Wiktor Hugo mówiąc o życiu powiedział piękne słowa: „Życie tylko dla samego siebie jest korozją osobowości”. Winniśmy zatem swoje życie umieć ofiarować dla innych. 15 stycznia 2013 roku minie 110 rocznica urodzin niezapomnianego człowieka – kapłana, który swoje życie ofiarował za innych. Wyszedł z założenia, że dorobek życiowy człowieka powinien polegać na tym, by to, co po sobie zostawiamy, było lepsze niż to, co zastaliśmy. Kiedy tę mądrość przyłożymy do zgasłego przedwcześnie życia Śp. Ks. Stanisława Frankla, to zobaczymy, jak wysokiej klasy był człowiekiem. Ciężka choroba jeszcze bardziej wydobyła na światło piękne i głębokie cechy jego duchowości: głębokiej wiary, miłości Krzyża Chrystusowego i gotowości do złożenia ofiary z życia za Kościół i Ojczyznę.
Czas, który powoduje zapomnienie pewnych wydarzeń, faktów w ludzkiej pamięci, wpisał w historię pokolenia z lat wojny, w tym biografię ks. Stanisława Frankla. Nie można tak łatwo zamknąć kart historii i przejść do współczesnej rzeczywistości. Są wydarzenia które wciąż uczą. Bywają też ludzie, którzy mimo odejścia do wieczności wciąż żyją w pamięci i uczą potomnych prawd za które oddali swoje życie. Taką właśnie osobą, która wciąż żyje w świadomości pokolenia II wojny światowej, i tych, którym przekazano ślad życia bohaterskiego kapłana, jest osoba byłego rektora seminarium lwowskiego ks. Stanisława Frankla.
Warto z racji 110 rocznicy jego urodzin kilka słów powiedzieć. Urodził się 15 stycznia 1903 roku w Tłustem. Jego rodzice – Adolf i Zefiryna Venzel - należeli do osób średnio zamożnych. Wydali na świat dziesięcioro dzieci, z których dwoje zmarło w dzieciństwie. Pozostałe rodzeństwo stanowili: Helena, Edward – późniejszy urzędnik dyrekcji Polskich Kolei Państwowych, Adela – krawczyni, Kamila – nauczycielka, Stanisław – prof. U.J.K. i rektor seminarium duchownego, Maria – urzędniczka, Tadeusz – urzędnik pocztowy i Romuald – rolnik, który jako żołnierz zginął na froncie we wrześniu 1939 roku.
Po ukończeniu szkoły podstawowej w rodzinnym mieście, Stanisław rozpoczął naukę w szkole średniej. Stanisław w okresie nauki w gimnazjum nazywany był przez profesorów brylantem. Wykazywał od początku wiele umiejętności i uzdolnienia, w tym językowe. Należał do wyróżniających się uczniów. Po ukończeniu gimnazjum i złożeniu egzaminu dojrzałości udał się do ówczesnego ks. abp. Bolesława Twardowskiego w celu podjęcia rozmowy na temat podjęcia studiów seminaryjnych. Podczas rozmowy otrzymał na pamiątkę obrazek Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, na którym napisał sobie notatkę: “Od księdza arcybiskupa Twardowskiego w dzień złożenia mu wizyty 14 czerwca 1924 roku. St. Frankl.” Można przypuszczać, że rozmowa ta dotyczyła przedstawienia przez Stanisława prośby o przyjęcie go w poczet alumnów seminarium duchownego.
