• nr06.jpg
  • nr07.jpg
  • nr05.jpg
  • nr08.jpg
  • nr01.jpg
  • nr04.jpg
  • nr03.jpg

Bp StolarikIstnieje pewna historia o starcu, który sadził nowe drzewa, jabłonie. Ludzie, którzy przechodzili obok, ze zdziwieniem się go pytali: „Starcze, powiedz nam, dlaczego sadzisz nowe jabłonie, przecież ty owoców z nich już nie będziesz jeść? Już nie zasmakujesz słodyczy owocu, który na nich się urodzi”. Starzec, z sercem pełnym miłości także dla tych, którzy przyjdą po nim, odpowiedział skromnie i prosto: „to prawda, ale ci, co przyjdą po mnie, będą mieli ten owoc, będą cieszyć się jego smakiem, a może i podziękują za mnie, mimo że mnie nie znali, ale będą wdzięczni temu, kto zasadził te drzewa.” Jak wiele takich drzew macie, mamy w naszych ogródkach, widzimy wokół siebie, jak wiele innych dobrych rzeczy mamy również wokół siebie. Rzeczy te są darem tych, którzy byli przed nami i pozwalają nam wspomnieć tych naszych dobroczyńców z wdzięcznością. Możemy iść jeszcze głębiej, rozwinąć nasze spojrzenie, spojrzeć do historii i zastanowić się nad tym, jak wiele pozostało nam z historii i zastanowić się nad tym, co dobrego nam pozostawiono, ale także nad tym, co pozostawiono nam złego.

W Roku Fatimskim, gdy cały świat skupia swoją uwagę na Portugalii, możemy krótko przypomnieć historię właśnie tego kraju, który między innymi walczył z muzułmanami. Ostatecznie wygrał walkę. Dowodem i stałym przypomnieniem tego faktu są znaki na fladze portugalskiej. Znakami zwycięstwa są zamki (grody), które oznaczają wyzwolenie, uratowanie przed muzułmanami. W historii Portugalii nastaje rok 1646, kiedy to Jan IV. Odnowiciel poświęca (zawierza) cały kraj Niepokalanej Dziewicy Maryi, a jednocześnie Niepokalaną Dziewicę Maryję ogłasza królową Portugalii. Poświęcenie(zawierzenie) jest czynnością, o której w tym czasie mówi się częściej, także na Słowacji, ponieważ 5 lipca odbyło się poświęcenie (zawierzenie) Słowacji Najświętszemu Sercu Jezusowemui Niepokalanemu Sercu Matki Bożej, a my w naszej diecezji przygotowujemy się do poświęcenia (zawierzenie) się Niepokalanemu Sercu Matki Bożej 14 października w Rożniawie. Wrócimy jednak do Portugalii. Po ich zawierzeniu się Matce Bożej stało się coś dziwnego,coś wielkiego: od chwili tegoż zawierzeniai ogłoszenia Niepokalanej Dziewicy Maryją Królową Portugalii, od tej chwili królowie Portugalii przestali nosić królewską koronę, ponieważ Królowa jest jedna. Ona jest jedyną, i jej jedynejnależy się korona królewska, Od tego czasu w całym kraju rozpoczęło się intensywne życie religijne, budowano nowe kościoły, klasztory, szkoły, życie duchowe zaczęło nabierać znaczeniaw swoim rozmiarze. Portugalia została uznana za najbardziej religijny kraj w Europie a może i na świecie.

