• 01.jpg
  • 02.jpg
  • 03.jpg
  • 04.jpg
  • 05.jpg
  • 06.jpg
  • 07.jpg
  • 08.jpg


Ks. dr Jan Zimny

KUL Stalowa Wola

 

NAUCZYCIEL JAKO PODMIOT WYCHOWANIA

 

„Dobry nauczyciel niechaj wszelakimi sposobami stara się być naszym przyjacielem i w nauczaniu niech nie widzi obowiązku, ale uczucie”

 

Myślę, że od tych słów możemy rozpocząć szukanie odpowiedzi na wciąż nurtujące nas pytanie: co mam czynić, jak mam nauczać i jakim mam być nauczycielem, katechetą, wychowawcą, by uczeń stawał się lepszym, bardziej dojrzałym człowiekiem? Rzeźbienie charakteru człowieka – szczególnie młodego – bywa trudne, a wręcz bardzo trudne. Trudne bo piękne. Wychowanie więc to trudne zadanie, ale chlubne i gdy się je pełni z poczuciem odpowiedzialności wobec Boga, może być i będzie owocne.

Zatem w moim krótkim wystąpieniu pragnę nakreślić kwestię takiego wychowania, które może przynieść oczekiwane owoce. Wychowawca – można by powiedzieć – to rzeźbiarz, którzy z marmuru tworzy arcydzieło.

Jak należy ocenić takie orzeczenie?

Jeżeli tą przenośnią chcemy zaakcentować godność pedagogicznego powołania, uznajemy ją za słuszną. Zawiera ona jednakże mylne przekonanie, mianowicie zakłada, że w procesie wychowawczym jedynym podmiotem działającym jest decydujący o wszystkim pedagog. Pomija ono podstawową prawdę, że nie ma autentycznego wychowania bez dopełniającego się wzajemnie współdziałania rodziców i dzieci, nauczycieli i uczniów, wychowawców i wychowanków.

Proces wychowawczy jest procesem dwupodmiotowym. Tak więc wychowanek nie jest tylko przedmiotem aktu wychowawczego lecz świadomym współtwórcą.

Spotykamy niekiedy inne obrazowo sformułowane stwierdzenie, że wychowawca to ogrodnik, który czuwa nad wzrostem drzewka, chroni je od zagrożeń, dostarcza pokarmów, podpiera je lub w razie skaleczenia leczy. Zwróćmy uwagę na treść tego porównania. W nim bowiem kryją się nasze zadania, które zawarte są w nauczaniu Chrystusa. Jeśli zaistnieje potrzeba należy owe drzewko opatrzyć, chronić tak jak pasterz swe owce, dostarczyć jej zdrowego pokarmu.

Ta metafora jest już trafniejsza, bo przecież drzewko rośnie samo, rozwija się, kwitnie, owocuje, dojrzewa. Oto samo idzie we wszelkiej pedagogii. Ale i ten obraz nie mówi nam całej prawdy, gdyż razi w nim zbyt wielka różnica między ogrodnikiem i drzewkiem, które nadal reprezentuje tutaj bierną postawę.

Prawdziwe wychowanie powinno dążyć do tego, aby młody człowiek w miarę wzrostu i dojrzewania sam chciał uczestniczyć w procesie wychowawczym. I tu dochodzimy do zasadniczego stwierdzenia, mianowicie: wychowanie winno stawać się samowychowaniem. W miarę dorastania i dojrzewania wychowanka trzeba go usamodzielniać, uczyć odpowiedzialności za siebie, uczyć go kierowania sobą, powstawania z upadków, naprawiania błędów, realizowania ideałów ogólnych, a zarazem własnej drogi życiowej.

Paradoksalnie można powiedzieć, że najlepszy wychowawca to taki, który staje się z czasem niepotrzebny wychowankowi. Idzie o to, by wychowanek działał zgodnie z sumieniem uformowanym przez rodziców i wychowawców.

Sobór Watykański II oświadcza, że młodzież i dzieci mają prawo, aby pobudzano ich do oceny wartości moralnych wedle prawidłowego sumienia i do przyjmowania owych wartości przez osobisty wybór.

Maria Montessori (włoska lekarka i wychowawczyni) wkłada w usta wychowanków słowa adresowane do wychowawcy: „Pomóż im działać samym” – a więc działać bez Twojej większej ingerencji. Nie pamiętał o tej zasadzie Seweryn Baryka, który nie bił wprawdzie Cezarego, nie krzyczał na niego, ale go obezwładniał moralnie, stosując „słodką tyranię”. Gdy ojciec wyruszył na wojnę, Czaruś wkrótce stał się tyranem dla własnej matki, której autorytatywny mąż nie doceniał, nie pozwalał jej współdziałać w wychowaniu syna.

