• nr07.jpg
  • nr04.jpg
  • nr08.jpg
  • nr05.jpg
  • nr03.jpg
  • nr01.jpg
  • nr06.jpg

kaplanstwo 1Miałem zaszczyt głosić w kilku seminariach rekolekcje, jak też przygotowywać diakonów do święceń kapłańskich, głosiłem również rekolekcje w klasztorach żeńskich. Przez ponad trzydzieści lat prowadziłem wykłady z liturgiki zarówno na Wydziale Teologicznym jak też i w różnych seminariach zakonnych. Dane mi było uczestniczyć w pracach Synodu Krakowskiego, tego historycznego, zwołanego przez księdza kardynała Karola Wojtyłę, a zakończonego przez św. Jana Pawła II. Pracując nad historią liturgicznej odnowy w Archidiecezji Krakowskiej, miałem dostęp do archiwów, które też wiele mogły mnie nauczyć odnośnie wartości i fundamentalnego znaczenia życia prezbiterów i ich posługi duszpasterskiej. Dużo dały mi do myślenia naukowe badania na temat wkładu w teologię liturgii i życia duchowego, które reprezentowali wybitni przedstawiciele tzw. ruchu liturgicznego, a byli nimi dom Prosper Guéranger OSB, odnowiciel opactwa benedyktyńskiego w Solesmes, i dom Lambert Beauduin OSB, założyciel klasztoru benedyktyńskiego wschodniego obrządku w Chevetogne.

Otóż zacznijmy od pytań i pewnych niepokojących zjawisk. Zauważa się, że oto współczesny, swego rodzaju „koń trojański” zakrada się w różne instytucje i struktury kościelne. Jednym z jego przejawów to stawianie na pierwszym miejscu ekonomii. Bywa tak, że likwiduje się pewne formy nabożeństw, czy nawet konkretne duszpasterskie dzieła, bo nie przynoszą wymiernych korzyści, a wymagają zbyt dużo trudu. I tak często zaniechane są systematyczne odwiedziny chorych w parafii, specjalne nabożeństwa dla nich. Zapomina się często o duszpasterstwie starszych i emerytów. Nawet niektórzy mają pomysły, by likwidować placówki misyjne, a to np. z tej racji, że w danym kraju za mało katolików, że trzeba wciąż dopłacać. Takie myślenie jest bardzo niebezpieczne. Już św. Jan Chryzostom uczył, że jeśli postawimy w duszpasterstwie pieniądz na pierwszym miejscu, to wszystko będziemy mieć do góry nogami (powiedział to bardzo oględnie, bo był świętym).

Drugim przejawem tego „konia”, to demokracja w myśleniu i działaniu. Otóż, nieważne jest to, co głosi Ewangelia, Tradycja Kościoła, doświadczenie świętych, duch zakonnych założycieli. Ważne jest to, co my dziś uchwalimy, co przegłosujemy i w tym duchu tworzy się nawet pewne „klany”, bo musi się „przeforsować” i odpowiednich kandydatów na różne stanowiska i pewne decyzje. Jakżeż to również musi budzić wielki niepokój. Nie tak było w tradycji starych monasterów, w których starano się przemodlić wszystkie sprawy i z pokorą szukać woli Bożej. Jak łatwo na tej drodze „demokratycznej” może wnikać duch zeświecczenia w życie i posługiwanie duchownego, jak też i zakonnika. Ta „demokracja” wykończyła duszpasterstwo na Zachodzie. W parafii nie duszpasterz, proboszcz, nadaje kształt życiu parafialnemu, ale decyduje o wszystkim Rada Parafialna. Ona ustala, jakie nabożeństwa mogą być, a jakie nie. To z tej „demokracji” wyrosła praktyka dopuszczania dzieci do pierwszej Komunii Świętej bez spowiedzi, bo ustalono, że nie należy stresować dzieci jakąś tam spowiedzią. A tak w ogóle z liturgii, nabożeństw trzeba robić coś miłego, przyjemnego, omal zabawnego. Jakże dalekie to od ideału parafii, jako rodziny, w której najważniejszą rodzinną uroczystością jest niedzielna Eucharystia, gdzie duszpasterz jest ojcem tej duchowej rodziny, a wierni braćmi i siostrami, zaś kościół to swego rodzaju rodzinny dom. Istotnym „tętnem” życia tej parafialnej rodziny to troska o ład sumienia poprzez systematyczne korzystanie z sakramentu pokuty i uczestnictwo w Eucharystii. Do takiej wizji parafii prowadzili wspomniani prekursorzy odnowy liturgii, to ona ma być „źródłem i szczytem” całego życia chrześcijańskiego (por. KL 10).