Ale, oczywiście, rozwój idzie dalej, nadchodzą wpływy rewolucji francuskiej oraz nastaje dzień 3 października 1910 r. To w ten dzień przypływa do portu w Lizbonie brazylijski okręt Sau Paolo. Może dziwimy się, co brazylijski krążownik może tam robić! My, w naszym regionie znamy krążownik, który nazywa się Aurora. Jednak do Lizbony przypływa krążownik z Brazylii. Siły antyklerykalne na całym świecie nie mogły znieść faktu, że Portugalia żyje życiem religijnym. Dlatego też z Brazylii z kraju, który znajdował się w rękach antyklerykałów - masonów, wysyłają ten znak władzy, aby wszyscy zrozumieli, że „jeśli w swoim kraju nie zrobicie porządku, w sensie walki z Kościołem, to z okrętu padną strzały!” W Portugalii rządy biorą w swoje ręce ludzie myślący w ten sposób, a zamiast misjonarzy, których wysyłają do świata, tworzą tzw. „misje laickie (świecki)”, aby ci „misjonarze” rozpowszechniali w całej Portugalii rewolucyjne idee. Łączą się w grupy bojówek zwanych „Białe mrówki”, i to te „Białe mrówki” mają na sumieniu zamachy, niszczą kościoły, klasztory, zabijają kapłanów, zakonnice, ludzi wierzących, w kraju wywołują strach oraz wzbudzają nastroje antyreligijne. Rząd, który w tym czasie urzęduje, oświadcza, że katolicka wiara z Portugalii zniknie w ciągu dwóch pokoleń. Wiara katolicka będzie zniszczona!

I to właśnie w tym środowisku, które jest tak bardzo sprzysiężone przeciw Bogu, gdzie również Pierwsza Wojna Światowa pozostawia za sobą głębokie ślady wielu niszczycielskich skutków, oto w tym środowisku zjawia się w Fatimie Maryja. Jakby chciano powiedzieć, że tak jak kiedyś Pan Jezus nie bał się wstąpić do stajenki w Betlejem, teraz Maryja nie zawaha się wejść do tej „stajenki świata”, w czasie, gdy robi się tak wiele złego i zamierza się uciec od Boga i od Maryi Dziewicy. Kraj jest pod znacznym naciskiem. Media znajdują się w rękach wspomnianych antyklerykałów, którzy piszą, szerzą idee przeciw Kościołowi, oczywiście, w kontekście objawień w Fatimie, zaczynają szydzić publicznie, zaczynają piętnować wszystko, co religijne i wywierać wielką presję na wszystko, co jest związane z życiem Kościoła, powodując negatywne efekty. Burmistrz Fatimy czuje, że wszystkie informacje produkowane w mediach są skierowane także przeciwko niemu - czemu nie zrobi nic z tymi objawieniami w Fatimie, dlaczego nie zatrzyma tych wydarzeń, dlaczego tego wszystkiego nie zniszczy. Gdy nadchodzi sierpień 1917 r. i oczekiwane objawienie Matki Bożej dnia 13 sierpnia, burmistrz Fatimy zaczyna działać. Zabiera z domu trzech małych pastuszków, którzy zamierzają udać się do CovadaIria, pod pretekstem, że ich odwiezie do miejsca objawień. W rzeczywistości wywozi dzieci 15 km dalej do Ouremu. Najpierw do swojego domu. Jego żona żyje skrytym życiem wiary, więc zajmuje się trzema małymi siedmio-, dziewięcio- i dziesięcio- letnimi dziećmi. Nakarmi je tak jak każda troszcząca się kobieta i matka. Ale burmistrz przeciwnie, zaczyna swoją diabelską pracę. Zaczyna dzieciom grozić. Dzieci, które zostały wyrwane z domu, bez wsparcia i opieki rodziców, nie były do tego przyzwyczajone; czują niepewność i ogromny strach. Wyobraźmy sobie najmłodszą z nich, siedmioletnią Hiacyntę, jak poraz pierwszy, okłamana, zostaje zabrana z domu, jak jej musi bardzo brakować rodziców. A ona już wtedy, w wieku siedmiu lat potrafi tę wielką trudność i próbę poświęcić Panu Jezusowi za nawrócenie grzeszników, za dusze w czyśćcu, za potrzeby Kościoła, jako wynagrodzenie za zniewagi spowodowane Niepokalanemu Sercu Maryi i Jezusowi w Eucharystii. Również Franciszek i Łucja nie łatwo przeżywają rozstanie. Łucja później wspomina, jak to było, gdy rodzina, a zwłaszcza matka, absolutnie jej nie wierzyła, że Maryja Panna się jej objawia. Ojciec przeciwnie. Mówił: „Moja córka nigdy nie kłamie, więc i teraz mówi prawdę”. Ale matka nawet się cieszyła, że burmistrz ją zatrzymał i umieścił w więzieniu, niech jej przejdą te głupie pomysły. Łucja później pisze o tym wydarzeniu z bólem, ale jest też gotowa ofiarować ten ból z miłością Panu Jezusowi.

