Strumień życia budzi serce i obwody umysłu. Człowiek postrzega co to znaczy być człowiekiem, czyli maleńką kroplą w strumieniu niezliczonych kropli tworzących tą samą rzekę życia. Chociaż wszystkie kropelki płyną tym samym korytem rzeki, i mają to samo dziedzictwo, to jednak mają inne doświadczenia i nie wszystkie spożytkują we właściwy sposób otrzymany dar nawilżania gleby, podobnie jak ludzie - nie wszyscy spożytkują we właściwy sposób swoje dary serca i umysłu. To wartości decydują o tym, kim jest człowiek i jakie winien piastować honory. W dniu 05 stycznia 2014 roku (niedziela) w Jarosławiu odbyła się uroczystość modlitewno-konferencyjna w I rocznicę śmierci śp. Abpa Ignacego Tokarczuka, wieloletniego Pasterza diecezji przemyskiej, kawalera Orderu Orła Białego, który 29 grudnia 2012 roku w wieku 94 lat odszedł do Pana. Zgromadzona na uroczystości społeczność nie tylko Jarosławia wpierw o godz. 9:30 w kolegiacie pw. Bożego Ciała uczestniczyła we Mszy św., której przewodniczył ks. bp Adam Szal a homilię wygłosił ks. Stanisław Mac z Rzeszowa. Druga część uroczystości miała miejsce w Domu Kultury, gdzie odbył się specjalny program upamiętniający życie i działalność Księdza Arcybiskupa. Na program tej części złożyły się wystąpienia ks. prof. Jana Zimnego (KUL), Andrzeja Wyczawskiego – Burmistrza m. Jarosławia i s. Marioli Karaś – b. Matki Generalnej Sióstr NMP Służebniczek Starowiejskich. (fotogaleria poniżej)
Uroczystość ta była okazją do ponownego spojrzenia na Osobę i działalność śp. Księdza Arcybiskupa przez pryzmat świadków Jego życia o których wyżej była mowa oraz przez specjalny program przygotowany przez młodzież Zespołu Szkół Publicznych w Końskiem - Szkoła Podstawowa im. Ks. Abpa Ignacego Tokarczuka im. Ks. Abpa Ignacego Tokarczuka w Końskiem. Poniżej został zamieszczony w całości tekst jaki wygłosił podczas uroczystości przez ks. prof. Jana Zimnego.
„Trwamy w okresie przeżywania Tajemnicy Bożego Narodzenia, a więc przyjścia na świat Tego, którego określamy mianem: Drogą, Prawdą i Życiem. W kontekście tej Tajemnicy podejmujemy wiele refleksji na różne tematy życiowe. Jedne dotyczą życia przyszłego inne teraźniejszego, ale są i takie, które dotyczą życia przeszłego. Okazją do refleksji w sensie czasu przeszłego jest przypadająca w tych dniach I rocznica śmierci śp. Ks. Abpa Ignacego Tokarczuka. I jak już zostało wspomniane, nie sposób przejść do porządku dziennego, do kolejnych dni Nowego Roku, by nie zatrzymać się w refleksji nad życiem i dziełem śp. Abpa Ignacego Tokarczuka. Czas przemijania, to prawda, która dotyka każdego z nas. Czas jest tym, co powoduje, iż najbardziej odsłania prawdę głównie minioną. Wszelkie sprawy, w tym także sprawy życia człowieka, z perspektywy czasu widzi się inaczej, dostrzega się to, co za życia nie zawsze można było zauważyć, dostrzec. Dziś pochylamy się nad prawdą życia, dokonanych dzieł przez śp. Ks. Abpa Ignacego Tokarczuka.
