Problematyka pisania prac naukowych jest istotna dla każdego autora, który publikuje swoje teksty, dotyczy to również pedagogów. W krótkiej glossie na marginesie otwartych obrad Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk, a w zasadzie w wypowiedzi głównie na temat języka prac naukowych, można zaledwie zarysować pewne kwestie, bynajmniej nie wyczerpując zagadnienia. Metodologia badań pedagogicznych to kwestia ważna, ale równie ważny jest sposób językowego podania wyników badań z zakresu pedagogiki w postaci tekstu naukowego. Istnieją autorzy-pedagodzy, którzy nie mają (jak im się przynajmniej wydaje) jakichkolwiek problemów z umiejętnością pisania i wyrażania własnych myśli na piśmie w pracach (publikacjach) naukowych. Jednak w takich przypadkach bywa, że poważne problemy faktycznie mają później redaktorzy naukowi lub redaktorzy wydawniczy, którzy owe teksty autorów czytają i pracowicie poprawiają, usiłując je ‘uratować’ przed wyrzuceniem do kosza. To wstydliwy temat, prawie tabu w pedagogice, ale trzeba go poruszyć. Pedagodzy piszą teksty, które z reguły wymagają gruntownej poprawy językowej, bo polszczyzna prac pedagogicznych, pisanych przez nie-filologów, wymaga przeważnie ingerencji filologa polskiego. Prace pedagogiczne z pewnością nie powinny być publikowane w stanie 'surowym', lecz zawsze należy je poddać wielokrotnej, starannej obróbce językowej, adiustacyjnej.
Dobrze się składa, jeśli mistrzem piszącego autora-pedagoga jest profesor-pedagog będący jednocześnie z wykształcenia filologiem polskim, ale to są rzadkie przypadki. Wtedy kwestie językowe prac naukowych stają się zagadnieniem ważnym, tak samo jak meritum badawcze oraz metodologia badawcza prezentowanej pracy. Wszelkie błędy, pomyłki, usterki, niedociągnięcia muszą być likwidowane, a teksty adiustowane standardowo w ramach tzw. ‘wysokiego stylu’. Dobrze się dzieje, jeśli w relacji mistrzowsko-uczniowskiej uczeń (kontynuator mistrza), pracując nad sobą pod kierunkiem mistrza, nabywa nie tylko wybitnej sprawności władania piórem, ale osiąga pewien stopień elegancji i subtelności w tekście naukowym, który nabiera ‘lekkości’, ‘polotu’, tak że bardzo dobrze się go czyta. Jeśli w wyniku pracy językowej nad własną wypowiedzią poprawione zostały wszystkie niejasne, nieprecyzyjne sformułowania, to wtedy język oddaje prosto, jasno i prawidłowo wszystko to, co dany autor chciał powiedzieć. Mistrz powinien poprawiać tekst uczniowi, pokazywać mu typowe błędy, nieścisłości w pisaniu prac naukowych, ujawniać niedoskonałości na realnych przykładach, wskazywać przy tym konkretne rozwiązania. Przeczytanie książek o pisaniu prac dyplomowych, magisterskich, doktorskich czy tp. daje pewną orientację w zagadnieniu, ale nie zastępuje owej naukowej praxis, jaka zachodzi w prawidłowej relacji mistrz-uczeń, nawet jeśli uczeń jest już doktorem pedagogiki, zawsze wszak może wydoskonalić swój warsztat pisarski dla pożytku nauki.
Uważam, że powinna powstać monografia naukowa z zakresu metodologii, na temat sposobów pisania (konstruowania) prac habilitacyjnych, albo przynajmniej praktyczny ‘poradnik’ w stylu „jak pisać (konstruować) wzorcowe prace habilitacyjne z pedagogiki?”. Językowa szata prac naukowych (habilitacyjnych, doktorskich itd.) przynależy wszak do metodologii nauki i nie można jej pomijać. Przy czym pojawia się tu jednocześnie pytanie: czy polski doktor pedagogiki (a tym bardziej – doktor habilitowany) nie powinien już znać perfekcyjnie języka polskiego? Wszak już sam doktorat z każdej dziedziny humanistycznej – zobowiązuje (skoro łac. doctus – to ‘uczony’, a zatem ‘doktor’ to człowiek uczony również w języku naukowym, niezbędnym przecież dla właściwego uprawiania swojej dyscypliny). W takim razie, teoretycznie rzecz biorąc, jeśli ktoś jest doktorem (a tym bardziej – doktorem habilitowanym) nie powinien mieć problemów w związku z językiem prac naukowych, to samo dotyczy doktorów pedagogiki i pedagogicznych habilitantów. A jednak one się pojawiają i znane są z codziennej praktyki redaktorom wydawnictw naukowych, którzy pracowicie poprawiają, ulepszają, doskonalą tekst, usuwając wszystkie błędy (stylistyczne, gramatyczne, interpunkcyjne, a bywa, że i ortograficzne), szlifując język wypowiedzi, pracując nad surowym, ‘ciężkim’ stylem, aby go pozbawić owej „ciężkości” poprzez uczynienie tekstu ‘lekkim’, swobodnym, łatwym w czytaniu dla odbiorcy.
