• 20180306_114307.jpg
  • 20180506_202237.jpg
  • 20180507_184304.jpg
  • 20180508_113817.jpg
  • 20180508_140322.jpg
  • 20180509_151605.jpg
  • 20180510_092047.jpg
  • img_1167.jpg


Ks. dr hab. Jan Zimny

 

SZKOŁY KATOLICKIE WSPÓLNOTĄ MĄDROŚCI

 

„Szkoły katolickie w Europie są powołane, aby być dynamicznymi wspólnotami wiary i ewangelizacji, powiązanymi ściśle z duszpasterstwem diecezjalnym. Służąc dialogowi między Kościołem a społeczeństwem i zabiegając o integralny rozwój człowieka, przypominają one Ludowi Bożemu, co stanowi istotę jego misji: ma on pomagać każdemu człowiekowi w znalezieniu sensu życia, ukazując mu światło, jakim promieniuje jego «ukryty skarb», a w ten sposób wzywać ludzkość do przyjęcia Bożego planu, objawionego w Jezusie Chrystusie”[1].

Szkoła katolicka nabiera coraz większego znaczenia w Kościele takim, jakim się przed­stawia w następstwie Soboru Watykańskiego II, a szczególnie w świetle Konstytucji Lumen Gentium i Gaudium et spes. Wpisuje się ona w obszerniejszą rzeczywistość chrześcijańskiego wychowania, opracowanego dokładnie w Deklaracji soborowej Gravissimum educationis[2].

Rzeczą znamienną jest fakt, iż szkoła katolicka, jako wspólnota wychowawcza, ma za zadanie formować osobę pojmowaną jako jedność, wykluczając tym samym wizję dualistyczną, rozumianą w taki sposób jakoby w wychowaniu chodziło o kształtowanie z jednej strony osoby przynależącej do świata katolickiego, a z drugiej do społeczności cywilnej. Szkoła katolicka jednak nie neguje, że w swej istocie jest placówką wyznaniową, co bynajmniej nie świadczy o jej nastawieniu dyskryminującym w stosunku do innych religii. Jej charakter wyznaniowy nie ma zatem funkcji filtrującej, a wręcz przeciwnie jest postrzegany jako pewnego rodzaju bogactwo, spuścizna, od której rozpoczyna się wspólna przygoda uczniów przynależących do różnych religii i będących jednocześnie w sytuacji tych, którzy mimo różnic wyznaniowych mają wspólny młodzieńczy cel poszukiwania właściwej drogi życia.

Wobec ważnych zagadnień, z którymi wychowanie chrześcijańskie spotyka się we współczesnym społeczeństwie pluralistycznym, Kongregacja Nauczania Katolickiego uważa za konieczne skupić swą uwagę na naturze i cechach wyróżniających szkołę, którymi się określa i przedstawia jako katolicką. Przyjmując, że szkoła katolicka znajduje się w bardzo rozmaitych sytuacjach, stosownie do różnych krajów o tradycji chrześcijańskiej i niechrześcijańskiej, zwłaszcza w odniesieniu do ustawodawstwa szkolnego, zagadnienia, które jej dotyczą, bez wątpienia powinny być studiowane i rozwiązywane przez Kościoły miejscowe, w ramach różnych kontekstów społeczno-kulturowych.

Szkoła katolicka pragnie aktywizować swoją działalność w kontekście społeczeństwa wielokulturowego, dając swój wkład w integralny rozwój uczniów. Ma swój fundament w Chrystusie, co daje jej wymiar eklezjalny i stawia ją równocześnie w pełnej jedności z całym Kościołem. Szkoła o takim charakterze dąży do pewnej syntezy między wiarą a kulturą. Powyższy proces jest konieczny, jeśli pragnie ona mieć swoją znaczącą obecność w środowisku wielokulturowym.

