Kolejny raz serce podyktowało, aby na miarę możliwości pośpieszyć z pomocą tym, którym wojna na Ukrainie wyrządziła i wciąż wyrządza wielką krzywdę. Obecna wyprawa z pomocą humanitarną rozpoczęła się o świcie 25 maja br. (w środę), a zakończyła w nocy z czwartku na piątek. Tym razem transport składał się z 1000 kilogramów makaronu zakupionego wprost u producenta. W zorganizowanej wyprawie towarzyszył mi Marek Drogosz z Jastkowic, dla którego wyjazd na Ukrainę, i w dodatku w czasie trwającej wojny, był pierwszym w jego historii życia. Razem ruszyliśmy – już tradycyjnie - na przejście graniczne w Korczowej, a następnie jadąc przez Lwów dojechaliśmy do Tarnopola, gdzie Rodzina Holubenów podjęła nas swoją życzliwością przekazując także pewne dary dla wojska. Po mocnej kawie,
dotankowaniu paliwa, wyruszyliśmy w stronę Kijowa. Na przestrzeni kilkuset kilometrów w żadnej stacji nie było paliwa. To jest dziś poważnym, dodatkowym i bardzo uciążliwym problemem zarówno dla mieszkańców Ukrainy, ale też spieszących z pomocą humanitarną. Na szczęście zabraliśmy stosowny ekwipunek paliwowy, który pozwolił nam dotrzeć bezpiecznie do Kijowa. Również i tym razem na miejscu czekał na nas gościnny ks. Anatolij pracujący w duszpasterstwie parafialnym na terenie Kijowa.
Ponieważ zbliżała się już godzina policyjna godz.23:00, dlatego niemal w ostatniej chwili zostaliśmy przewiezieni na nocleg do Sióstr Urszulanek, które przyjęły nas serdecznie i gościnnie. Wczesnym rankiem odprawiłem Mszę świętą i udaliśmy się do głównej bazy, gdzie czekała na nas poranna kawa. Przy tej okazji podjęte zostały dalsze plany współpracy w zakresie niesienia pomocy głównie żołnierzom na froncie. Otrzymaliśmy wielką prośbę od żołnierzy walczących na froncie, by załatwić im samochód terenowy używany do wywożenia z lasów rannych żołnierzy, zaopatrzenia żołnierzy w artykuły medyczne, żywność itp. Dotychczas wspomniana żołnierze ci dysponowali dwoma takimi pojazdami, ale niestety jeden z nich uległ zniszczeniu. Omówiliśmy szczegóły w tym temacie. Tak więc od tej chwili pojawiło się nowe wyzwanie „frontowe” – dostarczenie samochodu terenowego, używanego, by mógł on służyć na froncie walki w trudnych warunkach środowiska (zaroślach, lesie) i w ogólne trudnym do poruszania się terenie. Z takim zadaniem, w strumieniach obfitego deszczu, który towarzyszył nam przez ponad 150 km, wyruszyliśmy z Kijowa w kierunku Tarnopola.
Po przybyciu do wspomnianej już rodziny Holubenów, konkretnie do miejscowości Płotycz nastąpiło lekkie przeorganizowanie. Tu czekały na nas świetne pierogi, dobra kawa, a przede wszystkim wspaniali ludzie. Ich myślenie, działanie, rozumowanie, funkcjonowanie mają typowo polskie jako, że korzenie rodowe sięgają Polski. Rodzinna atmosfera, piękna pogoda, świadomość spełnionego uczynku, pozwoliły nam wraz z Markiem D. ruszać w powrotną drogę. Oczywiście wiele czasu poświęciliśmy przy kawie na poszukiwaniu dróg konkretnych działań w kierunku zorganizowania wspomnianego samochodu dla żołnierzy. Mieliśmy świadomość, że ten gest pomocy w postaci auta terenowego z przeznaczeniem dla żołnierzy, może przecież uratować niejedno życie ludzkie.
W tym miejscu zwracam się do Państwa – Czytelników tego tekstu, jeśli ktoś z Państwa dysponuje własnym tego rodzaju autem i chciałby go sprzedać, lub posiada kontakt do osoby dysponującej taką terenówką, a w dodatku jest to osoba chętna do sprzedania tego typu pojazdu, starszego auta – jak to żołnierze określili: by miał cztery koła, kierownicę, dobry silnik i miejsce bagażowe, liczący nawet kilkanaście lat, to bardzo proszę o kontakt telefoniczny 602679930 lub mailowy Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. Jesteśmy gotów zakupić taki sprzęt lub przyjąć go w formie darowizny do dalszego przekazania na rzecz żołnierzy na Ukrainie. Za wszelką pomoc i zrozumienie w tym temacie serdecznie dziękuję. TYLE JEST WART CZŁOWIEK - ILE DOBRA UCZYNI DLA DRUGIEGO CZŁOWIEKA
Amicus








