• 20180306_114307.jpg
  • 20180506_202237.jpg
  • 20180507_184304.jpg
  • 20180508_113817.jpg
  • 20180508_140322.jpg
  • 20180509_151605.jpg
  • 20180510_092047.jpg
  • img_1167.jpg


Ojciec Miasta i Mąż Stanu - wywiad z ks. prałatem Janem Koziołem

Nie często spotykamy na naszej drodze ludzi, wielkiego formatu serca, życia, pracy, miłości, służby, oddania, przyjaźni, radości i pokory. Trzeba mieć wiele szczęścia, aby spojrzeć takiej osobie w oczy, aby ze spotkania z taką osobą doświadczyć autentyczności owych cnót i wartości. Osoby te, to wielcy charyzmatycy, którym Bóg dał wielką łaskę a oni umieli ją przyjąć i spożytkować. Zwykle czynią to w duchu wielkiej pokory i radości życia, bezinteresownej służby i oddania. Zawsze gotowi do pomocy innym. Cieszący się wielkim uznaniem i autentycznym autorytetem. Określani mianem Ojca a nawet Mężem Stanu. Takiego wspaniałego Człowieka posiada Stalowa Wola.

Kto mieszka w Stalowej Woli, kto choćby jakiś krótki czas tu przebywał zapewne poznał osobiście, bądź wiele słyszał o wspaniałym ks. prałacie Janie Kozioł, wieloletnim proboszczu parafii pw. św. Floriana, do dziś wspomagającym kapłanie, człowieku otwartego serca, emanującego radością, oddanego drugiemu człowiekowi, To niecodzienna, niesamowita postać. To Kapłan, który już zapisał się złotymi zgłoskami. Ks. Prałat Jan w tym roku przeżywał przed pięciu lat Złoty Jubileusz Kapłaństwa. Z tej racji poprosiłem Księdza Prałata, człowieka skromnego, o zgodę na wyrażenie przeprowadzenia z Nim choćby krótkiego wywiadu.

Księże Prałacie! Proszę na początku przyjąć moje szczere życzenia i gratulacje z okazji tak pięknego Jubileuszu, dziś już 55 rocznicy kapłaństwa. Niech Pan, który obdarzył Księdza Prałata wieloma darami, charyzmatami, nadal obdarowuje swymi darami: zdrowiem, radością, błogosławieństwem, dobrocią, miłością. Jestem onieśmielony stanąć przed Księdzem Prałatem, jako Człowiekiem, który nie tylko tu w Stalowej Woli określany jest mianem Ojca Miasta, ale także Mężem Stanu. Słyszę tego typu określenia z ust wielu kapłanów, osób świeckich, młodzieży, osób starszych. Ksiądz Prałat zawsze w sposób naturalny był człowiekiem, kapłanem i przyjacielem. Nie zabiegał Ksiądz nigdy o zaszczyty, godności, wdzięczności. A jednak wierni, współbracia zawsze widzieli i doświadczali niezwykłości mądrości serca i życia Księdza Prałata.

Księże Prałacie, proszę pozwolić, że postawię kilka pytań, których odpowiedzi posłużą przypomnieniu ważnych wydarzeń z życia Księdza Prałata i Stalowej Woli, gdzie wciąż mocno bije serce Szlachetnego Jubilata. Ksiądz Prałat jest dla bardzo wielu nie tylko mieszkańców Stalowej Woli osobą, która emanuje na ich życie, ma ogromny wpływ na wychowanie. Wiele pokoleń zawdzięcza Bogu, że na ich drodze życia spotkali tak nieocenionego i często niedocenionego Księdza Prałata. Mówię to z całą odpowiedzialnością.

1. Księże Prałacie, proszę powiedzieć, gdyby Ksiądz stanął jeszcze raz przed wyborem drogi życiowej, czy wybrałby drogę kapłańską?