Obserwując życie w seminariach duchownych czy w nowicjatach jak też w żeńskich wspólnotach zakonnych, zauważa się dziś bardzo mocny wkład poradni psychologicznych i psychiatrycznych. Oczywiście jest faktem, że dziś przychodzi do tych instytucji wielu poranionych młodych ludzi, którzy nie spotkali się we własnym domu rodzinnym z atmosferą ładu, pokoju, szacunku, miłości, nie mówiąc już o tym, że w ich środowiskach rodzinnych doświadczali omal całkowitego braku wiary i modlitwy. I stąd te trudności, których w takim stopniu dawniej nie było. Jest więc ta pomoc potrzebna. I moich „penitentów”, w pewnych wypadkach, odsyłam do znanego mi, cenionego psychologa. Ale obawiam się, czy czasem nie jest ta formacja seminaryjna i zakonna „przepsychologizowana”. Czy aby zbyt dużo czasu dany kandydat do kapłaństwa nie poświęca „zwierzeniom się” psychologowi, a może już posługę sakramentalną, spowiedź, kierownictwo duchowe traktuje jako „konieczny dodatek”. Czy aby nie chce się przypadkowo udowodnić, że do doskonałości dochodzi się li tylko swoimi siłami? Czy naprawdę wierzymy w moc łaski Bożej, światło Ducha Świętego, współpracy z łaską Boskiego Zbawiciela? Czy usilnie zabiegamy o tę jedność z Jezusem Chrystusem poprzez pokorną, wytrwałą modlitwę i posłuszeństwo Jego woli i Jego słowu, poprzez przyjęcie z wiarą wskazań ojca duchownego – „kto was słucha, Mnie słucha”(Łk 10,16)? Jakże wymowne świadectwo zostawił św. Jan XXIII w swoim dzienniku duchowym. Nie ma tam objawień ani cudów, ale odnotowane są kolejne spowiedzi, postanowienia, rachunki sumienia i zdania z Biblii, które szczególnie zapadły mu w serce. Przed śmiercią zwierzył się swemu sekretarzowi, że zawsze starał się o to, aby nigdy nie zmarnować natchnienia Ducha Świętego. Z pewnością trzeba zabiegać o mądrą współpracę duchownego i psychologa, stawiając jednakże bardzo wyraźny akcent przede wszystkim na współpracę z łaską Bożą – „wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4,13). Warto tu dodać, że w tej znanej ekumenicznej Wspólnocie w Taizé, bardzo mocno wyakcentowana jest rola duchowego przewodnika.

Inne niepokojące zjawisko, które przecież daje się zauważyć i za murami seminarium czy klasztoru, to technizacja. Z pewnością jest to wielkie dobro cywilizacyjne – Internet, komórka, tablet, telewizja, te środki trzeba umieć wykorzystać do współczesnej ewangelizacji. Ale bywa tak, że większość czasu młodzi są pod wpływem tych wszystkich środków, ulegając fali informacji, obrazów. Oni zapominają mówić, słuchać, kontemplować. Ot, z tabletu się modli (nie potrzebna księga brewiarzowa), widziałem i na ołtarzu tablet zastępujący mszał. Idąc tym stylem działania, może przecież wziąć celebrans tablet i pięknie odczytać wybrane kazanie, homilię, ale jakże to może zniewolić i spłycić całe duszpasterstwo i samego duszpasterza. Nie tak przygotowywali się i przygotowują do głoszenia słowa Bożego duszpasterze i kaznodzieje z prawdziwego zdarzenia. Gdyby iść dalej po tej linii technizacji, to by można opracować taki tablet, który zastąpiłby ojca duchownego, bo po naciśnięciu odpowiedniego klawisza, kleryk mógłby uzyskać odpowiedź na wszystkie duchowe pytania i niepokoje. A w końcu może ktoś wpadnie na pomysł, by skonstruować robota duchownego. Można wgrać w niego piękne śpiewy, głębokie homilie. Ileżby to rozwiązało problemów! Oto niektóre z pytań i niepokojów. Ale postawmy jeszcze jedno pytanie: Czy ojciec duchowny jest konieczny, potrzebny tylko w seminarium duchownym? Czy aby każdy duszpasterz, każdy, który świadomie i dobrowolnie przyjmuje święcenia kapłańskie, nie powinien być ojcem duchownym dla tych wszystkich, do których zostanie posłany? Można to pytanie poszerzyć – czy aby i każdy nauczyciel, wychowawca, nie powinien też być w jakimś sensie „duchownym ojcem”, inspirując swoich uczniów przykładem swego życia, pięknem swego człowieczeństwa i wspaniałą kulturą?