Szkoła katolicka posoborowa w swej działalności podkreśla również inny aspekt, a mianowicie widzi ucznia jako protagonistę, tzn. jako tego, który jest odpowiedzialny za swoją przyszłość i bierze równocześnie inicjatywę w swoje ręce. Ma to swoje źródło w przyjętej koncepcji, która postrzega ucznia jako podmiot procesu wychowawczego. Szkoła katolicka tym samym wyznaje zasadę centralnej pozycji wychowanka w owym procesie.

Kongregacja Nauczania Katolickiego uważa za wskazane określić cel i zadania, programy wychowawcze, dobór odpowiedniej kadry, stworzenie należytych warunków kształceniowych i wychowawczych. Z reguły szkoły niepubliczne – katolickie przyjmują jako zadanie budowę wysokiego poziomu dydaktyki opartego na trwałym fundamencie wartości chrześcijańskich w atmosferze sprzyjającej indywidualnemu wzrostowi duchowemu, intelektualnemu i fizycznemu każdego dziecka.

Niezależnie od tego Konferencja Episkopatu Polski bez wątpienia powinna być świadoma, że pasterska troska obejmuje całość młodzieży katolickiej, niezależnie od szkół, do których młodzi uczęszczają. Kongregacja Nauczania Katolickiego wielokrotnie przypominała, że należy wydać odpowiednie polecenia dotyczące wypracowania na różnych szczeblach planu (programu) wychowawczego, który odpowiadałby wymaganiom wychowania integralnego uczniów, i ażeby one czuwały nad jego wprowadzeniem w życie. Kongregacja apelowała i apelu­je również do wszystkich odpowiedzialnych za wychowanie rodziców, nauczycieli, uczniów, władz szkolnych aby zapewnili sobie wszystkie środki i wszelkie dostęp­ne zasoby, które pozwalają szkole katolickiej na spełnienie jej misji społecznej i apostolskiej.

Można powiedzieć, że szkoły katolickie – jak zaznaczono w tytule rozdziału – winny być szkołą - wspólnotą mądrości. A jeśli tak to wiara i rozum winny tworzyć jakby dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy, i które unoszą ducha owej szkoły.

Słusznie podkreślał wielokrotnie Sługa Boży Jan Paweł II, że przyszłość człowieka związana jest nierozerwalnie z wychowaniem, a jeśli z wychowaniem to wychowaniem opartym na fides et ratio. W Encyklice „Fides et ratio” przypomniał nam, że „Dogłębne poznanie świata i dziejowych wydarzeń nie jest zatem możliwe, jeśli człowiek nie wyznaje zarazem wiary w Boga, który w nich działa. Wiara wyostrza wewnętrzny wzrok i otwiera umysł, pozwalając mu dostrzec w strumieniu wydarzeń czynną obecność Opatrzności. Znamienne są tu słowa z Księgi Przysłów: «Serce człowieka obmyśla drogę, lecz Pan utwierdza kroki» (16, 9). Znaczy to, że człowiek dzięki światłu rozumu potrafi rozeznać swoją drogę, ale może ją przemierzyć szybko, uniknąć przeszkód i dotrzeć do celu, jeśli szczerym sercem uznaje, że jego poszukiwanie jest wpisane w horyzont wiary. Nie można zatem rozdzielać wiary i rozumu nie pozbawiając człowieka możności właściwego poznania samego siebie, świata i Boga” (Enc. FR 16).

W tej perspektywie należy dowartościować rozum, nie trzeba go jednak przeceniać. Wiedza przez niego zdobyta może bowiem być prawdziwa, ale zyskuje pełne znaczenie tylko wówczas, jeśli jej treść zostaje wpisana w szerszy kontekst wiary.

Dla pełniejszego ukazania szkoły jako wspólnoty mądrości, ukazane zostaną cele i zadania szkoły, kilka słów na temat programów edukacyjnych i wychowawczych, wychowanka jako podmiotu całego procesu kształceniowego i pedagogicznego, rola pedagoga jako wychowawcy i nauczyciela oraz współpraca szkoły z rodzicami. Uważam, że tak przedstawiona problematyka nakreśli nam integralny obraz szkoły katolickiej, jaka funkcjonuje w polskiej rzeczywistości.

