W akordzie niemal ostatnich dni lata na chwilę zajrzałem do Wiednia i okolic. Z Budapesztu prowadziły jeszcze gorące promienia słońca wytyczające szlak ku zachodowi. Przemierzając w sobotnie popołudnie niemal 250 kilometrowy odcinek trasy doświadczyłem wielu turystycznych wrażeń. Jako, że to weekendowy czas, to i ruch nieco spowolniony a i wędrowników nieco mniej na trasie. A trasa wielce urocza choć otoczenie przyrody niemal krzyczące, iż jesień nadchodzi. Gdy opuszczałem kraj ojczysty niebo płakało deszczem a słońce jakby skrępowane aurą głęboko schowało się gdzieś w głębiny chmur. Tu jeszcze śmiało można z uśmiechem i prowokacją spojrzeć w słońce by swej mocy nie skąpiwszy i kolor skóry na czas jesienno-zimowy zmieniło. Zatem przerwa na wrażenia i skutki płynące z tego, które nam nigdy zawadzić nie dadzą. Delektując się widokiem i sowitym smakiem cieczy pokrzepionej mlekiem i słodyczą - marzenia się wzbudziły prowadząc na płaszczyznę artyzmu, co by czas uroczy w miejscu się zatrzymał i nieco oddechu poezji zaczerpnął. Stąd i część tekstu poezją wyryta by dać wyraz wewnętrznym emocjom. Takim też sumptem do celu przybyłem.
Stanąwszy w centrum wiekowego miasta ujrzałem oczyma wiele pięknych stworzeń. Niczym grzechem było nie oddać się refleksji, która zwykle skrzętnie woła, krzyczy, wszystkim przypomina: zobacz mnie przechodniu, to nie moja wina, żem taka urocza, dzielna, wiekowa mieścina. Toć mi Wiedeń na imię, tak mię zwią od dawna - zresztą jak należy - wielu też i obcych spoza tego grodu doskonale wie, dlaczego ów gród ten właśnie tutaj leży. Jakoś zapomniawszy czym tutaj przybyłem, szybko się spostrzegłem, jak i gdzie się pieszo oddaliłem. Krocząc po uliczkach krętych i spokojnych, można było spotkać też wielu turystów wędrownych. Jako, że wakacje dla młodszej braci już to się skończyły, stąd wszelkie kafejki i puby adepci je wypełniły. Brać studencka nie odpuszcza łatwo czasu ostatniego, wiedząc, że trzeba będzie długo czekać by mieć coś wolnego. Spotkałem też brać z grodu królewskiego, zwanego powszechnie miasta krakowskiego. I mimo, iż od wieków zwią ich centusiami, szybko się spostrzegłem, że szastają mocnymi kwotami. Byli wśród nich tacy co kropelek mocnych za dużo wypili, zapewne po powrocie do kraju będą się chwalili. Snuć będą nadzwyczaj wielkie dla bliskich wspomnienia, przedstawiać ich barwnie jak z bajki marzenia. Warto wciąż pamiętać, że ów wiek ma w sobie tyle obfitości, iż rzadko się zdarza by rozum był przy młodości. Coś mi się wydaje, żem się owej braci mocno się naraził, nie wykluczam również, że ktoś z nich także na mnie się obraził. Lecz prawda jest jedna, trudno jej nie wierzyć, wszelkie wątki życia prawdą trzeba mierzyć. Przejdźmy jednak do tekstu prostszego, by oddać część dalszą czasu wędrownego.
W godzinach wieczornych opuściłem Wiedeń udając się do bliskich na kolejne spotkanie. Tu wsłuchiwałem się w opowieści dotyczące pracy w duszpasterstwie. Nastały zatem kolejne godziny rozmów, a przede wszystkim poznanie bliżej życia Kościoła w austriackiej rzeczywistości. Można i zapewne należy chylić czoła przed obywatelami tego kraju za ich ułożony styl życia, za ich perfekcjonizm w wielu sprawach choćby związanych z porządkiem, odpowiedzialnością do zadań i różnych obowiązków. Ten pozytywny obraz z jednej strony prowokuje a z drugiej mobilizuje do refleksji. Bowiem taka postawa kryje się głęboko w sercu każdego z nich. Ponadto trzeba podkreślić tradycyjnego ducha religijnego, który wciąż jest żywy i obecny. Na potwierdzenie tego był fakt ich świadectwa w postaci udziału we Mszy św. dnia następnego (niedziela).
Z tego wędrowania rodzi się refleksja. Otóż nie zawsze sami doceniamy pewne wartości, które posiadamy, takie jak: wiara, tradycja, rodzina. Często znudzeni nimi uważamy, że są to wartości, które na stałe złączone są z naszym życiem. Czas jednak weryfikuje i często ukazuje, że bywa nieco inaczej. To, co mamy obok siebie a często jest i w nas, to wszystko czas na swój sposób weryfikuje, często okoliczności powodują ich utratę. Na ile my mamy w tym udział, jest to pytanie dla każdego z nas. Warto z wędrowania przez ziemię doświadczać wciąż czegoś nowego, ale też warto sobie uświadamiać, że nasze życie potrzebuje określonych trwałych fundamentów, ich ochrony i nieustannej podbudowy.Jakie więc mamy te fundamenty? Co ich tworzy? Na ile jesteśmy świadomi ich mocy i trwałości?
Panorama Obersulz k. Wiednia
Kościół parafialny w Obersulz
Amicus