W odpowiedzi na te pytania, niech mi będzie wolno sięgnąć do tego, co odkryłem w parafialnym archiwum św. Floriana w Krakowie. Otóż został tam skierowany młody, już po habilitacji, po studiach zagranicznych, ks. Karol Wojtyła. Tamtejszy proboszcz, stary prałat, po studiach w Insbrucku, przyjął tego księdza z Wadowic i polecił mu zająć się żywym różańcem i ministrantami. Może ktoś inny czułby się niedowartościowany takim przydziałem pracy w parafii, ale on to przyjął. Do owych kilku „róż” zachęcił nauczycieli, studentów, lekarzy i dalej wprowadził ich w kierownictwo duchowe, w systematyczną spowiedź i żywy udział w Eucharystii. I oto z tych kilku „róż” powstało kilkadziesiąt i dla członków tych „róż” w czwartki odprawiał Mszę Świętą. Uczestniczyło w niej około czterysta osób. Oto z tego różańcowego bractwa wychował duchową elitę. Stał się dla nich prawdziwym ojcem duchownym. A ministranci? Było ich początkowo kilku, może kilkunastu. On do tej służby zachęcał kolejnych, ale przez rok ich przygotowywał, objaśniał liturgię Mszy Świętej, uczył duchowej postawy. Po roku organizował zamknięte rekolekcje dla ojców tych ministrantów, następnie dla matek, a w końcu dla samych kandydatów. I dopiero po takim przygotowaniu wprowadzał w posługę przy ołtarzu nowych ministrantów. I znów nie był on instruktorem, ale ojcem duchownym, ukształtował tych młodych chłopców, którzy później wyrastali na ludzi prawdziwie wierzących i odpowiedzialnych. O jakże takie „metody” są potrzebne i dziś, by z tych parafialnych ministrantów wyrastały szeregi dojrzałych chrześcijan, a często i prawdziwie gorliwych duchownych. Oczywiście nie brak w naszym kraju wspaniałych duszpasterzy. Wiele razy takich spotykałem, głosząc tu i ówdzie rekolekcje. I z takich parafii wyrastają powołania kapłańskie. Dobrze byłoby wysyłać do takich parafii, którym patronują gorliwi duszpasterze, kleryków na praktyki, aby uczyli się oni być ojcami duchownymi dla wiernych, do których będą kiedyś skierowani. Jedno z wielkich zadań ojca duchownego w seminarium jest takie właśnie wychowanie alumnów, takie duchowe kształtowanie ich wizji kapłaństwa, by oni na parafii stali się gorliwymi, autentycznymi ojcami duchownymi, nie zaś urzędnikami i administratorami.

