Zapewne każdy z nas w swoim życiu stał się bohaterem podziwu jakiegoś pałacu z danej epoki, który wprawił nas w zachwyt, urok. Zwykle dzieła te nie tylko zauroczają miłośników sztuki i piękna, historii dziejów czy literatury, ale każdego, kto nosi w sobie odrobinę wrażliwości na estetykę. Często w kontemplacji pałacu towarzyszy nam także poczucie wielkości, wielości i oczywiście piękności komnat, izb, pomieszczeń, wyposażeń. Tego rodzaju pałace już są wpisane w historię, tworzą ją, świadczą o niej. Nie o tego typu pałacach jednak chcę mówić. Chcę mówić o budowaniu żywych pałaców mądrości. Dziś potrzeba budować pałace, których obecność będą stanowić o sile i jakości narodu, o wierności ideałom i zasadom zbudowanych na wartościach chrześcijańskich. Jak w każdej budowie tak przy budowie pałaców mądrości potrzeba: wspaniałych budowniczych i odpowiedniego komponentu budowlanego.
Najpierw o materiale pałaców mądrości. Materiałem budowlanym pałaców mądrości nie jest tylko wiedza, ale przede wszystkim pozytywne doświadczenie życiowe, wypracowana mądrość pokoleń i refleksja osobista budowlańca – jako sprawności budowniczego. Warto pamiętać, że aby być mądrym, nie wystarczy mieć wiele ksiąg, bowiem i osioł dźwigający na grzbiecie wiele książek nie jest przez to mądrzejszy. Spotykamy dziś tych, którzy w skromności i pokorze serca budują pałace mądrości. Są to wspaniali rodzice, wychowawcy, nauczyciele, którzy na bazie zdobytych wartości i wypracowanych zasad budują w rzeczywistości młodego pokolenia pałace mądrości. Dzieci i młodzież w obcowaniu z nimi stają się pałacami dobra, szlachetności, mądrości życiowej ukazującej się w wyborach tego, co piękne, dobre i szlachetne.
Budowniczymi owych pałaców są osoby otwarte na drugiego człowieka. Zwykle wszystko czynią, aby z siebie dać innym to, co sami posiadają. Nie liczą czasu, nie liczą trudu, nie liczą zysku – oni po prostu chcą żyć dla innych. Oni chcą na bazie młodych latorośli budować „pałace mądrości”. A dziś nie jest łatwo o takich budowniczych, gdyż nadzwyczaj rozpasiony egoizm króluje w sercach wielu, niezależnie od miejsca, godności, funkcji, urzędu, stanowiska. I jakby tego było mało, egoizm często idzie w parze z zazdrością i zawiścią. W sprzężeniu razem jest mieszanką groźną i niebezpieczną. Wśród ogrodu leniwców i głupców są i mędrcy, którzy nie sinieją z zachwytu piastującego urzędu, lecz niosą maluczkim pędy mądrości, aby je zakorzenić w tych, co mają wiele dobrej woli i nieskażonego umysłu i serca.
Spotykamy i takich, którzy za wszelką cenę chcą budować swój pałać głupoty. Oj takich jest wielu. Chyba każdy z nas ich spotyka. Często powiadają, że wszystko czynią w świetle prawa. Nadto, cóż to jest prawo i czym są jego wykonawcy? Albo wasza natura i rozum nie są zdolne wskazywać jasno, co powinniście czynić, a czego się chronić? Mamy takich co się nazywają niby prawnikami i na białe mówią czarne a na czarne białe.
Dajmy na to, że sąsiad mój chce mieć krowę, więc zaraz idzie do prawnika, i obiecuje mu nagrodę, jeżeliby mógł dowieść, że ta krowa nie należy do mnie. Ja także muszę uciekać się do prawnika drugiego tego samego kunsztu, aby sprawy mojej bronił, bo mi prawo nie pozwala bronić się samemu. Otóż ja, który mam oczywistą sprawiedliwość za sobą, znajduję się w dwojakim kłopocie. Pierwszy, że prawnik, którego uprosiłem do bronienia mej sprawy, jest podług stanu i ducha swojej profesji przyzwyczajony od młodości do fałszu, tak, że kiedy mu dają do bronienia sprawę czystą i jasną, nie wie, jak się ma wtedy obrócić i co począć. Drugi kłopot, iż ten sam prawnik, mimo oczywistości interesu ode mnie poruczonego, dla stosowania się do zwyczaju swoich współbraci i dla uczynienia jak najdłuższej zwłoki musi go zawikłać, inaczej byłby od swoich zganiony, że psuje rzemiosło i zły przykład daje.
