Posługa na rzecz innych to pewien obowiązek i zarazem zaszczyt. Ale czy rzeczywiście wszyscy tak traktujemy nasze posługiwanie na rzecz drugiego człowieka? Na to pytanie może jedynie odpowiedzieć każdy sam i wobec samego siebie. Co prawda, to inni nas oceniają, naszą aktywność, nasze zaangażowanie, poświęcenie czy oddanie, ale co do oceny, na ile jest to pełne i szczere poświęcenie, pozostaje wyłącznie do oceny przez samego Pana Boga. Można bowiem spotkać osoby, które już w pierwszym kontakcie z nami okazują pełną otwartość na nasze sprawy, zadania i powierzane im obowiązki. Mówimy wtedy o takich osobach, że są to ci, którzy należycie zrozumieli pojęcie służby. Z drugiej strony coraz częściej spotkać można osoby, które nie życzą sobie, by określać ich mianem człowieka „służby”, a tym bardziej bycia na służbie, czyli być służącym. Owszem w pewnych kręgach zawodowych termin ten pozostał jako obligatoryjny oddając tym samym rodzaj określonej misji. Wydaje się więc, że służba stała się czymś niemodnym, naruszającym naszą ludzką ambicję, honor. Jednak bywają wyjątki ukazujące rzeczywistość prawdziwej służby. To zwykle wobec takich sług chcemy wyrazić wdzięczność. Ale i z tą wdzięcznością także różnie bywa. Szlachetnym przykładem wieloletniej służby czynionej na rzecz osób, instytucji pozostanie Pan Jan.
Przed kilkoma laty, gdy otwierały się nowe zadania w diecezji szczecińsko-kamieńskiej Pan Jan zadeklarował pełnienie służby na kilku frontach wykorzystując nabyte wcześniej zdolności i umiejętności w sposób jak najbardziej profesjonalny. Oddany bez reszty dla spraw diecezji dał świadectwo postawy „Marty” podejmując na różnych frontach wielozadaniowe wyzwania. A kiedy przyszedł czas pożegnania został nie tylko zauważony jako człowiek, ale także jego charyzmatyczna postawa służebna. W godzinach porannych sam Pasterz Diecezji Abp Andrzej Dzięga przewodniczył Mszy świętej dziękczynnej na której zgromadzili się jego znajomi, przyjaciele, współpracownicy. Wspólnota modlitwa i agapa przy stole pozwoliła wyrazić wielką wdzięczność za jego posługę, oddanie i wielką dyspozycyjność. Szkoda tylko, że taka wdzięczność nie często jest okazywana w wielu środowiskach. Wielokrotnie, gdy człowiek staje się mniej sprawny odstawiany jest jak rzecz do lamusa bez chęci spoglądania na niego.
Uczestnicząc sam bezpośrednio w tym wydarzeniu z wielki uznaniem, ale i niecodziennym podziwem patrzyłem na zgromadzonych, którzy otoczyli Pana Jana modlitwą i wdzięcznością. Ksiądz Arcybiskup osobiście wyrażając mu wdzięczność za wieloletnią pracę nie szczędził słów uznania, wielkiego szacunku i zapewnienia o pamięci, a w razie jakichkolwiek trudności o pomocy. Jakże to zupełnie inaczej wygląda w porównaniu z tym, z czym ostatnio się spotkałem, gdy przełożony wzywa do siebie osobę i traktuję ją jako rzecz już zupełnie zbędną bez pochylenia się nad jej sprawami. Jak odległe mogą być bieguny postawy człowieka wobec drugiego człowieka. Jak łatwo pozbawić kogoś jego godności, wprost człowieczeństwa, będąc sam człowiekiem różnicą tą, że piastuje się urząd, godność. Można wyobrazić sobie, jak wiele pozytywnej (ludzkiej i Bożej) energii doświadczył Pan Jan przez postawę, osobę Księdza Arcybiskupa. Chciałoby się wyrazić życzenie, byśmy zawsze i wszędzie mieli takich Pasterzy, Pasterzy wielkiego serca i wielko formatu ludzkiego.
A na koniec pozostaje życzyć nam wszystkim, abyśmy na swojej drodze życia spotykali prawdziwych ludzi o sercu otwartym i wdzięcznym. Gdy zaś spotkamy kogoś z innym biegunem mądrości i zachowania przynajmniej zachowajmy cierpliwość pamiętając, że wielkim czyni człowieka nie posiadana władza czy piastowany urząd, lecz dobrze pojęta normalność i pokora.
Amicus