Jak wychowywać przyszłego duszpasterza do roli ojca duchownego względem tych, do których zostanie posłany? We Francji wierni często zwracają się do księdza „mon père” – „proszę ojca” – jakby podświadomie wyczuwali, że ksiądz jest, ma być ojcem, tym właśnie duchownym ojcem. I tu można by się pokusić, tak patrząc z boku, nie znając programu formacyjnego aktualnych ojców duchownych, na co by trzeba zwracać szczególną uwagę, aby każdy duszpasterz, prezbiter, poczuwał się do odpowiedzialnej roli ojca duchownego względem swoich wiernych. Tych zadań może być kilkanaście. Oto niektóre z nich. Pierwsze zadanie, to wszyscy dobrze wiedzą, jest wprowadzać przyszłego księdza w głębię żywej wiary i umiłowania Eucharystii. Po to jesteśmy święceni i to jest nasz istotny cel. Nie jest najważniejsze: administracja, budowa, organizacja akcji charytatywnych. To wszystko jest ważne i potrzebne, ale najistotniejsza jest Eucharystia. Przy tym trzeba pamiętać, że liturgia nie jest prywatną własnością duchownego, ale dziełem Chrystusa Pana i Kościoła, dlatego trzeba umieć wypełniać przepisy prawa związanego z liturgią, a przede wszystkim żyć wiarą, czcią, uwielbieniem Pana obecnego, zbawiającego poprzez te święte znaki. Dlatego jest to takie ważne, aby oni jako przyszli duchowni, żyli głębią tej tajemnicy i wprowadzali wiernych w ducha świętej liturgii, a przede wszystkim w prawdziwe życie eucharystyczne. Kapłan nie ma być tylko formalnym, rytualnym sługą, ale jego liturgia ma być jedną, wielką modlitwą. Każdym słowem, każdym gestem ma się on modlić. To ma być wielka kontemplacja Obecnego, Tego, który umiłował człowieka do szaleństwa Żłóbka, Krzyża i Eucharystii. Ma on uczyć się współofiarować siebie wraz z Jezusem Chrystusem Najwyższym Kapłanem i Ofiarą. Sprawowanie liturgii w formie posoborowej – twarzą do wiernych – jeszcze bardziej wymaga skupienia, szlachetnych gestów. Celebrans musi się strzec, by nie zwracać uwagi na siebie, by nie chcieć „imponować” swoimi atrakcyjnymi pomysłami. Niestety, od doktorantów z różnych stron Polski, można było usłyszeć o różnych „dziwactwach”, które księża wymyślają, by zainteresować wiernych. Jest to wielkie nieporozumienie. W czasie wspomnianego historycznego Synodu Krakowskiego, do komisji w której pracowałem, wpłynęło masę listów od wiernych. W wielu z nich znalazł się taki apel: „zróbcie coś, by księża nie rozdawali tak szybko nam Komunii Świętej, bo my wątpimy, czy oni wiedzą, Kogo nam podają”. A więc jak ważny jest i ten styl sprawowania świętej liturgii. Było też wiele próśb o to, by kościoły były otwarte, aby były stałe w pewnych kościołach całodzienne adoracje Najświętszego Sakramentu. I dlatego jednym z owoców tego Synodu było zaprowadzenie adoracji w kilku krakowskich kościołach.Wzorem sprawowania liturgii eucharystycznej może być dla nas wszystkich św. Jan Paweł II. Ile czasu poświęcał on na przygotowanie, a potem z jakim skupieniem celebrował Eucharystię, i wreszcie ten jego czas na modlitwie dziękczynnej. Umiłowanie Eucharystii, cześć dla Niej i uwielbienie – to test autentyczności naszego kapłaństwa.

 Druga „miłość”, którą należy rozpalić w alumnach, przyszłych prezbiterach, to umiłowanie posługi w konfesjonale. „Z radością i nadzieją odkryjmy na nowo ten sakrament (…), starajmy się być prawdziwymi sługami miłosierdzia”, apelował Ojciec Święty Jan Paweł II (LW 2002, 4). Po to jesteśmy święceni, by służyć w tym misterium Bożego Miłosierdzia, w tej Chrystusowej szkole kształtowania życia chrześcijańskiego przez łaskę Ducha Świętego. Byłoby czymś niekonsekwentnym, gdyby duchowny, będąc jakimś wykładowcą, urzędnikiem, opuszczał tę posługę. Przecież profesorem można być bez święceń, administratorem również. Ale skoro przyjęliśmy święcenia, to trzeba podejmować z radością, z całym zaangażowaniem tę właśnie tak istotną posługę kapłańską. I ona też przynosi tak wiele kapłańskiej radości, gdy widzi się, jak człowiek podejmujący trud nawrócenia, pracy nad sobą, staje się nowym, szczęśliwym, pięknym człowiekiem. I tu dobrze przypomnieć radę, którą dawał Ojciec Święty w swych Listach Wielkoczwartkowych, iż aby dobrze służyć wiernym w konfesjonale, trzeba, aby i sam kapłan korzystał z tego sakramentu. Zapewne dobrze byłoby gdyby i on miał też swojego stałego kierownika duchowego. Jakże tu nie przypomnieć słów św. Jana Pawła II: „Jest rzeczą pewną (…), że posługa jednania jest najtrudniejsza i najbardziej delikatna, męcząca i wyczerpująca (…). Wymaga ona od spowiednika wielkich ludzkich przymiotów, a co najważniejsze, głębokiego i szczerego życia duchowego; konieczne jest również, by sam kapłan regularnie korzystał z tego sakramentu. Bądźcie o tym przekonani, drodzy Bracia Kapłani: ta posługa miłosierdzia jest jedną z najpiękniejszych i daje najwięcej zadowolenia (…); stanowi ona niezastąpiony wyraz i sprawdzian służebnego kapłaństwa” (LW 1986, 7).

