• nr05.jpg
  • nr06.jpg
  • nr08.jpg
  • nr03.jpg
  • nr01.jpg
  • nr07.jpg
  • nr04.jpg

Zespół GimiWielu specjalistów różnych profesji po wybuchu wojny na Ukrainie zakładało, że po kilku dniach spontaniczna pomoc wielu ludzi przejdzie szybko w stan dystansowania się od potrzeb Ukrainie w myśl znanej zasady: „mistyk i wystygł”. Czy rzeczywiście tak się stało? Dziś jest 36 dzień od wybuchu wojny, czas mordowania przez Rosję niewinnych ukraińskich dzieci, matek i ojców. Tragedia ta, niezależnie od sympatii, poglądów, wyznania, narodowości, poruszyła serca – tak myślę – każdego. A czy dzisiaj, w 36 dniu tej tragedii nadal nosimy w sercu pamięć o tych pozbawionych kromki chleba, czy mamy nadal współczucie, pamięć, troskę i gotowość do pomocy? Odpowiedź na to pytanie może sobie udzielić każdy z nas. Jedno jest oczywiste, że tragedia nadal trwa, że wielu nadal ginie z rąk oprawców, że wielu traci życie, że wciąż potrzeba serca i rozumu, które by w konkretnym wymiarze pośpieszyły z pomocą. Tak się składa, że w dniu dzisiejszym – to jest 31 marca (czwartek) - na prośbę wolontariuszy z Ukrainy, przekazałem w Tarnopolu (Ukraina) ponad 3 tysięcy drożdżówek, które tego samego dnia zostały specjalnym transportem wiezione na front wojny. To tak niewiele, ale zarazem dobrze wiemy, jak ważny jest każdy dar, który sprawi, że na chwilę będzie można wesprzeć osłabione ciało, utracone siły, ale także i ducha.

Fotogaleria poniżej tekstu

Czwartek – 31 marca br. - godz. 3:00 – pobudka. Ostatnie przygotowania do wyjazdu i następnie odwiedziny kilku piekarni w których zostały zamówione drożdżówki: Stalowa Wola, Jamnica, Bojanów, Nisko. Wszystko poszło sprawnie. Jest komplet ładunku. Przed wyjazdem mała kawa i w trasę. Po paru kilometrach intensywny zapach przesiąka na wskroś na tyle, że czuję się jak w piekarni. A trasa dość daleko, liczy ponad 400 km w jedną stronę. Można sobie więc wyobrazić emanację zapachem na końcu trasy. Każdy mój rozmówca będzie mógł orzec, że ma do czynienia z pracownikiem piekarni. Niech tak będzie. Przecież kapelanem też można być w takiej instytucji, także i w piekarni. Podczas przejazdu do granicy towarzyszy nadzieja, że wszystko będzie dobrze. Pobudką do nadzwyczajnej wewnętrznej radości była myśl, że za kilkanaście godzin, może niejedna drożdżówka komuś uratuje życie (zwłaszcza, że chleb to symbol zycia), który jednym przywróci siły, albo wzmocni motywację do obrony wiedząc, że ktoś przez ten skromny gest chce być razem i wspierać w trudnych chwilach. Niech przez ten gest działa przede wszystkim Bóg, który ukoi serce, ożywi nadzieję, i da wiarę i siły w zwycięstwo.

Dojeżdżam do granicy w Korczowej. Podjeżdżam do odprawy. Obsługa miła, sprawna, ale dla formalności choćby, prosi o otwarcie drzwi. No i w tym momencie żołnierz daje trzy kroki do tyłu. Fala intensywnego zapachu cofnęła go wraz z pytaniem, „a co to takiego w tych kartonach?”. Sięgając ręką wzwyż wydostałem jedną okazując i wręczając jako na powitanie na dobry początek dnia. Tak jak w tym przypadku tak i na odprawie celnej zaskoczenie jeszcze było większe. Jak stwierdzono, pierwszy raz spotkali się z taką sytuacją – odprawą takiej ilości drożdżówek. Po chwili ustawiam się na pas do odprawy po stronie ukraińskiej. Można powiedzieć, że nastąpiła pełna powtórka sprzed chwili. Przy okazji mały poczęstunek. Droga do Tarnopola spokojna. Ruch na drodze co prawda intensywny, ale „sami swoi”. Co jakiś czas kontakt przez telefon z oczekującymi w Tarnopolu. Jak mi wiadomo tak na miejscu czekała załoga w gotowości bojowej na czele z główną dowodzącą Panią Lubą i Aleksandrą wraz z jej mężem. Na trasie co jakiś czas kontrole, sprawdzania, a przy okazji poczęstunek drożdżówkami żołnierzy, którzy serdecznie dziękują. Są zziębnięci, bo pogoda dziś nie szalała. Dojeżdżam powoli do Tarnopola. Tu są dwa rozbudowane „kordony” składające się z kilku osób każdy. Bez względu kto jedzie, jakim autem jest szczegółowo kontrolowany. Podjeżdżam pod wskazany adres. Tu załoga wolontariuszy w komplecie i w gotowości. Po powitaniu – rozładunek darów.

