Nie często jesteśmy świadkami zdarzeń, gdy tytułem spotkania staje się ludzka, zwyczajna pamięć i wdzięczność. Wszyscy zauważamy, że coraz rzadziej spotykamy się ze zjawiskiem wdzięczności wobec tych, którym wiele zawdzięczamy. Jaka jest tego przyczyna? Można by było zapewne długo i szeroko pisać czy rozważać na ten temat. Wydaje się jednak, że egoizm, niewdzięczność, a często zazdrość czy zwykła zawiść, nie pozwalają stanąć obok człowieka - któremu wiele zawdzięczamy - spojrzeć mu głęboko w oczy i powiedzieć zwyczajne dziękuję. Ta dobra maniera wychowania praktykowana od wieków jeśli już nie przeszła do historii, to zapewne szybkim tempem przechodzi do lamusa. Wydaje się, że u wielu „dłużników” serca obrosły w kontraktowany egoizm, który nie pozwala im skierować nie tyle serca, ale choćby oczy w stronę, tych, którym wiele zawdzięczają i powiedzieć zwyczajne: dziękuję. Świadczy to małości takiej osoby, o jego niedojrzałości, o jego braku kultury, i o wielu innych cechach czy kwestiach, których trudno wszystkie wymienić. Tym razem nie o to chodzi. Otóż wydarzenie jakie miało miejsce w dniu dzisiejszym, tj. 20 października 2013 roku w Jabłonnej k. Warszawy, było zupełnym zaprzeczeniem tej sytuacji o której jest mowa wyżej. Jak pokazuje życie, wyjątki są nie tylko w gramatyce.
Przed 80. laty przyszedł na świat na Podkarpaciu w Pruchniku, w rodzinie rolniczej dzisiejszy Jubilat prof. Dr hab. Wiesław Maria Grudzewski. To właśnie z okazji Jubileuszu grono jego przyjaciół, bliskich i znajomych, zorganizowało mu uroczyste niemal rodzinne spotkanie połączone z sesją naukową. Uroczystość Jubileuszowa rozpoczęła się w niedzielne popołudnie spotkaniem w gronie najbliższych osób, by przede wszystkim wyrazić pamięć i wdzięczność za to dobro, jakim przez wiele lat Profesor obdarowywał wielu niosąc w sercu wsparcie, pomoc, rady. Spotkanie odbywało się iście w klimacie rodzinnym. Wielu na tę okoliczność przybyło nie tylko z różnych stron Polski, ale i świata. Cieszy serce, gdy widzi się otoczonego Jubilata szczerością obecności tych, którzy na jakimś etapie swego życia spotkali naszego Drogiego Jubilata. Mając też osobiste doświadczenie w tej materii mogę zaświadczyć, że Pan Profesor był, jest i zapewne pozostanie człowiekiem wielkiego formatu, pozostanie prawdziwym człowiekiem dla drugiego człowieka. To jest ten najpiękniejszy tytuł jakim można obdarzyć drugą osobę: „Być człowiekiem”. W tym kryje się cała mądrość, cała prawda, miłość, życzliwość, szlachetność. Ilekroć spotykał człowieka, zawsze stawiał pytanie: w czym mogę pomóc? I to mu tak pozostało do dzisiaj.
Spotkanie stało się historyczną uroczystością w duchu rodzinnym, wielkim świętowaniem. Podczas uroczystej kolacji w pierwszym dniu wielu kierując słowa w stronę Jubilata, wyrażało ciepłe, pełne miłości, wdzięczności słowa, przywołując różne epizody z życia, zaświadczające o charyzmatycznej postawie i dobroci Jubilata. „Być dobrym jak chleb”. Te słowa wypowiedziane niegdyś przez Brata Alberta urzeczywistniały się każdego dnia w życiu naszego Jubilata i wciąż się urzeczywistniają. Poprzez te słowa Postać Jubilata dla jednych stała się bardzo bliska, a dla innych wyrzutem sumienia, gdy nie potrafią być człowiekiem wdzięczności, otwartości na innych. Służyć, pomagać drugiemu człowiekowi, to według Drogiego Jubilata przede wszystkim dawać siebie, dzielić się sobą jak chlebem. I dawał siebie innym w nauce, pracy, przyjaźni, bliskości serca i umysłu.
W kontekście i klimacie tej refleksji winniśmy siebie pytać: jak to jest w naszym życiu? Jak wygląda nasza postawa w tym względzie? Czy jesteśmy pod tym względem jeszcze niemowlętami czy wkraczamy w dorosłość a może już w pełni dojrzałymi. Tyle jest warte nasze życie, ile dobra wyświadczymy, okażemy innym. Oczekiwanie na coś, co tylko nam ma służyć, bez dzielenia się dobrem, takie życie nic nie znaczy. Bowiem z miłości okazanej drugiemu człowiekowi Pan nas rozliczał będzie. Miłość prawdziwą nie wyraża się tylko słowami, często pustymi, płytkim uczuciem, nie wyraża się tylko teoretycznym gestem, lecz czynami, uczynkami i to prawdziwymi, szczerymi, płynącymi z otwartego i szczerego serca. Nie można siebie stawiać w centrum osi własnego życia. Stajemy się wówczas egoistami, zatruwającymi własne życie miłością własną. Nie możemy być tylko wciąż oczekującymi czegoś od innych, zaś sami hermetycznie zamkniętymi obozami własnej śmierci.
Amicus








