dużym zainteresowaniem i pożytkiem duchowo-intelektualnym, filozofię, która bazuje na rozumie oraz teologię opartą na Objawieniu. Ani filozofa, ani teologia nie są w powyższym (wąskim) znaczeniu nauką, co nie oznacza, że są gorsze lub mniej wartościowe od nauki.
- Odsłony: 1863
„Wiemy dobrze, że Duch tchnie kędy chce (J 3,8). Wiemy też, że Kościół wymaga od wiernych zachowania ustawicznych praw i jeśli często okazuje się ostrożnym i nieufnym względem możliwych złudzeń duchowych u tych, którzy przejawiają niezwykłe fenomeny, to jednak jest i chce być pełen uznania dla doznań nadprzyrodzonych, udzielanych niektórym duszom lub też względem faktów cudownych, które niekiedy Bóg raczy włączać niezwykle do biegu naturalnego zajść życiowych”. (papież Paweł VI Audiencja Generalna 29.11.1972) Orędzie fatimskie jako ostrzeżenie i naglące wezwanie Matki Bożej do nawrócenia „nie jest jednorazowe. Jej apel musi być podejmowany z pokolenia na pokolenie, zgodnie z nowymi »znakami czasu« – mówił Jan Paweł II. „Trzeba nieustannie do niego powracać. Trzeba go podejmować wciąż na nowo”. W obecnej sytuacji, w jakiej znajduje się Polska, orędzie fatimskie jest szczególnie aktualne. W sposób niezwykle dramatyczny, poprzez przekazanie trzyczęściowej tajemnicy oraz spektakularny cud słońca, Matka Boża przypomniała ewangeliczną prawdę, że ludziom do szczęścia, tak naprawdę, potrzebny jest tylko Wszechmocny Bóg, który stworzył nas dla siebie i pragnie podzielić się z nami pełnią szczęścia. My ze swej strony powinniśmy ze wszystkich sił dążyć do zjednoczenia z Nim, krocząc trudną i wąską drogą wiary. Trzyczęściowe orędzie Matki Bożej jest orędziem Ewangelii. Zostało przekazane dzieciom podczas objawienia 13.07.1917 r.
- Odsłony: 1439
Na działalność Papieża diabeł nie mógł patrzeć obojętnie. Po trzecie, szatańska strategia kierowana jest nade wszystko na pasterzy. Demony z rozmysłem atakują fundamenty Kościoła. To oczywiste: szary człowiek może się zbawić, może też pomóc w zbawieniu kilku ludziom. Większym zagrożeniem jest kapłan, zakonnik, jeszcze większym biskup. Największym pasterz, który prowadzi cały Kościół. On może ocalić przed piekłem miliony! Stąd dzieje papiestwa to historia walki z Szatanem. Nie inaczej było w „polskim” pontyfikacie. Na działalność Papieża diabeł nie mógł patrzeć obojętnie. Po trzecie, szatańska strategia kierowana jest nade wszystko na pasterzy. Demony z rozmysłem atakują fundamenty Kościoła. To oczywiste: szary człowiek może się zbawić, może też pomóc w zbawieniu kilku ludziom. Większym zagrożeniem jest kapłan, zakonnik, jeszcze większym biskup. Największym pasterz, który prowadzi cały Kościół. On może ocalić przed piekłem miliony! Stąd dzieje papiestwa to historia walki z Szatanem. Nie inaczej było w „polskim” pontyfikacie.
- Odsłony: 1459
Dziś, to jest 09 lipca 2017 roku w Stanach (jeszcze nie zjednoczonych) odbyły się uroczystości związane z patronem leśników - świętym Janem Gwalbertem. Ponieważ jest to moja rodzinna parafia nie mogę przejść obok tego wydarzenia obojętnie, nie zaznaczając tego faktu w kilku słowach. Kościół naucza, że każdy z nas powinien mieć duchowego opiekuna, który jest wsparciem, opoką, wzorem do naśladowania. Czasem śmiejemy się z tego, traktując istnienie duchowego patrona jako zabobon. Wierzymy często w magię internetu czy telewizji, wzorując się na celebryckich idolach. Owszem, każdy z nas ma własną filozofię życia, ale chyba też każdy, niezależnie od wiary i poglądów, wzywał kiedyś na pomoc jakiegoś świętego. Zwykle takim dyżurnym „adresatem westchnień” jest np. święty Antoni, św. Juda Tadeusz i inni. Jest jednak wokół nas wielu opiekunów, patronów, świętych. Patronem leśników, choć mam wrażenie mało jeszcze znanym, jest od 1951 roku święty Jan Gwalbert. To znana postać w Stanach - naturalnie nie w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, lecz w Stanach położonych w województwie podkarpackim. Właśnie w miejscowości Stany, która jest położona w województwie podkarpackim, w powiecie stalowowolskim i na terenie gminy Bojanów, istnieje należąca do diecezji sandomierskiej, parafia rzymskokatolicka, której patronuje święty Jan Gwalbert.
