Piękny październikowy, jesienny dzień, powoli dobiegał końca. Spotkanie naukowe tym razem trwało do późnych godzin popołudniowych. Po wielu dniach, tygodniach bezdeszczowej pogody spadł lekki deszcz. Powietrze nawilżone zostało opadem deszczu, niebo pokryte chmurami, ożywiona i wzmocniona kroplą deszczu zieleń – tworzyły w tym dniu niezapomniane chwile oddechu. Życie jakby nabrało nowego tempa, rytmu, nowej świeżości. Powrót do domu, mimo znacznej odległości - szybko mijał. Ruch drogowy spokojniejszy, wszyscy oddychali nowym powiewem wiatru i pięknem złotej jesieni. Minęła właśnie godzina 18:00 tym samym odcinek drogi prowadzący do celu podróży w szybkim tempie pomniejszał się. Kilka kilometrów przed kolejną miejscowością, przy lekko nawilżonym powietrzu i już zapadłym zmroku, stojący przy drodze mężczyzna, daje ruchem ręki wyraźny znak aby się zatrzymać. Po chwili otworzył drzwi samochodu, nachyliwszy się w moją stronę zapytał: „Czy pan jedzie w kierunku (…)?” Tak, owszem jadę, a dlaczego pan pyta? – odpowiedziałem. Zanim usłyszałem jakąś odpowiedź, postawił kolejne pytanie: „A czy można zabrać się z panem?” Proszę bardzo – rzekłem. I tak się zaczęło. Po kilku wstępnych, grzecznościowych pytaniach pojawił się dość długi wywód mego pasażera.
Wracam z lasu, gdzie pracowałem cały dzień. Mam urlop kilka dni i chciałem, aby zorganizować drzewa na opał - do domu – na zimę. Bo tak w ogóle to pracuję w Krakowie na budowie. Nie jest źle, gdy człowiek ma pracę. Dziś mieć pracę to szczęście. Oczywiście nie jest ona taka, jakiej człowiek oczekuje, ale i za tę trzeba Bogu dziękować. No dobrze – zapytałem, a ile pan ma lat? Wygląda pan na człowieka bardzo młodego - dodałem. Wszyscy mi tak mówią – odrzekł. I dalej kontynuował. W sumie mam 25 lat, mam żonę i synka Dawida, który się urodził w tamtym roku. Oj, to był trudny rok, ponieważ mój synek ciężko mi chorował. Usunięto mu nerkę w Centrum w Łodzi. Powiem nawet coś bardzo ważnego – że nawet się tym załamałem. No, ale to było w tamtym roku. Teraz jest już dobrze. Synek - to jest moje szczęście!!! Spojrzał na mnie ze wzruszeniem. Coś mi się wydaje, ale chyba pan jest księdzem? Prawda? – zapytał mnie. No jeśli pan chodzi do kościoła i jest blisko Boga, jeśli jest pan wierzącym człowiekiem - to zapewne będzie panu łatwiej zrozumieć odpowiedź na takie pytanie, zwłaszcza, że jestem pewno dziś dość nietypowo ubrany - zażartowałem. Sam mój ubiór pewno coś już mówi - dodałem. Widzę koloratkę, stąd pewno rozmawiam z księdzem - stwierdził. Prawda? – jakby niedowierzającym głosem dodał. Skoro pan tak twierdzi, to pewno tak jest - potwierdzałem. Muszę powiedzieć, że wiele pomagałem naszemu księdzu proboszczowi przy kościele. Różne prace się wykonywało. Chodzę do kościoła, jestem człowiekiem wierzącym.
Aha, - jeszcze chciałbym dodać – że, takie drugie moje wielkie przeżycie w tamtym roku było – proszę księdza – kiedy moja siostra przystępowała do bierzmowania. Też – pamiętam – wtedy się mocno wzruszyłem. Nie wiem sam dlaczego, wtedy się tak wzruszyłem. Ale to było dla mnie bardzo mocne przeżycie. Mogę powiedzieć, że narodziny mego synka Dawida i bierzmowanie siostry, to były największe wydarzenia w moim życiu w ubiegłym roku. Jeszcze też muszę powiedzieć, że mam fajną żonę - Bożenka jej na imię. A co do tego lasu – skąd wracam, to chciałbym powiedzieć, że ja bardzo lubię chodzić do lasu. To zawsze było moje marzenie życia by zostać kimś, kto będzie pracował w lesie. Tym razem w swych wspomnieniach powrócił do lat szkolnych.
