Powiadają: wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Poniekąd tak jest. To już kolejny raz, gdy droga prowadzi do Rzymu. Czas wakacji jest ku temu sposobną okazją. Więc ostatnie przygotowanie i czas ruszać. Głównym celem - to modlitwa u Grobu Apostołów i przy Grobie bł. Jana Pawła II. Są jeszcze inne sprawy by tam je zawieść. Bóg je zna. A po drodze kilka ważnych spotkań. Najpierw Słowacja. Sobotni wieczór. Czas przygotowań do niedzieli. Siadamy razem z przyjaciółmi i podejmujemy istotne i bieżące tematy. Dla niektórych życiowe. Pełna otwartość, zrozumienie i gotowość realizacji zadań – to reguła. Każdy z nas wie, co do niego należy. Za parę dni powrócimy do tych ważkich tematów. Teraz zaś potrzeba czasu na ich realizację. Tymczasem ostatnie promienie słońca powoli żegnają się z nami. Niebo ku zachodowi się chyli, a rozchmurzone zwiastuje kolejny, piękny dzień. Zanim jednak on nastąpi, czeka kolejny odcinek drogi – Węgry – Budapeszt. Ruszam. Tu jakby inny klimat. Rozkwitłe słoneczniki i niebo bezchmurne, błękit nieba, a i ciepła nie brak. Mijają powoli kilometry. Miskolc, potem Eger i Budapeszt – już na miejscu. Kolejne spotkanie, rozmowy - niczym nikodemowe. Uzbierało się wiele spraw, które należy przeanalizować, przedyskutować, a nawet i rozwiązać. Jak ten czas szybko mija! Spojrzałem na zegarek – już 02:15 – zawitała niedziela. Krótki odpoczynek, bowiem o godz. 09:00 Msza św. a po niej kolejne spotkanie. Także ważne, bo dotyczy spraw ludzkich. Siadamy popijając czarną węgierską expresówkę. Jakoś rzeźko się po niej zrobiło. I kolejne wątki, kolejne tematy. Są też plany na jutro, i dalsze dni.
Po błękicie niebios słońce powoli snuje się w dół. Chyli się ku wieczorowi. Jeszcze nie pora na odpoczynek. Jeszcze kolejne wątki, tematy, tezy, założenia i rozwiązania. Oj, nazbierało się ich wiele. I czas na podsumowanie. Są nadzieje, a wobec niektórych kwestii pulsują pewniki. To materiał ku przyszłości. Teraz małe przemieszczenie się, by odbyć jeszcze jedno krótkie interview. Tym razem obrzeża Budapesztu. Klasyczne powitanie i wspólna dyskusja. Temat za tematem. "Reformowanie" idzie dobrze. W różnych aspektach dokonujemy ocen, podsumowań. I już nadszedł kolejny wieczór. Daje on jeszcze większe skupienie, uwagę. Palące się świece na stole nadają spotkaniu uroczystego charakteru – boć to przecież niedziela. Hm, zapewne czas kończyć. Minęła godzina 22:00. A na miejsce noclegu - kawałek drogi. Więc pora na przemieszczenie się. W niespełna 40 min i na miejscu. A tu kolejna debata w duecie. Po poprzedniej nocnej dyskusji – wciąż pozostało wiele otwartych tematów. Część z nich z pogranicza nauki, życia kościelnego, społecznego i nie tylko. Na zegarku wybija "Godzina Miłosierdzia" o podwójnym znaczeniu (trzecia, pora do snu). Udajemy się na odpoczynek. Jutro czeka nas bogaty w przeżycia dzień. "Jak dobrze wstać skoro świt". Rzeczywiście powoli świt na horyzoncie. No cóż, tym, którzy jeszcze nie śpią – dobranoc. A jutro daleka droga – do Wiecznego Miasta.
Amicus








