W dniu 03 grudnia br. (sobota) w Archikatedrze św. Jakuba w Szczecinie odbyły się uroczystości pogrzebowe byłego działacza opozycji śp. Mariana Jurczyka. Działacz opozycji demokratycznej w czasach PRL-u, sygnatariusz szczecińskich Porozumień Sierpniowych, były senator, były prezydent Szczecina Marian Jurczyk zmarł 30 grudnia w wieku 79 lat. W sobotę o godz. 11 w katedrze wystawiona została trumna z jego ciałem. Tam właśnie przyszły go pożegnać setki szczecinian, wśród nich wielu znajomych z nieistniejącej już stoczni. W południe katedra szczelnie wypełniła się po brzegi wiernymi. Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił Jego Ekscelencja Ks. Abp Andrzej Dzięga, Metropolita Szczecińsko-Kamieński. Z racji na bogatą treść i historyczność faktów przywołanych w homilii, poniżej zamieszczamy pełny jej tekst.
„Stajemy przy tej trumnie jako ludzie wiary, ale też stajemy przy tej trumnie - czując w sercach wdzięczność za tego, którego szczątki ta trumna kryje. Stajemy przy tej trumnie z modlitwą do Boga, ale też i z poczucia obowiązku, bo ten, który w trumnie pośród nas spoczywa - swoją doczesność już zakończył. I my tę doczesność Bogu okazujemy i prosimy dobrego Boga, aby był Sędzią dobrym, miłosiernym, aby wejrzał na wszelkie dobro i na serce, które zmarłego śp. Mariana prowadziło przez jego ziemskie życie. Gdy przybył do Szczecina - to tę ziemię i to miasto poczuł sercem. To nie była tylko umowa o pracę - poczuł coś więcej, bo kochał to miasto bardziej i chciał temu miastu dać coś więcej i poprzez to miasto i poprzez tę ziemię chciał coś więcej dać Polsce, bo szedł przez swoją doczesność w szczególnym rozdarciu pomiędzy dwiema płaszczyznami - płaszczyzną życia osobistego, prywatnego, rodzinnego i płaszczyzną służby publicznej i publicznych zadań i służby Ojczyźnie i służby ludziom. Ojczyzny uczył się w uniwersytecie serca przy maszynach stoczniowych jako robotnik, ale też przy wieczornych i w czasie nocnych debat z kolegami robotnikami. To był ten uniwersytet polskich serc, w którym uczyli się - i prawdy, i sprawiedliwości, i miłości, i Bożej drogi przez doczesność i dróg polskich - także poprzez Szczecin prowadzących. Ten uniwersytet sprawił, że został wskazany jako Przewodniczący w roku 1980.
Ten uniwersytet Ojczyzny sprawił, że wtedy pokazało się, jak on patrzy na Polskę. Na Polskę patrzył nieustannie jak na Rzeczpospolitą - nie tylko jako na Państwo, nie tylko jako na Naród, ale na Naród odpowiednio zorganizowany i na Państwo odpowiednio funkcjonujące. Rzeczypospolita, której idea się w polskich sercach od początku chrześcijańskich dziejów zasiewała i wzrastała, ale, która wyrosła ujęta w myśl formalną, została pokazana Narodowi około 800 lat temu i prowadziła całą Pierwszą Rzeczypospolitą, poszczególne stany, grupy społeczne i wszystkich mieszkańców polskich ziem. Ta Rzeczypospolita to jest idea wielka. W tej Rzeczypospolitej król - tak naprawdę jest sługą Narodu. W tej Rzeczypospolitej - suwerenem jest Naród, który każdego króla i każdego prezydenta musi zaakceptować. Bez akceptacji ze strony Narodu - żaden władca nie może swojej służby sprawować. W tej Rzeczypospolitej nie ma ludzi odtrąconych, ludzi bez praw, ludzi, których się nie słucha, ludzi, którzy nie maja głosu. W tej Rzeczypospolitej nie ma ludzi, którzy nie mają pracy.