Rozpoczynają się psychiczne tortury przeciwko dzieciom. Burmistrz zaczyna przesłuchiwać ich kolejno, jedno po drugim i im grozić. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, aby zaprzeczyli, że Maryja Panna się objawia, a po drugie dlatego, że już się powszechnie wie, że Maryja Panna objawiła dzieciom tajemnicę, której jeszcze nie mogą wyjawić, nie mogą jeszcze o niej mówić. Burmistrz najpierw chce, aby się dzieci ugięły, aby się przyznały, że objawienia nie istnieją, że są nieprawdziwe, a następnie, chociaż działa przeciw sobie; bo gdy nie istnieją, nic nie może być ogłoszone ani ujawniane; jeśli jest jakaś tajemnica, muszą ją wyjawić, niech się o niej każdy dowie. A gdy trzy małe, dzielne dzieci nie zdradzają tego, czego on od nich oczekuje, zaczyna im grozić, że wrzuci je do kotła z wrzącym olejem! Dzieci, chociaż się boją nie ulegają groźbie. Burmistrz bierze ich jeden po drugim tam, gdzie obiecał. Przynajmniej dzieci to przeżywają w ten sposób, a gdy są stopniowo wyprowadzane, żegnają się z wielkim bólem, z wewnętrznym płaczem, ponieważ naprawdę myślą, że już nigdy się nie zobaczą, ponieważ będą stopniowo wrzucane do kotła z wrzącym olejem i wszyscy tam umrą. Za wierność temu, co im było powierzone przez niebo!

Wy rodzice, spróbujcie się wżyć w tę diabelską politykę burmistrza, który w taki sposób naciskał na niewinne dzieci, aby ich złamał! Gdybyście to wy przeżywali, pewnie by wam pękło serce; gdyby ktoś w taki diabelski sposób „traktował” wasze dzieci. A w tym przypadku tak to właśnie było! Jakie było zdziwienie dzieci, kiedy jednak trafiły do więzienia, gdzie spotkały się ponownie. Bardzo się ucieszyły, że jeszcze się spotkały. Ale więzienie jest zawsze tylko więzieniem. W tym momencie przejawiła się ich wielka wewnętrzna siła. Dzieci wśród więźniów zaczynają się modlić różaniec. Hiacynta z inicjatywą, zdejmuje z szyi medalik, podaje go zatwardziałemu chłopu - więźniowi, niech go sobie powiesi, bo zaczynamy odmawiać różaniec. Tych wszystkich zatwardziałych ludzi przykuje uwagę - pomódlmy się różaniec! Możliwe, że nigdy się go nie modlili, możliwe, że tak, ale już zapomnieli, a teraz zaczynają się modlić z małymi dziećmi. I to na kolanach. Nagle, Hiacynta zauważy, że jeden z mężczyzn ma czapkę na głowie, natychmiast podchodzi do niego i mówi, aby ją zdjął. Siedmioletnie dziecko mówi takie rzeczy twardzielowi. A on, może nie całkiem rozumie, ale zdejmuje czapką. Spróbujmy w tej chwili, drodzy bracia i siostry, zastanowić się nad swoimi dziećmi, lub nad dziećmi, które znacie. Jak wspomniałem, byłoby dla was bardzo bolesne, gdyby ktoś w ten sposób manipulował waszymi dziećmi. Z drugiej jednak strony, widzimy, że manipuluje. Jeśli macie oczy otwarte, widzicie, że manipuluje waszymi dziećmi! Zwłaszcza wtedy, gdy im włączycie telewizor i zostawicie je z nim sam na sam. Wszystko wiedzą z telewizji. To, co jest dobre, i co jest nie dobre. Gdy się potem pytam dzieci, czy umieją się modlić różaniec, albo przynajmniej Zdrowaś Maryjo i Ojcze Nasz, wtedy od razu rodzice przybiegają im z pomocą i krzyczą: „To są przecież jeszcze małe dzieci, jeszcze nie umieją!” Ale wszystko to, co jest w telewizji wiedzą i powiedzą. Wszystko! Jak są wychowywane te dzieci? Musimy być bardzo ostrożni i uczuleni na tę chwilę!

