Po kilku dniach soczystej od promieni słonecznych pogody niebo zostało nieco zakryte chmurami, a horyzont otulony białośnieżną mgłą. Taki pejzaż nie stanowi żadnej przeszkody do wędrówki przez połacie pól i lasów, które w klimacie jesiennym wciąż przyciągają wzrok swym wielobarwnym urokiem. A, że weekend to czas nieco rozkoszny na oderwanie się od codzienności, stąd grupa harcowników – adeptów KUL ze Stalowej Woli wyruszyła hen w dalekie strony. Ostatnie podręczne bagaże zapakowano i czas na drogę. Minęła godz. 8:00 i gdy jeszcze zapewne wielu wtopionych było w łoża odpoczynku, my ruszyliśmy z kopyta w kierunku Nowego Sącza. Woziciel z rozkosznym zapałem prowadził busa z kompletnym „ładunkiem” spragnionych pięknych widoków wędrowców. Wzrok obejmował wszystko co stanowiło urok przyrody. W tym uniesieniu podziwu chciało się śpiewać słowa: „To piękny kraj o każdej porze roku, Ojczyzna jak słoneczny pokój, nie tylko maj ubiera w uśmiech twarze, nie bójmy się rozsądnych marzeń”. W takim oto nastroju dotarliśmy do uroczego
miasteczka Nowy Sącz położonego w Beskidzie Sądeckim w płaskim dnie Kotliny Sądeckiej, w widłach rzek Dunajca i Kamienicy Nawojowskiej. Tu czekał na nas Przyjaciel by spędzić z nami kilka chwil. Czas pobytu pozwolił nam bliżej poznać tę historyczną osadę lokowaną gdzieś około 8 listopada 1292 przez króla Wacława II. Jest to miasto, które ma bogatą historię i wciąz wzbudza wiele emocji.
Po pierwszych wrażeniach nowosądeckich nadszedł czas na „Cztery pory roku”. Oczywiście było to miejsce, gdzie spożyliśmy zwyczajny aczkolwiek regionalny obiad. Piękna przyroda, góry i lasy, woda i powietrze wraz z sowitą zastawą stołu, to wielkie bogactwo Sądecczyzny. Przed nami jednak była dalsza droga wiodąca przez urocze wzniesienia okraszone kolorytem jesiennych barw aż do Lewoczy. To wszystko na tyle stało się zachwytem, iż co pewien czas Woziciel zatrzymywał „mechaniczne konie” by pozierać i podziwiać to, co Stwórca nam zechciał ofiarować. Giętkie i rozległe hale uświadamiały krętość dróg życiowych. I nadszedł czas, gdy ujrzeliśmy miasto Levocza, które jest miejskim rezerwatem pamiątkowym. Jego okolica została osiedlona już w epoce kamienia, a pierwsze wzmianki pisemne pochodzą z roku 1249. Należy zwrócić uwagę, że nad Lewoczą znajduje się tzw. Olivetska Góra od wieków znana była jako miejsce kultu Najświętszej Maryi Panny. Stąd też pochodzi jej druga nazwa - Mariańska Góra, czyli Góra Matki Bożej. Tam wpierw udaliśmy się by pokłonić się naszej Pani. Z zachowanych dokumentów wiadomo, że pielgrzymowano tu już w XIII wieku. W 1247 roku na Mariańskiej Górze zbudowano pierwszy, niewielki kościółek pw. Nawiedzenia Matki Bożej, gdzie 3 lipca 1995 roku Ojciec Święty Jan Paweł II odprawił Mszę św., w której uczestniczyło ponad 650 tys. wiernych.
Po nawiedzeniu Sanktuarium i zwiedzeniu Levoczy udaliśmy się do miejscowości Kľcov, gdzie Gospodarze tutejszej parafii czekali na nas z gościnnością serca. Długi jesienny wieczór posłużył do debaty na wiele tematów nie tylko akademickich. Na stole zagościła wiejska polska kiełbasa ukraszona słowackimi dodatkami. Dla wielu uczestników wojażu był to pierwszy „wypad” na Słowację. Nie bez powodu więc stawiano wiele pytań, zaś Gospodarze raczyli nas bieżącymi i historycznymi treściami obejmującymi życie w tym zakątku Europy. Daleko po północy wybiła kolejna godzina, gdy udaliśmy się na spoczynek. Następnego dnia z racji na dzień świąteczny – niedzielę – o godz. 8:00 wzięliśmy udział we Mszy świętej w kościele parafialnym w Kľcov, po której studenckie śniadanie pozwoliło na dalszą wzajemną integrację i zaplanowanie kolejnych spraw i programów współpracy.
Po śniadaniu ruszyliśmy do miasta Koszyc, które jest drugim co do wielkości miastem Słowacji. Jego architektura, układ i położenie stwarza wygląd miasta przyjaznego, wspaniałego, gdzie można spędzić mile czas. Tak było i tym razem. Grupa rozkoszowała się pięknem tego Grodu, a to z racji na piękne widoki, unikatowe zabytki, malownicze jaskinie oraz pomnik architektury ludowej na wieżowcu czy koszary wojskowe przerobione na centrum kultury. To nie przypadek, że Koszyce w 2013 roku otrzymały status Europejskiej Stolicy Kultury. Kiedyś Koszyce kojarzyły się przede wszystkim z mało romantyczną hutą stali, ale teraz po rewitalizacji i inwestycjach związanych z Europejską Stolicą Kultury, to miasto po prostu kwitnie. Warto będąc w Koszycach odwiedzić z kilku powodów Katedrę św. Elżbiety, jest to największy kościół na Słowacji, jest to też miejsce pochówku Rakoczego. W odległości 30. kilku kilometrów położone jest miasto Presov, które przez wieki było tradycyjnym rywalem Koszyc. Po zwiedzeniu Koszyc udaliśmy się do Presova..
Nadszedł czas na niedzielny obiad, stąd udaliśmy się do Kapusan koło Presova. W tutejszej parafii pracuje jako proboszcz ks. prof. Jozef Martin - nasz Przyjaciel, prawnik z wykształcenia, specjalista z zakresu prawa kościelnego. To właśnie tu w Kapusanach jest obiekt zwanym Penzion Farmer Kapušany, który serwuje w stylu amerykańskim posiłki obiadowe. Płacąc kilka Euro można ucztować przez co najmniej godzinę i do woli korzystać z całej gammy przygotowanych smacznych posiłków typu: zupy, drugie dania, desery, napoje itp. Nie mogliśmy więc nie skorzystać z tak sympatycznej oferty. Gdy obiad dopełnił rozkoszy ciała nadszedł czas na zdobywanie góry położonej na obrzeżach miejscowości – parafii. To był jeden z ostatnich programów wojażowania po którym ruszyliśmy w drogę powrotną. Zapewne jeszcze wielokrotnie będziemy korzystać z zaproszenia naszych Braci Słowaków by odwiedzić te i kolejne zakątki Słowacji.
Amicus








