Przemierzając i tym razem urocze okolice polskiej ziemi, nie sposób nie oddać się kontemplacji piękna jesiennej aury. Dzień niemal bezwietrzny, niebo bezchmurne, słońce promieniami tuli każdego wędrowca ku sobie, temperatura z letnich dni, niecodzienny wyczuwalny spokój – jakby świat zasnął w kolorycie przyrody. Wokół żółte płomienie liści wchłaniające przemierzających kolejne odcinki drogi. Pomimo tak uroczego dnia, mijając wioski i osiedla, z łatwością można się przekonać o zbliżającym się święcie wspominania tych, co wypełnili już swoją misję na ziemi. Koloryt przyrody i fakt bezlistnych drzew przypomina nam czas przemijania. Za parę dni udamy się zwyczajem na osiedla ludzkiego milczenia, bo głos ich tylko dusza zdolna usłyszeć. I przyroda włącza się w ten czas kontemplacji ukazując swą przemijalność poprzez jesienną urodę. A tych, których wspominać będziemy, prowadziła przez życie wieloraka droga. Dla jednych była to droga wzrostu czasu wiosennego, która nagle się skończyła, dla innych czas pory stanowiący apogeum wzrostu i siły, zaś dla innych symbolem pozostanie jesienna droga otoczona spadającymi liśćmi. Taki to czas teraz przeżywamy.
Jesienna obfita rosa także chce nam przypomnieć swą prawdę, a szczególnie uświadamia nam wylane łzy przy pożegnaniu najbliższych. I mimo, że może czasu wiele już minęło od tamtej „jesieni” pożegnania, to wciąż czujemy wilgoć oczu i żal serca, które wspominając tamten czas na nowo rozczulać się będzie. I także krótkość jesiennego dnia przypomina, że całe życie jest małą chwilą. Im bardziej przybywa życia dni, tym perspektywa jego przygody staje się krótsza i mało prawdopodobna. Chce się wyśpiewać krótki poemat, ten co onegdaj był nam obojętny: „Jesień mnie cieniem zwiędłych drzew dotyka, słońce rozpływa się gasnącym złotem. Pierścień dni moich z wolna się zamyka, czas mnie otoczył zwartym żywopłotem”. Taka jest jednak prawda. Idziemy bowiem przez życie w pochodzie ku krawędzi, z której czas i przestrzeń spadają w inny wymiar, niedostępny dzisiaj naszym myślom i wyobrażeniom. Idziemy od dziecka przez etapy życia.
Może więc warto w klimacie tych dni uświadomić sobie, co zmienić w życiu, by nasza jesień życia nie była pełna wiatru co w oczy wieje, deszczu rozpaczy co przestać nie zdoła, pełnych zeschniętych nadziei i pożółkłych myśli. A może już dziś smukłymi palcami grabisz liście zeszłorocznej jesieni mając nadzieję, że pod nimi znajdziesz minione lato, co wielką szansą dla ciebie było? Trzeba być jak drzewo co liście utraca, lecz zawsze stoi i z nadzieją do wiosny, gdy zieleń powraca. Bo prawdziwie silne drzewo nawet jesienią wypuszcza nowe liście. Bądźmy zatem drzewem pełności życia, tym które daje szansę i ptakom, i liściom, i rosie, i wielu innym owocom. Bądź więc drzewem i wiosną życia a nie jesienią co rzeczywistość trudem, nie pięknem w piersiach zatyka; co najciekawsze drzwi tuż przed nosem świat pozamykał.
Niech jesień pozostanie tylko czasem wtedy; gdy w kręgosłupie, albo w kolanie nagle coś strzyka; gdy na używki mniej się wydaje, niż na medyka; gdy daty, PINy, imion dziesiątki wszystko umyka; gdy inni biegną w życia gonitwie ona kuśtyka; gdy o jej serce nawet pijany się nie potyka; gdy dziecko małe, myśląc że wiedźma, palcem wytyka; gdy na boisku już każda z drużyn ma dość doświadczenia; gdy pierś niesforna śmiech wywołuje, miast podniecenia; gdy miękki orzech urasta w problem nie do zgryzienia; gdy ból powszedni zapycha wstyd kneblem cierpienia; gdy nie przeszkadza już ogień życia, lecz chłód milczenia; gdy w środku nic, ale na zewnątrz wszystko się zmienia; gdy bez pomocy już żyć się nie da bez znieczulenia; lecz nie pomaga nikt bez zapłaty, ni od niechcenia.
Amicus