Zasada dotycząca samowychowania w sensie moralnym dotyczy też nauczania, które powinno się przeobrazić w samokształcenie, jeżeli ma wydać trwałe owoce. Nauczyciel powinien tylko rozbudzać inteligencję, budzić zainteresowanie, pomagać, wyjaśniać, ale wiedzę zdobywać winien sam uczeń swoją pracą, własnym myśleniem. Uczeń jest zdolny zrozumieć, że pedagog pragnie jego dobra, gdy go angażuje do pracy intelektualnej, gdy rozwija jego osobowość. Dzieje się to przez powierzanie młodym osobom – stosownie do wieku – funkcji, przez włączanie ich do odpowiedzialnej pracy, zadań wobec siebie i innych.

Stefan Kunowski – prof. KUL – kiedyś powiedział: „W wychowaniu musi się stale rozszerzać sfera samodzielności wychowanka, ale nie tej zwyrodniałej przeradzającej się w samowolę czy w zachciankach, lecz zorientowanej w tym samym kierunku doskonalenia rozwojowego, progresji, nadanego przez wychowawców ich siłą agosu”

Bez porozumienia z wychowankiem i współdziałania z jego strony działanie przestaje być wychowaniem, a zmieni się tylko w tresurę, w wyrabianie przy pomocy lęku i kar automatycznych nawyków i dobrych przyzwyczajeń, jednakże kosztem złamania w wychowanku pędu do samodzielności i wolności wewnętrznej, brania na siebie odpowiedzialności.

W przypadku tresury albo następuje wykolejenie wychowawcze w postaci buntu przeciwko autorytetom wychowawców, albo też następuję okaleczenie psychiczne przez pozbawienie samodzielności. I tutaj należało by przytoczyć słowa jednego z filozofów, który mówić o wychowaniu młodego człowieka mówi: „Lepiej paść ofiarą przesadnego zaufania, niż przesadnej nieufności. Bez tego nie ma bowiem wspólnoty, nie ma braterstwa”.

Z dotychczasowych rozważań możemy powiedzieć, iż wolność w pedagogii stanowi ważny element w procesie formowania młodego człowieka. Wolność w dobrym, pozytywnym znaczeniu – oznacza dążność do dobra. „Człowiek może zwracać się do dobra tylko w sposób wolny”. Wolność – jak to podkreśla Ojciec Święty Jan Paweł II – jest nie tyle dana, co jest zadana jako powinność moralna. Bywa, iż niektórzy twierdzą, iż wolność i autorytet wzajemnie się wykluczają. Jest źle pojęte rozumowanie. Autorytet jest gwarantem autentycznej wolności: poszanowanie wolności sprawia, że autorytet nie przeradza się w despotyzm.

Chrześcijaństwo ukazuje nam Chrystusa jako idealnie posłusznego a jednak absolutnie wolnego. Jego zasadą są słowa: „Czynię to, co się podoba mojemu Ojcu”. Do takiego zrozumienia wolności trzeba wychowywać młodego człowieka.

Jednak nie sama wolność, nie sama troska wychowawcy sprawią, spowodują należyte wychowanie człowieka. Bardzo ważną rzeczą w pedagogii jest osobowość pedagoga – jako wychowawcy. Jakimi zatem przymiotami winien odznaczać się wzorowy wychowawca-katecheta-nauczyciel? Na to pytanie w różnych czasach, w różnych cywilizacjach, różne dawano odpowiedzi, zależnie od dominującej ideologii, zależnie od tego, jakie wartości stawiano na pierwszym miejscu, a jakie na dalszym.

Zanim jednak odpowiemy sobie na to pytanie, warto na chwilę zatrzymać się na kwestii: jakich najczęściej spotykamy wychowawców, nauczycieli? To będzie w pewnym stopniu naszą odpowiedzią na pytanie, jakie postawiliśmy sobie na początku tej refleksji.

  1. Na pierwszym miejscu ukazuje się nam typ nauczyciela daleki od ideału. Jest to nauczyciel bojaźliwy, nieufny, pesymistyczny, skłonny do skrupułów i dlatego wobec uczniów jest nieśmiały, podejrzliwy, żądający surowej karności.
  2. Drugi typ katechety, - nauczyciela to niewiele lepszy od poprzedniego: optymista, czasem jowialny, dynamiczny, dość liberalny, czasem nadmiernie działający na uczniów, raczej według swego wyczucia niż według zasad pedagogicznych.
  3. Trzeci typ katechety-wychowawcy to typ, który łączy cechy dwóch poprzednich, ale stara się szanować osobowość ucznia i żądać ścisłej, nieco rygorystycznej karności.
  4. Czwarty podobny jest do poprzedniego, ale jest bardziej uduchowiony. Pozwala uczniom iść własną drogą, respektując ich odrębną osobowość, stwarza klimat zaufania, tak, że uczniowie sami pragną postępu moralnego i intelektualnego, myślą twórczo i postępują samodzielnie.

Co jednak mówią na ten temat sami uczniowie?”

-      zdaniem uczniów dobry nauczyciel to taki, który jest sprawiedliwy, chociażby był nawet surowy. Uczniowie oczekują od niego opanowania, stałości co do humoru, zainteresowania uczniami i ich problemami, ma to być – według uczniów – człowiek godny szacunku i by dał się lubić.