Oczywiście wcześniej ukończyłem Technikum Drzewne w „Bieszczadach” – wie ksiądz, gdzie to jest? Myślę, że to było w Lesku – dodałem. Eee...., to widzę ksiądz zna tamte strony. Poniekąd tak – dodałem - gdyż wiele razy tam bywałem. A Rafał kontynuował: bo ja najpierw poszedłem do szkoły zawodowej, a potem – dzięki mamie – poszedłem do technikum. To też było moje pragnienie, by ukończyć Technikum Drzewne, chciałem zostać meblarzem. Ale to, że poszedłem do technikum, to zawdzięczam mojej mamie. Ona mnie zmobilizowała. A potem, gdy ukończyłem szkołę, technikum poszedłem do wojska, by spróbować nieco życia innego. I co pan powie na ten czas służby wojskowej? – znów zapytałem, przerywając to piękne świadectwo życia. Służyłem tylko 18 miesięcy - zaczął. A jak pan ocenia pobyt w wojsku? – wtrąciłem. Wie ksiądz co? – powiem szczerze, że mówi się bardzo różnie o wojsku, ale ja muszę powiedzieć, że dla mnie wojsko było szkołą życia. Wiele się tam nauczyłem, wiele poznałem. Nie żałuję, że byłem w wojsku. To była służba zawodowa. Nawet powiem coś więcej, dla wielu wojsko jest potrzebne. Widzę niektórych moich kolegów, ani nie byli w wojsku, ani nie pracują, są kawalerami – nawet to moi koledzy, i okazuje się, że chodzą tylko i piją, niektórzy już pewno zeszli na margines. Oj – proszę księdza – w życiu trzeba sobie radzić. Życie nie jest łatwe! Ja tylko teraz proszę Boga, by mój synek Dawid był zdrowy. Mam nadzieję, że tak będzie. A co do tego wojska, to służyłem w Chełmie Lubelskim – wie ksiądz, gdzie to jest? – zapytał kończąc tę kwestię. Wiem, to na wschodzie, stąd dość daleko – odpowiedziałem.
Jeszcze jedno, chciałbym powiedzieć księdzu, że miałem i mam wspaniałych rodziców. Zawsze na nich mogłem liczyć. Szczególnie moja mama, ale tato też – oni dla mnie byli najważniejsi, zawsze na nich mogłem liczyć. Dobrze mnie wychowali i za to jestem im bardzo wdzięczny. A jak to jest dziś, czy pan ich odwiedza – zapytałem. Powiem księdzu, że jak jestem na miejscu to odwiedzam ich codziennie. Nie ma dnia żebym nie był u rodziców. I dziś jak czegoś potrzebuję to zawsze na nich mogę liczyć. Nie wiem, ale planuję gdzieś za cztery lata budować dom. Narazie mieszkam z teściami – nie powiem, są dobrzy, wyrozumiali. Ale, wie ksiądz jak to jest, zawsze swój dom, swój kąt. Powoli może i to będzie. Na razie są inne rzeczy, żeby tylko syn był zdrowy, no i w ogóle... Zresztą nie ma na co narzekać. Jest dobrze.
A co by pan powiedział ludziom młodym dzisiaj, jaką pan dał by im radę, jako koledze czy koleżance? – znów przerwałem memu rozmówcy monolog. Hmmm... Przede wszystkim bym powiedział, by szanowali drugiego człowieka. To jest bardzo ważne - mieć szacunek dla drugiego człowieka. I znów przerywając wywód mego pasażera postanowiłem zapytać o jego imię. Aaa... jeszcze o jedno zapytam pana. Jak ma pan na imię? Ja? – zapytał. Tak, pan! Mam na imię Rafał. Mam 25 lat, a jak się żeniłem miałem 23 lata. Czas szybko mija.
Dojeżdżaliśmy powoli do miejsca, gdzie za chwilę miał wysiąść. Pan Rafał dodał: jak ksiądz skręci w prawo, to prosiłbym, aby ksiądz się zatrzymał. Dobrze – zapewniłem mojego kompana podróży. Ja wolę mieszkać na wiosce, blisko lasu. Lubię sobie wyjść do lasu na spacer... dodał Rafał. Po chwili zatrzymałem się na poboczu. Jeszcze kilka zdań, myśli, kilka pytań i odpowiedzi. Chciałbym panu powiedzieć – oznajmiłem, że tą rozmową podzielę się z innymi. Zniecierpliwiony zapytał: a gdzie ksiądz to zamieści? Na stronie internetowej – dodałem. A czy ksiądz mógłby mi na jakiejś karteczce napisać mi adres tej strony – zapytał! Tak oczywiście. Wyjąłem kartkę papieru z kalendarza, zapisawszy: www.pedkat.pl wręczyłem mu. Widocznie tego byłoby mu nieco za mało, skoro po chwili dodał: a czy ksiądz mógłby się podpisać na niej? Wie ksiądz, żona by się cieszyła... Złożywszy swój podpis przekazałem mu kompletną kartkę. Teraz tylko pozostały jeszcze krótkie słowa pożegnania, podziękowania. To Szczęść Boże Panu – powiedziałem na koniec. Dziękuję – padły jakby nieśmiałe i pełne żalu z rozstania – słowa.
Amicus