Teraz możemy iść dalej i radośniej spojrzeć na naszych trojga dzieci w więzieniu. Nagle zaczynają tańczyć! Hiacynta, znów wróciłem do niej, bardzo lubiła tańczyć. A ponieważ chłop, z którym tańczyła, nie umiał z nią tańczyć, podniósł ją w ramiona i tak z nią, z siedmioletnią dziewczynką tańczył. Musiało to być bardzo miłe. Dzieci do tego trudnego środowiska wniosły kawałek nieba! Później Hiacynta, która tak bardzo lubiła tańczyć, zostawia taniec, ofiaruje go Panu Bogu, jako zadośćuczynienie za grzechy świata.

13 sierpnia nie doszło do spotkania z Panną Marią, ponieważ zabronił tego burmistrz. Moglibyśmy powiedzieć: Bóg nie przyszedł. Być może w tej chwili również wielu z was mogłoby powiedzieć: ile razy chcieliśmy, aby do naszego życia w sposób widzialny Bóg przyszedł i nam pomógł, doradził, odpowiedział... Wiecie, może to właśnie w takiej chwili sprawdza się zasada, którą można wyrazić w następujący sposób: „Bóg często nie przychodzi wtedy, kiedy na niego czekamy, ale nigdy nie przychodzi za późno!” Jeszcze raz powtórzę: „Bóg często nie przychodzi wtedy, kiedy na niego czekamy, ale nigdy nie przychodzi za późno!”. Spotkanie, które miało być 13 sierpnia, odbyło się 19 sierpnia. Matka Boża ponownie rozmawia z dziećmi obdarzonymi łaską. Później Łucja powie, że ponieważ burmistrz nie pozwolił dzieciom spotkać się z Matką Bożą w dniu, który Ona wyznaczyła, a więc 13 sierpnia, świat stracił wiele łask! Świat przychodzi do wielu łask! Podczas spotkania 19 sierpnia, Matka Boża znów zaprosiła dzieci do modlitwy różańcowej, za skruchę, ofiarę, ale też i one zadawały pytania dotyczące praktycznych rzeczy. Ludzie dawali im pieniądze. Więc dzieci zapytały, co mają zrobić z tymi pieniędzmi. Nie były to jakieś wielkie sumy, ponieważ ci, którzy odwiedzali Fatimę z wiarą, byli bardzo biednymi ludźmi, a to, co ofiarowywali, to były drobne grosiki. Bogacze, jak zawsze i wszędzie, mają o tym swoje zdanie i stosunek. Od biednych są zawsze te dwie monety ubogiej wdowy. Wtedy Matka Boska powiedziała im, aby zrobiły ołtarzyki. Wyjaśniła im, że chodzi jej o takie nosze, tak jak je dzisiaj znamy, nosze, na których się nosi figurę Matki Bożej. Gdy widzimy w telewizji relację z Fatimy, jak w procesji jest niesiona figura Panny Marii, niesiona jest na noszach. O takie nosze chodziło Maryi Pannie. Od stycznia robimy to i my, w naszej diecezji, gdy na takich noszach figura Matki Bożej pielgrzymuje po diecezji. W ten sposób wypełniamy jedną z próśb Matki Bożej z Fatimy, aby w ten sposób mogła pielgrzymować do swoich dzieci. Chociaż jest tu teraz z nami, gdy była wieczorem i w nocy w kościele, ilu z was przyszło do Niej, dotknęło się jej, modliło się. Podczas pielgrzymowania po diecezji, ilu z was przyszło do Niej. Jak wiele już Maryja Panna się nasłuchała. Czy to tylko figura? Tak jest to figura, ale w widzialny sposób pokazuje nam obecność naszej Matki, Maryi Panny a my chcemy wypełnić jej prośbę z Fatimy w widoczny sposób. Mama przychodzi do nas a my możemy się przy niej zatrzymać w każdej chwili. Dzieci pytały się również o uzdrowienie niektórych ludzi, którzy ich prosili, aby wyprosiły im uzdrowienie u Maryi Dziewicy. Wtedy Panna Maria im powiedziała: „najpierw módlcie się za ich nawrócenie, aby przestali żyć w grzechu, aby wierzyli, aby żyli życiem wiary, żyli zgodnie z przykazaniami”. W tym momencie możemy, a przynajmniej niektórzy mogą być źli na Maryję. To my przychodzimy chorzy, strapieni, biedni, a Ona mówi o czymś zupełnie innym. Tak, mówi o innym, bo chce nas uratować na zawsze, a nie tylko w tym życiu. Musimy się i dziś wiele modlić.

