Dobrze widzi się tylko sercem, a słuchanie jego głosu prowadzi do autentycznego życia. Tak!!! To cała prawda o tym, czego jestem świadkiem od pewnego czasu. Kasię i jej męża poznałem przed wielu laty, jeszcze jako członków jednego z oddziałów Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Archidiecezji Przemyskiej, którego asystentem diecezjalnym byłem przez dziesięć lat. Wprawdzie dzisiaj rodzina Kasi mieszka w Chicago wychowującz mężem jedenaścioro dzieci, to gdy jej Mama znalazła się w trudnej sytuacji zdrowotnej, wraz z mężem podjęli decyzję, że ona przyjedzie do Polski, aby opiekować się w tej sytuacji swoją kochaną Mamą, a mąż pozostał z dziećmi za Oceanem, sprawując nad nimi opiekę. Wyrażam wielki podziw i uznanie za tak szlachetną postawę, za okazywane swojej Mamie tak wielkie serce, miłość, opiekę, a przy tym wielką wdzięczność. Wszystkie rzeczy liczą się mniej niż to, co ma się w sercu. Kasia w sercu nosi wielką miłość i wdzięczność, szacunek i troskę dla swojej najdroższej Mamy. Niemal każdego dnia dzieli się ze znajomymi tym, co przeżywa w danym dniu wraz z Mamą, będąc przy jej łóżku szpitalnym. Przecież nie można zmusić serca, aby wybierało rozsądnie, jej serce samo podejmuje takie decyzje. Ona każdego dnia skoro świt czuje: Idź tam, gdzie prowadzi Cię serce, inaczej utracisz wszystko. I idzie, do swojej Kochanej Mamusi.Serce wygrywa z rozumem. Chyli się do jej policzków i całuje je, jako wyraz swojej ku niej miłości. Dobre serce córki, upiększa twarz Kochanej Mamy.
„Kolejny trudny dzień pobytu Mamusi w szpitalu. Nie wiem... Na 1 milimetr bardziej otwarte oczy... Wiemy na pewno, że wszystko słyszy i rozumie, bo reaguje prawą ręką i lekko wodzi za nami oczami. Twarz bez wyrazu - więc nie zobaczysz emocji ani tego, że może ją coś boli. Biedna zamknięta jest w środku ciała, które nie pozwoli jej "wyjść z siebie" i znów komunikować się z nami, funkcjonować. Codziennie modlimy się przy niej na różańcu - dziś przesunęła kilka paciorków. To było piękne! Dalej masujemy i ćwiczymy jej ręce i nogi, oklepujemy, bo tutaj już nikt o to nie zadba.
Dziś został włączony drugi antybiotyk, bo niestety w płucach jest płyn i wywiązało się zapalenie płuc. Serce rozsypuje się na kawałki, ale wciąż cieszę się każdą chwilą kiedy mogę Ją potrzymać za rękę albo przytulić się do Jej biedniutkiej, umęczonej twarzy... Wciąż wierzę w cud i widzę działanie Boga... Bóg jest taki dobry: dał nam taką dobrą, kochaną Mamę, która oddała dla nas wszystko - swoje najlepsze lata życia - i nauczyła nas jak żyć dla drugiego człowieka (nawet jeśli to trudne) i dla dobrego Boga.
Ile Miłości jest i było w tym małym, drobnym, prostym człowieku! Jej wiara, Jej oddanie, Jej cierpienie i wytrwanie w trudnym małżeństwie z Tatusiem, Jej troska o każdego z nas do dziś, ciężka praca, krzyż choroby Julci, Helci a potem Tatusia... Nie poddała się! Dotrwała aż do teraz i dalej walczy! Nasza droga kochana Mama - nasza Bohaterka!!!
Złoszczę się na znieczulicę, brak empatii, brak profesjonalizmu, "brak człowieczeństwa w człowieku". Dużo tego na tym oddziale i dlatego razem z Marysią i Piotrusiem prosimy Boga o łaskę przetrwania tego trudnego czasu dla Mamusi i dla nas też. O łaskę dla tych ludzi - personelu, by umieli popatrzeć na cierpiącego człowieka i widzieć w nim cierpiącego Chrystusa. On jest tam tak blisko... Dziękuję za modlitwę i wszystkie słowa zatroskania”.
Relacja z czwartku, 10 kwietnia 2026:
Tekst poniższy z dnia 10.04.2026 godz. 7.49
"Księże Janie, dziękuję. Tak pięknie to opisałeś...Wdzięczna jestem za Twoje trwanie przy nas w tym krzyżu i w tej krzyżowej drodze, że jesteś Szymonem i Weroniką... przytulam się do Twojego kapłańskiego serca jak do Ojca. Dziękuję Ci, że rozumiesz, podtrzymujesz, pamiętasz w modlitwie i za wszystko dobro od Ciebie.Wciąż jeszcze mam łzy i siłę by trwać przy Jej łóżku...Niech będzie Bóg uwielbiony w mojej Mamie, w jej chorobie i niemocy. Niech będzie uwielbiony w każdej chwili, jaką Jej przeznaczył a szczególnie kiedy przyjdą godziny ostatnie. Jezu ufam Tobie"