 Trzecim zadaniem kapłańskim jest głoszenie słowa Bożego. Trzeba rozbudzać miłość do tej posługi i poczucie, iż jest się za nią szczególnie odpowiedzialnym. Nasi wierni są „bombardowani” przez reklamy, filmy, hasła różnorakiej ideologii. I gdy ten człowiek przyjdzie do kościoła, nie może przecież usłyszeć jakiegoś bełkotu przez parę minut. Brak rzetelnego przygotowania, dobrze opracowanej homilii – to grzech! Ciężki grzech, to zaniedbanie istotnego obowiązku prezbitera. Przygotowanie homilii powinniśmy zacząć od początku nowego tygodnia. Trzeba też uczyć się od prawdziwych kaznodziejów. Takim był niewątpliwie Sługa Boży Ksiądz Piotr Skarga. Oto on sięgał do takich źródeł jak: Biblia, Ojcowie Kościoła, filozofowie greccy, najlepsi współcześni teologowie. A do tego miał swoje modlitwy, często też przed wygłoszeniem kazań nie tylko się modlił, ale pościł i pokutował. Te szczegóły miałem szczęście odkryć, pracując w komisji przygotowującej otwarcie jego procesu beatyfikacyjnego. Przy czym ten głoszący słowo Boże winien mieć zawsze bardzo dużo szacunku dla słuchaczy, odznaczać się wielką kulturą języka (czytanie, mówienie ze zrozumieniem, poprawny akcent), a nade wszystko winien promieniować prawdziwym pokojem i radością. „Radość, jak zauważa Leon Bloy, jest nieomylnym znakiem Bożej obecności”. Niech do tej radości inspirują nas słowa św. Jana Pawła II: „Kościół potrzebuje radosnych księży, zdolnych przynieść autentyczną radość ludziom Boga, którą jest Dobra Nowina z całą swoją prawdą i przemieniającą mocą”. I Papież Franciszek przypomina: „Nie jesteśmy powołani do wielkich gestów ani głoszenia szumnych słów, ale do świadectwa radości, pochodzącej z pewności bycia kochanym, z ufności, że jesteśmy zbawieni”. Fundament tej kapłańskiej radości jest zawarty w słowach Chrystusa Pana, ustanawiającego na Ostatniej Wieczerzy Eucharystię i Kapłaństwo: „Trwajcie w miłości Mojej (…), aby radość Moja w was była, i aby radość wasza była pełna” (J 15,9-11).

 Na co by jeszcze trzeba zwrócić uwagę, do czego wychowywać? Nie wątpliwie tak ważnym jest w kapłańskiej duchowości serdeczna, pogłębiona, pełna czci i oddania pobożność maryjna. Ta pobożność jest wyrazem naszej wiary i pokory. Wiary w Bóstwo i Człowieczeństwo Jezusa Chrystusa. A mając świadomość swoich grzechów, słabości, pragniemy nasze modlitwy, nasze troski kierować do Chrystusa Pana przez Jej Niepokalane Serce. Jakże dobrą jest ta szkoła maryjna. To z niej wyszedł św. Maksymilian Maria Kolbe, Sługa Boży Kardynał Stefan Wyszyński czy św. Jan Paweł II. Czyż kluczem do tajemnicy świętości tego Papieża nie było to tak żywe oddanie i zawierzenie się Maryi, wyrażane w tym zawołaniu – „Totus Tuus”, i ta pokorna modlitwa różańcowa? Znający go z czasów, gdy był jeszcze młodym księdzem Karolem, pamiętają, że o tym oddaniu mówił do nich, gdy byli oni w szkole średniej. To on podsunął im lekturę św. Ludwika Marii Grignion de Montfort– „Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Marii Panny”. Niewątpliwie całą mariologię, ale i wyraz swej pobożności, wyraził w encyklice Redemtoris Mater.„Nikt lepiej niż Ona nie może nauczyć nas żarliwości, z jaką powinny być sprawowane święte Misteria i z jaką powinniśmy przebywać z Jej Synem ukrytym pod eucharystycznym postaciami” (LW 2005, 8) –uczy nas Ojciec Święty Jan Paweł II.

