Wkroczyliśmy w Wielki Tydzień. Z okresem tym w sposób szczególny wiąże się krzyż. Kiedy rozważamy to, co stało się na tym Krzyżu z Jezusem, zobaczmy wielu stojących pod nim ludzi. Niemal każdy z nich miał w sercu jakąś intencję. Z intencji wynikały konkretne działania, zachowania, postawy, uczucia. Niektóre dały świadectwo prawdy, przyjaźni, miłości, szacunku, łączności, jedności. Inne były przeciwieństwem i zaprzeczeniem tych wartości. W minionym tygodniu przeżyłem i byłem świadkiem dość ważnych trzech wydarzeń, które związane były z krzyżem. Pierwsze z nich miało miejsce w gronie osób, które jednoznacznie dały wyraz pomocy, zrozumienia, jedności nie tylko w słowie, lecz w działaniu. To grupa naukowców, która oceniając po ludzku, ale w duchu sprawiedliwości, pewne zdarzenia naukowe, zachowała się jak Bóg przykazał. Okazała wobec konkretnej sytuacji i konkretnego człowieka pełne zrozumienie, otwartość, życzliwość nie zapominając przy tym o sprawiedliwości. Jakże budujące. I osoba ta czując i przeżywając ową życzliwość uroniła wiele łez radości. Miała też miejsce druga sytuacja.
Przed paroma dniami jedna z osób znalazła się w trudnej sytuacji życiowej. Można było śmiało założyć, iż pracując wśród znacznej grupy osób, nie pozostawiona zostanie sama sobie. Rzeczywistość okazała się nieco inna. Mimo skierowanych zaproszeń do wszystkich, którzy z jej pomocy tak często korzystali, na spotkanie przybyła niewielka grupa. Ci, którzy absencją odpowiedzieli jeszcze do niedawna korzystali z dobroci jej serca, wielorakiej i częstej pomocy. Wielokrotnie, oczekując wsparcia, pomocy, nie szczędzili – jak się okazuje - pustego i ironicznego uśmiechu, różnych metod przekonań, by swoje interesy załatwić. Szukali i widzieli jedynie samych siebie. W chwili potrzeby okazania pomocy zdradzili, odsunęli się od osoby, która była im jedynie potrzebna, dla ich własnych spraw, interesów. Czy można być aż tak wyrachowanym? Pewno można. Sytuacja, okoliczność ta jednoznacznie pokazała, kto kim jest? Prawdę należy nazywać po imieniu. I może jest ona gorzka, to jednak warto pamiętać: „że lepsza jest gorzka prawda, jak słodkie kłamstwo”. A cóż dopiero znaczą słowa: „Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. „Zachowaj Boże od fałszywych przyjaciół, bo z wrogami sam sobie poradzę”.
Trzecim wydarzeniem, jakie miało miejsce, to pożegnanie osoby bliskiej, zmarłej jednej z zespołu osób pracujących razem. Są chwile, wydarzenia, które niemal obligatoryjnie zapraszają nas do włączenia się w przeżycia, wydarzenia - szczególnie smutne, bolesne, bliskiej nam osoby. I tym razem, gdy znalazłem się na tej smutnej pogrzebowe, uroczystości, przekonałem się, jakie uczucia, postawy, zachowania, goszczą w ludzkich sercach. Jesteśmy często razem, ale tylko pozornie i wtedy, gdy nam czegoś potrzeba. Jeśli znajdziemy się w trudnej sytuacji, pozostajemy sami. Tymi słowami, można streścić ten fakt. Czy to coś odkrywczego? Zapewne nie! Współczesny człowiek, wyrachowany, obojętny, zawistny, pełen zazdrości, nie jest zbyt często zdolny na współczucie, gesty jedności a nawet pozytywne, zwykłe uczucia.
Przywołuję jeszcze raz te trzy fakty, zdarzenia i nasuwa się wiele myśli, refleksji. W pierwszym przypadku rozpiera duma, że można być tak blisko, razem, tyle dobra okazać, uczynić. Tyle dać dobra, serca drugiemu. Tyle mieć radości, satysfakcji z tego, że ktoś otrzymał pomocną dłoń. To wyraz pięknej, szlachetnej postawy opartej na prawdziwej miłości, życzliwości. By być jak bochen chleba, z którego każdy może się posilić. Ileż wewnętrznej siły rodzi się po takim akcie, ileż iście wiosennego optymizmu ducha wkracza w życie człowieka po akcie pomocy drugiemu człowiekowi. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych moich najmniejszych braci, Mnieście uczynili”. Warto nieść pomoc, nawet tym, którzy nie są jej świadomi, nie są jej godni. I mimo przekonania, że czasem za pomoc otrzymamy niewdzięczność – warto pomagać, warto żyć dla drugiego człowieka.
Drugie zdarzenie niesie smutne wnioski. Być i żyć jedynie tylko dla siebie. Zakontraktowany egoizm. Wyrachowanie. Działanie tylko dla własnego interesu. Obojętność. Ale jednak pewna grupa przybyła. O niej nie można zapomnieć. Niektórzy pokonali daleką drogę. Dali świadectwo jedności - solidarności, otwartości, prawdy, chęci pomocy, szczerości. I takim: Deo gratias. Tacy też żyją, i nie znaczy, że jest ich niewielu. Noszą w swoim sercu troski drugiego człowieka. W imieniu tej osoby: dziękuję Wam Kochani. Try glory casino mobile app featuring streamlined user interface. Glory casino simplifies navigation. Bądźcie zaczynem dobra. Każde dobro nigdy nie jest zmarnowane. Ono w swoim czasie przynosi owoc i powróci do Was, do nas. Cierpliwości. Warto żyć dla miłości. Warto ofiarować swój czas, siły, zdolności dla drugiego człowieka.
I trzecia sytuacja. Podobna do poprzedniej, lecz nie identyczna. Tu potrzeba było współczucia, wyrazu jedności w trudnej chwili życia. Takie chwile zapadają w pamięci na całe życie. Być razem, gdy serce boleje, łzawi. Jak to ważny moment nie tylko dla żywego człowieka. Ogarnąć miłością, współczuciem, modlitwą. Wierzyć w człowieka, że nie zawiedzie. Bo wiemy, że takie chwile dla przeżywających ból i smutek to niemal wieczność. Gdy powróci równowaga, wtedy dopiero poczujemy wartość pomocnej dłoni. I nosić ją będziemy w oczach, sercu, życiu na wieki. Takich dłoni nie brakuje. Niemal każdego dnia je ściskamy.
Krzyż. A pod nim zgromadzenie ludzi. Jestem tam i ja, i ty, i on, i… W jakiej roli? Z jaką intencją przychodzę? Czy mam otwarte tylko oczy ciała, ale i duszy? A co będzie, gdy zostaniemy sami ze swoim krzyżem? Co wtedy uczynisz? Czy zatęsknisz za kimś, którego wektor dobroci szedł kiedyś tylko w jedną stronę? Jestem przekonany, że tak! Doświadczenie krzyża, uczy mądrości serca i umysłu. „Wiedzę Krzyża” można zdobyć tylko wtedy, gdy samemu doświadcza się do głębi krzyża. Tam, gdzie działają liczne sprzeczności, tam też rozkwita największa nadzieja. To uczy życia. Uczmy się więc każdego dnia. Naprawdę warto!!!
Amicus








