W chwilach głębokich przeżyć czy wydarzeń na pamięć cisną się różne wspomnienia i skojarzenia. Zwykle wiążą się one z ich treścią, która to treść prowadzi człowieka w myśleniu w wielu kierunkach a szczególnie tych, które zapisały się nadzwyczaj mocno. Przeżywając pogrzeb Śp. Abpa Ignacego Tokarczuka, odrodziły się w mojej pamięci wielokrotne Jego pobyty w Domu Generalnym Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej w Starej Wsi. Wielokrotnie byłem świadkiem jak Ksiądz Arcybiskup swój pobyt w tym miejscu określał, że jest to Jego drugi dom. I rzeczywiście sięgając pamięcią wstecz można przywołać dziesiątki Jego pobytów u Sióstr, które zawsze otwartym sercem witały Go i w chwilach radosnych i trudnych. Miałem to szczęście wiele razy spędzać wraz z Księdzem Arcybiskupem a to Święta Bożego Narodzenia a to Święta Wielkanocy, czy z racji innych okoliczności, w Domu Generalnym Sióstr Służebniczek w Starej Wsi.
Tu wtedy przyjmował i zapraszał Ksiądz Arcybiskup swoich Gości, znajomych na spotkanie, na chwile rozmowy, wspomnienia. I jak pamiętam niekiedy bywało, że z dalekich stron przybywali ludzie, aby spotkać się z Nim i razem przeżyć chwile radości. A Siostry nie tylko służyły zewnętrznie, lecz całym sercem oddane były Księdzu Arcybiskupowi i Jego Gościom. Zawsze witały serdecznie i gorąco, czuło się autentyczną miłość i oddanie, czuło się serdeczność i radość płynącą obecności Wielkiego Pasterza w tym domu.
Tu zwykle przeżywał swoje Jubileusze, których nie sposób wszystkich przywołać. I gromadziło się wówczas wiele oddanych i zaufanych Mu osób, przyjaciół, dawnych współpracowników czy znajomych. Wielu pamiętało, że przyjaźń jest piękna piękniejsza od słońca, lecz tylko wtedy, gdy wytrwa do końca. Takich wiernych przyjaciół otaczało Go wielu. Tylko dobry Bóg mógłby o tym nam powiedzieć. Nie w tym jednak rzecz.
Ale oprócz Jubileuszy Ksiądz Arcybiskup świętował wielokrotnie u Sióstr w Starej Wsi swoje imieniny czy urodziny. Wielu zdążało z bukietem kwiatów żywych serc by wypowiedzieć słowa szczerych życzeń. A Siostry w swej gościnności Wszystkich raczyły przy stole serca i stole Miłości ludzkiej. Na tę okoliczność a więc imieniny czy Jubileusz przygotowywały specjalny program, inscenizacje, by wyrazić wobec Solenizanta czy Jubilata szacunek, wdzięczność, pamięć. Przybywali ludzie świeccy, kapłani, siostry zakonne, a także hierarchowie – biskupi z różnych diecezji. Wszyscy czuli ogromną serdeczność Gospodarzy Domu, czyli Sióstr Służebniczek, na czele z Matką Generalną Mariolą Karaś.
A cóż dopiero powiedzieć o jakże pięknej pełnej miłości postawie Sióstr, które, gdy przyszła próba cierpienia Księdza Arcybiskupa, z pełnym zaangażowaniem podjęły się opieki. Gdy nastąpił pobyt w Szpitalu w Brzozowie, Siostry nieustannie czuwały jak Marty, by nieść wsparcie, otuchę, ulgę, pomoc. Osobiście byłem w drugim dniu po przebytych zabiegach Księdza Arcybiskupa, gdy jeszcze przebywał na sali pooperacyjnej. I wtedy byłem świadkiem nieustannego czuwania Sióstr przy Jego łożu boleści. Kolejne dni i tygodnie, gdy nadszedł czas rekonwalescencji, Ksiądz Arcybiskup postanowił, że ten czas spędzi u Sióstr Starowiejskich, wobec których miał pełne zaufanie wiedząc, że nie będzie na chwilę pozbawiony opieki. Dla bezpieczeństwa Chorego, Siostry na przemian pełniły dyżur przy Księdzu Arcybiskupie. Dzięki takiej postawie, trosce, opiece, Ksiądz Arcybiskup szybko powracał do zdrowia.
Przyszedł też czas na podziękowanie Księdza Arcybiskupa Pracownikom Szpitala Powiatowego w Brzozowie, za to wszystko, czego doświadczył będąc w trudnej sytuacji zdrowotnej. Przychodzą mi na pamięć Jego słowa jako postanowienie, które chciał zrealizować w formie podziękowania. Zaprosił tych Wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do wyrażenia troski, opieki, pomocy w tej – dla Niego – trudnej sytuacji. I w pamiętną niedzielę najpierw przewodniczył Mszy świętej dziękczynnej po której wszyscy zostali zaproszeni na wspólne biesiadowanie. Ileż – pamiętam – razy wspominał Ksiądz Arcybiskup z wdzięcznością ten czas, te chwile przywołując zarazem wielką życzliwość, oddanie, dobroć, poświęcenie Sióstr Służebniczek ze Starej Wsi.
Wielokrotnie spędzał także tu swój urlop czy to w okresie letnim, czy o innej porze roku. Stąd wyjeżdżaliśmy często na wojaże po diecezji przemyskiej a nawet i sandomierskiej czy rzeszowskiej, bądź w Bieszczady, które ukochał, a szczególnie te miejsca, gdzie powstały nowe parafie, nowe świątynie. Powracając dzielił się z ukochanymi Siostrami tym, co zobaczył, czego doświadczył i co przeżył. A były to zwykle chwile wewnętrznej radości, że wciąż powstają nowe placówki, nowe domy modlitwy. Wyjazdy te były dla Niego niczym balsam. Dodawały Mu nowych sił, nowej energii, radości, optymizmu. Tym wszystkim dzielił się z Siostrami, które zawsze oczekiwały na Niego jak dzieci na Ojca. A Ojciec pełen miłości dzielił się tym, czego był świadkiem, tym, co przed laty budował, organizował, tworzył.
Ta owa refleksja zrodziła mi się, gdy przyszedł czas pożegnania Śp. Abpa Ignacego Tokarczuka. Nie sposób było się jej oprzeć i nie wyrazić w tej formie. Ufam głęboko, że każdy, kto zapozna się z treścią tej refleksji przyjmie ją z uszanowaniem. Znając Śp. Arcybiskupa ze względu na dość częste z Nim przebywanie i towarzyszenie Mu w wielu podróżach, spotkaniach, świętowaniu i nie tylko, jestem przekonany, że te kilka moich nieudolnych słów będzie zadośćuczynieniem Siostrom Służebniczkom, za ten ogrom dobra, jakim obdarowywały Księdza Arcybiskupa.
„Świadek”