To jest „sedno” Fatimy - modlić się o nawrócenie grzeszników! Kiedy przybyliśmy tu dzisiaj, na tę górę do Úhornej, to tak, jakbyśmy towarzyszyli apostołom Piotrowi, Jakubowi i Janowi. I naprawdę przyszliśmy na Górę Przemienienia, w czasie, kiedy nasze wnętrze ma szansę przemienić się na w całości Boże. Przemiana u samych apostołów wydaje się być w pierwszym momencie emocjonalna: „dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty”, i z takim doświadczeniem odejdziemy. Ja też się z tym spotkałem, „x” ludzi ma zdjęcie np. z Ojcem Świętym. Czy ze św. Janem Pawłem II, Benedyktem XVI, lubz ówczesnym papieżem Franciszkiem. A ilu się chwali, gdy przyjdą goście, ja też to przeżyłem, gdy przyszedłem w odwiedziny, jak ci ludzie to ukazują: „Spójrzcie, o tu, to ja jestem z papieżem!”A ja albo już wiem, jak to jest, albo się zapytam: „a co w was to spotkanie zmieniało?” Ciągle myślicie tylko o tym, abyście się z nim znowu spotkali, a może zaczęliście głębiej przeżywać swoje życie wiary, częściej chodzić do kościoła, przystępować do sakramentów; czy tylko nadal opowiadacie, że macie takie zdjęcie? W takim przypadku nie była to przemiana, było to tylko doświadczenie. Prawdziwe przemienienie oznacza również pewien czegoś początek.