Wkrótce po tej rozmowie Stanisław został przyjęty do grona alumnów Seminarium Duchownego ob. łac. we Lwowie, przy ul. Czarnieckiego 30. W mury seminarium młody Stanisław Frankl, przyjęty został przez ówczesnego rektora ks. Franciszka Lisowskiego. Wszyscy klerycy seminarium lwowskiego byli w tym czasie równocześnie słuchaczami Uniwersytetu Jana Kazimierza na Wydziale Teologii. Stanisław dość szybko zwrócił na siebie uwagę w gronie kadry wychowawców i przełożonych. Przede wszystkim dał się poznać jako pracowity i sumienny alumn, oraz pełen szczerej pobożności wychowanek. To spowodowało, że już po 2 latach studiów we Lwowie wysunięto jego kandydaturę na studia zagraniczne. Tak więc po drugim roku teologii na Uniwersytecie Jana Kazimierza, alumn Stanisław rozpoczął studia w Austrii. Po pięciu latach studiów filozoficzno-teologicznych, w tym dwóch latach filozofii we Lwowie i trzech latach teologii w Innsbrucku, został w dniu 26 lipca 1929 roku wyświęcony na kapłana. Po Mszy prymicyjnej w rodzinnej parafii w dniu 4 sierpnia i kilkutygodniowym wypoczynku, Stanisław powrócił do Innsbrucka w celu kontynuowania studiów, które ukończył 19 lipca 1930 roku. Uwieńczeniem studiów było napisanie i obrona rozprawy doktorskiej w 1931 roku pt. „Ukamienowanie św. Szczepana”, napisanej pod kierunkiem ks. prof. Urbana Holzmeistera. Etap studiów został tym samym zakończony.
Pierwszą placówką duszpasterską ks. Stanisława Frankla był wikariat w Radziechowie. Oprócz kościoła parafialnego, duszpasterze obsługiwali 8 kościołów i kaplic filialnych. Ks. Stanisław od początku włączył się z ogromnym zapałem w nurt pracy duszpasterskiej i katechetycznej. Wiele informacji o pracy ks. Stanisława w tej parafii zachował i przekazał miejscowy organista – Feliks Oko, który był jednym z najbliższych współpracowników – szczególnie na polu organizacji młodzieżowych. Współpraca ta, świadectwo życia ks. Stanisława zapewne mocno wpłynęły na osobę organisty, skoro w pięćdziesiątym roku życia wstąpił do seminarium duchownego we Lwowie.
Po rocznym duszpasterzowaniu, ceniony przez wszystkich, latem 1931 roku przeniesiony został na wikariat do bazyliki metropolitalnej we Lwowie. Nie trzeba nikogo przekonywać, iż katedra łacińska zajmowała poczesne miejsce. W głównym ołtarzu widniał historyczny obraz Matki Boskiej Łaskawej, przed którym król Jan Kazimierz w dniu 1 kwietnia 1656 roku ślubował bronić wiary katolickiej i praw ludu. Z tą świątynią związane były różne historyczne wydarzenia, które przeżywały pokolenia. Postrzegany był jako wzorowy, przykładny kapłan, który bardzo pozytywnie wpływał na postawę adeptów seminarium. Dzięki tej postawie wielu – jak wspomina do dziś – zrozumiało swoje kapłańskie powołanie.
Praca duszpasterska ks. Stanisława Frankla we Lwowie trwała tylko rok. Władze diecezji podjęły decyzję o skierowaniu go na dalsze studia teologiczne w Rzymie. Już w połowie 1932 roku otrzymał w tym celu urlop naukowy. Jesienią 1932 roku udał się więc do Wiecznego Miasta, gdzie zamieszkał w Papieskim Instytucie Polskim przy ul. Pietro Cavallini 38, i niemal przez dwa lata uczęszczał na Papieski Uniwersytet Gregoriański na studia z zakresu teologii dogmatycznej. Ukończył je 6 grudnia 1934 roku pracą habilitacyjną. Widomym dowodem ukończenia studiów na Gregorianum jest wspaniały dyplom przechowywany do dziś w archiwum rodzinnym Franklów, podpisany m.in. przez o. Włodzimierza Ledóchowskiego, przełożonego generalnego Towarzystwa Jezusowego, mocą którego ks. dr Stanisław Frankl otrzymał rzadki i zaszczytny tytuł “Magister Aggregatum”
Znając zaś jego uzdolnienia i zamiłowania ks. Frankla, ks. abp mianował go rektorem kościoła św. Wojciecha, bpa i męczennika we Lwowie, przy placu o tej samej nazwie. Uwieńczeniem naukowej kariery ks. Frankla była nominacja jego w dniu 6 grudnia 1938 roku na profesora nadzwyczajnego Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. W następnym zaś roku został on mianowany rektorem Seminarium Duchownego obrządku łacińskiego. Wiadomości prasowe i radiowe, szczególnie w sierpniu 1939 roku były coraz bardziej niepokojące i dawały przypuszczenie wybuchu II wojny światowej. W tym czasie panował dość przygnębiający nastrój. Tak nadszedł dzień 1 września 1939 roku, który zapoczątkował nową erę nie tylko w dziejach Polski, ale Europy i świata.
