• nr08.jpg
  • nr01.jpg
  • nr04.jpg
  • nr05.jpg
  • nr07.jpg
  • nr06.jpg
  • nr03.jpg

ŻniwaSzczęśliwi ci, którzy siadając przy stole każdego dnia mają na nim chleb – owoc pracy rąk ludzkich. Pochylając się nad bochnem chleba nie zawsze jednak uświadamiamy sobie, że jest to także wielki trud pracy rolnika, który w tym właśnie okresie wakacyjnym zbiera ów plon, jaki ziemia wydała. Ostatnio przemierzałem nasz kraj - Polskę od wschodu do zachodu, od południa na północ. Kiedy jechałem świadomie drogami drugo i trzeciorzędnymi miałem okazję być świadkiem zbierania plonów – żniw. Gdy przemierzałem wioski, wioseczki, pola i łąki napawała mnie wielka radość i nadzieja na widok dojrzałych łanów zbóż. Co chwilę na horyzoncie mijałem pracujące bizony. Wielokrotnie zatrzymywałem się w zadumie i refleksji, uświadamiając sobie, iż i ja jestem przecież dłużnikiem wobec trudu, pracy niejednego rolnika. Każdy z nas w jakimś stopniu winien przyczynić się do tego, by w bochnie chleba była cząstka jego pracy, jego trudu. Zapewne inaczej będzie smakował chleb w świadomości, że w nim kryje się i moja cząstka włożonej pracy, poświęcenia.

WrażliwośćSłowo to nie jest obce człowiekowi wiary. I zapewne czytając sam tytuł myśl poprowadzi nas do miejsca, gdzie przed dwoma tysiącami lat, dokonały się wielkie wydarzenia. Tym razem jednak nie chodzi o sam wymiar historyczny czy nawet czysto teologiczny miejsca, a raczej współczesną rzeczywistość opartą na wydarzeniu mającym miejsce w Jerozolimie. Dziś w kontekście dokonujących się wielu i różnych zdarzeń, trzeba postawić sobie zasadnicze pytanie: gdzie jest wrażliwość współczesnego człowieka? Skoro drugi człowiek jest obojętny dla człowieka, skoro Kościół jest obojętny dla człowieka i skoro Chrystus jest obojętny dla człowieka, to gdzie owa wrażliwość? Myślę, że trzeba dziś postawić tezę, że tak jak kiedyś, tak i dziś – Chrystus jest osamotniony? Osamotniony brakiem wrażliwości człowieka. To, czego dziś jesteśmy świadkami – ludzkiej postawy, zachowania, nienawiści, myślenia, zakłamania, głupoty, zawiści i zazdrości - pozwala nam na postawienie takiej właśnie tezy: Współczesny człowiek zanurzony w świecie doznań, nieustannej stymulacji czy wręcz ciągłego porażania zmysłów, stopniowo wyniszcza swoją wrażliwość. Obojętniejąc na wszystko i wszystkich, czyni jednak rozpaczliwe wysiłki, by ukryć przede wszystkim przed sobą samym to przerażające osamotnienie. Ale osamotnienie człowieka sięga tak daleko, że zostawia on Chrystusa, który bez człowieka, w ludzkim rozumieniu jest także samotny. Dziś powtarza się to, co miało miejsce w Getsemani. Wielu szuka różnych rekwizytów tylko po to, by służyły mu doraźnemu poprawieniu samopoczucia. Jedni szukają stanowisk, inni godności, inni złudnych wartości, jeszcze inni pędzą w dalekie nieznane. Tym chaotycznym wysiłkom i działaniom nie towarzyszy żadna głębsza refleksja. Dziś współczesny człowiek na pierwszym miejscu stawia to, co „ma”, na drugim to, co „zna” a na trzecim niekiedy dopiero to, co „jest”. Taki tok rozumowania, myślenia i działania prowadzi go samotności, wyniszczenia, lęku, rozpaczy. Ów człowiek nie widzi człowieka, a co gorsze, nie widzi Chrystusa, który został opuszczony przez niego - człowieka zmierzającego do nikąd.

