Powoli dobiega czas sesji egzaminacyjnej. Dla nieco młodszych czas studniówek. Dla innych zdobyta praca – choćby na czarno. Te małe zdarzenia są dla wielu szczęściem. I niech tak będzie. Ale, czy na długo to szczęście tak trwać będzie? Miną kolejne dni i znów poczujesz pragnienie kolejnego wymiaru szczęścia. Jaki on tym razem będzie? Nie dziwi nas fakt, że każdy człowiek pragnie być szczęśliwym. Nawet ci, którzy już pieniędzy zliczyć nie mogą. Szukają również szczęścia ci, którzy w rozpaczy i biedzie przeżywają swoje dni. Choć drogi obstawione reklamami szczęścia za pół ceny - to ludzie i tak innego szczęścia szukają. Kto im pomoże to szczęście odnaleźć? Tylko ten, kto jest szczęśliwy... Czy Ty jesteś jednym z nich? Bo tylko szczęśliwi szczęście dają. A szczęście kocha młodość. Młodość szuka szczęścia. Dlatego nie można młodości zmarnować. Młodość jest czasem decyzji. W młodości decyduje się o życiu. Decyzje młodości rzutują na dorosłość i starość, owocują szczęściem bądź łzami rozczarowania. Zatem jak przeżywać dni swojego życia by być szczęśliwym?
Najpierw musimy jasno powiedzieć, że każdy okres w życiu człowieka niesie ze sobą różne problemy. W młodości tych problemów jest chyba więcej. Przed człowiekiem stoją bardzo ważne decyzje mające wpływ na całe życie. Wielkie problemy, ale doświadczenie jeszcze za małe, aby ze wszystkim sobie poradzić. Stąd szukanie mistrzów, przewodników. Kim oni są? Twój kolega najczęściej wie tyle co ty; eksperci, których pełno w mediach, znają odpowiedzi na twoje pytanie, zanim je zadasz. Rodzice - rzadko, bo „bo co oni mogą wiedzieć o życiu?” - stwierdzasz krótko. Do kogo wtedy pójść? Do profesorów na uczelni? Pod ręką jest horoskop, może lepiej do wróżki - ona wyjaśni, że twoje życie jest zaprogramowane w układzie ciał niebieskich. W młodości wiele rzeczy was denerwuje, buntujecie się, protestujecie, a niekiedy odrzucacie to, co się wam nie podoba. Również w Kościele są sprawy, z którymi się nie zgadzacie. Mówicie, ze trzeba coś zmienić. Pewnie, że trzeba, ale odrzucając stare formy, nie odrzucajcie tym samym Ewangelii. Czym innym jest obudowa, a czym innym Ewangelia. Jeśli oprawa, sposób przeżywania wam nie pomaga się modlić, to trzeba szukać. Trzeba szukać takich sposobów wyrażania się Kościoła, w których, wy - młody Kościół - będziecie czuć się „jak u siebie”.
Przed paru laty odwiedziłem kiedyś w Laskach Warszawskich znaną mi od lat starszą siostrę zakonną, będącą już na emeryturze. W rozmowie zapytałem - co Siostra teraz robi - tyle czasu ma wolnego? Czekam na śmierć - odpowiedziała, a twarz miała pogodną, oczy - choć zmęczone - pełne szczęścia. Na śmierć? - no nie proszę siostry - tak chciałem jakoś złagodzić realizm starości. Tak, proszę księdza! Bo wie ksiądz, ja wstąpiłam do zakonu, aby na Niego oczekiwać, aby się z Nim spotkać. I to jest dla mnie najważniejsze. To była moja droga życia. I teraz już tak bliziutko. Rozumie ksiądz? - tak bliziutko. I już będę z Nim. To co najważniejsze. Gdzie ona się tego nauczyła? Wiem, ona codziennie patrzyła na Jezusa, słuchała Go, przyjmowała Go do swojego życia
Powróćmy jednak do ludzi młodych. Młodzi ludzie na szyi dziś zamiast medalika mają – oczywiście nie wszyscy - amulet, w ręku telefon komórkowy, na biurku komputer wpięty w światową pajęczynę. A wieczorem dziesiątki telewizyjnych programów. Cały świat pod ręką. Oto jest życie wielu młodych. Powiesz: co mi jeszcze potrzeba? Tu tętni życie! Jeśli tak - to, dlaczego płaczesz, kiedy wszyscy pójdą spać? To, dlaczego wegetujesz bez marzeń, bez nadziei, bez radości. Dlaczego przez łzy wypowiadasz - nie chce mi się dłużej żyć. Bo jeśli masz wszystko, co ważne, a brak ci tego, co najważniejsze - rzeczywiście nie chce się żyć. Przychodzimy ze świata, który jest spektaklem atakującym zmysły, wyobraźnię, intelekt. Coraz większe bilbordy, chcą nas powalić na kolana.