Dla nowo mianowanego ks. rektora Stanisława Frankla był to nowy a zarazem najtrudniejszy etap w jego życiu, etap wielkiej próby znaczony ogromem cierpienia i zakończony ofiarą życia. Od samego początku wybuchu wojny można było zauważyć drobną i ruchliwą sylwetkę nowego rektora, który spokojny i opanowany kierował bieżącymi sprawami seminarium w nietypowych warunkach. Może jeszcze warto dodać, że dla całości seminarium wrzesień był miesiącem wakacyjnym. Ks. rektor w tych czasach pokazał się człowiekiem bardzo otwartym, wrażliwym na ludzką biedę. Część uciekinierów znalazła schronienie w budynku Małego Seminarium przy ul. Teatyńskiej 4, w którym wybudowano dla nich osobną kuchnię. Do bramy seminarium zaczęli pukać i prosić o schronienie liczni klerycy, przeważnie z seminarium śląskiego, częstochowskiego, krakowskiego i tarnowskiego. Byli przekonani, iż tu przeczekają spokojnie burzę wojenną. Przybyło do seminarium także kilku kapłanów. Seminarium otwierało swoje drzwi niemal dla każdego. Wszystkich witał i przyjmował ks. rektor Frankl. Zarządził wobec kleryków by spali na podłodze a udostępnili swoje miejsca dla gości wojennych. Zaproponował by każdy alumn zrezygnował z jednego posiłku dziennie na rzecz gości przybyłych do seminarium. Ks. rektor wykazywał się wielkimi umiejętnościami organizacyjnymi a zarazem był wymagającym wobec siebie i innych.
Coraz trudniejsza sytuacja ekonomiczna i wojenna spowodowały, iż część alumnów skłoniła się do opuszczenia Lwowa. W końcu w nocy z 12 na 13 września nastąpiło oblężenie miasta przez Niemców. Nawet najbardziej odważni i opanowani zbiegli z pięter na parter i do piwnic. Jedynie ks. rektor Frankl pozostał w swym mieszkaniu na II piętrze, twierdząc, że śpiąc pod kocem jest bezpieczny. W tych dramatycznych sytuacjach, gdzie decyzje i tak ważne rozstrzygnięcia musiały być podejmowane, osobowość ks. rektora odegrała wielką i ważną rolę. Od wczesnych godzin rannych aż do później nocy widywano go modlącego się na klęczkach przed Najświętszym Sakramentem.
Do miasta coraz więcej przybywało uciekinierów pragnących znaleźć wśród swoich. Wśród przybywających znalazło się kilku kleryków z seminariów zachodniej Polski. Nie wszyscy klerycy zdołali wrócić na czas z wakacji wskutek dezorganizacji kolejnictwa i wynikłych stąd trudności komunikacyjnych. Nowy rok akademicki rozpoczęto zajęciami w seminarium dnia 2 października 1939 roku. Ponieważ kandydatów na pierwszy kurs studiów teologicznych na uniwersytecie nie przyjęto, wykłady dla nich odbywały się w salach seminarium. W kilka tygodni później, wojsko zajęło budynek małego seminarium. 5 grudnia nadeszła wiadomość o ostatecznej likwidacji seminarium. Wzruszające było pożegnanie kleryków z kaplicą Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Tu przed tym obrazem ks. rektor spędzał wiele czasu na modlitwie. Nie trudno się domyślać, że obraz ten był niejeden raz przedmiotem kontemplacji i głębokiej osobistej refleksji ks. rektora.
