Zagadnienie wiary to temat jaki często staje się przedmiotem refleksji i rozważań teologicznych, filozoficznych, ale także socjologicznych, pedagogicznych, psychologicznych czy innych. Nie dziwi nas fakt, że w dobie postmodernistycznej temat ten często staje się tematem tabu dla wielu sceptyków, ludzi obojętnych, ale także dla tych wierzących jedynie z samej „nazwy” człowiek wiary. Zazwyczaj dla tej grupy osób i podobnie myślących wiara staje się czymś kontrowersyjnym, dyskusyjnym. Bywa także, iż odbierana jest w kategoriach zagrożenia ludzkiej wolności. Wystarczy posłuchać w ciągu jednego tygodnia różnych audycji radiowych, obejrzeć kilka programów telewizyjnych, i z łatwością można się przekonać, że wiara i to wszystko co jest z nią związane, stanowi – delikatnie mówiąc - „niewygodę” życia. Owa niewygoda wyrażana jest w różny sposób, w różny sposób jest także przeżywana. Najczęściej są to symptomy lub wprost działania negatywne. Nie będę się wgłębiał w to zagadnienie, gdyż tematem tego rozważania jest relacja jaka występuje pomiędzy wiarą a samotnością.
Nie dalej jak w ub. roku, podczas zorganizowanej w dniu 20 listopada 2012 roku konferencji naukowej na temat „Ku „Latoroślom” XXI wieku – samotność”, jeden z uczestników podczas przerwy w rozmowie ze mną powiedział: „czy rzeczywiście człowiek prawdziwie wierzący może być samotnym?”. To pytanie zawierające pewna wątpliwość a może będące pozytywną prowokacją wyzwoliło potrzebę pochylenia się nad rzeczywistą relacją: wiara a samotność. Koniecznym jest postawienie pytania: czy człowiek wierzący może być samotnym? Aby udzielić odpowiedzi na to pytanie, należy wpierw uświadomić sobie, że mówiąc o wierze, mamy na uwadze człowieka wierzącego i praktykującego, żyjącego w codziennym życiu wiarą, wartościującego swoje życie wiarą, swoje zachowanie, postępowanie. Człowiek wiary jest tym, który swoje całe życie oparł na Bogu. I mimo, że go nie widzi, ale wierzy. Okazuje siłę, jak gdyby Boga widział. Jest przeniknięty całkowitą ufnością. Wie, że Bóg mylić się nie może. I na tym fakcie oparł całe swoje życie. Dlatego odważnie idzie naprzód, nie przeraża go obojętność religijna innych. Człowiek wiary ma Boga w swoim sercu, który jest Osobą, która to Osoba kocha, słucha, rozumie, wspomaga. Niektórzy uważają, że wiara w Boga narzuca im pewne ograniczenia, normy moralne które czasami mogą wydawać się staroświeckie. Okazuje się, że te normy są światłem, siłą, mocą, drogą do zwycięstwa.
To kwestia wiary. A jeśli chodzi o samotność. Najczęściej jest ona definiowana jak pewien stan emocjonalny człowieka wynikający najczęściej z braku pozytywnych relacji z innymi osobami, w tym także z Osobą samego Boga. Skoro antidotum na samotność jest druga osoba, to będąc człowiekiem wiary ma się obok siebie i w sobie Osobę, która jest z nami, daje nam poczucie bezpieczeństwa, sensu życia, radości i przyjaźni. I jeśli nawet zawiedzie nas człowiek, nigdy nie zawodzi nas On, który pragnie być naszym Przyjacielem, pragnie przebywać razem z nami i to każdego dnia, każdej chwili. Zatem mamy dość prostą odpowiedź na postawione na początku pytanie: człowiek prawdziwie wierzący nie może być samotny. Jeśli czasem spotkamy sytuację, że ktoś jest zewnętrznie samotny, nie oznacza, że jest samotny wewnętrznie. Niekiedy samotność fizyczna czy zewnętrzna jest potrzebna, a nawet konieczna po to, by mieć czas i sposobność na rozmowę z Nim, czyli z Bogiem. Jeśli więc człowiek nie zostawi Boga, zawsze będzie miał Go blisko siebie, nawet gdyby człowiek tego nie zauważył.
Tak więc samotność, jako efekt totalnego i dobrowolnego wyrzeczenia, może być paradoksalnie drogą prowadzącą do jej całkowitego zaprzeczenia: do odkrycia sensu, pełni i prawdziwej wartości życia. Może być ona drogą ku odrodzeniu człowieka. Wbrew pozorom nie jest to założenie rodem z jakiejś rewolucyjnej koncepcji zmierzającej do przekształcenia i naprawy świata w duchu New Age. Przeciwnie, znajduje ono swoje uprawomocnienie w mistycznych traktatach wielkich mistrzów duchowych wszystkich epok i zakątków świata. Takiej samotności nie należy się lękać, o taką samotność należy zabiegać, jest to samotność bogata w obecność. Obecność ta daje nam wiele mocy, wiele siły i radości. I nie zastąpi nam jej nikt, nawet najbliższy przyjaciel – człowiek. Tak oczyszczeni i konsekwentnie zwróceni w stronę jedynego źródła żywej i prawdziwej Miłości, odnajdujemy siebie, odnajdujemy to, czego pragniemy, odnajdujemy sens życia. W tej sytuacji nie możemy już mówić o samotności, która jest przestrzenią wypełnioną Jego obecnością. Jeśli dobrze przeanalizujemy te słowa, jeśli wdrożymy je w życie, zapewne problem samotności, będzie oznaczał dla nas wielką przyjaźń i bycie w niej jako ktoś bardzo ważny.
I jeszcze jedna bardzo ważna kwestia. Otóż w literaturze z zakresu biblistyki bardzo rzadko można spotkać wyraźne rozróżnienie „samotności” i „osamotnienia”, gdyż często używa się tych pojęć zamiennie, nie biorąc w ogóle pod uwagę zasadniczej różnicy między zakresami semantycznymi tych pojęć, które oznaczają różne jakościowo stany ludzkie. Niewątpliwie powodem tego chaosu terminologicznego jest stosowanie terminu „samotność” w znaczeniu szerokim. Wówczas rzeczywiście mieści on w sobie termin „osamotnienie”, który w ten sposób oznacza obok „odosobnienia”, „izolacji”, „separacji”, pewien szczególny aspekt stanu samotności. Niewątpliwie oba pojęcia: „samotność” i „osamotnienie” wskazują na to, iż coś jest samo lub ktoś jest sam, bez towarzystwa innych rzeczy czy ludzi. Na pewno każdy osamotniony jest sam, jednak nie każdy człowiek będący sam – samotny jest osamotniony. „Samotność” należy zatem łączyć z odosobnieniem, odłączeniem, oddzieleniem, chwilowym odseparowaniem, odizolowaniem, natomiast „osamotnienie” wiąże się z opuszczeniem, porzuceniem, pozostawieniem kogoś samym, osieroceniem, z oderwaniem, wyobcowaniem, wyizolowaniem. Samotność może przerodzić się w osamotnienie, gdy człowiek oderwie się od świata, od ludzi, straci z nimi kontakt, tym samym opuści innych i sam skarze siebie na opuszczenie przez innych. Ale najczęściej osamotnienie jest wynikiem opuszczenia przez kogoś i w tym sensie można powiedzieć, iż jest to samotność przymusowa, swoisty szczyt samotności, który przynosi człowiekowi cierpienie.
Amicus