Warto tu dodać, że i Benedykt XVI w swej encyklice „Deus caritas est” apelując, by księża byli apostołami tej Bożej miłości, dodał: „Będziecie nimi skutecznie, jeśli będziecie się uczyć w szkole Maryi. Przy Niej doświadczycie, że Bóg jest miłością, i tego kochającego Boga będziecie przekazywać światu na różne sposoby, które Duch Święty wam podpowie”. Jeszcze na jeden szczegół należy uwrażliwić seminaryjnych adeptów, a mianowicie na to, że w życiu zdarza się, i to jest normalne, wiele różnych trudności i przeciwności, na które trzeba być przygotowanym. Niepokojące jest to, że wielu młodych po kilku latach kapłaństwa porzuca tę posługę. Różne są przyczyny. Ale często też zawiedzione ambicje, jakieś trudności personalne czy nawet pewne niezrozumiałe fakty. Chrystus Pan nie obiecywał, że droga życiowa Jego wybranych będzie usłana „różami”. Niewątpliwie te różne trudności muszą być. One są „testem” naszej wiary, wierności i one też służą pogłębieniu, dojrzewaniu naszego zawierzenia Bogu. Takich trudności nie brakowało w życiu wielkich ludzi, wytrawnych pasterzy. Wspomniany dom Lambert Beauduin, który z błogosławieństwem papieża stworzył wielkie dzieło – ów klasztor benedyktyński wschodniego obrządku – spotkał się ze straszliwym, niesprawiedliwym wyrokiem urzędników watykańskich, którzy kazali mu zostawić dzieło, zsyłając go na dwa lata więzienia i dwadzieścia lat wygnania. Po latach okazała się cała niesprawiedliwość tego wydarzenia. A on na tym wygnaniu we Francji służył Kościołowi, wiernym, był współzałożycielem pisma „La Maison-Dieu”. Przyjaciele pytali go, jak to wszystko znosi? Odpowiadał: „Trzeba umieć robić dobrą robotę i czekać aż wybije godzina Opatrzności”. Po tym wygnaniu pozwolono mu wrócić do owego klasztoru i dalej był wierny wszystkim kapłańskim i zakonnym zadaniom. Prosper Guéranger, który pracował w wielu Kongregacjach rzymskich, przygotowywał też materiały do Soboru Watykańskiego I, miał wielu przeciwników we Francji, a to dlatego, że ośmielił się analizować i skrytykować wszystkie księgi liturgiczne, które tworzono w diecezjach bez uzgodnienia ze Stolicą Apostolską. W księgach tych wykazał wiele błędów, m.in. zawiązanych z jansenizmem. Otóż przed śmiercią, gdy zgromadzili się przy nim współbracia, skierował im takie pytanie: „Co jest najważniejsze w życiu?”. Bracia nie bardzo wiedzieli, o co chodzi opatowi. I on poddawał im odpowiedź na to pytanie: „Cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość…”. Po czym, odmawiając psalm, „Benedic anima mea Dominum”, zmarł.

A przechodząc na nasz, polski grunt, to znów archiwa kurialne wiele „mówią”, co też i żyjący świadkowie pamiętają, ile trudności i przeciwności spotykał ksiądz biskup a potem kardynał Karol Wojtyła. Z tych dokumentów można podziwiać, ile musiał on mieć cierpliwości, by doprowadzić do skutku słuszne dzieła, jak np. choćby przywrócenie do istnienia historycznego Wydziału Teologicznego jako Papieskiego Wydziału Teologicznego, który z czasem przekształcił on, już jako Jan Paweł II, w Papieską Akademię Teologiczną. Te różne trudności napotykane ze strony wielu ludzi i instytucji pokonywał właśnie poprzez modlitwę, poprzez nocne adoracje Pana w swej kaplicy przy ulicy Franciszkańskiej 3. U stóp Pana, Zbawiciela, wiele spraw przemyślał, omodlił. Z tego doświadczenia zwierzał się zapewne w encyklice Ecclesia de Eucharistia, pisząc: „Pięknie jest zatrzymać się z Nim i jak umiłowany Uczeń oprzeć głowę na Jego piersi (por. J 13,25), poczuć dotknięcie nieskończoną miłością Jego Serca. Jeżeli chrześcijaństwo ma się wyróżniać w naszych czasach przede wszystkim sztuką modlitwy, jak nie odczuwać odnowionej potrzeby dłuższego zatrzymania się przed Chrystusem obecnym w Najświętszym Sakramencie na duchowej rozmowie, na cichej adoracji w postawie pełnej miłości? Ileż to razy, moi drodzy Bracia i Siostry, przeżywałem to doświadczenie i otrzymałem dzięki niemu siłę, pociechę i wsparcie!” (EE 25).