Ostatnią mszę św. w tej kaplicy odprawił ks. rektor w dniu 9 grudnia 1939 roku. W czasie niej płakał on i klerycy. Po mszy św. przeniesiono do kościoła seminaryjnego Najświętszy Sakrament oraz łaskami słynący obraz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Ostateczna likwidacja seminarium w domu ss. boromeuszek przy ul. Czarnieckiego 28 nastąpiła w lutym 1940 roku. W Wielką Środę 1940 roku kurs II złożył ostatni egzamin i rozpoczął wakacje na czas nieokreślony. W tym samym czasie kursy: III i IV oraz księża kursu V zakończyli również rok akademicki. Wakacje kursu III trwały od kwietnia do września 1940 roku. Tym czasem kurs V zakończył studia i po przyjęciu święceń kapłańskich udał się na placówki –duszpasterskie.
W niedzielę 22 czerwca 1941 roku został zbombardowany Lwów przez wojska niemieckie. W niedzielę 29 czerwca zajęli Lwów. W mieście pojawiły się flagi ukraińskie. W początkowej fazie Niemcy nie utrudniali Ukraińcom “wyżywania się” w “niepodległości”. Na początku lipca w dniu 4 nad ranem gestapo dokonało straszliwej egzekucji profesorów i uczonych polskich. Nazajutrz po zajęciu Lwowa przez Niemców, ks. rektor Frankl rozpoczął starania o odzyskanie gmachu seminaryjnego. Zostały one zakończone pomyślnie i z końcem lipca klerycy zachęceni przez ks. rektora ochoczo zabrali się do prac porządkowych w budynkach i w ogrodzie seminarium. Radosnym dniem był 3 sierpnia 1941 roku, w którym odbyło się uroczyste poświęcenie gmachu i kaplicy dawnego Małego Seminarium przy ul. Teatyńskiej 4.
Generalny gubernator Hans Frank rozporządzeniem a dnia 5 listopada 1940 roku skierowanym na ręce księcia arcybiskupa krakowskiego Adama Sapiehy, postanawiał rozwiązanie wszystkich seminariów na terenie Generalnego Gubernatorstwa a stworzenie w to miejsce dwu centralnych seminariów w Krakowie i Sandomierzu. Rektorat seminarium lwowskiego przyjmując we wrześniu 1941 roku 38 kandydatów na pierwszy rok studiów, stanął na stanowisku, że zarządzenie władz hitlerowskich nie dotyczy wschodniej części Galicji. Dowiedziawszy się o tym fakcie władze generalnego gubernatora rozpoczęły stałą inwigilację seminarium. Tak się stało, iż jeden z alumnów przyjęty na I rok został nasłany w celu rozpracowania sytuacji wewnątrz seminarium. Z okazji Nowego Roku 1942 alumni złożyli księżom przełożonym życzenia noworoczne. Pod nieobecność ks. rektora, życzenia alumnom złożył ks. wicerektor, życząc by w następnym roku mogli świętować w wolnej i niepodległej Polsce. W niespełna 3 tygodnie po tym, nastąpiły wydarzenia, które były wielkim wstrząsem nie tylko dla seminarium ale całej archidiecezji. W toku przesłuchań okazało się, że gestapo wiedziało o nowoprzyjętych alumnach w jesieni ubiegłego roku. W dniu 24 stycznia 1942 roku przyszło 2 gestapowców i kazało opuścić seminarium wszystkim alumnom. Natomiast 27 stycznia 1942 roku o godz. 8 rano zjawili się ponownie gestapowcy i kazali zebrać się księżom przełożonym i klerykom w sali na I piętrze. Gestapowiec Wurm wyznaczył ks. Frankla, i ks. Bizunia oraz 4 alumnów by przygotowali się do wyjścia. Odtransportowani zostali do gestapo na II piętro przy ul. Pełczyńskiej. Wszyscy byli przesłuchiwani a przy tym bici. Ok. 17 dopiero wezwano ks. rektora Frankla. Główny zarzut, jaki skierowano pod adresem ks. rektora było jego przemówienie, które on wygłosił do alumnów w Święta Bożego Narodzenia. Po długich przesłuchaniach zebrali ich razem wraz z ks. rektorem, który starał się wszystkich alumnów usprawiedliwić, iż to jego sprawa, gdy mówił że będzie Polska. Zatrzymano ks. rektora. Przed rozstaniem z nimi ucałowali go w rękę, nie przypuszczając, że żegnają się na zawsze.