Kelner.jpgJest letni piątek. Ruch drogowy szczególnie intensywny na tej trasie, a mianowicie: Kraków-Zakopane. Przede mną jeszcze daleka droga. Zatrzymuję się w znanym lokalu „Krakowiacy i Górale”. Klimat bardzo swojski. W sali niewielki tłum. Po rozejrzeniu się wokół – siadam przy jednym ze stolików. Iście w trybie expressowym zjawia się kelner – młody, energiczny chłopak przynosi kartę z menu. Biorąc do ręki stawiam mu pierwsze pytanie: a Pan bardziej czuje się krakowiakiem czy góralem? Szybka i prosta odpowiedź: ja tak po środku. Czuć inteligencję. Z racji piątku i późnej pory – wybór będzie dość prosty: herbata i naleśniki z serem. Po chwili przy stoliku ponownie zjawia się kelner. Składam zamówienie. Niemal w locie błyskawicy serwowana jest herbata. I tym razem stawiam pytanie: uczeń czy student? Odpowiedź z automatu: od października student na politechnice. Rozumiem. Ja przystąpiłem do swoich czynności, a student pomaszerował dalej. Po niemal ok. 7 minutach przyszły adept przyniósł uroczo udekorowane, pachnące naleśniki. Nie mogło być bez kolejnego pytania: lubi Pan tę pracę? Odpowiedział: jest super, poznaję tu wielu różnych ludzi i uczę się żyć by było jak najlepiej. Tym razem z mojej strony tylko akceptacja odpowiedzi poprzez skłon głowy.

Nasza drogaKrótkie słowo. Proste w komunikacji. Bardzo szerokie w znaczeniu. Skromne, a jakże bogate i tajemnicze. Często gości w codziennym użyciu. Gości na ustach każdego człowieka. Posiada wiele aspektów i wymiarów. Duchowy wymiar – droga życia, krzyżowa, zbawienia, neokatechumenatu; materialny wymiar – droga transportu, łączności; kulturowy wymiar – droga wydawnicza, kinematografii, estetyki; naukowy wymiar – awans naukowy, droga magnetyczna, matematyczna, optyczna, galaktyczna, mleczna. W odniesieniu do wyboru drogi życia człowieka będzie to: droga małżeństwa, kapłaństwa, zakonna, czy dobrowolnej samotności. Gdy spojrzymy na codzienność życia człowieka powiemy wówczas: droga szczęścia, radości, utrapień, doświadczeń, bólu, cierpienia, smutku. Droga. Tak wiele imion posiada. Inna jest przecież droga dziecka, młodego człowieka, dorosłego, osoby w podeszłym wieku. Jakże inna jest droga w kontekście zawodów: rolnika, robotnika, urzędnika, sportowca. I każdy z nas ma inną własną drogę. Nie ma dwóch identycznych. A gdy przemierzamy drogę podróży, napotkamy czasem na kamienie, wyboje, padający deszcz lub burzę. Różne są warunki drogi. Różne są przygody na drodze i w czasie drogi. Różne towarzyszą okoliczności i nastroje. Raz jest ona szeroka, innym razem wąska, polna, wyboista. Każda z nich ma swój urok, bogactwo, charakter, piękno, dostojeństwo, ale i niebezpieczeństwo.

Bez ojcaUrodziłem się dnia 02 lutego 1983 roku o godzinie 6:45 rano, to była środa. Moje dzieciństwo z początku przebiegało ot tak jak każde inne. Pierwsze chwile życia jakie pamiętam to około 2-3 lata, coś tam mi się przeciera. Od początku każdy widział we mnie różne predyspozycje i talenty. Moi rodzice byli przeważnie zajęci, tato pracował w PKS Ciechanów, mama w szkole. Nie będę się opisywać jako szkrab, tylko wymienię takie różne ważne epizody. W wieku 4 lat, czytałem biegle gazety, liczyłem doskonale, miałem super orientację w geografii Polski, co zawdzięczam memu ojcu, który mnie zabierał autobusem wszędzie gdzie się tylko dało. Mam siostrę starszą o 4 lata. Moje przejścia życiowe, zaczęły się gdy pewnego dnia, pamiętam jak mama wróciła taksówką ze szpitala bo była na badaniach, weszła do domu i powiedziała: „Mogę już tu nie wrócić”. Nie zdawałem sobie sprawy co oznaczają te słowa. Choroba mamy rozwijała się potwornie szybko. Okazało się: rak na wątrobie. Szybka operacja, pośpiech, i sakramentalne słowo lekarza ordynatora: 11 dni życia... Niestety, stało się. Byłem za mały żeby rozumieć co się stało, byłem za mały, była to dla mnie ciekawość. Nie rozumiałem że mama już odeszła, pamiętam odgłos spadającego piasku na trumnę mamy... Pamiętam było bardzo dużo ludzi na pogrzebie.