Na polskiej ziemi pracę znajdowali przybysze z obcych krajów poprzez setki lat. Polska ziemia dzieliła się chlebem - i z tymi, co mówili i po polsku, i po rosyjsku, i po litewsku, i z tymi, co mówili po niemiecku, i z tymi, co mówili w języku narodu żydowskiego - i chleba wystarczało dla wszystkich. Rzeczpospolita - to jest sprawa wspólna dla wszystkich i wszyscy się pod nią podpisują, w której nie ma podziału na my i oni. Nie ma podziału - tamci i nasi - swoi i obcy. Takiej Rzeczypospolitej uczył się sercem śp. Pan Marian - o takiej Rzeczypospolitej marzył, taką Rzeczypospolitą chciał budować. Rzeczypospolita taka - to nie są struktury państwowe, bo z czasów rozbiorów doskonale znamy sytuację, w których struktury Państwa były, ale Naród nie był suwerenny. Znamy sytuację z lat powojennych - w których Naród pozornie był suwerenem, ale głosu prawdziwie nie miał i ludzie biedni czuli się - jak nie w swoim domu.
Śp. Pan Marian uchwycił się sercem i pokochał tę myśl o Rzeczypospolitej, która jest też możliwa, jeżeli Naród tego zechce - jeżeli Naród stanie ramię w ramię, i jeżeli Naród to ogłosi. Ta myśl go nie opuściła nigdy - to jest myśl dobra, to jest myśl wielka, to jest myśl godna. A jednocześnie szedł, a właściwie przedzierał się poprzez codzienność w swojej osobistej przestrzeni serca, niezmiennie związany z Jezusem Chrystusem, idący z osobistą formą modlitwy - mający też swoje stałe miejsce w kościele parafialnym o stałej godzinie do tego stopnia, że nawet ci, co przychodzili na Mszę św. - to miejsce trzymali wolne, bo przyjdzie Pan Prezydent. Szedł poprzez swoje prywatne życie, chociaż to jego napięcie w służbie publicznej, myślenie o wielkich sprawach chyba sprawiło, że skruszyło się jego życie osobiste, ale to wyszła kolejna cecha Pana Mariana - on jako mężczyzna nie szukał winnych, nie szukał odpowiedzialnych za swoje trudne chwile, czy trudne sytuacje. On przyjmował odpowiedzialność na siebie - i w sprawach osobistych i rodzinnych i w sprawach publicznych. Szedł przez życie cierpiąc - i to w różnych sytuacjach. Cierpiał najbardziej z racji na to, co spotkało jego synową, i co spotkało jego syna.
Dyskusje wprawdzie czas zamknąć, ale gdyby prawda była możliwa do wyświetlenia - to należy ją wyświetlić, winni to jesteśmy śp. Panu Prezydentowi, senatorowi Marianowi. Winni to jesteśmy podobnie, jak prawo do takiego wyjaśnienia mają inne rodziny - już w dziesiątkach liczone w Polsce, w których tego typu sytuacje zagadkowe, o których ulica mówi inaczej - ten narodowy parlament ma swoje zdanie, a oficjalne dokumenty mówią o oficjalnych prawnych rozstrzygnięciach. On do tych rodzin polskich, szczególnie cierpiących - należał. Cierpiał też i z innej racji. Powołanie Solidarności w 1980 pokazało, jak bardzo serce mu się sprzeciwiało wobec pewnych rozwiązań, czy perspektyw, czy strategii przyjmowanych po stanie wojennym. On wierzył w tą wielką myśl o Rzeczypospolitej i nie zgadzał się z tymi, którzy chcieli pragmatycznie, aby na ten czas, aby iść do przodu - miał prawo do takiego swojego zdania i niósł je w sercu i dawał wyraz temu w rozmowach prywatnych, a gdy mógł - także publicznych. Radością dla niego potem stało się, gdy w ostatnich latach pokazywana była galeria postaci zasłużonych dla Szczecina. Jego postać tę galerię otwierała. Radością dla niego, jak promyk światła było, że przy rocznicy obchodów Solidarności - jemu też zostało miejsce zabezpieczone tu w Szczecinie, bo bez niego Solidarności szczecińskiej by nie było, ale pozostało w nim to wielkie pytanie z lat minionych, z lat służby publicznej - kto naprawdę jest przyjacielem, a kto prowokatorem? Kto naprawdę doradza, a kto poddaje próbie? Był zawsze samodzielnie niezależny. Był zawsze odpowiedzialny za siebie sam i dlatego często oplatany różnymi komentarzami, oplatany różnymi sytuacjami - wikłany wręcz w różne sytuacje dodatkowo cierpiał, ale serce jego pozostało wpatrzone w Boga. Serce jego pozostało wpatrzone w Polskę. Serce jego pozostało wpatrzone w Naród. Serce jego pozostało wpatrzone w Szczecin.
