Kurcze (wielkanocne), to przecież już jutro Niedziela Palmowa! Za tydzień Święta Wielkanocne, a to przecież święta nadziei. Jest czas na zmartwychwstanie, na nowe życie, na wiosnę i w końcu na trochę więcej nadziei. Ale w tym roku jakoś kiepsko z nadziejami. Czy to jednak te święta za szybko przyszły, czy to już taka aura pod psem (za przeproszeniem psów), nie bardzo dobrze to wszystko wygląda. Przyczyna tkwi w czymś innym. Jakoś niby wiosna, a tyle wokół chłodu, straszno wokół, więc optymizm, nawet wspierany hasłem „damy radę”, jakoś się w narodzie plenić nie chce. Na dodatek patrząc na polski skłócony parlament zdaje się, że jesteśmy w czasach relacji jak Soplice z Horeszkami, Paweł z Gawłem albo po prostu jak pies z kotem. Mało tego, dzięki obecnie rządzącym i opozycji łuski spadły nam z oczu i zobaczyliśmy w końcu, że Święta Rzeczypospolita otoczona jest przez samych wrogów, którzy na jej cześć i dobra czyhają. Nie o tym jednak miałem pisać. Tać to przecież idą ŚWIĘTA, a czasu do nich niewiele zostało. Zawsze radość i nadzieję niosą. Jednak pewna nuta smutku zawiesiła się na pięciolinii naszego życia.
Pytać dziś kogoś dlaczego smutek, niepokój, odosobnienie, to tak jak pytać dlaczego w piątek jest piątek, a sobota w sobotę. Może i dobrze, że to Święta Wielkanocne a nie Wigilia Bożego Narodzenia. Trudno byłoby zasiąść do stołu bez najbliższych i z dodatkowym talerzem, bo strach byłoby w wigilię drzwi otworzyć. Jeszcze by jakiś obcy przyszedł i usiąść chciał i nie wiadomo co by przyniósł, skąd przyjechał, z kim przebywał. Nie znaczy to, że Wielkanoc to czas smutku, samotności, wyobcowania. Każdego roku mimo czasem kapryśnej aury dzwony rezurekcyjne ogłaszały światu radość i nadzieję. Nawet ci, których serca były zimne jak lód – ocieplały się, biły przyśpieszonym rytmem – czy także z powodu wiary? A wszystko zależy przecież od zasobów naszego serca. Czy jest tam odrobina wiary? Jeśli gości w nim Ten którego pamiątkę Zmartwychwstania przeżywać mamy, ten i w tej atmosferze znajdzie nadzieję. A ja się też nie poddaję i mam swoje nadzieje. Całe mnóstwo. Proste. Językowe. Ludzkie i codzienne. Na przykład to, że wciąż jest żywy kontakt z bliskimi, że można sprawy prowadzić mniej lub bardziej ważne, że pewne relacje wkrótce odzyskają swoją pierwotną moc i znaczenie. Ileż to można wydobyć nadziei. Tej codziennej i tej w perspektywie czasu - Wielkanocnego.
Właśnie – nadzieja Wielkanocna. Bo gdyby pozostać tylko przy czysto ludzkiej nadziei, niewiele ona wart. Nie tylko ze względu na sam kontrast dzisiejszego czasu światła i ciemności. Wielkanoc, to czas kiedy coś się zmienia. To fakt, który zmienia historię a równocześnie i nasze życie. Cała wiara opiera się na tym wydarzeniu. W mrokach naszego obecnego życia ta wspaniała prawda, że Jezus żyje, umacnia naszą wiarę, daje nadzieję. Wielkanoc to nadzwyczajny czas, kiedy to Bóg przychodzi bliżej do człowieka niż kiedykolwiek. A jeśli tak blisko będzie nas, jakże wielka szansa znów przed nami. Pusty grób to wielka nadzieja. Głosi wspaniałą prawdę, że nie ma Go tam, bo jest ze mną a ja nie jestem sam w życiu. Jestem z Nim. Zatem czas Wielkiej nocy to niepojęta nadzieja i szansa na zbliżanie się Boga do nas. Dziś potrzebujemy nadziei, która nie jest z tej ziemi, której źródłem nie jestem ja, nie jesteś ty. Wielkanoc to czas nadziei i wiary, że dobre dni są jeszcze przed nami. Bo tylko tam gdzie są groby, tam są też zmartwychwstania. Amicus
Nie umiem być srebrnym aniołem –
Ni gorejącym krzakiem –
Tyle Zmartwychwstań już przeszło-
A serce mam byle jakie.
Tyle procesji z dzwonami –
Tyle już alleluja –
A moja świętość dziurawa
Na ćwiartce włoska się buja.
Wiatr gra mi na kościach mych psalmy –
Jak na koślawej fujarce –
Żeby choć papież spojrzał
Na mnie - przez białe swe palce.
Żeby choć Matka Boska
Przez chmur zabite wciąż deski –
Uśmiech mi Swój zesłała
Jak ptaszka we mgle niebieskiej.
I wiem, gdy łzę swoją trzymam
Jak złoty kamyk z procy –
Zrozumie mnie mały Baranek
Z najcichszej Wielkiej Nocy.
Pyszczek położy na ręku –
Sumienia wywróci podszewkę –
Serca mojego ocali
Czerwoną chorągiewkę.
ks. Jan Twardowski