Samodzielny pracownik naukowy (doktor habilitowany lub profesor) ma być wzorem dla innych, młodszych naukowców (doktorów), jeśli chce być mistrzem, rzeczywistym autorytetem, a nie tylko funkcjonalnym, formalnym, zatem należy od niego samego wymagać jako podstawowego standardu – rzetelności i poprawności językowej we wszelkich pracach naukowych, a co więcej – trzeba wymagać pewnego polotu, piękna, elegancji, subtelności wysławiania się, kultury języka w tych tekstach. Prawidłowo napisana praca naukowa jest jasna, jednoznaczna, logiczna we wnioskach, pozbawiona miejsc „mętnych” lub „słabych” językowo i merytorycznie. Prace pedagogiczne nie powinny być pisane miałkim, drętwym, napuszonym językiem, lecz eleganckim, wytwornym językiem polskim (styl wysoki – najlepsze wzorce humanistyki polskiej). Warto tu sięgnąć do wybitnych wzorów II Rzeczypospolitej i przyjrzeć się, w jaki sposób pisali swoje prace mistrzowie ówczesnej pedagogiki? Język naukowych prac pedagogicznych okresu międzywojennego wart jest zresztą odrębnego potraktowania jako zagadnienie badawcze w innym miejscu, godne podjęcia przez filologów-pedagogów (temat jakby zapoznany). Dwudziestolecie Drugiej Rzeczypospolitej jest, moim zdaniem, najlepszym okresem polskiej pedagogiki, nigdy wcześniej ani później nie było tak wybitnego poziomu pisarstwa naukowego z zakresu pedagogiki. Wybitni mistrzowie tamtego okresu. profesorowie „z klasą” (np. B. Nawroczyński, pedagog, polonista) mogą być przykładem uczciwości i rzetelności badawczej dla nas obecnie, ale także wzorem językowego piękna prac naukowych. Wielu z przedwojennych mistrzów działało jeszcze po II wojnie – to inna sprawa, rzecz jest w pokazaniu właściwej, naukowej tradycji pedagogicznej, a nie – ścisłej chronologii.
Historia wychowania to także dzieje wychowania elit naukowych w zakresie pedagogiki, a przecież w obecnym czasie, u początków trzeciego tysiąclecia, pedagogika współczesna powinna nawiązywać do najlepszych wzorców naukowych wolnej Polski (Rzeczypospolitej Obojga Narodów oraz II Rzeczypospolitej Polskiej), a nie do wzorców z okresu totalitaryzmu Polski komunistycznej, zniewolonej, także językowo, kiedy miała miejsce selekcja negatywna, a piękny język był na ogół degradowany albo zaniedbywany w naukowych pracach pedagogicznych, które jawią się jako ‘drętwe’ nie tylko z racji obecności ideologii komunistycznej, ale także pod względem lingwistycznym. Gdy czytam jednak licznie obecnie drukowane prace naukowe z zakresu pedagogiki, to widzę, a zdarza się to dość często, że pod przykrywką pozornej poprawności językowej kryje się miałkość intelektualna, brak rzetelnego dążenia do poznania prawdy (rozumianej klasycznie jako zgodność poznania z rzeczywistością), publicystyka oraz propaganda ideologiczna liberalizmu, postmodernizmu, neomarksizmu, genderyzmu. Autorom pedagogicznych tekstów współczesnych czasem brak odwagi stawiania głębokich pytań badawczych, a zwłaszcza naukotwórczych. Pytania naukotwórcze są wszak najważniejsze, one właśnie rozwijają daną dyscyplinę naukową. Samodzielny pracownik naukowy (doktor habilitowany, a szczególnie profesor) ma tworzyć naukę, a nie być jej „konsumentem”. Twórcze oblicze pedagogiki przejawiać się powinno w kształtowaniu wybitnych naukowców-pedagogów (mistrzów), którzy są nie tylko rzetelnie uformowanymi, wytrawnymi badaczami pewnych zagadnień ze sfery edukacyjnej, ale również stają się podmiotami używającymi w swoich wypowiedziach wysokiego stylu charakteryzującego język polski rzeczywistych elit umysłowych, jakimi mają być naukowe środowiska pedagogiczne.