- Odsłony: 1262
7 lipca 2007 roku papież Benedykt XVI opublikował motu proprio Summorum pontificum, przywracając możliwość celebrowania liturgii łacińskiej, która zdaniem niektórych lepiej od nowego rytu uwidacznia centralne miejsce Pana Boga. Z tej okazji przypominamy ważne wystąpienie kardynała Roberta Saraha, obecnego prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Kard. Robert Sarah, przewodniczący watykańskiej Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, zaprasza wszystkich kapłanów do celebrowania ad orientem, a wiernych do klękania przy przyjmowaniu Eucharystii. Purpurat, będący w tym przedmiocie najwyższym autorytecie po papieżu, swój apel wystosował na konferencji Sacra Liturgia, która odbyła się 4. lipca 2016 roku w Londynie. Gwinejski kardynał powiedział, że celebracja mszy świętej ad orientem - a więc twarzą do tabernakulum, a nie do wiernych - mogłaby zostać wprowadzona w czasie tegorocznego adwentu rozpoczynającego się 27. listopada. Sarah wyznał też, że Ojciec Święty Franciszek prosił go o "kontynuowanie prac liturgicznych rozpoczętych przez Benedykta XVI". Prace te, traktując rzecz w największym możliwym skrócie, zasadzają się na wyeliminowaniu nadużyć powstałych po posoborowej reformie liturgicznej i powrocie do niektórych rozwiązań stosowanych w tradycyjnej liturgii.
- Odsłony: 1307
Funkcjonuje pewien obiegowy tekst, który kończy się puentą: "a jednemu z naszych się udało" - i ktoś może zapytać czy to dowcip?, legenda? prawda?. A czy to tak ważne. Otóż istnieje pewne znane opowiadanie, którego przesłaniem jest swoistego rodzaju nadzieja. Mowa w nim o karierze. Młody kapłan będący w podróży pociągiem spotyka rabina, który z niecierpliwością czeka na dialog z nim. A ten, nie wyrażając zbytniej chęci do rozmowy, sprowokował tym samym rabina do inicjatywy w formie konwersacji. Jedno z zasadniczych pytań w rozmowie wielokrotnie powtarzane przez rabina pod adresem „wielebnego” brzmiało: „a jaka kariera?” W końcowej wersji opowiadanie kończy się stwierdzeniem rabina: „a jednemu z naszych się udało”. Gdy spojrzymy na załączone foto, można, a nawet należy stwierdzić: „a jednemu z naszych się udało”. Wystarczyły dwa zbiegi okoliczności. Jeden to ten, gdy bohater młodszy z foto wyjechał przed dwoma dniami na wakacje. Drugi zbieg okoliczności, to przygotowania do mającej się odbyć wizyty w Polsce przedstawiciela Narodu Amerykańskiego. A, że obaj znaleźli się obok siebie, mamy na to wiarygodny dowód w postaci foto. Czy więc wielu z nas znów nie zacznie powtarzać: „a jednemu z naszych się udało”. Otóż los jednym bardziej, a drugim mniej sprzyja. Takie jest życie. Czy można więc jeszcze coś więcej do tego dodać?
- Odsłony: 2303
Zwolennicy sankcjonowania tak zwanej „mowy nienawiści”, czyli szerzenia agresji werbalnej w przestrzeni publicznej (a w istocie tego, co sami za agresję uznają), wskazują, że dzięki temu debata publiczna zostanie oczyszczona z pogardliwych i obraźliwych treści. W rzeczywistości jest to jednak koncept zupełnie nieprzystający do standardów demokratycznego państwa prawa oraz wymogów rzeczowej i wolnej debaty, a ponadto, nie spełnia deklarowanych celów, lecz stanowi cenzurę i niweczy wolność słowa. W żadnym systemie prawnym nie istnieje powszechnie stosowana prawna definicja „mowy nienawiści”. Również na poziomie międzynarodowym nie uzgodniono w tej kwestii zadowalającego konsensusu. Uczucie nienawiści oraz jego kompleksowe zidentyfikowanie i opisanie na gruncie prawnym okazuje się bowiem niezwykle trudne. Tym trudniejsze jest zdefiniowanie w przepisach prawa przestępstwa „mowy nienawiści”.