Różne agencje medialne miewają swoich watykańskich wysłanników, tzn. korespondentów w Watykanie, którzy śledzą wydarzenia z Watykanu, życie Ojca Świętego i na tej podstawie zdają relacje, piszą. Kiedyś ukazała się pewna książka autorstwa niemieckiego dziennikarza Englisa, który powiedział: „Przybyłem do Watykanu, robić papieża”, jego wypowiedź była profesjonalna, „wysłano mnie tutaj, mam to robić, więc będę to robił”. Upłynęło kilka lat a ów dziennikarz już „nie robi” papieża, a zwłaszcza odkąd papieżem został Jan Paweł II. Ponieważ zauważył, że ten papież był głęboko duchowy. Ta głębokość jego duchowości udzieliła się również jemu. W jego życiu miała miejsce prawdziwa przemiana. Przemiana, której się i od nas oczekuje. Jest ona bardzo ważna także w naszych czasach, mimo że nie atakuje nas żaden krążownik, tak jak w 1910 roku mierzył w Lizbonę, a w 1917 roku w Petersburg. Do nas przypływają zupełnie inne krążowniki, które atakują naszą wiarę i naszą wolność. Być może są to ustawy z Brukseli, być może ustawy naszego parlamentu przeciwko życiu, przeciwko rodzinie... i jeśli my nie będziemy tymi, którzy będą bronić się przed tymi atakami, sami będziemy uczestniczyć w atakach przeciwko życiu, przeciwko rodzinie, przeciwko wartościom chrześcijańskim. Naszym krążownikiem, który nas niszczy, jest często ignorancja. Ignorancja, która nie chce widzieć tych problemów. Ignorancja z kolei powoduje kolejne zło, które się może pojawić. Burmistrz z Fatimy wiedział, że dzieci trzeba przestraszyć. Burmistrz wiedział, że trzeba im zabronić spotkania z Panną Marią. Tu widzimy, ile jest takich jakby „burmistrzów”, ojców, matek, wychowawców, a może także kapłanów, którzy uniemożliwiają ludziom spotkania z Panną Marią. Być może jest to bardzo poważne stwierdzenie, ale niestety jest prawdziwe. Ilu z was ojców mówicie w domu o Maryi? Ile matek? Ja dziękuję bardzo, wam kapłanom, którzy podjęliście inicjatywę i modliliście się Nowenną do Matki Boskiej Fatimskiej. Jeśli jednak jakiś kapłan zignorował to wyzwanie, znalazł się na poziomie tegoż burmistrza, który zabronił spotkać się dzieciom Bożym z Matką Boską. Jeśli odpowiedział pozytywnie, ogłosił tę inicjatywę duchowną, a inni ją zignorowali, także przeszkodzili w spotkaniu z Panną Marią, tak jak zrobił to burmistrz z Fatimy w sierpniu 1917 r. przeciwko trójce dzieci, które miały spotkać się z Panną Marią. To bardzo bolesne stwierdzenie. Na każdy miesiąc jest ustanowiona intencja za diecezję. Bardzo się cieszę, że w rożniawskiej katedrze, jest czytana intencja w każdą niedzielę. Ale znowu jest bolesne to, że nawet ksiądz nie zna aktualnej intencji. Intencja w obecnym półroczu brzmi następująco: aby posłanie z Fatimy, w naszym życiu w pełni się zakorzeniło, abyśmy żyli tym posłaniem i nim się kierowali. Musimy o tym przypominać. Ignorancja zabrania spotkania z Matką Bożą. Są to bardzo poważne sprawy!Ale też zawsze musimy pamiętać, że nawet w trudnym środowisku ówczesnej Portugalii Matka Boża zwyciężyła. Ona zwycięży w każdym czasie, jeśli się oddamy Jej w pełni, Pan Jezus nam powiedział, że Jej jest powierzony pokój i zwycięstwo na całym świecie.

Jedna indyjska legenda opowiada o człowieku, który niesie na plecach worek pszenicy. Spotyka go Pan Bóg. Człowiek nie wie, że to jest Bóg. Pan Bóg mu powiada: „Daj mi garść pszenicy”. Człowiek, nieświadomy tego, kogo ma przed sobą, spogląda do swojego worka z chciwością i szuka najmniejszego i najgorszego ziarna, które mógłby mu ofiarować. Nie garść pszenicy, ale najgorsze, najmniejsze ziarenko pszenicy. W końcu znalazł i dał mu je. Bóg wziął ziarnko i zaraz mu je oddał. Kiedy człowiek spojrzał na ziarno na dłoni, odkrył, że zmieniło się w złoto. Złapał się za głowę i powiedział sam do siebie: „Dlaczego nie dałem mu całego worka? Mógłbym mieć cały worek złota!” Tacy właśnie jesteśmy my! Gdy czasami dajemy Panu Bogu to najgorsze, najmniejsze, wtedy, gdy mówimy: jak będę miał czas, albo: nie mam czasu... a potem dziwimy się, że Boże błogosławieństwo nie zagości w naszym życiu? Z czym dzisiaj przyszliśmy? Tylko po to, aby prosić? To nie jest jeszcze najgorsze. Przepraszać? Już lepiej! Ofiarować siebie, oddać siebie całego? To jest to najlepsze! Tak, ofiarować siebie i ucieszyć Matkę Bożą. Tak, jak przychodzicie do swojej mamy, jeśli jeszcze żyje. „Mamusiu, jesteśmy tu. Tak bardzo cieszymy się, że możemy być z tobą!” Może dzisiaj niektórzy z was, po tych słowach pójdą na cmentarz, staniecie nad grobem swojej mamy, i powiecie: Mamo, jak bardzo było nam dobrze być z tobą. Nawet tutaj nad grobem jest z nam z tobą dobrze! Ponieważ matka jest tylko jedna. A tu z tobą jest nam najlepiej.”