Na wstępie jestem onieśmielony a zarazem zaskoczony tym spotkaniem, a z drugiej strony uradowany ze spotkania. Na pewno, gdy chodzi o ponowny wybór drogi życia kapłańskiego, mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że zapewne bym tę drogę,  czyli, kapłaństwo wybrał ponownie i to bez żadnego zastanowienia. Jest to droga mojego szczęścia, droga na której mogłem być i nadal jestem na niej szczęśliwy. Dzięki niezapomnianemu ks. Stanisławowi Bałuk - Księdzu Proboszczowi z Bieździedzy i kapłanom tam pracującym byłem zbudowany ich postawą i gorliwością. Pomyślałem sobie, a gdyby mi się udało coś uczynić dla Pana Boga? Ta myśl wciąż jako dziecku a potem młodemu człowiekowi towarzyszyła. Stąd, kiedy nadszedł czas, postarałem się więc podjąć tego typu decyzję. A dodam, że moje dzieciństwo i moja młodość przebiegały w bardzo trudnych czasach. Przeżyłem wojnę, wysiedlenie, front, śmierć ojca i wygnanie z domu. Dwaj moi bracia zostali zabrani przez Niemców do pracy do niewoli. Z kolei siostra była w stanie błogosławionym i skazana na zabranie jej męża do pracy w Niemczech. Choćby już te doświadczenia w jakimś stopniu wpłynęły na moją dojrzałość życiową, tym bardziej, że miałem 9-ro rodzeństwa. Rodzice zawsze dbali o nasze katolickie wychowanie, dawali piękny przykład służby Bogu. Ich postawa zapewne też miała znaczący wpływ na wybór mojej drogi życiowej. Rodzice dawali zawsze pozytywną opinię o kapłanach, i to mnie - jako człowieka młodego – bardzo budowało.

2. Proszę powiedzieć, jakie główne motywy kierowały Księdzem przy podjęciu drogi kapłańskiej?

Chciałem zawsze bezgranicznie oddać się Bogu, realizować plany Boże. Chciałem służyć ludziom i to jak najlepiej, najpiękniej. Niekiedy przeżywając sam ciężkie chwile uważałem, że będę mógł być pomocny innym poprzez to moje osobiste życiowe doświadczenie. Od młodych lat często się modliłem, że jeśli jest taka wola Boża, chciałbym zostać kapłanem. Często myślałem o tej drodze. A w szczególny sposób od klasy siódmej szkoły podstawowej myśl zostania kapłanem wciąż mi towarzyszyła. Byłem kilka lat ministrantem, zawsze starałem się być blisko ołtarza. To było moje życie. To było moje pragnienie.

4. Jak Ksiądz Prałat wspomina czas pobytu w seminarium?

Zanim poszedłem do seminarium w 1951 roku, zabrano mnie wpierw do tzw. junaków, czyli „Służbie Polsce” aż do Siemianowic Śląskich, gdzie pracowałem przy budowie magistrali kolejowej. Po maturze zaś zwróciłem się pismem do Księdza Michała Jastrzębskiego – ówczesnego Rektora Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu, z prośbą o przyjęcie mnie na studia teologiczne. Od początku jakoś dziwnie byłem spokojny o przyjęcie. Jak pamiętam podań złożonych było ponad 120, a przyjętych zostało 60 osób, w tym i ja. Wielu z kandydatów było w starszym wieku, jako, że były to czasy powojenne, które uniemożliwiały realizację tej drogi. Poniekąd wsparciem u początku tej drogi, był mój kuzyn, który w tym czasie był alumnem III roku studiów. Był to rok 1951, a więc okres powojenny a zarazem czas stalinowski. Wyświęconych nas zostało 46 kapłanów, w dniu 30 maja 1957 roku w Przemyślu przez J.E. Bpa Franciszka Bardę. Dziś już 21 powołał Pan do siebie.