Zapewne niektórzy z Państwa mogą postawić pytanie: dlaczego to właśnie moja osoba staje w tym miejscu w kontekście pierwszej rocznicy śmierci Wielkiego Człowieka, Pasterza, Budowniczego Kościoła, Męża Stanu? Jestem poniekąd zobowiązany do udzielenia odpowiedzi na to pytanie. Wpierw jednak, chcę zauważyć, że wielu z pośród tu obecnych było świadkiem, jeśli nie bezpośrednim to zapewne pośrednim, życia i działalności Księdza Arcybiskupa. Wiele też słyszeliśmy na Jego temat z ust tych, którzy, byli Jego współpracownikami, bądź poznali Go poprzez Jego dzieła jakich dokonał, bądź dzieła już naukowe opracowane na Jego temat. Dziś staję przez Państwem jako ten, który - można powiedzieć - został zrodzony do kapłaństwa przez Ks. Abpa. To On udzielał mi się święceń kapłańskich, to On skierował mnie na dalsze studia, to On powierzył mi wiele obowiązków i zadań, to On mi zaufał powierzając mi wielokrotnie bardzo wiele poufnych spraw, tajemnic i zadań, wiele prawd, o których dziś jeszcze nie mogę mówić. Są bowiem prawdy, które wszystkim ludziom można mówić, są takie, które szepce się swemu narodowi; są takie, które zwierza się przyjaciołom; są takie, których odkryć nie można nikomu. To właśnie On zawierzył mi w wielu sytuacjach będąc kapłanem diecezji przemyskiej, a nawet, gdy zostałem kapłanem diecezji sandomierskiej. Powierzył mi wiele tajemnic, które wiele z nich zabiorę ze sobą do Pana. O wielu mógłbym powiedzieć, nie są poufne, ale z racji ram czasowych dzisiejszej uroczystości i ich wielości nie sposób je przywołać.
Chcę przede wszystkim podkreślić, że Ksiądz Arcybiskup był dla mnie nie tylko Biskupem, Pasterzem, ale prawdziwym Ojcem, a w pewnym okresie czasu, stał się dla mnie bliskim Przyjacielem. Wiele dni, wiele tygodni spędzałem z nim nie tylko w okresie wakacji. Najpierw jeszcze będąc kapłanem diecezji przemyskiej a potem od 1999 roku, gdy zostałem kapłanem diecezji sandomierskiej, wielokrotnie w ciągu każdego roku spędzałem wspólnie z Nim wiele czasu, który był okazją do bardzo szczerych, otwartych i często ku memu zdumieniu poufnych, a zarazem bardzo ważnych rozmów. Niektóre tematy powierzone mi jako wówczas jeszcze młodemu kapłanowi, przerastały mnie. Jednak wszystko przyjmowałem jako wielkie doświadczenie i znak Boży. Były to iście nikodemowe rozmowy w czasie których, zdobywałem nie tylko wiedzę, ale przede wszystkim mądrość życiową. Uczyłem się od Niego jako Mistrza wielu spraw, rozwiązań, poszerzałem swój intelekt o bogactwo myśli i doświadczenia, których nigdy bym w żadnej księdze nie zdobył o takiej treści i takiej formie przekazu. Przez lata wsłuchiwałem się w ten wielki potok mądrości płynący ze szczerego serca, zatroskanego zawsze o Kościół, Ojczyznę, diecezję. Stąd też, gdy 7 stycznia 2006 roku w Instytucie Teologicznym w Sandomierzu wraz z Ks. Abpem Andrzejem Dzięgą – ówczesnym ordynariuszem diecezji sandomierskiej, uroczyście otwieraliśmy Centrum Badań nad Myślą i Dziełem Arcybiskupa Ignacego Tokarczuka, przy Jego obecności i zaproszonych gości, pozwoliłem sobie wtedy poraz pierwszy wypowiedzieć pod Jego adresem słowa, cytuję: „Księże Arcybiskupie, miałem to szczęście, że Pan Bóg pozwolił mi ukończyć szczególny Uniwersytet, którego rektorem, wykładowcą, formatorem, świadkiem w jednej Osobie był Ksiądz Arcybiskup. Przez lata wspólnego przebywania, podróżowania, szczerych i często poufnych rozmów, wiele się nauczyłem, wiele zdobyłem. Powiem więcej, przez kilka lat częstego i wspólnego przebywania zrozumiałem wiele spraw i rzeczy. I nieważne, że wielu obserwując tę naszą zażyłość, pałało „nadzwyczajną” miłością”.
