Powyższa myśl odnosi się do głębokiego dylematu moralnego i duchowego, wskazując, że nadmierne skupienie na dobrach materialnych wypiera wartości duchowe, zaufanie oraz wiarę, zarówno religijną, jak i w sens wyższych wartości. Jest rzeczą zrozumiałą, że posiadanie pieniędzy nie jest czymś złym, lecz w momencie, gdy zaczyna się kult pieniądza, wówczas inne wartości, w tym nasza wiara schodzi na plan dalszy, a z czasem wiara jest wykluczana. To Biblia nas ostrzega, że nieokiełznana miłość do pieniędzy jest korzeniem wszelkiego zła, a kto kocha nadto bogactwa, nie będzie miał z nich pożytku. Obserwacja dnia codziennego przekonuje nas coraz częściej do przyjęcia stwierdzenia, że pieniądz rządzi światem, tym typowo ziemskim, ale coraz rządzi światem duchowym pozbawiając nas w dobro najwyższe jakim jest wiara. Dla wielu ludzi współczesnego pokolenia pieniądz stał się fałszywym bożkiem, swoistego rodzaju naszym credo. Nie bez powodu w przestrzeni publicznej krąży powiedzenie: „Za pieniądze świat się modli, ale i za pieniądze świat się podli”. jeśli więc człowiek lokuje swoje poczucie bezpieczeństwa tylko w dobrach materialnych, traci wówczas duchowa wiary. Pieniądz ma jedynie stanowić narzędzie do życia, nie stanowić celu życia. Koncentracja na bogactwie często prowadzi do znieczulicy i utraty właściwych proporcji w życiu, co wynika z przypowieści o bogaczu i Łazarzu. Innymi słowy, gdy pieniądz staje się najwyższym priorytetem, staje się „bogiem”, wtedy wiara zanika w naszym życiu prowadząc ku pustce duchowej, a ta powoduje subiektywne uczucie braku sensu, celu, motywacji oraz wewnętrznego zniechęcenia. Często objawia się poczuciem osamotnienia, niepokoju, utratą radości z życia oraz brakiem zaangażowania. Z kolei w aspekcie religijnym następuje brak zapotrzebowania na obecność Boga w życiu, co skutkuje strapieniem duchowym.
Warto sobie ciągle uświadamiać, że pieniądz jest dobrym sługą, ale złym panem. Jeśli pozwolimy temu panu królować w naszym życiu, wówczas stajemy się jego sługami, często nieużytecznymi. A sługa nie może dwom panom służyć, bo albo jednego będzie miłował, a drugiego nienawidził. Jeśli pieniądz będzie zbytnio miłowany, to drugi „pan” - nasza wiara z czasem będzie znienawidzona. Stąd ciągle winniśmy mieć na uwadze prawdę, że naszym bogactwem jest stan naszej duszy, naszego umysłu, a nie stan konta. To prawda, że żyje się za pieniądze, ale nie warto żyć dla pieniędzy. Jeśli sprzedasz swoją duszę, swoją wiarę za pieniądze, to wkrótce twoje pieniądze stracą wkrótce nie tylko swoją wartość dla ciebie, ale i sens ich posiadania. A bywa, że egoistyczna miłość pieniądza prowadzi na bezdroża, a niekiedy do utraty sensu życia lub samego życia. Każdy myślący wie doskonale, że pieniądze są potrzebne do życia, ale ich nadmiar lub ślepa pogoń za nimi mogą zasłonić to, co w życiu najważniejsze. I często nie chodzi o to, żeby marzyć o tym, co chciałbyś mieć, lecz chodzi o to, co robisz z tym, co już masz. Spotykamy wśród znajomych takie osoby, którym brat rozwagi i roztropności w tej materii, tak jak często wielu z nas kupuje rzeczy, których nie potrzebują, a z czasem zaczynają sprzedawać rzeczy, których potrzebują. Brak rozwagi, samokontroli prowadzi to degeneracji naszego umysłu. Stosuj niemal świętą zasadę, że zanim powiesz, posłuchaj, zanim napiszesz, pomyśl, zanim wydasz, pieniądze wpierw zarób. Trzeba koniecznie uważać nawet na małe wydatki, bowiem niewielki wyciek zatapia wielki statek. Ponadto pieniądze nie spadają z nieba, muszą być zarobione na ziemi.
Dopóty wspaniale jest mieć pieniądze, dopóki nie zagubi się mądrości dostrzegania rzeczy duchowych, których nie można za nie kupić. Obyśmy nigdy nie stali się na tyle ubodzy, żeby pozostały nam jedynie pieniądze. Wiele razy pieniądze przysłaniają nam nie tylko to, co cenne w nas, ale to, co cenne w innych, drugim człowieku. Przykre jest to, że bywają tacy, którzy za pieniądze sprzedają miłość, przyjaźń, wierność. Często stajemy się biedni nie dlatego, że nie mamy oczekiwanej ilości pieniędzy, ale dlatego, że za pieniądze utraciliśmy to, co jest w nas najcenniejsze. Bardziej od pieniędzy, potrzebujemy miłości. To szczera, prawdziwa miłość jest siłą nabywczą szczęścia w małżeństwie, przyjaźni. Bezinteresowna miłość, przyjaźń znaczy więcej jak wielkie majątki, które często prowadzą do zaniku w nas poczucia sensu życia. Wielu chciałoby być bogatym, aby już nie myśleć o pieniądzach, ale większość bogatych mających pieniądze i tak nie myśli już o niczym innym, jak o bogactwie. Gdy pieniądze mówią, wtedy prawda milczy. Młodym ludziom zdaje się często, że pieniądze są najważniejszą rzeczą w życiu, ale gdy się zestarzeją, nie są już tego pewni, pewni są posiadania zdrowia i przyjaciół. Biblijna teza, że nie możecie służyć Bogu i mamonie, pozostaje szczególnie aktualna w czasach dzisiejszych. Nie można winić pieniędzy za to, co robią z ludźmi, a raczej trzeba winić ludzi za to, co robią z pieniędzmi. To nie pieniądz decyduje kim jesteśmy, ale o nas decyduje nasza wiara, wiara w Boga i drugiego człowieka. Pieniądz wiele żąda od swego właściciela – zabierze mu nawet duszę, jeśli nie będzie na siebie uważał. Nie należy winą obarczać pieniędzy, bo one są niewinne, to my obarczamy je własnymi grzechami, demonizujemy i fetyszyzujemy. Reasumując jedno jest istotne, że pieniądze nie kupią szczęścia człowiekowi, który nie ma pojęcia, czego chce. Pieniądze nie zapewnią mu systemu wartości, jeśli nie wie, co jest dla niego wartością. Pieniądze nie dostarczą człowiekowi celu, jeśli się nie zdecydował, ku czemu zmierzać. Pieniądze nie kupią inteligencji głupcowi, podziwu – tchórzowi, szacunku – nieudacznikowi.
Amicus