Cele i zadania szkoły

Aby pełnić swą misję ewangelizacji, Kościół posługuje się zwłaszcza środkami powierzonymi mu przez Chrystusa, bez zaniedbywania tych, które według różności czasów i rozmaitości kultur pomagają mu osiągnąć jego cel nadprzyrodzony i podnosić rozwój osoby ludzkiej. Przez to powinien on czuwać nad przystosowaniem środków do różnych warunków czasu i nowych potrzeb rodzaju ludzkiego. W ten sposób, w spotkaniu z rozmaitymi kulturami i wobec nieustannych zdobyczy ludzkości. Kościół objawia, poprzez przepowiadanie wiary ludziom wszystkich czasów transcendentny cel, który jedynie nadaje życiu jego pełne znaczenie. Dla pełnienia tej misji zakłada on szkoły katolickie, ponieważ w instytucji szkoły widzi uprzywilejowany środek formacji integralnej przez to, że jest ona miejscem, gdzie rozwija się i przekazuje koncepcję świata, człowieka i historii[3].

Szkoła spełniając swoją funkcję społeczną, „sprawdziła się jako najważniejsza instytucjonalna odpowiedź społeczeństwa, na prawo każdego człowieka do wykształcenia, a więc do samorealizacji, oraz jako jeden z najbardziej zasadniczych czynników kształtujących życie tegoż społeczeństwa.

Aby jednak szkoła mogła spełniać oczekiwania rodziców co do wychowania ich potomstwa, w organizacji oświaty musi istnieć pluralizm szkolny, czyli możliwość wyboru przez rodziców szkoły, która będzie kształtowała ich dzieci na gruncie norm i wartości wyznawanych i cenionych przez danych rodziców. Obowiązek zapewnienia możliwości wolnego wyboru określonego typu szkoły przez rodziców i ich dzieci należy do zadań państwa. Odpowiedzią na potrzeby rodziców katolickich w tym względzie, ze strony Kościoła, jest szkoła katolicka. Podobnie jak inne szkoły, zdąża ona do celów kulturowych i prawdziwie ludzkiej formacji młodzieży. Alternatywa ta jest pozytywną odpowiedzią Kościoła na przejawiający się w świecie pluralizm kulturowy przyczyniający się do wolności nauczania, wolności sumienia oraz prawa rodziców do wolnego wyboru szkoły odpowiadającej ich poglądom wychowawczym.

Szkoła katolicka jest strukturą społeczną mającą swoje charakterystyczne cele i metody działania, które jednak nie odbiegają w sposób zasadniczy od celów i metod działania każdej innej szkoły. Jest ona jednak czymś więcej, gdyż jest wspólnotą chrześcijańską, której program wychowawczy zakorzeniony jest w Chrystusie i Jego Ewangelii. Szkoła katolicka musi więc spełniać wymagania stawiane jej przez dwie instytucje, a mianowicie przez państwo i przez Kościół.

Szkoła katolicka nie mniej niż inne szkoły zdąża do celów kulturalnych i do prawdziwie ludzkiej formacji młodzieży. Właściwością zaś jej jest to, ze stwarza w społeczności szkolnej atmosferę przesiąkniętą ewangelicznym duchem wolności i miłości, dopomaga młodzieży, aby w rozwijaniu własnej osobowości wzrastała zarazem wedle nowego stworzenia, którym stała się przez chrzest, a całą ludzką kulturę porządkuje ostatecznie zgodnie z orędziem zbawienia, tak aby poznanie, które wychowankowie stopniowo zdobywają odnośnie do świata, życia i człowieka, było oświetlone wiarą.

Szkoła katolicka włącza się w plan misji Kościoła, w szczególności w jego zadanie wychowywania w wierze. Zadanie i cel do których wezwana jest szkoła jako instytucja wychowawcza, stanowi ważny element w ewangelizacji, w odrodzeniu świadomości uczniów do nowego życia. Tej świadomości nie nabywa się oczywiście niezależnie od elementów właściwych danej sytuacji kulturowej. Szkoła katolicka winna brać pod uwagę te elementy w realizacji swego szczególnego wychowawczego planu, który właśnie określa się w wyraźnym odniesieniu do Ewangelii, jeśli chodzi o wszczepienie ich głęboko w świadomość i życie chrześcijan.