Tak oto, wedle tych przykładów należy przygotować, nauczyć przezwyciężać różne trudności życiowe, które czekają przyszłych prezbiterów. Z pewnością jednym z najważniejszym zadań ojca duchownego to w przyszłych prezbiterach rozpalić ducha modlitwy, by w niej umieli szukać pomocy, światła i mocy wytrwania. Zapewne, ten „duchowny” w seminarium winien być autentycznym człowiekiem modlitwy, życia wewnętrznego. Papieże ostatnich czasów szukając wzoru kapłana na dziś, sięgali do przykładu życia św. Jana Vianneya. „Modlitwa była w jego heroicznym życiu tym środkiem, który nieustannie pozwalał mu trwać w Chrystusie, czuwać z Chrystusem w obliczu Jego godzinie. Godzina ta nie przestaje rozstrzygać o zbawieniu tylu ludzi powierzonych kapłańskiej, duszpasterskiej posłudze każdego prezbitera. W życiu św. Jana Marii Vianneya ta godzina była powierzona w sposób szczególny jego posłudze spowiedniczej” (LW 1987, 9). Toteż, jak podkreślają świadkowie, ówczesny metropolita krakowski, ks. kard. Karol Wojtyła, bardzo starannie szukał, wybierał kandydatów na tę duchową, wychowawczą funkcję, dlatego to, zanim zadecydował kto nim będzie, to podobno sam najprzód u niego prosił o posługę sakramentalną.

 Zapewne w życiu spotykaliśmy takich prawdziwych ojców duchownych, wychowawców, nauczycieli. Jesteśmy ich dłużnikami. Jakże wielu można było ich spotkać w trudnych czasach okupacji, komunizmu. Czy takim nie był bł. Władysław Bukowiński? W jakże trudnych warunkach służył on wiernym. Miałem zaszczyt nieco usłużyć w Bułgarii naszym współbraciom. Otóż jeden z nich, o. Rafał Peev CR, przeszedł 10 lat okrutnego więzienia. Nigdy nie uważał się za męczennika. O tym więzieniu mówił, iż był to jego „drugi uniwersytet”. Mieszkał i urzędował w zakrystii. Do końca dni z radością służył swoim wiernym. Gdy go zapytałem, czy wybrałby życie zakonne, kapłańskie, gdyby wcześniej wiedział, co go będzie czekać, wtedy odpowiedział, po chwili milczenia: „Wybrałbym, bo być księdzem to znaczy składać żertwę (ofiarę) za naród”. Oto prosta i zarazem jakże głęboka teologia i definicja kapłaństwa. Spotykałem tam wielu księży i siostry zakonne, którzy w jakże ubogich i trudnych warunkach służyli z całym oddaniem wiernym. Potrafili w ukryciu kształtować i formować charaktery młodzieży. Niektórym z nich dane było przybyć na spotkanie z Ojcem Świętym Janem Pawłem II w 1979 r. Wśród nich była młoda dziewczyna, która dziś jest Matką Generalną bułgarskiego, wschodniego zgromadzenia Sióstr Eucharystynek.

 Pamiętam mego katechetę ze szkoły podstawowej, śp. księdza kanonika Józefa Ptaka. Otóż po wojnie ukończył on seminarium i przyszedł jako wikariusz do naszej parafii w Mogilanach, pod Krakowem. Do dziś ludzie go wspominają jako całkowicie oddanego Bogu, który z wielkim szacunkiem służył wiernym, wspierając ubogich, opiekując się schorowanym proboszczem. Był księdzem, który umiłował konfesjonał. W kazaniach wyczuwało się, że Pan Jezus, to Ktoś bardzo bliski jego sercu. Ten ksiądz do końca swego życia (przeżył ponad 90 lat), chociaż miał amputowaną nogę, codziennie udawał się do konfesjonału, odprawiał Mszę Świętą, głosił homilię. I te wszystkie swoje kazania przygotowywał, pisał, stąd pozostały po nim całe stosy zeszytów. Widać, że dobra była ta jego szkoła seminaryjna. Kiedy opowiadałem o nim pewnemu starszemu księdzu, profesorowi i infułatowi, to on odparł, iż jest to ksiądz, który z pewnością był kształtowany przez konkretnego, nieżyjącego już ojca duchownego z seminarium, który w takim stylu wychowywał alumnów.