Jako, że czekała mnie droga powrotna, a i w centrum pracy było wiele, po krótkiej rozmowie – w myśl zasady - kto w drogę temu czas – wyruszyłem w kierunku Lwowa. Zaskoczeniem była dziś pogoda. Od Stalowej Woli do Lwowa – deszcz i chłód. W Tarnopolu sucho, ciepło (14 stopni) i słoneczko z uśmiechem witało wszystkich przybywających. Podobnie w takim stylu żegnało odjeżdżających. Kiedy dotarłem do Lwowa – pogoda bez zmian: chłód, deszcz. Mijając poszczególne posterunki – zwyczajem poprzedniego wyjazdu – wszystkich żołnierzy obdarowywałem, drożdżówkami. Wielu z nich broniło się mówić, że lepiej przekazać dzieciom. Ciekawym było to, że to ludzie młodzi, jeszcze nie mężowie, ale czujący klimaty serdeczności. Tym razem odprawa, z racji na pomoc humanitarną, odbyła się w tempie ekspresowym. Kolejne chwile na ziemi polskiej urozmaicał deszcz i wiatr.

Kiedy żegnałem się w Tarnopolu, zapytałem grupy, co potrzeba? Odpowiedziano mi: wolności, pokoju i życia. Pani Luba powiedziała, że koniec wojny nastąpi w dość krótkim czasie. Być może już nie będzie potrzeba przywożenia darów. Gdyby jednak tak się nie stało, wtedy pewno nastąpi kolejny wyjazd: czy z drożdżówkami? Dziś trudno o szczegółach wyrokować. Zapewne potrzeb – jak na czas dzisiejszy – jest bardzo wiele. Łatwo zauważyć, że pytania co potrzeba, wprawiają wielu mieszkańców Ukrainy w zakłopotanie. Kolejny raz słyszałem na każdy kroku, jak refren w piosence, „dziękujemy wam, dziękujemy Wam Polakom, dziękujemy Polsce, jesteśmy dla nas wielcy”. My Polacy świadomi otrzymanej kiedyś pomocy w latach 90’, nie możemy pozostać obojętni na los naszych sąsiadów. Nie możemy pozwolić, by ludzki egoizm pozostawił nas w rogu lub na uboczu tej tragedii. Przecież wielokrotnie słyszeliśmy sowa: „darmo otrzymaliście, darmo też dawajcie”. Osobiście jestem szczęśliwy, że choć jedna „nuta” radości zabrzmiała w hymnie wielkości Boga. Слава Богу, слава Україні

Amicus

Tuż przed wyjazdem

Tuż przedwyjazdem w trasę

No już na miejscu

No i już na miejscu

 Panowie do pracy

Panowie rozładunek - czas zacząć!

 

Sama pychota
Sama pychotka

Ku finiszowi

Ku finiszowi rozładunku

Ostatni akord przy rozładunku

Ostatni akord _ proszę się częstować!

Copyright © 2012. All Rights Reserved

Podczas analizy kasyn przy pracy z zasobami kasynowymi należy zwrócić uwagę na zasady, dlatego analiza jest pomocna. Porównując różne opcje, czytelnicy korzystają z vavada podczas porównywania kasyn. Takie podejście zmniejsza niepewność.

Słownik gracza: licencja, KYC, RTP

Zanim zapytamy, jakie jest legalne kasyno online w polsce, uporządkujmy terminy. Kasyno legalne online = licencja, KYC, przejrzystość wypłat. Wybór ułatwia lista legalnych kasyn online z niezależnymi recenzjami. Gdy planujemy kasyno na pra, szukajmy jasnych limitów i poradników. Dobre kasyno inte nie ukrywa opłat i publikuje kontakty do organu licencyjnego. W sekcji legalne gry na pieniądze oczekujmy prostych przykładów. Automaty to emocje — ale maszyny onlin z audytem są przewidywalniejsze. W kategoriach branżowych wyróżnia się też legalne kasyna internetowe, co pomaga klasyfikować oferty i oddzielać je od marketingu, gdy mówimy o legalne internetowe kasyno w ujęciu praktycznych standardów.

Graj w swoje ulubione gry w coolzino kasyno i wygrywaj atrakcyjne nagrody.
Spróbuj szczęścia w cazeus i ciesz się różnorodnością gier kasynowych.
W ofercie gier zręcznościowych Chicken Road wyróżnia się prostą mechaniką polegającą na podejmowaniu decyzji w odpowiednim momencie.