Pewno nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło, gdy studenci powracający ze Lwowa nie zapomnieli o złożeniu wizyty w szpitalu ks. prof. Marianowi Wolickiemu, wieloletniemu Dziekanowi. Pamięć o osobach, które wiele uczyniły jest naturalną cechą, a przynajmniej tak powinno być. Stąd też pomimo późnych godzin popołudniowych, wstąpiliśmy na chwilę w odwiedziny by wyrazić pamięć i wdzięczność za wiele lat posługi a także podzielić się radościami serc z racji doświadczenia uczty dobra, miłości i życzliwości, jaką przeżyliśmy we Lwowie. A dobre słowo, jakie chcieliśmy skierować pod adresem ks. Profesora, leczy smutek, więc przybyliśmy z dobrym słowem, radością i pamięcią. A pamięć tę wyrażamy w modlitwie, której każdemu z nas wiele potrzeba.
Żeby nie wiem jak człowiek był twardy, to z każdego uczucia coś w nim zostaje, uczy się czegoś, czego dawniej nie umiał, raz to jest dobre, raz nie. I z siebie też coś komuś zostawia w spadku. A myśmy tak wiele otrzymali i wciąż otrzymujemy od naszego ks. Profesora, który na chwilę musiał wyłączyć się z codziennych obowiązków akademickich. Jeszcze czeka Go rehabilitacja, by w pełni nabrać sił do pracy. Ufamy, że ten ostatni odcinek powrotu do zdrowia także zakończy się sukcesem, czego Mu z całego serca życzymy.
Ta lekcja złożonej wizyty w murach szpitalnych także i zdrowym wiele daje do myślenia. Szkoda tylko, że nie zawsze z tego myślenia płyną konkretne wnioski. Ale taka jest widocznie natura ludzka, która wciąż potrzebuje namacalnych znaków o swojej słabości. Studenci otaczając swego Mistrza wieńcem pamięci, dali dowód dojrzałości, jakiej u wielu osób niekiedy posuniętych w latach brakuje. Są to swoistego rodzaju sekrety, które nie ukryją się nawet przed nauką. Medycyna ma swoje sposoby na wykrywanie kłamstw. W ścianach szpitala prawda jest naga. Jak przechowujemy nasze sekrety poza szpitalem? Cóż, to co innego. Jedno jest pewne: cokolwiek staramy się ukryć, nigdy nie jesteśmy gotowi, kiedy prawda wychodzi na jaw. I w tym tkwi problem z sekretami. Tak jak niedola, lubią towarzystwo. Wspinają się wciąż do góry, dopóki nie przejmą kontroli nad wszystkim, dopóki nie będzie miejsca na nic innego, dopóki nie będziesz tak pełen sekretów, że będziesz się czuł, jakbyś miał wybuchnąć. I to, o czym ludzie zapominają, to jak dobrze można się czuć, kiedy w końcu zrzuci się ciężar tajemnic. Nieważne, czy były dobre, czy złe, przynajmniej już nie ciążą. I czy ci się to podoba, czy nie, kiedy twoje tajemnice już ujrzą światło dzienne, nie musisz się za nimi ukrywać. Najgorsze w sekretach jest to, że nawet, kiedy myślisz, że masz nad nimi kontrolę, wcale tak nie jest.
Amicus