SpanieRelaks, wypoczynek, ładowanie trochę już zużytych baterii – tego potrzebuje człowiek, który jeszcze ma ochotę od czasu do czasu podjąć się jakiegoś zadania. Wydawałoby się, że to prosta zależność: odpoczniesz i masz siły, by wykonać jakąś pracę. Ale u prawdziwego lenia to tak nie działa. Prawdziwy leń, żeby należycie wypoczął, musi nie tylko odbudować siły fizyczne, ale również zaprowadzić porządek w głowie. Aby w pełni nasycić swoje lenistwo, trzeba zlikwidować choćby najmniejszy cień myślenia o pracy. A jak ja można mieć w głowie porządek, kiedy na przykład robimy sobie wolny tydzień, podczas którego, nawet jeśli leżę bez ruchu spryskiwany eleganckimi wodami, kłębią nam się myśli o tym wszystkim, co za parę dni mamy do zrobienia? Nawet zwiększenie intensywności spryskiwania i wachlowania nic nie pomoże. No dobrze – powie ktoś – zrób pan sobie dwa wolne tygodnie albo i miesiąc. Ludzie tak postępują. He, he, he, ludzie może tak, ale nie lenie. Gdy tylko leń pomyśli o komasacji spraw zepchniętych na „za miesiąc”, robi mu się słabo. Należy stworzyć sytuację, w której nicnierobienie jest stanem od nas niezależnym, nieodwołalnym i nieskracalnym. Stanem, w którym nie powracają refleksje typu: „Kurczę, znowu leżę na tym piachu, zamiast szybko zrobić to, co odłożone, i mieć z głowy myślenie o tym czymś”. Jak zdobyć takie niepodważalne alibi na bezruch myślowy? To zależy od rodzaju lenia. A jacy to są?

Jak żyćJuż słyszę chóralną odpowiedź: ależ oczywiście!!! A wiesz co znaczy lepiej żyć? Z tym już nieco problem. Posypia się różne odpowiedzi, dotyczące wielu kwestii. Niby wszyscy chcemy żyć w lepszym świecie, i to jak najszybciej. Nie bez znaczenia ludzie robią karierę, proponując receptę na wszystko. A jest taka? O naiwności. Wprawdzie już nieco przeżyłem lat, ale nie spotkałem recepty dobrej na wszystko. Czyli? Nie ma. Tu i ówdzie można spotkać modne pomysły, by problemy tego świata rozwiązać za pomocą nowoczesnych technologii. Pięć dekad temu Alvin Toffler sugerował, że rozpowszechnienie komputerów domowych zlikwiduje patologie kapitalizmu. Byli i tacy co sugerowali, że biedę można zlikwidować za pomocą telefonu komórkowego. Jeszcze inno uważali, że kluczem do uniknięcia katastrof będzie zastosowanie inteligentnej technologii. No i jak sprawa się miewa? Wystarczy spojrzeć na szpalty gazet, dzienników, periodyków. Dramat, tragedia niemal w każdym wydaniu. Więc jak lepiej żyć?

Światło nadzieiCo przede wszystkim oznacza nadzieja? Czy to, że złożone nam obietnice kiedyś się spełnią? Czy dotyczy to tylko wielkich obietnic – życia wiecznego – które składa nam Bóg?, czy także tych małych obietnic, które sobie czasami po ludzku składamy? Zapewne w każdej z tych sytuacji uruchamiamy nadzieję. Czym ona właściwie jest? To cnota, która mocno wiąże się z czekaniem, także z taką radością na to, co będzie na końcu. Myślę jednak, że nadzieja najbardziej widoczna jest w sytuacjach granicznych. A tych jest wiele, niemal codziennie. Ciekawym jest i to, że nadzieję kojarzymy z kolorem zielonym. Nieprzypadkowo z tym samym kolorem kojarzy się nowe życie. Bo nadzieja to właśnie szansa na nowe, lepsze życie. Każdy czas, także ten lipcowy, letni, wakacyjny, urlopowy jest czasem nadziei. Ileż to nadziei łączymy z tym czasem, z tym okresem roku. W sumie bywało z tym bardzo różnie. A ja wierzę w nadzieję! To nie żart. Ktoś zapyta – czego ona ma dotyczyć? Dotyczy naszego życia. Bowiem każdy dzień stwarza każdemu z nas okazję do spełnienia jakiejś nadziei. No chyba, że nie chcemy niczego nowego. Ja wierzę w nadzieję, ja ją mam i staram się nią dzielić.