W trzy dni po aresztowaniu nadeszła wiadomość, że ks. rektor przebywa w więzieniu przy ul. Kazimierzowskiej 34 we Lwowie. Czyniono wiele starań by wykupić ks. rektora z więzienia. Niestety wszelkie starania nie dały rezultatu. Ks. rektor przebywał tu do listopada 1942 roku. Pewnego dnia nadeszła wiadomość, że został sporządzony akt oskarżenia przeciwko ks. rektorowi. Tuż przed Bożym Narodzeniem 1942 roku pewna kobieta przyniosła do seminarium wiadomość, że ks. Frankl zapadł w więzieniu na tyfus i dlatego został przewieziony do szpitala więziennego.
Po pewnym czasie ks. kapelan zaproponował ks. Franklowi ucieczkę, która mogła być zrealizowana w okresie letnim. Ks. Stanisław tę propozycję odrzucił argumentując tym, że narazi o. kapelana, oo. Kapucynów, seminarium duchowne i jego przełożonych, ks. arcybiskupa, personel szpitalny i wiele innych osób. Upłynęło kilka miesięcy. Wiosną 1943 roku ks. Frankl zapuścił brodę, nie mówiąc dlaczego tak czyni. I oto pewnego dnia w kwietniu 1943 roku ks. rektor wyspowiadał się, przyjął komunię św. i poprosił ks. kapelana, by po obejściu chorych, wstąpić do niego. Wtedy ks. kapelanowi oznajmił, iż ma być wywieziony “na piaski” i rozstrzelany. Następnie poprosił o. kapelana o stworzenie możliwości ucieczki ze szpitala. Podał o. kapelanowi trzy adresy z prośbą o doręczenie. Dotyczyło to księdza ormiańskiego, opiekuna chorych ks. Michała Rękasa i duszpasterza parafii przy par. św. Marii Magdaleny we Lwowie. O. kapelan uczynił wszystko według życzenia ks. rektora. Oficer o pseudonimie “Siewierz” poprosił i w miarę dokładny plan szpitala gdzie leży ks. rektor. Informacja ta dotarła w poniedziałek zaś w środę najbliższą przeprowadzono akcję odbicia więźniów w godzinach 16-17.
Ks. Frankl po opuszczeniu szpitala znalazł się w zakrystii kościoła oo. kapucynów. Tu po zatrzymaniu się na nocleg, wczesnym rankiem następnego dnia 16 kwietnia 1943 roku p. Śliwiński, kolejarz, zaprzyjaźniony z księżmi na Kleparowie, przeprowadził ks. rektora do klasztoru oo. reformatorów przy ul. Janowskiej 66, gdzie w ukryciu przebywał aż do śmierci. Wygląd ks. rektora był niecodzienny, twarz miał zarośniętą, zapuścił brodę i był wychudzony. Prosił by go ukryto w tym klasztorze. O. gwardian przyjął ks. rektora udzielając mu stałego schronienia. W celi tej pozostał aż do śmierci. Chodził po świecku, zapuścił wąsy. Habit zakonny ubierał jedynie do mszy św., którą odprawiał o godz. 9 rano przy drzwiach zamkniętych. Ks. Frankl dla bezpieczeństwa zmienił swoje nazwisko na Johann Gliniecki.
Ks. rektor w różny sposób niósł pomoc dla wielu osób. Był człowiekiem wdzięczności. Pamiętał o tych, którzy pomogli mu uciec z więzienia szpitalnego. Latem 1943 roku zaprosił do siebie o. Hieronima, by mu osobiście podziękować za duchową opiekę w więziennym szpitalu oraz pomoc w przeprowadzeniu do klasztoru oo. reformatów. Odwiedzała go także siostra-pielęgniarka Irena Schöffer, jedyna siostra ze szpitala. Ks. rektor właściwie tylko trzy razy opuścił klasztor. Pierwszy raz odwiedzając dom Feliksa Prózińskiego, sąsiada klasztoru i dwa razy udawał się potajemnie do ks. abpa Bolesława Twardowskiego.