A może to nie bilbordy winny nas powalać na kolana, lecz nasza wiara winna prowadzić nas do modlitwy na kolanach? Tak! Ta wiara naszej codzienności. Powiesz a dlaczego? Bo chrześcijaństwem nie da się żyć od święta, tylko w czasie sesji, egzaminu, trudnych chwil, różnych ziemskich nadziei. Od święta jest ubranie. Chrześcijaństwo jest czymś więcej - jest życiem. Trzeba się życia wiary nauczyć za młodu. Przyjdą dni doświadczenia - i co wtedy będzie? Wielokrotnie słyszymy, że życie jest sztuką. Każdy chce dobrze żyć, ale nie każdy umie żyć. Życie jest sztuką. Tej sztuki trzeba się uczyć. Jak więc można się uczyć sztuki mądrego życia? Może czasem warto posłuchać starszych? A może trudno ci jest posłuchać pozornie bezsensownych rad starszych. Wiesz dlaczego młodzi ludzie nie słuchają starszych? Bo ludzie starsi mówią powoli... Ale tak przekazuje się mądrość. Młodzi chcą szybko, dynamicznie - a czego chcą?.. To już nieważne, zresztą mniejsza o to. Może dlatego mijają mądrość, którą od zawsze przekazuje się powoli.
Zastanawiałem się wiele razy i wciąż się zastanawiam, szczególnie, gdy jestem w drodze, gdy jadę samochodem. Mam wtedy czas na różne przemyślenia. W kontekście trwającej jeszcze sesji egzaminacyjnej, pomyślałem sobie, że studenci to osobny gatunek ludzki. Jedzą inaczej, śpią w innych porach, potrafią przeżyć za dziwnie małą kwotę przez cały miesiąc w tym czasie często imprezując. W ciągu jednej nocy potrafią przyswoić tyle wiedzy co człowiek po studiach przez rok. Może kiedyś studenci odłączą się od reszty społeczeństwa na tyle by mieć własną biblię?
Pomyślałem sobie, co by studenci napisali w swojej Biblii? Nie wiem czy mam rację, ale wydaje mi się, że gdyby studenci napisali biblię to:
1. Ostatnia Wieczerza zostałaby zjedzona następnego ranka. Na zimno.
2. Z 10 przykazań zostałoby tylko 5, z podwójną interlinią i możliwie dużą czcionką.
3. Co dwa lata ukazywałoby się nowe poprawione wydanie, żeby nie można było tanio odkupywać egzemplarzy od starszych roczników.
4. Zakazany owoc zostałby zjedzony natychmiast, bo w stołówce tego nie dają.
5. Listy św. Pawła do Rzymian stałyby się e-mailami św. Pawła do nadużTen adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
6. Przyczyna dla której Kain zabił Abla: dzielili pokój w akademiku.
7. Koniec świata nie nazywałby się „Armagedon” tylko „sesja egzaminacyjna”.
8. Won z osiołkami. Jezus jeździłby na rowerze górskim a może jakimś autem?.
9. Przyczyna, dla której Mojżesz krążył po pustyni przez 40 lat: nie chciał pytać o drogę, żeby nie wydało się, że jest z pierwszego roku.
10. Bóg nie tworzyłby świata przez 6 dni i odpoczywał w siódmym. Odkładałby wszystko na ostatnią chwilę, a siódmego dnia zawaliłby całą noc.
Amicus