3. Proszę przypomnieć, jak wyglądała praca duszpasterska zanim Ksiądz Prałat przybył do Stalowej Woli?

Pierwszą placówką była parafia w Białobrzegach k. Łańcuta. Po rocznej pracy w charakterze wikariusza, zostałem skierowany do parafii pw. Przemienia Pańskiego w Sanoku, gdzie pracowałem przez dwa lata. Następnie zostałem skierowany do pracy w parafii Bircza, gdzie również pracowałem dwa lata. Kolejną placówką było Radymno a następnie Przeworsk - Bazylika Bożogrobców. Proboszczem w tym czasie, był ks. Prałat Adam Ablewicz – brat rodzony Bpa Jerzego Ablewicza. Tu pracowałem aż przez osiem lat. Jako wikariusz byłem świadkiem wielu wizyt w parafii, m.in. Karola Wojtyły, Abpa Agostino Casarolli, Andrzeja Marii Deskura i wielu, wielu innych znakomitych gości. Ks. Proboszcz w tym czasie odnawiał bazylikę oraz Grób Pański na wzór Bożego Grobu w Jerozolimie. Po ośmiu latach pracy w Przeworsku, zostałem skierowany do Jasionowa k. Brzozowa z myślą zostania tu proboszczem. Jednak Pan chciał inaczej. W tym czasie odbywałem studia pastoralne prowadzone przez Papieską Akademię Teologiczną w Krakowie. Zajęcia odbywały się w Rzeszowie. Wraz z tym towarzyszyła mi myśl zostania stałym katechetą. Jednak Ksiądz Biskup Ignacy Tokarczuk zaproponował mi nową placówkę pracy duszpasterskiej, a mianowicie Stalowa Wolę. Nie ukrywam, że broniłem się przed tą decyzją uznając, że jest to, jak dla mnie, zbyt wielkie wyzwanie. Jednak Ks. Biskup zdecydowanie podtrzymał swoją decyzję w tej kwestii i zostałem skierowany do pracy w parafii św. Floriana w Stalowej Woli.

4. Po przybyciu do Stalowej Woli, miasto i warunki pracy wyglądały zupełnie inaczej jak obecnie. Proszę je pokrótce scharakteryzować.

W lipcu 1973 roku zostałem skierowany do pracy w Stalowej Woli jako wikariusz do parafii św. Floriana. Proboszczem w tym czasie był niezapomniany do dziś żyjący, ks. Władysław Janowski. Pamięć o nim wciąż żywo żyje w sercach wielu mieszkańców Stalowej Woli. Kiedy przybyłem do Stalowej Woli, w sumie nas było 11 wikariuszy i ks. proboszcz, czyli iście wspólnota apostolska. Warunki mieszkaniowe były bardzo trudne. Mieszkaliśmy w wielu miejscach na terenie Stalowej Woli. Dojeżdżaliśmy rowerami do kościoła z różnych punktów miasta. Wikariuszem tu byłem aż do 19 listopada 1977 roku, wtedy to w wyniku podziału terytorium dotychczasowej parafii św. Floriana ze względu na powstanie nowej parafii pw. Matki Bożej Królowej Polski, zostałem proboszczem przy dotychczasowej parafii św. Floriana. Zostawiono mi do pomocy pięciu wikariuszy. Parafia pw. św. Floriana w tym czasie liczyła około 21 tysięcy wiernych. Rozpocząłem więc pracę jako proboszcz od najprostszych prac, zajęć. Nie było to dla mnie łatwe i proste wyzwanie. Starałem się jednak od początku organizować wspólnotę we wszystkich jej aspektach. Nie było to łatwe, gdyż i czasy ówczesne były bardzo trudne. Na podkreślenie tu zasługuje ówczesna wielka życzliwość wiernych, którzy zawsze śpieszyli nam z pomocą. Jestem im do dziś bardzo wdzięczny za ten wielki kapitał dobra, życzliwości.

6. Ksiądz Prałat pracuje w Stalowej Woli niemal 40 lat, w tym 31 lat pracował jako proboszcz. Zapewne były to inne czasy jak obecne. Co z tego okresu dla Księdza było czymś najtrudniejszym?