Mówiąc o kondycji zdrowotnej ks. rektora trzeba powiedzieć, że ks. Frankl był zawsze wątłego zdrowia, szczupły, blady i wychudzony. Warunki wojenne miały dodatkowy wpływ na jego zdrowie. Należał do osób nadmiernie pracujących. Wychowankowie jego oraz koledzy stwierdzają, że stale pracował do późnych godzin nocnych. Widać było wyraźnie, że był bardzo słaby. Podejmowano próby by skłonić go do leczenia. Zawsze odmawiał. Był bardzo wyczerpany. Taki stan trwał do 26 czerwca 1944 roku. Był poniedziałek po godz. 12 w nocy jak ks. Stanisław Frankl zmarł. W ostatniej chwili życia towarzyszył mu jego brat Edward. Właściwie już od piątku był nieprzytomny. W sobotę sprowadzono lekarza, który oświadczył, że godziny jego są już policzone. Tak też się stało. W chwili śmierci ks. rektor liczył zaledwie 41 lat życia i 15 lat kapłaństwa.
Ks. Frankl odszedł z tego świata w sile wieku i niemal w przededniu wyzwolenia Lwowa spod okupanta niemieckiego. Zmarłego ubrano w szaty liturgiczne przyniesione z seminarium. Pogrzeb odbył się w środę dnia 28 czerwca 1944 roku o godz. 16 z krypty przy kościele oo. Reformatów na cmentarz przy ul. Janowskiej. Władzom administracyjnym przedstawiono Kennkartę na nazwisko Jan Gliniecki i pod tym nazwiskiem został pogrzebany. Orszak pogrzebowy stanowili: oo. Reformaci i ks. prof. Jan Nowicki. Za trumną postępowała rodzina oraz ks. wicerektor Stanisław Bizuń, ks. prefekt Marian Rechowicz w cywilnych ubraniach i niewielka grupa przyjaciół, którzy zostali wtajemniczeni. Ten skromny orszak najpełniej odzwierciedlał osobowość ks. rektora. Pomimo tego, nie sposób o nim zapomnieć i dziś, stąd to krótkie opracowanie poświęcone jego życiu. Miejsce dla jego wiecznego spoczynku wybrano w pobliżu grobu wielkiego pasterza ks. abpa Józefa Bilczewskiego.
Ks. Stanisław Frankl nie doczekał się chwili by być świadkiem wyzwolenia. Kiedy podano powszechnie wiadomość o śmierci ks. rektora wielu pogrążyło się w smutku i bólu. Prasa podziemna podając tę informację, określiła go słowami: “gorliwy kapłan, duszpasterz lwowskiej młodzieży akademickiej, zmarł wskutek cierpień, poniesionych w więzieniu niemieckim”. Uroczyste nabożeństwo żałobne za zmarłego rektora odbyło się 10 listopada 1944 roku w kościele seminaryjnym. Odprawił ją ks. bp. Eugeniusz Baziak, sufragan lwowski, przy udziale licznej rzeszy kapłanów, kleryków i ok. 250 osób świeckich.
Ziemska wędrówka ks. Stanisława Frankla prowadziła różnymi drogami. Naznaczona była radością, cierpieniem, ofiarą i wyrzeczeniem. Od zarania swego życia wpatrzony w Chrystusa pragnął iść Jego drogą, podejmując Jego wezwanie: “Kto chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie i niech mnie naśladuje”. Słowa te przyjęte w duchu odpowiedzialności przez ks. rektora zostały w pełni przez niego zrealizowane. Wpatrując się w postać ks. Stanisława Frankla, tak wiele można powiedzieć o kapłaństwie, umiłowaniu Ojczyzny, służbie drugiemu człowiekowi. Był “solą ziemi” i “światłem, które świeci na świeczniku”.
Niech to przybliżenie postaci ks. Stanisława Frankla, wielkiego duchem i sercem człowieka, będzie dla nas żyjących wzorem i zachętą do podejmowania nowych wyzwań, jakie niesie współczesna rzeczywistość u początku XXI wieku. Dla upamiętnienia i wyrażenia wdzięczności, Jego Ekscelencja Ks. Abp I. Tokarczuk, odsłonił w Oratorium Lwowskim na Golgocie Sanktuarium Bolesnej Królowej Polski w Kałkowie-Godów k. Starachowic, tablicę pamiątkową ku czci Ks. Rektora Stanisława Frankla – profesora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie.
Amicus