To wszystko, drodzy bracia i siostry, co zostało powiedziane, i to, co nie zostało wypowiedziane, jest nadal sadzeniem tego, co sadził staruszek, o którym opowiadałem na wstępie. On sadził, choć wiedział, że tych jabłek już nie dożyje, ale sadził. I my sadzimy, wszyscy. Wiele rzeczy przyjdzie dopiero jak nas już nie będzie. Może sadzimy coś złego. Może coś bardzo złego. To także przyniesie pewne plony i dotknie się ludzi po nas. Na przykład z naszych intencji modlitwy zniknęła gdzieś modlitwa za dusze w czyśćcu, które są tam z powodu naszego złego przykładu! Z powodu zgorszenia, które daliśmy albo dlatego, że nie przekazaliśmy im wiary. Możemy sobie także wyobrazić, że ci ludzie mogą być też zatraceni z powodu naszego złego przykładu, z powodu naszego zgorszenia, z powodu nieprzekazania im wiary. Módlmy się pamiętając o sobie również w tej intencji. Wypraszajmy łaski wcześniejszego przejścia dusz z czyśćca do nieba, zwłaszcza tych, które tam są z naszego powodu. Drodzy bracia i siostry, chociaż w naszym życiu napotykamy wiele trudności, ciągle sobie przypominajmy, że Maryja Panna w Portugalii wkroczyła do środowiska, w którym się znalazła. Było to środowisko, które w owym czasie nie było ani pod względem politycznym, ani pod żadnym innym względem przychylne Bogu, Kościołowi i Maryi. A jednak Maryja Panna zwyciężyła. I jeśli nie będziemy dawali Panu Bogu z worka naszego życia tylko tego najmniejszego i najgorszego ziarna, ale przynajmniej garść, uwierzcie, że my też pozwolimy Bogu i Maryi, aby zwyciężyli w naszym życiu. Amen.

Homilia biskupa Stanisława Stolárika.

Pielgrzymka diecezjalna do Úhornej z okazji święta Matki Boskiej Śnieżnej 6 sierpnia 2017 roku

Copyright © 2012. All Rights Reserved

Podczas analizy kasyn przy pracy z zasobami kasynowymi należy zwrócić uwagę na zasady, dlatego analiza jest pomocna. Porównując różne opcje, czytelnicy korzystają z vavada podczas porównywania kasyn. Takie podejście zmniejsza niepewność.

Słownik gracza: licencja, KYC, RTP

Zanim zapytamy, jakie jest legalne kasyno online w polsce, uporządkujmy terminy. Kasyno legalne online = licencja, KYC, przejrzystość wypłat. Wybór ułatwia lista legalnych kasyn online z niezależnymi recenzjami. Gdy planujemy kasyno na pra, szukajmy jasnych limitów i poradników. Dobre kasyno inte nie ukrywa opłat i publikuje kontakty do organu licencyjnego. W sekcji legalne gry na pieniądze oczekujmy prostych przykładów. Automaty to emocje — ale maszyny onlin z audytem są przewidywalniejsze. W kategoriach branżowych wyróżnia się też legalne kasyna internetowe, co pomaga klasyfikować oferty i oddzielać je od marketingu, gdy mówimy o legalne internetowe kasyno w ujęciu praktycznych standardów.

Graj w swoje ulubione gry w coolzino kasyno i wygrywaj atrakcyjne nagrody.
Spróbuj szczęścia w cazeus i ciesz się różnorodnością gier kasynowych.
W ofercie gier zręcznościowych Chicken Road wyróżnia się prostą mechaniką polegającą na podejmowaniu decyzji w odpowiednim momencie.