Był taki czas, że Ksiądz Arcybiskup powierzył mi wykonanie swego testamentu, jednak po paru latach tę decyzję w pewnych okolicznościach zmienił. Ponadto zostałem poproszony przez Niego, abym uporządkował Mu Jego bardzo osobiste archiwum. Przy tej okazji zostałem wtajemniczony w sprawy, których nigdy nie będę mógł publicznie wypowiedzieć, a które tak wiele mnie nauczyły, wiele mi pokazały prawdy, otworzyły mi szeroko oczy na rzeczywistość minioną i ówczesną, ale też przy tej okazji usłyszałem wiele cennych wskazówek i rad. Dlaczego o tym Państwu mówię? Mówię dlatego, żebyście Państwo zrozumieli dlaczego to w dniu dzisiejszym podczas takiej podniosłej chwili, gdy przeżywamy pierwszą rocznicę Jego śmierci, staję przed Wami jako kapłan spoza tej diecezji, co niektórzy to zauważają, a przecież wielu mogło by jeszcze piękniejsze dać świadectwo o Nim.
Dziś staję jako bliski świadek jego życia, bliski współpracownik, syn duchowy, pozwolę sobie na dalsze określenie – staję jako jego młodszy przyjaciel. Używam tego słowa w sposób świadomy a zarazem bardzo zobowiązujący, gdyż takie określenie było kierowane przez ks. Abpa pod adresem mojej osoby. To oczywiście dla mnie wielki zaszczyt a zarazem ogromne zobowiązanie, gdyż stałem się wielkim dłużnikiem wobec Księdza Arcybiskupa, przede wszystkim za dar kapłaństwa, za wielki dar zaufania, za powiernictwo mi wielu zawiłych i trudnych spraw Kościoła, diecezji przemyskiej i Ojczyzny. Pozwolę sobie pokrótce ukazać trzy tytuły, które – według mojej oceny – należą się Księdzu Arcybiskupowi. Wynikają one z Jego osobowości, Jego postawy, Jego życia i Jego działalności. To, co przedstawię Państwu, jest moją prywatną refleksją, prywatnym odczuciem i przekonaniem, ale wielokrotnie i głęboko przemyślanym, a nie tylko chwilą przelotnego uczucia. Ksiądz Arcybiskup stał się bowiem prawdziwym i oddanym „Ojcem Kościoła”, „Prawdziwym Pasterzem” i „Mężem Stanu”.
1. Ojciec Kościoła.
Wiemy z punktu teologicznego, że Ojciec Kościoła to ten, który rodzi nową myśl teologiczną czy filozoficzną. Znamy takich Ojców Kościoła zarówno wschodu jak i zachodu. Dla przykładu, Ojcami Kościoła wschodu byli m.in. św. Jan Chryzostom czy Bazyli Wielki, zaś Ojcami zachodu m.in. św. Tomasz czy św. Augustyn. Chciałbym ze swej strony postawić tezę: że Ksiądz Arcybiskup ze względu na dzieła jakich dokonał dla Kościoła, ze względu za nowatorskie myśli pastoralne, ze względu też na to, kim był jako Biskup, można poniekąd przypisać mu tytuł Ojca Kościoła. Owszem, jestem świadomy, że z tytułem Ojca Kościoła wiążą się konkretne kryteria a mianowicie: a/ prawowierność nauki, b/. świętość życia, c/. powszechne uznanie przez Kościół oraz d/. czas życia – starożytność. Myślę, że jedynie to ostatnie kryterium nie jest do końca spełnione od strony czasu – epoki życia Księdza Arcybiskupa, lecz, gdybyśmy przyjęli charakter stylu Jego życia, pełnego ubóstwa, skromności, prostoty, to uważam, że Ksiądz Arcybiskup swoim stylem życia, duchem umartwienia i wyrzeczenia nie żył w XX wieku, lecz właśnie żył epoką tamtych czasów. Bowiem – jak niegdyś śp. Ks. Józef Sroka powiedział: „nie spotkałem nigdy tak skromnie żyjącego biskupa, tak oddanego Kościołowi, tak ubogiego jak Ksiądz Arcybiskup”. Ze swej strony mogę to w pełni potwierdzić. Zapewne wielu z tu obecnych potwierdzi powyższą tezę, że Ksiądz Arcybiskup, to człowiek wielkiej skromności, człowiek ubogi materialnie, lecz bogaty duchem. Przez swoją troskę o Kościół, w tym budowę świątyń, rozwój sieci parafialnej, będącej inspiracją dla innych diecezji, stał się ojcem Kościoła nie tylko w Polsce.
