Wielu z nas doskonale pamięta powtarzane od wieków powiedzenie: „Jak trwoga, to do Boga”. Czy dziś ta znana i powtarzana maksyma nie tylko przez ludzi uznających Boga, przez ludzi wiary, ludzi Kościoła była przez wieki powtarzana, a w sytuacjach szczególnych przypominana, również przez tych, którzy żyli z dala od Boga, od Kościoła - jest aktualna?. Dziś -jak wiemy i doświadczamy - żyjemy w szczególnej sytuacji. Wielu wprost ją określa mianem sytuacją zagrożenia, klęski, trwogi. Można powiedzieć, że żyjemy w sytuacji przedziwnej, bowiem od wieków mądra maksyma potwierdzała ludzkie zachowania: „Jak trwoga, to do Boga”, to do Kościoła. Czy dziś owa maksyma ma jeszcze potwierdzenie takich ludzkich postaw, zachowań? Gdy posłuchamy różnych komunikatów – także ze strony lokalnych Kościołów – a szczególnie mediów, gdy spojrzymy na szpalty gazet, szybko się przekonamy, że owa mądrość powtarzana od wieków obecnie ulega zmianie, jest - można powiedzieć - profanowana, bo jej główna myśl została odwrócona. Zdaje się, że w wielu zakątkach świata, Europy (może i Polski?) ta złota myśl, prawdziwa myśl, już dziś w zachowaniu niektórych brzmi: „Jak trwoga, to od Boga”. Gdyby owa przewrotność lansowana była, wykorzystywana była w tym czasie jedynie przez wrogów Boga, wrogów Kościoła, było by rzeczą w pełni zrozumiałą. Ale jak zrozumieć postawę, także - niestety - niektórych hierachów Kościoła, zamykających świątynie, kaplice izolując wiernych od miejsca szczególnej Opatrzności, ograniczając dostęp do miejsca kultu Bożego? Czy jest to zachowanie zdroworozsądkowe?, zachowanie podyktowane wiarą w Boga?, czy można to zrozumieć w śwtle wiary? Mam w tym miejscu poważne wątpliwości.
Nie czynię się sędzią innych, nie mnie oceniać takie zachowania i postawy. Jednak żyję wśród ludzi żywych, wśród ludzi wierzących i obojętnych religijnie, wśród myślących i krytycznych (nie tylko krytykanckich) i wciąż słyszę opinie, komentarze, uwagi – ba, apele, zdziwienie, niedowierzanie dotyczące „profanacji” znanej sentencji zawierającej w sobie prawdę, która dotąd była potwierdzeniem ludzkiej nadziei, potwierdzeniem ludzkiej wiary w Boga. „Jak trwoga, to do Boga” –prawda ta stanowiła swoistego rodzaju przekonanie, nadzieję, dla innych była przestrogą, pouczeniem. Dożyliśmy czasów, gdy mądrości naszych praojców, naszych ojców są modyfikowane (profanowane) w kontekście obecnego zagrożenia. Bo jak zrozumieć izolację wiernych od ołtarza?, miejsca kultu Bożego, od możliwości przyjmowania sakramentów, uczestnictwa w we Mszy świętej, Eucharystii, od miejsca, gdzie człowiek w swej historii szukał nadziei, siły, mocy, zwycięstwa.
Z czasem – należy mieć nadzieję – minie zagrożenie, epidemia. Przyjdzie czas na refleksję. Przyjdzie czas na ocenę ludzkich zachowań. Czy karta dzisiejszej historii stanowić będzie piękny i budujący przykład dla przyszłych pokoleń w sferze wiary?, ufności wobec Boga, troski o zbawienie? Czy owe zachowanie umocni wiarę współczesnego pokolenia? Czy nie pozostanie od dziś rozumienie powtarzanej prawdy w stylu: „Jak trwoga, to od Boga?”. Kto odpowie za zamęt w sercu, duszy, za zmianę myślenia i postawy? Oto pytania dla każdego z nas. Dla matki i ojca, dla osoby duchownej i świeckiej, dla wierzących i poszukujących. Może trzeba nam zacząć nie tylko powtarzać, ale i realizować, wdrażać w obecną chwilę życie innej sentencji: „Nie dajmy się zwariować”. Pozostańmy nadal sobą, pozostańmy wierni zasadom, myśleniu, wierze naszych praojców. Nie uśmiercajmy prawd i mądrości, które przez pokolenia stanowiły nadzieję, drogę zaufania Bogu i Kościołowi.
Amicus








