To niecodzienna – można powiedzieć - wyprawa, podróż, wycieczka, pielgrzymka! Nazwa nie jest istotna, ważny jest cel, idea, wola uczestników. A jadą do swoich, tzn? Właśnie! Jadą w listopadowy dzień do Tych, którzy przed laty będąc w ich wieku, oddali życie za Ojczyznę - Polskę. Jedziemy razem! Jesteśmy w komplecie, czyli 24 adeptów i weteran. Jest jeszcze półmrok. Dochodzi godzina 7 rano - niedziela. Pora ruszać. Przed nami niemal 200 km. Kierunek Lwów. W składzie głównie członkowie Interdyscyplinarnego Koła Naukowego Studentów „Nowoczesne Kształcenie” działającego w ramach Wydziałów KUL w Stalowej Woli wraz ze swym kuratorem. W imię Boże! Piękny – jak na jesienną porę – dzień. Jeszcze życie uśpione. A we Lwowie na nas czekają żywi i umarli. Żywi, czyli ci, którzy otworzą bramy gościnnych serc i drzwi. A zmarli? – to Ci, którzy mając niewiele lat, bądź jeszcze będąc wówczas rówieśnikami obecnych adeptów oddali swoje życie w imię wolności.
W drodze towarzyszy nam piękne słońce, które szczególnie w jesiennej porze stanowi radość i dodaje werwy życiowej. Dojeżdżamy do granicy Polsko - Ukraińskiej. Następuje odprawa i ruszamy dalej. Czeka na nas przecież piękne, urocze, historyczne miasto Lwów, a tam czekają na nas Ci, którzy spoczywają na „Osiedlu milczenia” jak też Ci, którzy oczekują na nas z gościnnymi sercami na czele z Rektorem Uniwersytetu. Dochodzi godzina dwunasta. Zbliżamy się do Lwowa. Kierujemy się najpierw na Cmentarz Orląt Lwowskich. Ulice dość spokojne, bez ruchu. Podjeżdżamy pod jedną z bram. Udajemy się razem do naszych Braci i Sióstr w spoczynku. Pojawia się „las” pomników lekko szarych. Po schodach kierujemy się do kaplicy. Krótkie przygotowanie do Eucharystii i rozpoczynamy wspólną modlitwę. Przeżywamy Uroczystość Chrystusa Króla, a to miejsce jest wymowne co do prawdy królestwa ziemskiego i wiecznego.
Ogarniamy modlitwą szczególnie zmarłych spoczywających właśnie tu na Łyczakowskim Cmentarzu we Lwowie. To bardzo wymowny dzień, wymowna chwila. Są młodzi z różnych stron Polski w miejscu, na którym spoczywają także młodzi pochodzących z wielu stron Ojczyzny. Zanim nastąpiło błogosławieństwo, jeszcze dziesiątek różańca i Wieczny odpoczynek racz im dać Panie… Po Mszy świętej w tak szczególnym miejscu i dniu, udajemy się razem przemierzając pośród rzędy grobów na których można odczytać nazwiska i imiona wraz z datą urodzenia i śmierci Orląt Lwowskich. Tu czuje się klimat ziemskiego przemijania. Niezależnie od wieku, przeżytych lat rodzi się automatycznie samorefleksja, iż życie ludzie może zgasnąć w każdej nieoczekiwanej chwili. Jesteśmy tylko tu na ziemi, pielgrzymami. Nie znamy długości naszej trasy pielgrzymki. Zna ją jedynie On – Pan Stwórca, Który daje życie i ma pełne prawo je zabrać.
Powoli zbieramy się i podążamy dalej. Chcemy doświadczyć bogactwa kultury tworzonej przez wieki w postaci pięknej architektury – szczególnie sakralnej. Dołącza do nas prof. Jurij. Paczkowski, który będzie naszym przewodnikiem po mieście bogatej, ale też i bolesnej historii. Zostawiamy pojazdy i udajemy się spacerem ulicami Lwowa do jego zakątków. Tu nadal bije serce Polski, tu odczuwa się ducha Bożego, tu doświadcza się słowiańskiej gościnności, uprzejmości, życzliwości. Co pewien czas przekraczamy progi świątyń, które prze laty były miejscem kultu Bożego katolików. Po drodze mijamy Uniwersytet Jana Kazimierza, pomnik Mickiewicza i wiele innych, jakże bliskich naszemu sercu miejsc czy obiektów. Wśród przechodniów wyraźnie słychać mowę polską ze swoistym akcentem lwowskim. Ta przecież, to Polacy, którzy tu pozostali, którzy nie wyrzekli się ducha polskiego, wiary praojców, kultury w której wzrastali, wychowali się.
Czas na realizację zaproszenia naszych miłych Gości z Narodowego Uniwersytetu Bezpieczeństwa. Zatem udajemy się do naszych Gości. Podjeżdżamy pod bramę Uczelni. Grupa kadetów wraz ze swoimi przełożonymi witają nas serdecznie proponując dalszy program naszego pobytu. Po zakwaterowaniu czas na posiłek. I znów tym razem to prawdziwy dar serca. Takiej obfitości stołu należy życzyć każdemu. To słowiańska zasada: Gość w dom – Bóg w dom. Przy tym towarzyszy humor, dowcip, boć to przecież młodzi, nie powinni być smutni, zwłaszcza, że opiekę nad grupą sprawują młodzi studenci pełniąc rolę Gospodarza. I jeszcze na zakończenie omówienie programu kończącego się dnia. Jednym z nich jest oddanie hołdu przy pomniku Tym, którzy podczas tragedii w Czarnobylu złożyli swoje życie na ołtarzu miłości wobec drugiego człowieka. Chcemy ten świąteczny i bogaty w przeżycia dzień zakończyć modlitwą. Udajemy się do kaplicy, która w sposób szczególny jest zadbana, piękna odnowiona. Rozpoczynamy od śpiewu Apelu Jasnogórskiego, potem modlitwa różańcowa.
Wychodzimy na dziedziniec Uniwersytetu. Jest uroczy, ciepły - jak na tę porę roku – wieczór. Można niemal w stroju letnim gawędzić na otwartym powietrzu. Kolejne chwile rozmów między młodymi obu Uniwersytetów. Jak zawsze tak i teraz dopisuje radość, humor. To młode Latorośle, w których oba Narody pokładają w nich wiele nadziei. Trzeba dziękować Bogu, za tak wspaniałą młodzież, ale trzeba też dziękować rodzicom tych Latorośli, którzy nie szczędzili trudu nad ich wychowaniem. To nadzieja przyszłości. To zapowiedź nadejścia dobrych czasów. Jeśli tylko wytrwają w tym duchu, na tej drodze, mamy powód do prawdziwej radości i wdzięczności wobec Boga i ludzi jako pedagogów.
Powoli dobiega końca dzień, który szczególni dla tych, którzy stanęli poraz pierwszy na tej ziemi, był dniem mocnych i głębokich a zarazem pozytywnych przeżyć. Idąc za zasadą psychologiczną „prawem pierwszych wrażeń”, ufam głęboko, że wywiozą stąd wielką tęsknotę za powrotem. I chociaż wielu wiozło tu inne wyobrażenie o tym kraju, o tym mieście, o atmosferze wśród ludzi, szybko się przekonali, że rzeczywistość tego zakątka ziemi jest godną uwagi, ubogacenia wieloaspektowego, powrotu. Niech tak się stanie. A jutro czeka nas kolejny dzień. O nim jednak będzie w kolejnym odcinku informacji.
Amicus