Znamy dokładnie statystykę tych danych z obszaru diecezji przemyskiej, która czasem niektórym ulatuje z pamięci. Ponadto wszelkie dobra materialne jakie posiadał, poświęcał, przeznaczał dla Kościoła nie tylko w Polsce. Gdybyśmy szczegółowo poznali prawdę o jego zaangażowaniu w sprawy Kościoła poprzez aktywność w Episkopacie, podejmowanie decyzje, działania, zapewne opuściły by nas kolejne wątpliwości, jeśli by ktoś takowe posiadał. Nie chcę wchodzić w obszar Jego pracy w innych poziomach i strukturach Kościoła, do charakterystyki którego nie jestem upoważniony. Prywatnie, osobiście poznałem od Księdza Arcybiskupa, a także poprzez studium prywatnego Jego archiwum, dość szczegółowo i ten obszar działalności Księdza Arcybiskupa. I to, że dziś przywołuję ten tytuł, Ojca Kościoła, to dlatego, że poznałem tak wiele niedostępnych dla innych spraw, kwestii, a które dodatkowo pozwalają mi użyć wobec Jego Osoby tytułu – Ojca Kościoła. Zapewniam, iż w pełni sobie uświadamiam, co za tym tytułem się kryje. Ta jego charyzmatyczna troska o rozwój Kościoła nie tylko w sensie materialnym, ale duszpasterskim, pastoralnym, wypełniała Jego całkowite życie na wielu poziomach i w wielu aspektach. Także i dziś, gdy jestem w różnych zakątkach Polski czy Europy wciąż od osób nie lękających się o własne tytuły czy godności słyszę: mieliście prawdziwego Ojca, Męża Stanu, mieliście Pasterza Bohatera. Zwykle wtedy dodaję, nie tylko mieliśmy, ale mamy i mieć będziemy. Bo to, czy ktoś wśród nas żyje, to nie zależy od jego fizycznej obecności, lecz od życia jego dzieł, jego mądrości, którą przekazał tak wielu kapłanom i wiernym. Do dziś także i młode pokolenie wpatruje się w Jego postać, czerpie wiele mądrości dla siebie. Ksiądz Arcybiskup stał się bowiem niepodważalnym autorytetem, chociaż niektórym nie było po drodze przyjąć tej tezy. Stał się wzorem, motywacją, budowy i rozwoju Kościoła w całej Polsce. I chociaż nie jest dziś łatwo niektórym przywołać pełne statystyki tego, co Ksiądz Arcybiskup dokonał, to prawda ma swoje oblicze. Prawda jest zawsze tylko córką czasu.
2. Prawdziwy Pasterz diecezji
Każdy pasterz – jak czytamy choćby w tekstach biblijnych – dba o swoje owce, jest o nie zatroskany. Parafrazując teksty biblijne w odniesieniu wprost do Osoby śp. Księdza Arcybiskupa z łatwością zobaczymy i przekonamy się, iż posiadał on wiele cech z pasterza ewangelicznego. Permanentna dyspozycyjność swojej osoby dla kapłanów, wiernych, stawanie w obronie każdego poszkodowanego, narażanie się w imię obrony prawdy, dobra i troski o swoją owczarnię, to nie tylko zwykłe atuty ludzkie, lecz heroiczne cnoty męskości, odwagi i poświęcenia. Jakże często głoszona przez Niego prawda poświadczona była świadectwem życia i spadała na niektórych z bezlitosną szczerością. Owa prawda niekiedy dotykała tych, którzy nie byli przyzwyczajeni do jej przyjmowania z racji pełnionych funkcji czy urzędu. Wielu głoszoną i świadczoną przez Niego prawdę ukrywało, gdyż nie pozwalała im na to nienawiść czy puste pożądania. I mimo, że miał wokół siebie wielu, bywało, że pozostawał z pewnymi ideami, planami, sam na sam. Nie był pozbawiony chwil ludzkiego osamotnienia. A wiemy, że osamotnienie jest poniekąd dobre do namysłu, przemyśleń, ale bywa też potworne dla życia. To Jego osamotnienie, o którym w rozmowie wspominał, często pozwalało mu - ujmując literacko - podnosić przedmioty do rangi podmiotów. Bywało, że w tym osamotnieniu pokonywał kilometry swojego życia. Nie mógł się z nikim podzielić tym, co wypełniało Jego serce czy umysł. Pielęgnował to sam dlatego, wiedząc, że strażnikiem myśli, jest dobrze pojęta samotność.
