Niech gwiazda ludzkiej obecności świeci nam zawsze w codziennym życiu. Bo spotkać prawdziwego człowieka, to spotkać na swej drodze nie gasnące światło nadziei, światło celu życia, motywacji, światło realizacji swoich marzeń, światło wypełniania testamentu miłości. Zwyczajny dzień, a taki uroczy i pełen szokujących i zaskakujących niespodzianek. Tak! To było – można powiedzieć - takie zwyczajne, takie codzienne spotkanie z człowiekiem. Zwyczajne w niezwyczajności. Minęła już godzina czwarta w nocy. Przebudziłem się, bowiem w darze snu pojawiła się owa chwila przeżyta sprzed paru dni, gdy spotkałem młodego człowieka, który niesie przez swoje życie ze sobą ogromny „kosz” zwyczajnej ludzkiej dobroci i radości, obdarowując innych. Kim jesteś? Zapytałem! Jestem młodym chłopcem, studentem, pochodzącym z polskiej wsi, który stawiając proste nogi, stara się każdego dnia wlewać w serca innych balsam ludzkiej, prostej, ale szczerej radości. Staram się nieść radość na twarzy, by pochmurne dni innych stawały się bardziej motywacyjne. Może nie uwierzycie w ten fakt, który naprawdę miał miejsce. I bez żadnego przekąsu przesady wyznam, że to, co zostało przybrane w skromne szaty graficzne języka, zdarzyło się, miało miejsce. A dlaczego nagle w nocy, nadeszła chwila, by jak w zwierciadle na nowo ujrzeć owo zdarzenie i podzielić się z Wami? Nie jestem na to pytanie w stanie odpowiedzieć.
Wielu z Was czytając ten tekst zapyta: kim dokładnie ów młodzieniec jest?, w jakich okolicznościach nastąpiło spotkanie i wzajemne poznanie? Zapewne długo trzeba by prowadzić rozważanie, aby przedstawić to w detalach. Zresztą nie forma jest najważniejsza. Pozwólcie więc, że zatrzymam się bardziej nad próbą odpowiedzi z pierwszego pytania. Kim on jest? Pokrótce wpierw odpowiem: jest niespotykanym na co dzień przez wśród innych: człowiekiem, niby zwykłym śmiertelnikiem, a jednak mającym coś w sobie wyjątkowego. Przed 21 laty przyszedł na ten świat i ujrzał światło dzienne. I mimo, iż przed jego narodzeniem, w jego ognisku domowym, to światło dzienne ujrzało wcześniej dziesięcioro rodzeństwa (braci i sióstr), on jako najmłodszy „beniaminek” przyszedł w noc grudniową pamiętnego roku na południowym polskim skrawku ziemi. Dom rodzinny położony wśród zagajnika, nieco oddalonego od wielkiej aglomeracji i cywilizacji XX wieku, wypełniony został ludzkim życiem. On jako najmłodszy wzrastał w otoczeniu „starszaków”. Wzrastając nie szczędzono go w absorbowaniu do wielu prac, obowiązków, zadań. A, gdy już przeszedł szkolną edukację, bardzo wcześnie nałożono na jego barki obowiązki domowe, które nie zawsze są do podjęcia przez wielu młodych ludzi.
