W chwilach niepewności, zagrożeń, trudności człowiek w sposób naturalny szuka pomocy, schronienia, ratunku. Dla ocalenia życia czy zdrowia człowiek jest w stanie poświęcić niemal wszystko. Nie bez znaczenia powtarzamy, że najważniejsze jest życie i zdrowie. Docenia je szczególnie ten, kto choćby raz znalazł się w sytuacji zagrożenia własnego życia lub zdrowia. Dziś takich osób jest bardzo wiele. Ileż to różnych rozwiązań szuka ludzkość by uchronić się od niebezpieczeństwa epidemii. Podejmowane są różnorakie wysiłki by tym, którzy są lub będą zagrożeni w jakiś sposób pomóc. Chociaż bywają i tacy, którzy nie zdają sobie sprawy, że i oni mogą znaleźć się w sytuacji zagrożenia, tworzą ryzyko. Służby stają na wysokości zadania by w sposób ludzki, dostępny na bazie środków medycznych, ochronnych z heroicznym poświęceniem pracują dla innych. Kościół z kolei apeluje, zachęca, wzywa do modlitwy – i słusznie bo dla większości, a może dziś już dla każdego jedyna pomoc i nadzieja, w Bogu. Idąc za głosem serca dane mi jest by u stóp Pani Gietrzwałdzkiej polecać dzisiejsze sprawy każdego, który ufa Panu. Ilekroć tu przybywałem przez lata zawsze doświadczałem rzeszy wiernych nie tylko z Polski. Kiedy przybywałem tu w dniu wczorajszym nie spotkałem nikogo. Pustynia. Dziś udając się na Mszę święta o godz. 7:00 rano mimo uroczej pogody nie spotkałem żadnego pielgrzyma. W czasie Mszy świętej przy ołtarzu stanęło nas 5 kapłanów i jeden ministrant-młodzieniec, zaś poza ołtarzem 3 siostry zakonne i 3 osoby świeckie miejscowe.
Smutna to rzeczywistość. Ale czy pozbawiona nadziei? Po powrocie na miejsce noclegu ponownie stanąłem przy oknie – jak to wielokrotnie czyniłem przy innych okazjach – by spojrzeć na Sanktuarium, na jego otoczenie. Z punktu przyrody piękny wygląd, pejzaż. Wyraźnie widać oznaki wiosny. To budzi radość, to napawa optymizmem, nadzieją, że idzie coś nowego. By podzielić się tą rzeczywistością sięgnąłem po aparat i postanowiłem utrwalić ten czas, to miejsce, te przeżycia, te chwile fotografią. Wiem, że nie do końca oddają one to, co tu dziś się dzieje – a właściwie co się nic nadzwyczajnego nie dzieje. Może gdzieś w głębi człowiekowi towarzyszą inne uczucia i przeżycia jak to bywało. To prawda, że są rzeczywiście zupełnie inne. Ktoś może zapyta: jakie to uczucia mogą towarzyszyć w sytuacji zagrożenia? Może zabrzmi przewrotnie, paradoksalnie, ale tu w miejscu zatwierdzonych przez Kościół objawień Matki Bożej, czuje się nadzwyczają nadzieję. Nie bez znaczenia tytuł tego tekstu: "W stronę nadziei". Patrząc z okna pokoju przez dłuższą chwilę doznałem czegoś, co można by określić daru „spokoju”. Tu ilekroć wcześniej przybywałem zawsze spotykałem ludzi, którzy w rozmowie mocno podkreślali, że to miejsce daje im siłę i moc, spokój i nadzieję. Mieli w tym nie tylko rację, ale zostawali świadkami nadziei.
Gietrzwałd jest jeden. To prawda. Lecz takich i podobnych zakątków, miejsc na ziemi naszej, na ziemi tej, gdzie Ty żyjesz jest wiele. Warto je dziś dostrzec. Warto je nawiedzić w ciągu dni tygodnia, gdzie zapewne nie spotkasz 50 obecnych fizycznie. Może będziesz miał okazję jak nigdy dotąd spojrzeć przez okno tego miejsca na ten dzisiejszy świat. Może dostrzeżesz przez niego coś, co stanie się dla Ciebie czymś odkrywczym, zupełnie dotąd nie zauważalnym, nie odczuwalnym. Może i Ty to spojrzenie, miejsce określisz mianem „Oknem w stronę nadziei”. A wiedz, że mamy różne okna. Bywają takie, które nie mają szyb, ram, które z pozoru nawet do okien są niepodobne. Ale przez ich pryzmat zobaczysz coś, doświadczysz czegoś, odnajdziesz Kogoś, spotkasz się z Kimś – kto to da ci wiarę, Kto wleje nadzieję, Kto umocni w miłości.
Obrazm Matki Bożej Gietrzwałdziej w ołatrzu głównym Sanktuarium
Jedna z kapliczek w Gietrzwałdzie
Amicus








