• nr05.jpg
  • nr07.jpg
  • nr03.jpg
  • nr08.jpg
  • nr06.jpg
  • nr04.jpg
  • nr01.jpg

Walentynki (ang. Valentine's Day) – coroczne święto zakochanych przypadające 14 lutego. Nazwa pochodzi od św. Walentego, którego wspomnienie liturgiczne w Kościele katolickim obchodzone jest również tego dnia. Tak rozpoczyna się hasło dotyczące walentynek na popularnej Wikipedii. Potem Wikipedia wspomina o starorzymskich korzeniach tego „święta” zakochanych, o zaadaptowaniu go przez chrześcijaństwo w średniowieczu, o tym, że św. Walenty jest patronem osób chorych na epilepsję, a nawet o krytyce owego „święta” jako sztucznego i skomercjalizowanego. No właśnie. Skoro niezaprzeczalnym, potwierdzonym przez statystyki i ekonomię faktem jest, że walentynki idealnie przełamują stagnację handlową między Bożym Narodzeniem a Wielkanocą, daje to nam (a przynajmniej powinno dawać) sygnał do zastanowienia się nad sensem i wymową tego „święta zakochanych”.

Pierwsza rzecz jaka przychodzi mi na myśl, to właśnie przesłanie, jakie niesie ze sobą ten zwyczaj i w jaki sposób poprzez różnorakie symbole traktuje on o „miłości”, a także czy w ogóle przy takim, obecnie formowanym przesłaniu 14 lutego, uderzającym z reklam, witryn sklepowych i wszelkich ekranów, możemy tu mówić o „święcie” miłości. Nie zamierzam tu skupiać się na bardzo wątpliwym, z punktu widzenia katolików na całym świecie, pochodzeniu owego święta. Jednak czułbym się nieuczciwie wobec czytelników, gdybym całkowicie przemilczał tę kwestię. Otóż pierwowzorem walentynek jest niewątpliwie rytualne święto starożytnych rzymian ku czci Luperkusa, pogańskiego boga patronującemu italskim pasterzom, zapewniającemu ochronę stad oraz płodność kobiet. Święto to było obchodzone właśnie w nocy z 14 na 15 lutego i zostało oficjalnie zniesione przez papieża Gelazego I, pod koniec V wieku, jednak nadal funkcjonowało w lokalnych tradycjach. Nieprawdą jest, że Kościół później przywrócił 14 lutego jako święto zakochanych – w tym dniu obchodzone jest tylko liturgiczne wspomnienie św. Walentego, który uznawany jest jako patron osób zakochanych, ale tak samo jest patronem chorych na epilepsję, pszczelarzy oraz świętym, do którego ucieka się przed zarazą. Tak samo istotne jest przecież wspomnienie liturgiczne świętych Cyryla i Metodego, patronów Europy, również przypadające na dzień 14 lutego, choć całkowicie przemilczane, za wyjątkiem oczywiście kościelnych ambon. To daje nam pewien obraz co do podstaw kulturowych walentynek, często celowo zniekształcany i zamazywany. Warto zagłębić się w liczne publikacje i rozprawy katolickich kulturoznawców na ten właśnie temat.

Jednak nie tylko przy tym aspekcie kontrowersji wokół walentynek chciałbym się zatrzymać. Wróćmy do przedstawionej już przeze mnie tezy – czy wydźwięk, jaki dają walentynki, mówi o miłości? Takiej prawdziwej, wiecznej i niezniszczalnej, takiej którą próbuje opisać św. Paweł Apostoł w znanym nam Pierwszym Liście do Koryntian? Śmiem wątpić. Z przesłania walentynek wyłania się zgoła inny obraz „miłości”. Bardziej niż do słów św. Pawła, można ją przyrównać do baru szybkiej obsługi – KFC lub McDonald’s. Owe sieci oferują nam fast food, jak powszechnie wiadomo tuczący i niezdrowy, ale wszechobecny, smaczny, dobrze rozreklamowany (ba, przy użyciu najlepszych strategii marketingowych), szybko i w miarę tanio zaspokajający nasz głód. Człowiek długo na tym nie pociągnie, ale to nie przemawia do producentów i marketerów, podającym ten „towar spożywczy” dzieciom. Masowa komercjalizacja poszła krok dalej. Wykorzystała bardziej wyrafinowane ludzkie pragnienie – kochania i bycia kochanym. I walentynki są punktem kulminacyjnym owej planowej strategii zarabiania na ludzkich uczuciach, działającej i przynoszącej zyski nie przez jeden, ale przez 365 dni w roku. Systemowo przeformułowywane pojęcie miłości przedstawia ją jako swego rodzaju egocentryczne zauroczenie. Konfucjusz powiedział, że kto chce zmienić świat, to musi najpierw zmienić znaczenie słów. Tym sposobem świat kultury masowej mówi nam, że musisz być w związku, nieważne z kim, nieważne na jakich zasadach, nieważne jak (najlepiej bez małżeństwa, bo po co komu „ten świstek papieru” w „nowym, wspaniałym świecie”), nieważne czy z miłości pojmowanej po chrześcijańsku jako bezwarunkowe oddanie i poświęcenie czy może z najbardziej przyziemnych pobudek (zjawisko sponsoringu czy coraz popularniejsze relacje typu sexfriends). W tym świecie nikt nie słyszał o szóstym przykazaniu, a nawet jak słyszał to woli nie pamiętać, nawet nie próbuje rozważyć jego zasadności, o trudnej próbie zastosowania się do niego nie mówiąc. A walentynki są właśnie w tym masowym świecie świętem tej „komercyjnej miłości”, uderzającej z coraz bardziej pustych komedii romantycznych, zapewniającej wysokie przychody wielu branżom i bezczelnie żerującej na ludzkiej, danej od Boga-Stwórcy, potrzebie miłości. Ma to najbardziej destrukcyjny wpływ na psychikę i rozwój młodych ludzi w wieku dorastania, kiedy emocjonalnie narzuca im się rozpaczliwą konieczność bycia w jakimś związku, bez względu na jego sens i podstawy. Idzie za tym również presja bezwarunkowej realizacji potrzeb seksualnych w tych związkach, choć to zjawisko występuje na każdym etapie rozwoju człowieka – spotkałem się nawet ze śmiałą tezą wyznaczania „szczęścia kobiety ilością przeżytych orgazmów”, co pozostawię bez zbędnego komentarza…