Gdy się tak dzieje, są tylko dwa sposoby uwolnienia się od napaści. Pierwszym sposobem jest udać się do prawnika przeciwnej strony i przekupić go, dając mu we dwójnasób więcej, niż się spodziewa od swego klienta, a zdradzi go przedstawiając jego sprawę jako niesprawiedliwą. Drugim sposobem jest zalecić memu prawnikowi, aby sprawę moją bronił nieco pokrętnie i dał niejako do zrozumienia sędziom, że krowa moja może w rzeczy samej nie do mnie, ale do mego sąsiada należy. Taka obrona przeprowadzona z należytą zręcznością najlepiej zapewni mi przychylność sędziów. Trzeba bowiem wiedzieć, że sędziowie są to osoby upoważnione do rozstrzygania we wszystkich sprawach tyczących się własności obywateli, jako też w sprawach kryminalnych. Wybierają ich z najbieglejszych prawników, którzy przez starość lub lenistwo nie są zdatni więcej do swego rzemiosła.
Gdy więc przez całe swoje życie walczyli przeciwko prawdzie i sprawiedliwości, czują w sobie nieprzezwyciężoną skłonność do sprzyjania oszustwu, krzywoprzysięstwu i uciemiężeniu, tak, że sam znałem niektórych, co woleli nie przyjąć ofiarowanej sobie nagrody od strony mającej sprawiedliwość za sobą niż obrazić swój stan działając przeciwko naturze swojej i duchowi swego urzędu. Jest to maksymą u sędziów, że cokolwiek osądzono przedtem, osądzono dobrze. Dlatego z wielką starannością chowają wszystkie dawniejsze dekrety, nawet te, które dyktowała niewiadomość i które są przeciwne słuszności i zdrowemu rozumowi. Nazywają je precedensami, czyli zbiorem zasad prawnych. Przywodzi się je jako mające powagę dla usprawiedliwienia najniesprawiedliwszych zdań i sędziowie zawsze się do nich stosują i sądzą podług tych przykładów.
Wreszcie sędziowie zawsze z premedytacją uchylają się od wglądu w istotę sprawy, lecz namiętnie i długo roztrząsają okoliczności nic wspólnego ze sprawą nie mające. Na przykład w przypadku mojej krowy nie będą się starali odkryć, jakie mój przeciwnik ma do niej prawo, lecz czy jest czerwona, czy czarna, czy ma rogi długie, czy krótkie, czy pole, na którym się pasie, jest okrągłe, czy czworograniaste, czy w oborze czy na łące się doją, na co chorowała i tak dalej. Potem udają się po rade do dawnych dekretów. Sprawę do czasu zwlekają i w dziesięć, dwadzieścia lub trzydzieści lat do końca doprowadzają. Ludzie prawni mają swój język osobny, mają słowa sobie tylko właściwe, mają wyrazy, których drudzy nie rozumieją. W tym to pięknym języku pisane są prawa. Są one rozmnożone bez końca i mają niezliczone odmiany. Widzisz, że w takowym labiryncie zupełnie pomieszali istotę prawdy i fałszu, sprawiedliwości i krzywdy, i, że gdyby któryś cudzoziemiec, o trzysta mil od kraju mego urodzony, zechciał się ze mną prawować o moje dziedzictwo, w imieniu moim od trzech set lat pozostające, może by potrzeba lat trzydziestu dla zakończenia i zupełnego rozstrzygnięcia tej trudnej sprawy.
Takie myślenie i takie wielu działanie, których to dobrze znamy, i którzy to obok nas żyją jest sprawowane. Niekoniecznie są to tylko prawnicy, chociaż i takich znamy. Lecz do grona takowych inni też dołączyli, w przekonaniu będąc, że krowę moją dostaną. A ja oświadczam, że krowy nie mam, zaś chcę budować pałace mądrości. Kiedyś te pałace świadkami pozostaną owych niemądrych chciwców.
Amicus