Każdego dnia o wczesnym poranku budzony (4 rano) śpieszy do obejścia domowego, by dzięki temu zapewnić byt domowi rodzinnemu. Świadom, że rodzice spracowani, chce by ulżyć im w życiu. Mimo starszego rodzeństwa, bardziej się „szanującego” podejmuje nie lada prace trwającego każdego dnia po parę godzin. Po porannym obrządku następuje śniadanie i pochylanie się nad studiowaniem, bo oprócz prac domowych, zdobywa wiedzę, buduje swą przyszłość także poprzez kształcenie się. I jakby tego było jeszcze za mało, podejmuje dorywczą pracę, by ulżyć rodzicom w nakładzie na ich utrzymanie. Gdy ktoś z rodzeństwa chce jakiejś pomocy wie doskonale, że „beniaminek” nigdy jej nie odmówi. O dziwo, można powiedzieć, najmłodszy jest oparciem dla starszych będących w pełni sił. W rozmowie wyczułem jego wielkie zatroskanie o starszych rodziców, ale też o innych, w tym swoje rodzeństwo, lecz chyba najmniej o siebie samego. Dlaczego? Gdy postawiłem mu to pytanie: tylko samym szerokim uśmiechem odpowiedział. Można a nawet należy powiedzieć, że nasz „beniaminek” jest wyjątkowym osobnikiem, wyjątkowym młodym człowiekiem, jakby nie dzisiejszym. Obserwując go podczas rozmowy zauważyłem u niego nadzwyczajną skromność, pogodę ducha, nieustanny uśmiech, wielki optymizm, otwarte serce, chęć pomocy każdemu. Skąd to wszystko ma?
Nie będę doszukiwał się zbyt precyzyjnej odpowiedzi. Wielu z Was poszło by na skróty i dodało: to wychowanie w domu rodzinnym. A jeśli tak, to dlaczego taka postawa tylko u niego? Doszedłem jednak do prostego wniosku: ten człowiek „beniaminek” to jakiś wyjątek. Wiem, że wyjątki bywają w gramatyce, ale jak się okazuje i w życiu także. No cóż, wyjątki mają to do siebie, że są wyjątkami a nie codziennością. I ja – można powiedzieć - miałem to wyjątkowe szczęście poznania „beniaminka”. Nie tylko poznałem go jako jednego z wielu młodych ludzi, ale jako kogoś wyjątkowego jak na czas XXI wieku. A jego gwiazda obecności – sądząc po tym czego się dowiedziałem – świeci nadzwyczajnym światłem dobroci i radości. Nie mogłem pominąć pytania doń skierowanego: czy jesteś szczęśliwy? „Tak! Jestem człowiekiem szczęśliwym. I cieszę się, że to co robię, to co każdego dnia wykonuję, mogę wykonywać”. Tak niewiele a tak wiele. I snuje nowe plany: na dziś, na jutro i na przyszłość. Gdy je usłyszałem, znów ogarnęło mnie wielkie zdumienie. Plany ambitne, pełne wyrzeczeń i troski o rodziców, rodzeństwo, o innych bliskich mu osób, a na samym końcu o samego siebie. Czytając Czytelniku pomyślisz i być może nawet zapytasz: czy ten młodzieniec, to nie bohater z powieści fikcyjnej? Daję ci gwarancję, że to postać realna, dziś – jak zaznaczyłem – licząca 21 lat życia, jest studentem w jednej z polskich uczelni a zarazem wykonująca bardzo trudne i wielkie obowiązki w gospodarstwie.
Czy należy więc szukać surrealistycznych powieści? Czy warto i jest sens sięgać po literaturę typu science fiction, by nieco poznać rzeczy idealistyczne a oderwane od rzeczywistości? Bynajmniej. To, co bywa niekiedy w naszych oczach najmniej realne, stanowi pełną i bogatą rzeczywistość obok nas. Owszem, gorzej bywa z tą rzeczywistością w nas. I wbrew pozorom, najbardziej charakterystyczne motywy utworów fikcji naukowej, które dają umiejscowienie akcji na innych planetach, często zamieszczonych na pokładzie statku kosmicznego, odbywającej wędrówki w czasie i przestrzeni z obcą cywilizacją, choćby w drodze wyjątku mają miejsce w naszej przestrzeni, przestrzeni naszego życia. Nie zawsze potrafimy to dostrzec, nie zawsze umiemy to zauważyć i docenić. A jeszcze bardziej, nie potrafimy sami stać się bohaterem takiej realistycznej powieści. Trudno jest podjąć wyzwanie przekraczające mity XXI wieku. A może jednak warto??? Dlaczego??? By światło naszej obecności świeciło w życiu drugiego człowieka!!!
Amicus








