Na list zamieszczony na tej stronie nieco poniżej pod tytułem „List do utraconego ojca” otrzymaliśmy pewnego rodzaju odpowiedź, a właściwie prośbę, aby z kolei przesłany nam list a otrzymany w dniu dzisiejszym tj. 20 grudnia 2014 roku, został przekazany autorce wspomnianego wyżej listu. Jednocześnie poprosiliśmy autorkę tutaj niżej zamieszczonego listu, aby ona wyraziła na jego opublikowanie na naszej stronie. Tak więc pozwalamy sobie jego treść zamieścić dla lektury innych czytelników. Tak jak „List do utraconego ojca” spotkał się z wielkim zainteresowaniem – otrzymaliśmy bowiem drogą mailową wiele opinii, refleksji, uwag – związanych z jego treścią, tak i publikowana niżej odpowiedź w formie listu zawiera również wiele poruszających wewnętrznie treści. To budujące zjawisko, że osoby, które przeszły podobną drogę życiową, śpieszą ze słowem do tych, którzy swój dramat życia przeżywali ostatnio w sposób podobny, lub przeżywają go obecnie. Wprawdzie przeżywamy czas Adwentu, okres przygotowania do świąt Bożego Narodzenia, i wielu z nas oczekuje na nieco bardziej radosne treści, to jednak być może te listy, ich treść uchroni kogoś od dramatu związanego z alkoholem, którego podczas świąt wielu wprost nadużywa. Zachęcam zatem Państwa do lektury poniższego tekstu listu, który niech będzie ostrzeżeniem a może wzbudzeniem nadziei, nie tylko na ten czas Bożego Narodzenia, ale kolejne dni i miesiące.
„Przeczytałam Twój list i na nowo odżyły wspomnienia. Przeszłam przez to samo co Ty: mój ojciec też pił. Wieczne awantury, pijani koledzy, którzy go odprowadzali, pytania dzieci na podwórku „Ty masz tatę?”, „Gdzie jest Twój tata?”. U mnie było trochę inaczej.
Rodzice najpierw byli w separacji (kiedy miałam 6 lat pomagałam ojcu się spakować), później rozwód (byłam w 6 klasie szkoły podstawowej, więc miałam około 12 lat). Podczas rozwodu okazało się, że ojciec ma konkubinę i dziecko, którego datę urodzin doskonale pamiętał, w przeciwieństwie do naszej. Odwiedzał nas okazjonalnie, potem wcale. Mieszkaliśmy i nadal mieszkamy w tym samym mieście. Nie pamiętał o urodzinach, testach gimnazjalnych, maturze, egzaminach na studia. Alimentów też nie płacił. Mama bardzo go kochała. Nigdy nie powiedziała nam na niego złego słowa, kazała się modlić, by przestał pić i do nas wrócił (jeszcze przed rozwodem, kiedy nie było kolejnego dziecka), ale nie wrócił. Kiedy poszłam na studia chciałam pomóc mamie. Studiowałam i pracowałam od drugiego semestru studiów do końca. Od drugiego roku studiów stacjonarnych zostałam przyjęta na drugi kierunek niestacjonarny. Studiowałam więc na dwóch kierunkach i do tego pracowałam od poniedziałku do piątku plus dwie soboty w miesiącu po 9 godzin dziennie opiekując się bardzo absorbującą Julką (na studiach stacjonarnych miałam indywidualny tok studiów). Uczyłam się w nocy. Czasami spałam po 2-3 godziny. Funkcjonowałam tak przez pół roku, dłużej nie dałam rady. Udało mi się dostać pracę w szkołach muzycznych (uczyłam dzieci grać na skrzypcach). Wtedy było już lżej.
Skontaktowałam się z moim ojcem, bo niby dlaczego nie miał na nas płacić? Przestał pić, miał konkubinę i pracę. Można powiedzieć, że ułożył sobie życie, ale nie było w nim miejsca dla nas. Spotykaliśmy się raz na miesiąc, przyjeżdżałyśmy do niego do pracy: czasami ja, czasami moja siostra (ona miała 3 lata jak się od nas wyprowadził). Rozmawialiśmy w sumie normalnie, ale bez jakiegoś zwierzania się. Uważałam, że na to potrzeba czasu, aby ponownie komuś zaufać, szczególnie, kiedy tak bardzo Cię zrani. Tyle razy mi obiecywał, że po nas przyjedzie, ale zapominał. Czekałam naiwnie, ale on nie przyjeżdżał wcale. Liczyłam, że naprawimy nasze relacje, że będziemy mieć kontakt. Niestety, kolejny raz się zawiodłam. Kiedy wyszłam za mąż przestał mi płacić alimenty i kompletnie urwał kontakt. Był w kościele na ceremonii, złożył życzenia i wtedy widziałam go ostatni raz. Zadzwoniłam do niego z informacją, że został dziadkiem. Ucieszył się. Stwierdził, że „musi opić wnuka, bo mnie i siostrę opił i wyrosłyśmy na super dziewczyny to jego też opije i będzie tak samo”. Nasz synek ma już 19. miesiąc, ale pomimo, że obiecywał, nie przyjechał go odwiedzić. Przykro mi. Liczyłam, że będzie inaczej. Moja siostra też skończyła studia i podobnie jak ze mną ojciec urwał kontakt. Szkoda, bo mogło być zupełnie inaczej...
Wiesz - chcę Ci powiedzieć, że to wcale nie jest Twoja wina. Ty w niczym nie zawiniłaś, więc nie mniej do siebie pretensji ani żalu. Módl się za ojca - modlitwa może zdziałać cuda. Ja w to wierzę. Doskonale wiem, co czujesz, jak wyglądają Twoje relacje z mężczyznami. Jeżeli chcesz być szczęśliwa musisz się odblokować i dać szansę sobie i innym ludziom. Może pójdziesz do psychologa? Przecież to nie wstyd. Mi bardzo pomógł trening interpersonalny, gdzie mogłam opowiedzieć swoją historię i wyrzucić to z siebie. Moje życie jest teraz poukładane: mam pracę, wprawdzie tylko godziny zlecone na uczelni, ale od czegoś trzeba zacząć. Mój mąż pije okazjonalnie, praktycznie wcale. Bardzo kocha mnie i naszego synka. Mały jest cudowny - to nasze „oczko w głowie”. Kochamy go z całych sił. Skończyłam oba kierunki z wynikiem bardzo dobrym, obecnie robię doktorat. Pewnie gdybym się zablokowała na inne osoby do teraz byłabym sama dlatego proszę Cię - daj sobie szansę. Mocno trzymam za Ciebie kciuki i wierzę, że u Ciebie też zajdą pozytywne zmiany. Jeśli chcesz, możesz do mnie napisać. Jeśli nie też zrozumiem. Korzystając z okazji życzę Ci, by nowonarodzony Jezus zrobił „pozytywną rewolucję” w Twoim życiu. By sprawił, że uśmiechniesz się, zostawisz te trudne chwile za sobą i dasz sobie szansę na piękne chwile, które są przed Tobą. Ściskam Cię bardzo mocno i dziękuję za taki piękny list. Pamiętaj, że wszyscy mamy ojca najlepszego na świecie - Boga. On nas kocha z całych sił i nawet jeśli tutaj na ziemi nasi biologiczni ojcowie zawiedli to on nigdy nie zawodzi”.
Dane osoby znane Redakcji