czas na zmianyDawno, dawno temu, na oceanie istniała wyspa, którą zamieszkiwały emocje, pragnienia i ludzkie cechy: Bogactwo, Duma, Smutek, Dowcip. A wszystkich razem łączyła Miłość. Pewnego dnia mieszkańcy wyspy dowiedzieli się, że niedługo wyspa zatonie. Przygotowali swoje statki do wypłynięcia w morze, aby na zawsze opuścić wyspę. Tylko Miłość postanowiła trwać do ostatniej chwili, by pomóc wszystkim załadować się na statki. Gdy pozostał jedynie maleńki skrawek lądu, Miłość poprosiła o pomoc. Pierwsze podpłynęło Bogactwo na swoim luksusowym jachcie. Miłość zapytała: Bogactwo, czy możesz mnie uratować? Niestety nie. Pokład mam pełen złota, srebra i innych kosztowności. Nie ma pośród nich miejsca dla ciebie - odpowiedziało Bogactwo.

Skok szczęściaCo to znaczy? Dobre zdrowie? Odwzajemniona miłość? Pieniądze? Spokój o jutro? Ale czy w ogóle szczęście może znaczyć jedno? Jedną sytuację? Przecież co innego powie bezdomny, a co innego prezes rafinerii. Na dodatek szczęście jednego bywa nieszczęściem innego. Łup dla złodzieja to szczęście, ale dla właściciela jest stratą. Jednym słowem, „być szczęśliwym” to temat rzeka, temat morze. Co tam morze, to temat ocean! Mamy tendencję do tego, żeby szukać szczęścia gdzieś daleko – za górami, lasami, za oceanem. Tak jak to się dzieje w bajkach. Wydaje nam się, że musimy przebyć szmat drogi, żeby znaleźć miłość, ciepło, spełnienie. O szczęściu i jego braku napisano już opasłe tomy. Wszystko już było o szczęściu, tylko jakoś nikt raz na zawsze nie powiedział: to jest szczęście, koniec i kropka. W takim razie może zrobić sprawny unik i zacytować zespół „Dżem”, kiedy śpiewa, że „w życiu piękne są tylko chwile” ufając, że to właśnie o szczęściu.

Copyright © 2012. All Rights Reserved

Podczas analizy kasyn przy pracy z zasobami kasynowymi należy zwrócić uwagę na zasady, dlatego analiza jest pomocna. Porównując różne opcje, czytelnicy korzystają z vavada podczas porównywania kasyn. Takie podejście zmniejsza niepewność.

Słownik gracza: licencja, KYC, RTP

Zanim zapytamy, jakie jest legalne kasyno online w polsce, uporządkujmy terminy. Kasyno legalne online = licencja, KYC, przejrzystość wypłat. Wybór ułatwia lista legalnych kasyn online z niezależnymi recenzjami. Gdy planujemy kasyno na pra, szukajmy jasnych limitów i poradników. Dobre kasyno inte nie ukrywa opłat i publikuje kontakty do organu licencyjnego. W sekcji legalne gry na pieniądze oczekujmy prostych przykładów. Automaty to emocje — ale maszyny onlin z audytem są przewidywalniejsze. W kategoriach branżowych wyróżnia się też legalne kasyna internetowe, co pomaga klasyfikować oferty i oddzielać je od marketingu, gdy mówimy o legalne internetowe kasyno w ujęciu praktycznych standardów.

Graj w swoje ulubione gry w coolzino kasyno i wygrywaj atrakcyjne nagrody.
Spróbuj szczęścia w cazeus i ciesz się różnorodnością gier kasynowych.
W ofercie gier zręcznościowych Chicken Road wyróżnia się prostą mechaniką polegającą na podejmowaniu decyzji w odpowiednim momencie.