Pisarstwo naukowe powinno być procesem rzeczywiście twórczym, bez plagiatów, autoplagiatów, bez powtórzeń tych samych sformułowań (fraz), bez tzw. ‘patchwritingu’ (bez kopii pisarskich w twórczości naukowej), aby dana dyscyplina mogła się realnie rozwijać, bez niepotrzebnych, zbędnych ‘repetycji odkryć’. Naukowe pisarstwo pedagogiczne rozwija się zwłaszcza przy nastawieniu na realną odkrywczość badawczą, przy zachowaniu umiejętności pokazywania rzeczywistości edukacyjnej w twórczy, odkrywczy, źródłowy sposób, za pomocą opisu, analizy, wyjaśnienia ze zrozumieniem, ale i przy zachowaniu pięknego, zachwycającego języka polskiego. Pisarstwo naukowe, w szczególności pedagogiczne, powinno stać się dziedziną o najwyższej jakości językowej i merytorycznej w zakresie wypowiedzi autorskiej. Artykuł, komunikat, recenzja, hasło w encyklopedii, rozdział w książce, monografia itd. powinny być nie tylko prawdziwe, ale i piękne. Należy w pedagogice przestrzegać staranności procedur badawczych, poprawnie stosować metodologię, zachowywać logiczność wnioskowania, unikać jakiejkolwiek ideologizacji, jednocześnie rozwijając najlepsze wzorce humanistyczne (postawy mistrzowskie), skoro pedagogika jest dyscypliną humanistyczną, dotyczącą człowieka w rożnych aspektach. W języku pisarstwa naukowego należy unikać predykatów, a niepredykatywne, rzeczowe orzekanie o danym zagadnieniu powinno być rzeczywiście wolne od ideologii. Nie przeczy to postulatowi piękna językowego prac naukowych z zakresu pedagogiki, aby one nie były takie „siermiężne”, „nudne”, „ubogie” językowo, ale umiały zachwycać wytrawnego czytelnika i pociągać go swoim przykładem ku wartościom wyższym.
Głos w dyskusji o pisarstwie naukowym i metodologii prac naukowych z zakresu pedagogiki należałoby zakończyć zasadniczym pytaniem, które trzeba wszak mimo wszystko postawić: czy pedagogika ma rzeczywiście swoją odrębną metodologię, czy też tylko czerpie własną metodologię z innych dyscyplin? W pedagogice bowiem używane są metody badawcze innych nauk, m.in. z zakresu socjologii (np. w socjologii edukacji), psychologii (np. w psychologii wychowania) czy filozofii (np. tzw. fenomenologia czy tzw. hermeneutyka), historiografii (np. w dziejach edukacji), metody ilościowe (statystyczne) pochodzące z nauk ścisłych. Pytam: gdzie są oryginalne, własne, niezapożyczone metody badawcze pedagogiki? Gdzie jest stricte ‘pedagogiczna’ metodologia pedagogiki? Własna metodologia warunkuje wszak odrębność i tożsamość danej dziedziny wiedzy. Może nadejdzie czas, że pedagogika twórczo wypracuje oryginalnie „pedagogiczną” metodologię badawczą? Pedagogika wtedy rzeczywiście dopiero stałaby się całkowicie odrębną metodologicznie dyscypliną mającą naukotwórcze podejście do siebie samej jako do dyscypliny humanistycznej, a nie poprzestawałaby li tylko na naśladowaniu cudzych metodologii przejętych od innych nauk i jako zapożyczone aplikowanych w obszarze własnych badań edukacyjnych.
Brak własnej metodologii (lub jej obecność) w danej dyscyplinie wiedzy nie zwalnia naukowca z obowiązku sprawnego posługiwania się językiem (tu: polszczyzną), z obowiązku pisania prac językowo nie tylko poprawnych, ale i pięknych. Obowiązek pielęgnowania piękna języka prac pedagogicznych to nie jest „pięknoduchostwo”, ale podstawowy wymóg twórczości każdego dobrego naukowca, minimalny standard w nauce, zwłaszcza w dziedzinie humanistycznej, jaką jest pedagogika zajmująca się człowiekiem, jego wychowaniem, formowaniem. kształceniem, socjalizacją, resocjalizacją, opieką nad nim. Językowa sprawność pisarska pedagogów nie może jednak prowadzić do ‘publicystyki’ (‘dziennikarstwa’) w nauce, ale do osiągania rzetelnych celów rzeczywiście naukowych, przy zachowaniu standardów metodologicznych, logicznych, terminologicznych i językowych. Wszystkich tych standardów powinno się nauczać praktycznie w pedagogice rozumianej jako nauka w ramach niezastąpionej i niezastępowalnej niczym relacji mistrz-uczeń.
Marek Mariusz Tytko (UJ)








