Gdy od kilku dni w tłoku informacji pojawiło się zagrożenie, tym samym u wielu pojawia się oznaka utraty nadziei. Utrata nadziei prowadzi do śmierci. Nie możemy więc pozbawiać się nadziei. Od chwili, gdy na horyzoncie ziemskim pojawiły się potwory śmierci, wielu – z racji na moją akademicką pracę w pewnej formacji - stawia mi pytanie, co będzie dalej? Ze spokojem i właściwym sobie przekonaniem odpowiadam: nie traćmy nadziei, bo będzie dobrze. Skąd taka pewność i wiara, pyta wielu, Czyż to tylko przekorna odpowiedź, a może jakaś intuicja, bądź zdobyta z tajemnych źródeł wiedza? W tej odpowiedzi ukryta jest rzeczywiście prawda. Owszem, noszę w sobie wewnętrzne przekonanie, szczególnie oparte na zdrowej i ponad ludzkiej nadziei, że wszystko dobrze się ułoży. Pomimo moich, co prawda tylko prostych ludzkich zapewnień, wielu słysząc o perspektywie nadziei, iż wszystko zakończy się pozytywnie, z niedowierzaniem kończy temat. Co gorsza, pytający to nie tylko ludzie prości, a przede wszystkim agnostycy, lecz są to niejednokrotnie ludzie wiary, wiary w Tego, który nie jest zapomnieniem, lecz żywym i zatroskanym o człowieka. Być może takich moich rozmówców filozofią jest teza, że wygnańcem bywa się nie tylko w ojczyźnie, lecz we własnym domu czy we własnym pokoju. Wiedzieć należy, że nasza ojczyzna mieście się także w naszym ciele. Na tej ziemi jest coś, co zasługuje na życie.
Niestety, z przykrością muszę przyznać, że wielu z nas cierpi na nieuleczalną chorobę, jaką jest brak nadziei. I mimo, iż znamy wiele dróg prowadzących do niej, niemal nieustannie czynimy wszystko by o niej zapomnieć. Jakże często jesteśmy zdolni przyjąć wiele zbyt ulotnych twierdzeń, a tak trudno nam przyjąć w duchu wiary fakty wynikające z nadziei. Nie można, a jednak staje się tak, że nasza pamięć o dającym nam nadzieję, wypełniając nią wielokrotnie nasze serca, w których ona zamieszkała, prowadzi nas na bezdroża. Ja jednak wiem, i jestem o tym przekonany, że wojna się skończy, przywódcy uścisną sobie dłonie. Niejedna matka będzie czekać na swojego męczeńskiego syna, a wiele dzieci będą czekać na swojego bohaterskiego ojca. Wielu stawiać będzie pytanie: kto sprzedał tę czy tamtą ojczyznę, lub jaką cenę za nią zapłacił. A w moim sercu już teraz świeci się iskra nadziei, że nie jesteśmy osamotnieni. I na tej ziemi jest Ktoś, Kto czyni życie wartym przeżycia.
Jeśli dziś nie masz nadziei, to znaczy, że już umierasz. A przecież wiele razy byłeś świadkiem, że w ciemności wschodził księżyc. Jakże więc możesz o tak prozaicznych sprawach nie pamiętać. Zanim utracisz ostatnią iskrę nadziei, zawołaj; Panie dzisiaj poprowadź mnie do siebie nawet tymi drogami, którymi kiedyś – a może jeszcze teraz – idę by o Tobie zapomnieć. Gdzie jest moja miłość, która niegdyś ogarniała moje życie? Na nowo muszę sobie uprzytomnić prawdę, że jeśli miłość i nadzieje się kończy, to znaczy, że jej nigdy nie było. W takim razie będę Cię prosił o taki sen, abym przynajmniej śnił, nie po to, by naprawić jakikolwiek zewnętrzny sens, ale by odbudować moje opuszczone wnętrze. Bowiem w moim śnie będę bardziej posłuszny temu, Kiedyś nauczyłem się pięknych słów potrzebnych do mojego życia, by zbudować siłę opartą na nadziei. Ale przyszedł czas, gdy pozwoliłem zburzyć mądrość, wtedy nadzieja wyschła w moim sercu.
Dziś chcę kolejny raz powiedzieć, zawołać, krzyczeć: nie trać nadziei. Wiem, że czasem trudno jest patrzeć ufnie w przyszłość bez nadziei. Utracona nadzieja boli bardziej niż ta, której nie ma. Tak bardzo chciałbym ci życzyć, abyś na nowo wciął ją w ramiona i trzymał w swoich objęciach, ocierał łzy i mówił sobie, że już za chwilę będzie dobrze, że wszystko dobrze się skończy. Pomyśl choćby o tym, że wiele razy patrzyłeś na niebo pozbawione gwiazd, że mimo pragnienia nie można było odszukać choć jednej. Wszyscy mamy czasem gorsze dni. Ale jedno jest pewne: nie ma takich chmur przez które słońce nie umiałoby się przebić. Twoja nadzieja też na ciebie czeka. Ona zawsze gdzieś czeka pragnąć dać ci radość. I tak jak istnieją kwiaty, które kwitną nawet w zimie, tak i nadzieje rozkwita wtedy, czy brak jest gwiazd na niebie. Zawalcz dzisiaj o nią jak potrafisz. Nic nie ciąży na duszy bardziej niż zapach marzeń, które właśnie parują, a dotyczą nadziei. By mieć nadzieję, potrzeba odrobina wiary w Tego, który jest naszą nadzieją. Wiem, że kiedy znów będę pytany o jutro, pojutrze i kolejne dni, szczególnie te w oprawie toczących się wydarzeń pełnych zagrożenia, to wciąż będę powtarzał, przypominał, zachęcał, abyś prosił Go o nadzieję. Usiądź spokojnie i pomyśl, że nad tobą jest Nadzieja.
Amicus








