Dziś wielu, nie tylko zagorzałych kibiców, będzie zapewne oglądać finałowy mecz piłkarski Mundial-2018. Wiemy, że jedną z drużyn, która rozegra dzisiejszy mecz to drużyna z Chorwacji. Można więc powiedzieć, że Chorwaci stoją przed historyczną szansą. Do finału mistrzostw świata doprowadził ich bohater nieoczywisty. O dobrej formie Chorwacji i jej apetycie na zwycięstwa wiedzieli przed mundialem w Rosji wszyscy. Mało kto jednak spodziewał się, że zajdą aż do finału. Po zwycięstwie 2:1 w meczu półfinałowym z Anglią, na drodze Chorwatów pozostała już tylko Francja. Czy Chorwaci sięgną po ten najważniejszy w piłkarskim świecie puchar? Tego dowiemy się dzisiaj. Warto w tym kontekście przybliżyć naszym czytelnikom sylwetkę człowieka-trenera Chorwacji, którym jest Zlatko Dalić. Nikt się nie spodziewał cudów, a on jest już bohaterem nie tylko swojej rodzinnej miejscowości, której bronił podczas wojny bałkańskiej, ale i całej Chorwacji. W 1992 roku wybuchł konflikt na Bałkanach. 26-letni Dalić, zawodnik Velezu Mostar, zetknął się wówczas z wojną. Bronił Livna, bośniackiego miasta, gdzie się urodził. Przez trzy miesiące był członkiem Chorwackiej Rady Obrony (HVO). Co prawda nie walczył na linii frontu, odpowiadając głównie za sprawy logistyczne, ale do dziś w Livnie jest fetowany. Rodzinne strony odwiedza zresztą regularnie, bo żyją tam jego rodzice oraz starsza siostra z młodszym bratem. Dlaczego dziś chcemy powiedzieć o nim kilka słów i to na tej stronie internetowej? Otóż Zlatko Dalic to głęboko wierzący katolik, dla którego życie bez Boga nie miałoby sensu.
Czym – oprócz piłki nożnej - żyje ten spokojny, uśmiechnięty mężczyzna? Oddajmy mu na chwilę głos. Ze stoickim spokojem a zarazem z radością mówi: „Noszę w kieszeni różaniec, ale nie traktuję go jako amuletu. Mecz lub trening staram się rozpocząć odmówieniem choćby jednej tajemnicy” - mówi trener Chorwatów. Podkreśla też, że to właśnie Bogu, a nie sobie, zawdzięcza wszystko, co osiągnął do tej pory tak w życiu osobistym, jak i zawodowym. Zaznacza jednak, że nie można zdawać się jedynie na pomoc z góry i jako chrześcijanin wyznaje zasadę współpracy człowieka z Bogiem. Zlatko od młodych lat bardzo poważnie traktuje regularne korzystanie z sakramentów. Zaczęło się to w Livno w Bośni, gdzie przyszły trener Chorwacji był ministrantem w rodzimej parafii. Podkreśla też, że nie wyobraża sobie niedzieli bez Eucharystii, na którą idzie z żoną i dziećmi. Podkreśla, że to właśnie niedzielna Msza święta „trzyma go w pionie”: „[...] bez niej całe nasze życie nie miałoby większego sensu. To właśnie wtedy szczególnie czuję, jak Chrystus jest obecny w życiu naszej rodziny”. Słowa trenera Chorwatów to miód na serce w dzisiejszym, coraz bardziej oddalonym od Boga świecie. Czy równie pięknie Chorwacja zagra dziś z Francją? Zobaczymy!
Amicus








