W teologii katolickiej, w całym Kościele katolickim w krajach obszaru niemiecko- oraz anglojęzycznego, pozwalano na sytuację, w której przez całe dziesięciolecia wolno było głosić idee heretyckie. Ten proces się rozszerzał i ostatecznie doprowadził do przemiany świadomości wielu chrześcijan. Musiał przyjść czas, kiedy ilość tego typu poglądów wzrosła tak bardzo, że zaczęto je wprost artykułować - mówił w 1996 roku biskup Salzburga, Andreas Laun). Poniżej zamieszczamy fragment jego wywiadu jakiego udzielił na temat nieposłuszeństwa w Kościele katolickim w kontekście stworzenia przez tzw. katolików liberalnych stowarzyszenia „My jesteśmy Kościołem” między innymi w Austrii. Wywiad ma ponadczasowy wymiar, dlatego warto raz jeszcze wgłębić się w treść rozmowy z biskupem. Organizatorzy inicjatywy „Jesteśmy Kościołem" twierdzą, że realizują jedynie idee Soboru Watykańskiego II, który uznał powszechne kapłaństwo wiernych i przyznał nowe zadania świeckim. Dlatego uważają oni, że w ich postulatach przejawia się działanie Ducha Świętego, bo to oni reprezentują większością prawdziwy Lud Boży. Co ksiądz biskup sądzi o takiej argumentacji?
Chodzi tu o rozstrzygającą kwestię, a mianowicie: czy ludzie organizujący referendum kościelne znajdują się jeszcze obiektywnie w obrębie Kościoła katolickiego a tym samym Soboru Watykańskiego, czy już nie. Na to pytanie odpowiadam w sposób jednoznaczny: nie. Przyjmują oni bowiem zupełnie fałszywy, prymitywny obraz Kościoła. Faktycznie zaprzeczają istnieniu różnych charyzmatów i urzędów w Kościele. Jeśli ci ludzie mówią: "jesteśmy Kościołem" to nie zaneguje tego żaden biskup. Natomiast oni z kolei zachowują się tak, jakby do Kościoła nie należeli biskupi. Prawdopodobnie na taki zarzut odpowiedzieliby: "Ależ skąd, biskupi należą do Kościoła". Zapominają jednak i nie chcą tego uznać, że biskupom powierzono zadanie szczególne. Jakie to zadanie? Tu mamy odpowiedzi, jakich udzielił Sobór Watykański II. Wystarczy tylko przeczytać konstytucję "Lumen gentium". Widać, że biskupom przysługują charyzmaty przewodnictwa i nauczania. Zaprzeczają temu faktowi inicjatorzy referendum i tym samym sami stopniowo odłączają się od Kościoła. Jednak osoby należące do inicjatywy twierdzą, że nie domagają się zmian dogmatów, a jedynie reformy zewnętrznych struktur kościelnych, zbliżenia Kościoła do ludzi. Chcą zniesienia tych elementów w tradycji Kościoła - obowiązku celibatu, zakazu kapłaństwa kobiet, zakazu używania środków antykoncepcyjnych - które ich zdaniem odpychają człowieka współczesnego od religii.
To referendum kościelne zawiera trzy rodzaje postulatów. Do kategorii pierwszej należą te postulaty, o których można dyskutować. Jest to choćby kwestia, jak najlepiej mianować biskupów. Z historii wiemy, że były pewne sposoby mianowania biskupów, np. w Austrii robił to cesarz, w innych państwach - książęta. Trzeba pamiętać, z jak wielkim trudem Kościół wywalczył sobie wolność i swobodę samodzielnego mianowania biskupów. Teraz mówi się, że może to trzeba zmienić, że istnieją lepsze sposoby. Dobrze, że o tym można rozmawiać. Ale jeśli chce się to robić, trzeba postępować bardzo ostrożnie, z ogromną wiedzą na temat historii. Najważniejszą kwestią jest wówczas pytanie, jak to robić najlepiej. Wówczas odpowiedź, że trzeba to robić demokratycznie, o czym tyle mówią organizatorzy inicjatywy „Jesteśmy Kościołem", wydaje się dziecinna. Demokracja ma swoje zalety i wady. Trzeba się pytać, kto ma głosować, kto ma decydować, kto jest kompetentny. Tym niemniej sprawa mianowania biskupów jest kwestią do dyskusji, podobnie jak drugi postulat dotyczący celibatu. Oczywiście jest to coś, o czym można dyskutować. Nikt nie powie, że jest to dogmat. Obowiązek celibatu mógłby też wyglądać inaczej, ale pytanie brzmi, czy rzeczywiście trzeba i powinno się celibat reformować? W obu tych przypadkach, jeśli chodzi o mianowanie biskupów i celibat, dyskusja jest uprawniona.
Druga kategoria obejmuje np. sprawę kapłaństwa kobiet. Tu po prostu muszę wyraźnie powiedzieć: nie jest prawdą twierdzenie, że to nie jest kwestia dogmatyczna. Ukazały się poświęcone temu tematowi obszerne prace historyków teologii, które pokazują, jak kwestia ta przewija się przez całe dzieje Kościoła. Sądzę, że brak zgody na kapłaństwo kobiet jest wręcz czymś koniecznym, jeśli patrzymy uważnie na tradycję nauczania kościelnego. W tej sprawie mamy np. jeszcze decyzję soboru w Nicei, a więc bardzo wczesną, gdzie mówiło się, że diakonisy, a więc kobiety zwane diakonami, należą do laikatu a nie do kleru, bo brakuje im nałożenia rąk. Pokazuje to, że nawet w tym wczesnym okresie dziejów Kościoła i istnienia chrześcijańskiej świadomości kobietom-diakonisom nie wolno było udzielać święceń. Jest to zatem kwestia dogmatyczna i co więcej, została ona też teologicznie rozstrzygnięta, a jeśli chodzi o urząd nauczycielski, to są wyraźne wskazania i wypowiedzi, także obecnego papieża, że inaczej tej sprawy rozstrzygać nie wolno. To była druga kategoria kwestii referendalnej.
Bp Andreas Laun








