Sobotni poranek. Tym razem spędzamy go w Budapeszcie. Wybiła godzina 5:00 rano. Czasu jest niewiele. Oprócz zwykłych spraw typu: małe śniadanie czas wyruszać w trasę. Gromadzimy się wszyscy przy jednym z kościołów, skąd wyruszymy w trasę pielgrzymkową z jedną grup - w sumie jest ich dziewięć. Przez cały dzień grupy liczące w sumie ponad 2 tysięcy pielgrzymów otoczą Stolicę Węgier wieńcem modlitwy. Każda z grup ma do pokonania w ciągu dnia około 30 km drogi zaś wszystkie grupy razem 220 km. Powoli świątynia wypełnia się pątnikami. Nadchodzi czas na wymarsz. Zanim jednak to nastąpi wspólna modlitwa w obu językach: polskim i węgierskim. Ze strony polskiej udział w pielgrzymce bierze kilkuosobowa grupa Studentów KUL ze Stalowej Woli, którzy po raz kolejny włączają się w to modlitewne wydarzenie. W tym roku przypada 10-lecie tej formy, zapoczątkowanej niegdyś przez biskupów węgierskich a wcześniej zwyczaj ten wprowadzono w innych krajach Europy. Tym razem na Węgrzech jesteśmy od czwartku 26 maja br. Dziś szczególny dzień. Następuje powitanie pielgrzymów przez organizatorów, kilka ważnych informacji organizacyjnych, błogosławieństwo pielgrzymów i ruszamy w trasę. W drogę z nami wyrusz Panie, nam nie wolno w miejscu stać... (Fotogaleria z pielgrzymowania poniżej tekstu)
W ciągu dnia do grupy dołączają kolejne osoby. Po drodze mijamy kościoły stacyjne, gdzie przy każdy z nim zatrzymujemy się na modlitwę. W każdym z nich jest udzielane błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem. Grupa Polska dzielnie się trzyma. Dla sprawiedliwości należy powiedzieć, że to my nadajemy tempo marszu, wnosimy w pielgrzymowanie swoistego ducha radości i atmosfery, która pozwala wszystkim nie czuć zmęczenia. Od czasu do czasu zaznaczamy akcent polskości poprzez śpiew, rozmowy a przede wszystkim szczery optymizm. Węgrzy z podziwem od początku obserwują nas i przy każdej stosownej okazji podejmują z nami rozmowy. Jest parę osób, które służą nam w tym by można było wzajemnie porozmawiać nieco więcej. Do nich należy zaliczyć Panią Judit Marki i ks. Roberta Kukuczkę (Salezjanina pochodzącego z Polski a pracującego 15 lat w duszpasterstwie na Węgrzech). Ks. Robert mówi z uśmiechem, że węgierski to naprawdę język nie z tej ziemi. Ale na początku nie było mu do śmiechu. Rok w Budapeszcie na Óbudzie, gdzie przez 8 miesięcy uczył się węgierskiego, zaowocował. Ks. Robert mówi pokornie, że z pomocą łaski Bożej, a także węgierskich salezjanów, dzieci i młodzieży, opanował wreszcie ich trudny i piękny język. A dziś on nam tym językiem służy wobec braci Węgrów.
Co pewien czas windujemy się na kolejne wzgórze skąd podziwiamy piękną panoramę całego Budapesztu i okolicy. Słoneczna pogoda, wyciska na twarzach pot wędrowania. Trud ten z każdą chwilą coraz bardziej nas łączy z Braćmi Węgrami. Pomimo różnicy językowej szybko nawiązujemy kontakt, wymieniamy swoje poglądy na różne tematy. Rodziły się nowe przyjaźnie. A to wszystko w duchu modlitwy. Ileż by można w tym miejscu napisać ciepłych słów usłyszanych od naszych Braci pod adresem Polaków. Czuło się z ich strony wielką potrzebę dialogu z nami, stąd prośby o wspólne foto, o przyjęcie daru serca w postaci poczęstunku czy drobnych pamiątek. Żywy wieniec modlitwy otaczający Stolicę Węgier emanował żywym duchem wiary, duchem pobożności maryjnej, ale i tradycją religijności polskiej, o czym także nawiązał kaznodzieja na zakończenie pielgrzymki podczas Mszy świętej o godz. 19:00. Wielokrotnie on podkreślał, by Węgrzy brali wzór od Polaków z ich maryjnej religijności, odwagi wiary, podejmowania śmiałych decyzji. Gdy kończyła się wspólna Eucharystia skierowano pod naszym adresem - grupy polskiej - zaproszenie do udziału w pielgrzymowaniu wokół Budapesztu w następnym roku. Wiem, że będą na nas czekać. Wielu poprosiło o adresy kontaktowe, chcą w ciągu roku utrzymywać z nami kontakt. Być może niektórzy z nich odwiedzą nasz kraj, odwiedzą Polskę by naładować swoje akumulatory wiarą i maryjnością.
Po Mszy świętej wieńczącej trud całodziennego pielgrzymowania przyszedł czas na wspólną agapę. Łatwo było zauważyć, że wielu pielgrzymów, których połączył z nami wspólny trud wędrówki chciało ten piękny i bogaty duchowo czas zatrzymać na dłużej. Podziękowania, życzenia, różne prośby, padały jak deszcz majowy na wiosenną zieleń. Szkoda, że tak krótko trwały chwile wzajemnego szczęścia. Pozostała nadzieja ponownego spotkania. Zapewne nie będziemy czekać aż do kolejnego - przyszłorocznego maja. Okazji zrodzi się wiele, by w nieco mniejszym gronie znów razem się spotkać i wymienić myśli, by pobyć razem. Dochodziła godzina 22:00, gdy znaleźliśmy się na miejscach noclegu. Jakoś w dziwny sposób reagowały nasze nogi na chęć wykonania przez nas kolejnych kroków nawet po mieszkaniu. To fizyczne zmęczenie szybko minie. Ono także nadało smaku i sensu pielgrzymowaniu. Nadszedł czas na odpoczynek. Kiedy następnego dnia – 29 maja (niedziela) przyszedł czas na powrót, wpierw Mszą świętą dziękowaliśmy Bogu za przeżyte chwile na Węgrzech. Tuż przed godziną 9:00 wyruszyliśmy z powrotem do Polski.
Amicus