 Spotykałem też w seminariach ojców duchownych, którzy jakoś niechcący wyznali mi, że codziennie odprawiają drogę krzyżową. Jednego pamiętam, iż gdy klerycy opuścili wieczorem kaplicę, on przychodził i dyskretnie obchodził stacje drogi krzyżowej. W takiej postawie wyraża się wielka troska, miłość i odpowiedzialność za przyszłych prezbiterów, którym dziś służymy w seminariach. Niewątpliwe ten duchowny w seminarium musi być człowiekiem oddającym się modlitwie i pogłębionemu życiu wewnętrznemu. Ojciec duchowny to zapewne taki człowiek, który już do końca życia będzie się modlił za tych, których prowadził do kapłaństwa. Tak oto tych kilka myśli, refleksji niech podsumują słowa św. Jana Pawła II z ostatniego Listu Wielkoczwartkowego: „Accipite etmanducate… Accipite et bibite… Całkowite darowanie się Chrystusa, które ma swoje źródło w trynitarnym życiu Boga-Miłości, osiąga swój najwyższy wyraz w ofierze na Krzyżu, której sakramentalną antycypacją jest Ostatnia Wieczerza. Nie można powtarzać słów konsekracji bez poczucia, że jesteśmy włączeni w ten duchowy nurt. W pewnym sensie kapłan powinien uczyć się wypowiadać je również w odniesieniu do siebie, w prawdzie i z wielkodusznością: bierzcie i jedzcie. Jego życie bowiem ma sens, jeśli potrafi on uczynić z siebie dar, oddając się do dyspozycji wspólnoty służąc każdemu, kto jest w potrzebie” (LW 2005, 3).

Na zakończenie pragnę raz jeszcze złożyć wyrazy głębokiego szacunku Wam, Czcigodni Ojcowie. Bądźcie Bożymi szaleńcami i wychowujcie szaleńców dla Kościoła. A te nasze wspólne rozważania przenieśmy teraz przed Oblicze naszego Pana, obecnego w Najświętszym Sakramencie, aby przemodlić, przemyśleć te wszystkie trudne, ale jakże szlachetne zadania, które stawia przed nami Kościół. Będziemy prosić o błogosławieństwo Boże na naszą posługę słowami Litanii do Chrystusa Najwyższego Kapłana, tak bardzo umiłowanej przez Ojca Świętego Jana Pawła II. Litania ta „w sposób szczególnie bogaty i głęboki ukazuje kapłaństwo Chrystusa i nasz związek z tym kapłaństwem” (LW 1997, 3). „Chrystus wnosi do wiekuistego przybytku ofiarę z siebie samego – cenę naszego odkupienia. Ofiara, czyli żertwa, jest nieodłączna od kapłana. Właśnie dzięki tej seminaryjnej Litanii do Chrystusa Kapłana i Żertwy lepiej zrozumiałem to wszystko. Stale powracam do tej zasadniczej lekcji” (LW 1997, 4).

x.s.k.

Copyright © 2012. All Rights Reserved

Podczas analizy kasyn przy pracy z zasobami kasynowymi należy zwrócić uwagę na zasady, dlatego analiza jest pomocna. Porównując różne opcje, czytelnicy korzystają z vavada podczas porównywania kasyn. Takie podejście zmniejsza niepewność.

Słownik gracza: licencja, KYC, RTP

Zanim zapytamy, jakie jest legalne kasyno online w polsce, uporządkujmy terminy. Kasyno legalne online = licencja, KYC, przejrzystość wypłat. Wybór ułatwia lista legalnych kasyn online z niezależnymi recenzjami. Gdy planujemy kasyno na pra, szukajmy jasnych limitów i poradników. Dobre kasyno inte nie ukrywa opłat i publikuje kontakty do organu licencyjnego. W sekcji legalne gry na pieniądze oczekujmy prostych przykładów. Automaty to emocje — ale maszyny onlin z audytem są przewidywalniejsze. W kategoriach branżowych wyróżnia się też legalne kasyna internetowe, co pomaga klasyfikować oferty i oddzielać je od marketingu, gdy mówimy o legalne internetowe kasyno w ujęciu praktycznych standardów.

Graj w swoje ulubione gry w coolzino kasyno i wygrywaj atrakcyjne nagrody.
Spróbuj szczęścia w cazeus i ciesz się różnorodnością gier kasynowych.
W ofercie gier zręcznościowych Chicken Road wyróżnia się prostą mechaniką polegającą na podejmowaniu decyzji w odpowiednim momencie.