Trzeba dziś też powiedzieć, że ludzie są naprawdę wielcy dzięki instytucjom, jakie po nich pozostają. Nie musimy siebie czy kogokolwiek przekonywać, co pozostawił po sobie Ksiądz Arcybiskup. Ile dzieł żywych, ale i materialnych pozostawił po sobie. Owszem, wielokrotnie bywało za Jego życia, także i po Jego śmierci, iż niektórzy chcieliby, aby ich kłamstwo przybrało oblicze prawdy, prawdopodobnie cierpiąc przy tym na mocno zaawansowaną amnezję. Owszem nie wszystkie prawdy są dla wszystkich uszu. Z tego powodu wielokrotnie chciano poprzez fałsz budować obraz życia i działalności Księdza Arcybiskupa. Głoszona przez Niego prawda, życie Jego według prawdy, broniły się swoją przejrzystością. Ksiądz Arcybiskup doskonale pamiętał, że uległość stwarza pseudoprzyjaciół, a z kolei mówienie prawdy często budzi nienawiść. Wielkość człowieka może być zbudowana tylko na prawdzie. Nie ma wielkości, gdzie nie ma prawdy. Z perspektywy czasu postrzegamy pewne sprawy, rzeczy w sposób bardziej przejrzysty. Tak więc i w tym przypadku, czas jest ojcem prawdy. W swoim życiu często – jak wyżej powiedziałem - pozostawał sam. Ale wielokrotnie podkreślał, że liczył na Boga i na siebie. Bo ten kto naprawdę szuka prawdy, nie powinien liczyć ludzkich głosów.
W historii Polski a konkretnie w historii nauki w różnych dziedzinach życia mieliśmy różnych nestorów. Nestorem nowego modelu duszpasterstwa w Polsce zapoczątkowanego w czasach komunistycznych połączonego między innymi z rozwojem sieci parafialnych, stał się Ksiądz Arcybiskup Ignacy Tokarczuk. Jego m.in. założenie, maksymalnie 4 km odległości wiernych do świątyni, to w pełni socjologicznie, duszpasterskie uzasadnione założenie. Z tym związane było działanie budowania wspólnot parafialnych, budowanie więzi ludzkich, rozwój religijności, życia sakramentalnego. Założenie to miało wieloaspektowe działanie, bardzo szeroki wachlarz uzasadnień. Takie twierdzenie miało w pełni uzasadnienie nie tylko w Jego nauczaniu lecz w całej Jego postawie. Bo warto pamiętać, że są prawdy wyższe niż twierdzenia rozumu. Coś nas przenika i nami kieruje, ulegamy temu nie umiejąc zarazem bliżej wypowiedzieć, określić, a jednak czujemy wewnętrzne przekonanie, ze tak należy działać. Nie czas i miejsce na humor, ale wydaje mi się, że Ksiądz Arcybiskup realizował bardzo znaną zasadę: „za zajączkiem stoi miś”. Kapłani, wierni mogli wiele podejmować działań, bo byli przekonani, że za nimi stoi bezkompromisowy Pasterz, dla którego białe jest białym a czarne czarnym. Jeśli trzeba było, stawał w obronie drugiego człowieka podejmując wszelkie środki obrony.