Jako studentowi prawa ciężko nie przytoczyć mi wziętego prosto z życia przykładu, pokazującego jakie owoce przynosi owa miłość pozbawiona duchowego wymiaru oddania i wzajemnego szacunku, oparta na wartościach niezbywalnych. Otóż kiedy na skutek kolei losu dwoje ludzi decyduje się na rozwód - nie wnikając w motywy - bardzo często sprawa kończy się na sądowej wokandzie. Nagle ci sami ludzie, którzy niegdyś wyznawali i obiecywali sobie miłość, rozpaczliwie próbują pogrążyć „drugą stronę” i przeciągnąć szalę sprawiedliwości wraz z ewentualnymi zyskami na swoją korzyść. Wówczas ars boni et equi sprowadza się poniekąd do dobrego opracowania i podtrzymania teorii dowodów, bazującej na ujawnieniu i dowiedzeniu jak najbardziej kompromitujących drugą stronę faktów, bez względu na stopień ich intymności, a niekiedy niestety bez względu na ich prawdziwość czy zasadność. Wobec tego widząc jaki rodzaj „miłości” proponuje nam mainstream i podtrzymywane przez niego walentynki, chciałbym również odnieść się do nagłośnionych w USA i Kanadzie ostatnimi laty „antywalentynkami” promowanymi przez międzynarodową społeczność Quirkyalone, promującą styl życia singla. Otóż jako katolik nie mógłbym poprzeć ich sprzeciwu wobec komercyjnych walentynek, choć mój stosunek do tego „święta” jest jasny. Dlaczego? Otóż jako alternatywę dla pozbawionej głębszego wymiaru miłości na wynos proponuje się beztroskie życie singla, „z zawartością” przelotnych związków „bez zobowiązań”. To kolejne zagrożenie, jakie niesie „nowy, wspaniały świat”, choć temat jest zbyt obszerny, aby tu i teraz go rozpocząć.

Podsumowując, czy chcemy obchodzić „święto” hołdujące tej nowej, pozbawionej Bożego wymiaru „miłości”? Warto samemu się nad tym zastanowić, w jaki sposób chcemy przeżywać swoją miłość z drugą osobą i na czym ją budować. Przecież, zastanówmy się, chyba każdy człowiek chciałby spotkać w swoim życiu miłość, która przetrwa próbę czasu, trudów życia codziennego, marazmu i mimo wszystko, kiedy nawet pod koniec życia spojrzy się - w duchu Bożej miłości - w pozornie stare i przygasłe oczy drugiej osoby, ujrzy się ten dawny, wspaniały blask, sam w sobie wyrażający piękno drugiego człowieka. W żaden sposób nie próbuję odebrać czci św. Walentemu, wielkiemu biskupowi i męczennikowi – przeciwnie, chciałbym móc przywrócić jej właściwy wymiar i sens. Ciekawe swoją drogą, co chciałby nam powiedzieć św. Walenty patrząc na nas z domu Ojca i stojąc u boku Jezusa Chrystusa. Za nieco ponad miesiąc jest święto św. Józefa – który kochał bezwarunkowo i do końca - wcale nie nagłaśniane ani szumnie reklamowane. Bo to chyba dziś niemodne…

Krzysztof Hoffmann

 

 

 

Copyright © 2012. All Rights Reserved

Podczas analizy kasyn przy pracy z zasobami kasynowymi należy zwrócić uwagę na zasady, dlatego analiza jest pomocna. Porównując różne opcje, czytelnicy korzystają z vavada podczas porównywania kasyn. Takie podejście zmniejsza niepewność.

Słownik gracza: licencja, KYC, RTP

Zanim zapytamy, jakie jest legalne kasyno online w polsce, uporządkujmy terminy. Kasyno legalne online = licencja, KYC, przejrzystość wypłat. Wybór ułatwia lista legalnych kasyn online z niezależnymi recenzjami. Gdy planujemy kasyno na pra, szukajmy jasnych limitów i poradników. Dobre kasyno inte nie ukrywa opłat i publikuje kontakty do organu licencyjnego. W sekcji legalne gry na pieniądze oczekujmy prostych przykładów. Automaty to emocje — ale maszyny onlin z audytem są przewidywalniejsze. W kategoriach branżowych wyróżnia się też legalne kasyna internetowe, co pomaga klasyfikować oferty i oddzielać je od marketingu, gdy mówimy o legalne internetowe kasyno w ujęciu praktycznych standardów.

Graj w swoje ulubione gry w coolzino kasyno i wygrywaj atrakcyjne nagrody.
Spróbuj szczęścia w cazeus i ciesz się różnorodnością gier kasynowych.
W ofercie gier zręcznościowych Chicken Road wyróżnia się prostą mechaniką polegającą na podejmowaniu decyzji w odpowiednim momencie.