Stajemy przy tej trumnie z modlitwą do Boga, bo uczy nas ta trumna i życie śp. Pana Mariana jeszcze czegoś. W drugim czytaniu usłyszeliśmy o grzechu, który wszedł na świat przez jednego człowieka i o mocy Bożej, która też może wejść przez jednego człowieka, tak jak weszła przez Jezusa Chrystusa - tak może wchodzić przez każdego, kto w imię Chrystusa, w imię Bożego Słowa, w imię Bożego Ducha, chce tworzyć dobro, chce budować przestrzeń Prawdy, chce budować przestrzeń sprawiedliwości. Stanął pośród nas, w naszym pokoleniu - śp. pan Marian i sam, jako on - pokazał, że można marzyć, można pracować, można budować i można za to wziąć odpowiedzialność - przed Bogiem i przed ludźmi. Taki wszedł do historii w Rzeczypospolitej Polskiej w najnowszym 10 - leciu. Taki w historii Polski pozostanie. Gdy medytujemy Słowo Boże, które nas dzisiaj prowadzi - to słyszymy słowa błogosławieństwa - błogosławieństwo Bóg roztacza nad ludźmi, którzy potrafią zaryzykować, którzy potrafią być dynamiczni, którzy potrafią być aktywni, nie chowają się za plecami innych, ale po Bożemu budują nowy czas.
Dlatego przy tej trumnie prosimy: Boże dobry, Wszechmocny, Miłosierny i Sprawiedliwy - patrz w serce sługi Twojego śp. Mariana - z głębi pokładów jego serca. Ty sam odczytuj - co kochał, czemu i komu służył, w czym był wierny, co budował, za co pokutował i jak cierpiał. Ty sam Boże, za te przestrzenie jego serca, które były wypełnione miłością do Ciebie, do Ojczyzny i do człowieka - Ty sam go nagradzaj i wejrzyj Boże jeszcze na jedną rzecz, że się czuł najlepiej pośród prostych ludzi, że się czuł najbezpieczniej pośród prostych mieszkańców miasta, gdy z nimi rozmawiał. Gdy przed tą Liturgią zatrzymałem się chwilę dłuższą też w pobliżu trumny - poruszyło się moje serce, gdy patrzyłem na ten sznurek niekończący się, jak podchodziliście siostry i bracia, aby tej trumny dotknąć, aby jeszcze modlitwą serca obdarzyć tego, który umiał mieć serce i chciał mieć serce i żyć sercem. Niech to pozostanie przed Bogiem prawdą o nim i niech pozostanie nauką dla nas. Niech zamilkną niepotrzebne dyskusje, niech nam pozostanie śp. Marian Jurczyk - jako człowiek wielkiego serca, który jest w Bożym ręku na wieki. A ty Panie - daj mu odpoczynek wieczny, a nas umacniaj na drogach wierności Tobie. Amen".