3. Mąż Stanu
Mianem męża stanu określamy zwykle wybitnego polityka lub dyplomatę. Powiadamy, że jest to człowiek cieszący się autorytetem dzięki któremu sprawowana przez niego władza jest uzależniona od racji stanu. Biorąc pod uwagę czas i okoliczności polityczne okresu sprawowania urzędu biskupiego przez Księdza Arcybiskupa, Jego prestiż, niezależność od władzy ówczesnej politycznej, a z drugiej strony, mający poczucie racji stanu dla Kościoła, dla Ojczyzny, uważam, że Ksiądz Arcybiskup w pełni zasługuje na tytuł: Męża Stanu. Biorąc pod uwagę wszelkie inne dodatkowe okoliczności, Jego zdecydowaną postawę w działaniu dla dobra Kościoła i Ojczyzny, jako wspólnoty i to nie tylko w wymiarze diecezjalnym, lecz ogólnopolskim a poniekąd europejskim, ten tytuł godzi się nadać Księdzu Arcybiskupowi. Wartości, jakimi odznaczał się Ksiądz Arcybiskup, w pełni pozwalają na to, abyśmy Go określali mianem Męża Stanu. Bowiem, to wartości decydują o tym, kim jest człowiek i jakie winien piastować honory. Potwierdzeniem tej tezy jest też fakt przyznania mu Orderu Orła Białego. Oczywiście nie sposób omówić innych, których jest bardzo wiele. Lecz jestem przekonany, że Osoba Księdza Arcybiskupa w pełni zasługuje na miano Męża Stanu. W trakcie porządkowania Jego archiwum, i po zapoznaniu się z dokumentacją, która do dziś nie ujrzała publicznie światła dziennego, a z którą miałem szczęście się dokładnie zapoznać, mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że Ksiądz Arcybiskup swoją misją, swoim działaniem zarówno w Episkopacie jak i w diecezji, pełnionymi funkcjami i decyzjami w pełni wypełnił treść pojęcia Męża Stanu.
Swoją pozycję społeczną, swoje talenty, całe swoje życie całkowicie oddał na służbę Chrystusa, na służbę Ojczyzny, a gdy przypadło mu w udziale zadanie pasterzowania, oddał swe życie również na służbę powierzonego mu ludu. Duch służby ożywiał Jego zaangażowanie. Z rozmachem zagłębiał się w życie polityczne swej epoki. A przy tym potrafił łączyć wierność chrześcijańskim zasadom z konsekwencją w bronieniu polskiej racji stanu. Dobrze też wiedział, że wiara poszukuje zrozumienia, że wiara potrzebuje kultury i kulturę tworzy, że żyje w przestrzeni kultury. Stąd jego dzieła typu: Uniwersytety Kultury Chrześcijańskiej, stąd tworzenie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w Stalowej Woli i wiele innych podobnych dzieł. Nie bez znaczenia KUL w Stalowej Woli dokonał odnowienia Jego doktoratu. W przypadku Jego Osoby nadawane Mu godności były wyrazem ludzkiej wdzięczności za tę niezłomną postawę i wierność Bogu i ludowi Bożemu. Doskonale sam wiedział, powtarzał sobie, że za życia to nie insygnia, ale siła ducha, głębia umysłu i wrażliwość serca dawały mu autorytet i posłuch. Wielokrotnie zastanawiano się, jak to jest, że Ksiądz Arcybiskup mając tyle na głowie spraw i obowiązków, będąc tak prześladowanym, zachowuje iście stoicki spokój. Ksiądz Arcybiskup uznawał, iż wielki spokój zyskuje ten, kto nie baczy na to, co bliźni mówi, czyni lub myśli, ale na to tylko, co sam robi, by było sprawiedliwie i zbożne. Wszystko bowiem, cokolwiek czynię sam, czy z pomocą obcą, powinno jeden tylko cel mieć na oku: pożytek i korzyść społeczną. Trzeba przyznać, że szkoła doświadczenia kosztuje, ale żadna inna nie potrafi lepiej wykształcić człowieka”.
Amicus