-      Według większości wychowawców – prawdziwy wychowawca powinien kochać swoją pracę, a nawet się nią entuzjazmować, nie zrażając się niepowodzeniami. Ma być wyrozumiały dla słabości wychowanka, powinien służyć im ofiarnie i cierpliwie, powinien być stanowczy i mieć świadomość odpowiedzialności za grupę.

Do tych przymiotów charakterologicznych trzeba dodać kwalifikacje zawodowe, bez których dobroć może się okazać zawodna. Potrzebne a nawet konieczne jest należyte wykształcenie, zainteresowanie intelektualne.

A oto kilka rad dla katechety-wychowawcy:

  • nie mnożyć zakazów;
  • polecenia stawiać krótko i jasno;
  • nie wszystkie błędy jednakowo oceniać;
  • mieć na uwadze dobro wychowanka a nie własny interes;
  • surowość stosować tylko wyjątkowo;
  • w razie potrzeby wskazać powód kary, ale nie dyskutować;
  • nauczyciel nie musi być wyjątkowo mądry ani nadzwyczajnie utalentowany, Wystarczy gdy jest rozsądny i solidnie wykształcony (bowiem pamiętajmy to co powiedział Abba Paladiusz: „Początkiem odejścia od Boga jest niechęć do nauki”.

A więc niezbędna jest wiedza fachowa i jej sposób podawania. Pius XII podejmując kwestie wychowania człowieka, postulował:

-      Pedagog winien dostosować się do wieku, do temperamentu, do charakteru, do zdolności, do potrzeb i słusznych aspiracji ucznia, dostosować się do okoliczności czasu i miejsca. Dostosować się tak, ale pod warunkiem, by pod tym pretekstem nie targać cennej księgi przez zniszczenie poprzednich stron, jak się wyrywa kartki z kalendarza”.

Znany nam wszystkim wieszcz narodowy Bolesław Prus mówiąc o wychowaniu powtarzał: wzorowy nauczyciel daje uczniom wiadomości praktyczne, kształci ich metodycznie, poglądowo, rozwija zarazem dyspozycje psychiczne przez wykształcenie formalne. Dla niego wychowawca to nauczyciel kształtujący moralny charakter człowieka w oparciu o zasady religii chrześcijańskiej. Dalej mówi nasz pisarz: doskonały nauczyciel powinien budzić wielkie zaufanie i być autorytetem i ostoją dla młodych serc. W stosunku do wychowanków musi go cechować rozsądek, pogoda ducha, łagodność, wyrozumiałość i miłość.

Możemy pokusić się na pewne stwierdzenia iż :

katecheta – nauczyciel – wychowawca to apostoł wiedzy, który wskazuje młodym pokoleniom nowe drogi życia, jest on drzewem mistycznym, którego owoce potęgują siłę jednostek i rozwój społeczeństwa.

Z kolei twórca szkolnictwa ludowego, patron nauczycielstwa św. Jan de la Sall przekazał nam 12 cnót dobrego nauczyciela i wychowawcy:

-      powaga, milczenie, pokora, roztropność, mądrość, cierpliwość, powściągliwość, dobroć, gorliwość, pobożność, wielkoduszność, uczynność.

Temu pedagogowi zawdzięczamy dowartościowanie godności nauczycielskiej. On wychowawców nazwał ministrami Chrystusa. Dany naród tym wyższą ma wartość moralną, im bardziej umie cenić misję dobrego nauczyciela.

Na zakończenie chciałbym w sposób jasny i oczywisty podkreślić, że wychowanie to permanentny proces formacji osobowej, intelektu, duchowej, ludzkiej i społecznej. Warto może przytoczyć słowa przez wielu znanego wspaniałego pedagoga, wychowawcę, kapłana, który przez szereg lat pracował z młodzieżą, a którego doświadczenia stały się wzorem dla wielu osób i inspiracją do wypracowania systemu wychowawczego - zwanego prewencyjnym. Tym, w swoisty sposób, oryginalnym wzorcem pełnym swojej tożsamości był ks. Jan Bosko – niezapomniany wychowawca, który w jednym ze swoich listów pisał:

„Jeśli rzeczywiście pragniemy dobra naszych wychowanków i przygotowania ich do wypełnienia obowiązków, o tym nade wszystko powinniśmy pamiętać, że drogim naszym wychowankom zastępujemy rodziców. Zalecam Wam miłość św. Pawła, którą okazywał nowo nawróconym. Często prowadziła go do łez i wytrwałej modlitwy, kiedy widział, że tak mało są pojętni i nie odpowiadają należycie na jego miłość. Na czas obecny miejcie miłosierdzie, na przyszły – nadzieję, jak przystoi ojcom, którzy naprawdę starają się o poprawę i właściwe wychowanie. W szczególnie trudnych wypadkach należy raczej pokornie i ufnie błagać Boga, niż wylewać potok słów, które tylko obrażają słuchających, lecz nie przynoszą żadnego pożytku winowajcom”.