Człowiek bardzo często pewne fakty, zdarzenia poznaje w najmniej spodziewających się okolicznościach, sytuacjach. I wówczas można by nawet powiedzieć, że to zwykły przypadek sprawia, że odkrywamy coś nowego, spotykamy kogoś znajomego, poznajemy coś niebywałego. Jednak sądzę, że przypadki mamy w gramatyce, a to, że na naszej drodze coś lub ktoś nagle się pojawia, nie jest przypadkiem, lecz zamysłem Pana. Bywa, że dopiero po pewnym czasie sami się przekonujemy, że to, co stało się rzekomo „przypadkiem” w rzeczywistości tak nie było i nie jest. Nie o tym jednak będzie ta refleksja. W ostatnich dniach znalazłem się na południu Podkarpacia. W rozmowie z moim znajomym zostałem zapytany: czy znam Pana Stefana Kosiarskiego?, czy jest mi znana miejscowość: Pastwiska koło Rymanowa, czy byłem kiedykolwiek w Rudawce Rymanowskiej? No cóż, z zażenowaniem musiałem odpowiedzieć, że nie znam wspomnianej osoby ani też wspomnianych miejscowości. Mój rozmówca zaczął więc mi uświadamiać, dlaczego właśnie pyta mnie o znajomość tej osoby i tych miejscowości - i dodaje - w czym tkwi przyczyna. Otóż tutaj przed laty zaczęła się pewna – i jestem przekonany, że dla wielu mało lub w ogóle – nieznana historia, która z czasem nabrała szczególnego kolorytu. Gdy pokrótce wysłuchałem owej historii, to wzbudziło się we mnie pragnienie by znaleźć się w tych miejscach.
Otóż właśnie tutaj przed laty, skromny, bogobojny człowiek, pochodzący spod Leżajska, imieniem Stefan Kosiarski przeżył w 1973 przygodę życia, która – jak się okazało – zaowocowała kolejnymi historycznymi przeżyciami. To właśnie wówczas tutaj spotkał ks. Karola Kardynała Wojtyłę. Jako zastępca dyrektora Instytutu Zootechnicznego, służbowo chodził po lesie. Spotkał tam dwóch turystów, którzy rozbili namiot. Jednym z nich okazał się Karol Wojtyła, ówczesny arcybiskup krakowski, drugim był jego przyjaciel z Krakowa, prof. Andrzej Półtawski. To był początek najpiękniejszej przygody jego życia. Karol Wojtyła przyjeżdżał tam, co roku na kilka tygodni. Był zachwycony Beskidem Niskim. Ciągnęło go do tych lasów, widać było, że tu przeżywał wspaniałe chwile. Pan Stefan pokazał kardynałowi m.in. piękne, malownicze miejsce zwane „świątynią dumania”.
Od tego czasu owa przygoda – spotkanie powtarzało się każdego roku przez kilka lat. Gdy kardynał Karol Wojtyła został wybrany papieżem, pomyślał, że o nim zapomni. Stało się jednak inaczej. Było dla niego ogromnym zaskoczeniem, gdy Ojciec Święty Jan Paweł II zaprosił go do Watykanu. W styczniu 1984 r. brał udział we Mszy św. w prywatnej kaplicy Ojca Świętego, po której Papież zaprosił go na śniadanie. I tak się zaczęły jego spotkania już nie jako z kard. Wojtyłą, lecz Janem Pawłem II. Najpierw jego ojciec a potem on przejął i prowadził pasiekę uli. Niemal każdego roku jeździł do Papieża z miodem, który on uwielbiał.
Przez tyle lat przyjaźni z papieżem Kosiarski uzyskał status Przyjaciela Ojca Świętego. W napisanej przez Stefana Kosiarskiego książce „Tego nie mogę zapomnieć” m.in. opisuje: „W czasie jednej z wizyt w Pastwiskach udaliśmy się ścieżką na spacer. Szliśmy w stronę miejsca, które było ulubionym miejscem kardynała Karola Wojtyły, zwłaszcza, że można było się tutaj wygodnie zaopatrzyć w czystą wodę źródlaną. Po drodze mijaliśmy kilkumetrowy wodospad, a skały przykrywały widok skąd woda wypływa. Ks. kardynał stał zamyślony, w końcu zapytał mnie: cz był pan u źródła tego strumyka? Odpowiedziałem, że niestety nie byłem. Kardynał odpowiedział wtedy: „A trzeba dojść do źródła”. Dziś wiem, że nie chodziło mu o to konkretne źródło Po latach już w Watykanie wspomnienie tego miejsca zrodziło refleksyjny wiersz „Źródło”, zawarty w Tryptyku Rzymskim. Jednym z bardzo interesujących a zarazem wzruszających epizodów zawartych w książce jest opowieść o ostatnim spotkaniu Pana Stefana z Janem Pawłem II.
Stefan Kosiarski pochodzi z Brzyskiej Woli pod Leżajskiem. Jest tylko trzy lata młodszy od Jana Pawła II. Od 1967 roku mieszkał w Pastwiskach koło Rymanowa. Tam też, przez wiele lat pracował jako zastępca dyrektora Zakładu Doświadczalnego w Odrzechowej - Pastwiska Instytutu Zootechniki w Krakowie. Przez papieża Jana Pawła II nazywany był „inżynierem”. W dniu 16 stycznia 2013 roku zaopatrzony świętymi sakramentami odszedł w wieku 90 lat do Pana. Odszedł na wieczne spotkanie z Janem Pawłem II, gdzie teraz będą mogli w nadziei „wiecznych obcowania” razem przebywać.
Oprócz wspomnień, ludzkiej pamięci czy wielu pamiątek, jakie pozostały i na długo będą w sercach i umysłach żyjących, pozostała także po nim bardzo interesująca, ciekawa, publikacja, która może stać się lekturą dla każdego. Warto więc sięgnąć po tę publikację napisaną prostym, komunikatywnym, zrozumiałym językiem. Książka przybliży czytelnikowi także wielkość i świętość dziś już błogosławionego Jana Pawła II.
Amicus