Najtrudniejszym przeżyciem dla mnie było podpalenie parafialnego kościoła w nocy, a należy pamiętać, że był i jest to do dziś kościół drewniany. Więc mógł się szybko spalić. Pamiętam jak przebudziłem się w nocy i zobaczyłem kłęby ciemnego dymu. Nie mogłem tego pojąć i przeżyć. Kosztowało mnie to bardzo wiele zdrowia. Dla mnie jako kapłana było to jedno z najtrudniejszych przeżyć. Ale dzięki Bogu przeżyłem to wielkie doświadczenie. Drugim przeżyciem było podobne, a mianowicie podpalenie punktów katechetycznych, nad którymi była ulokowana kaplica. Udało się uratować. Pamiętajmy, że były czasy komunistyczne, gdzie pewne służby podejmowały różne prowokacje. Wiele razy też miały miejsce kradzieże na terenie plebani. Ponadto zdarzały się także włamania do kościoła czy zakrystii. To mnie jako kapłana bolało. Ale trzeba to było wszystko przeżyć.

7. Skoro mówimy o rzeczach trudnych, to popatrzymy nieco inaczej. A mianowicie, jakie wydarzenia, chwile czy okoliczności były dla Księdza Prałata najbardziej radosnymi podczas posługi kapłańskiej w Stalowej Woli?

Nie ulega wątpliwości, że dla mnie jako kapana najważniejszym i najradośniejszym momentem, wydarzeniem był wybór Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. To dla mnie jako Polaka, kapłana było szokującym pozytywnie wydarzenie. Drugim niezapomnianym wydarzeniem było poświęcenie nowego kościoła pw. Matki Bożej Królowej Polski w Stalowej Woli dokonanego w dniu 02 grudnia 1973 roku przez Karolę Wojtyłę. Trzecim zaś wydarzeniem było powołanie do istnienia placówki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w Stalowej Woli. Byłem w ścisłym gronie współorganizatorów. Kolejnym radosnym wydarzeniem była intronizacja Figury Chrystusa Króla w dniu 19 listopada 1999 roku. Nie mniejszą radością dla mnie były także liczne powołania do kapłaństwa z terenu parafii św. Floriana.

 

8. Ksiądz Prałat świętując wciąż Złoty Jubileusz kapłaństwa, a dziś 55 rocznicę święceń kapłańskich, swoim entuzjazmem, radością a i sprawnością przewyższa wielu młodych. Proszę nam zdradzić receptę na taki styl i kondycję życia?

Przede wszystkim uczono mnie, byśmy byli sługami dla chwały Bożej. Potrzeba nam wielkiej pokory, abyśmy podołali codziennym i licznym wyzwaniom. Wielką wagę w życiu kapłańskim odgrywa zapewne modlitwa, życzliwość ludzka, która daje siłę człowiekowi. Nie ukrywam też, że nie obcy mi był styl życia oparty na aktywności duszpasterskiej, która stanowiła dla mnie siłę napędową do dalszego życia. Z satysfakcją też wspominam i do dziś cenię sobie to, że powstało przy parafii Koło Misyjne liczące ponad 500 członków. Do dziś ono działa i stanowi oparcie dla misji, Kościoła i miasta. Wysoko cenię sobie także zorganizowanie przy parafii duszpasterstwa głuchoniemych. Ponadto powołane zostało Stowarzyszenia dla Dzieci Specjalnej Troski. Te dzieła, które powstały są mocą i nadzieją. Jeśli coś człowiek dobrego uczyni dla innych, to stanowi siłę i moc życia. Dlatego nie należy się bać być dobrym dla innych jak chleb.

9. Księże Prałacie. Użyłem w tytule, że Ksiądz Prałat jest Ojcem Miasta i Mężem Stanu. Proszę przyjąć te tytuły, które inni mają jedynie na papierze, ale Ksiądz Prałat je posiada w sercach ludzi wiernych i wdzięcznych tak wielu, wielu kapłanów. Osobiście chylę czoło przed Księdza kapłaństwem, dziełami, jakich Ksiądz Prałat dokonał, przed Księdza postawą ludzką, przed przyjaźnią, jaką Ksiądz obdarowuje innych. Ksiądz w oczach wielu jest naprawdę Ojcem tego Miasta, ale też jest i Mężem Stanu. To szczęście i zaszczyt dla mnie, tego miasta, parafii i diecezji, że Bóg dał nam dar w postaci Księdza Osoby.

Dziękuję za rozmowę.

Przeprowadził: ks. Jan Zimny