Pomimo, że szkoła katolicka w dzisiejszych czasach cieszy się znacznym poparciem społecznym, to mimo wszystko jest dość często krytykowana także za swój rzekomy brak skuteczności: jakoby nie udało się jej wychować przekonanych chrześcijan, konsekwentnych w swej wierze i przygotowanych do działania politycznego i społecznego. Jest to bez wątpienia ryzyko, któremu wychowawcy powinni zaradzić przez stały wysiłek wychowawczy bez upadania na duchu, skutkiem zniechęcenia wobec rzeczywistych lub pozornych niepowodzeń, ponieważ czynniki, które wkraczają w wychowanie są liczne i wyniki osiąga się tylko po długim czasie[4].

Ponadto – jak już zostało zasygnalizowane wyżej – należy postawić pytanie: czy wychowawcy szkoły katolickiej maja dostateczne przygotowanie do pracy skoro w Polsce brak jest kierunku studiów, który by przygotował odpowiednie kadr w ramach pedagogiki katolickiej. Funkcjonująca w ramach studiów wyższych pedagogika ogólna nie ma dziś racji bytu, z tego powodu, że brak jest w niej odniesienia do osoby, do wzorca. Moim zdaniem jest zawieszona w próżni. Brak obecności trwałych wartości związanych z Chrystusem, nie rokuje skuteczności wychowania.

Aby zrozumieć szkołę katolicką w jej misji szczególnej, wypada przyjąć jako punkt wyjścia refleksję ogólną nad instytucją szkolną i przypomnieć, że ona nie może być szkołą katolicką, jeśli nie jest najpierw szkołą i nie posiada elementów określających szkołę. Mam tu na uwadze przygotowanie kadry, opracowanie odpowiednich programów edukacyjno-wychowawczych.

Uważne zbadanie różnych definicji, które proponuje się na określanie szkoły, i innowacje zarysowujące się obecnie w instytucjach szkolnych różnego stopnia pozwalają określić szkolę jako miejsce integralnej formacji osoby, poprzez systematyczną i krytyczną asymilację kultury. Szkoła jest w istocie miejscem uprzywilejowanym integralnego podniesienia za pomocą żywego i żywotnego zaliczenia do dziedzictwa kulturowego[5].

Taka funkcja przyjmuje, że to zbliżenie zachodzi w szkole pod postacią osobistego kontaktu i zobowiązania, które zbliżają do warto ci absolutnych, począwszy od kontekstu aktualnego, i zmierzają do ich włączenia w ten kontekst. W rzeczy samej spuścizna kulturalna staje się środkiem wychowawczym tylko w tym stopniu, w jakim wszczepia się w problematykę czasu, w którym przebiega życie młodych. Szkoła powinna pobudzać ucznia do intelektualnego ćwiczenia, odwołując się do dynamizmu inteligencji, która chce widzieć jasno i robić odkrycia. zmuszając go do zdobycia wiadomo ci przeżytych do świadczeń i nabytych pewników. Szkoła, która by nie spełniała tego zadania, i która by, przeciwnie, przedstawiała schematy całkowicie opracowane, stwarzałaby tym samym przeszkodę dla rozwoju osobowości ucznia.

Programy edukacyjne i pedagogiczne

Każda szkoła niezależnie od jej charakteru i poziomu, winna dostosować swój program kształcenia i jego metody do widzenia rzeczywistości, która ją inspiruje, która uzasadnia rację jej istnienia, i która rządzi całą jej działalnością.

W rzeczywistości nie można w wychowaniu pominąć odwołania się ukrytego lub wyraźnego do określonej koncepcji życia, zważywszy, że ono koniecznie wchodzi w wy­bór, do którego uczynienia jest się przywiedzionym. Jest więc rzeczą najwyższej wagi, choćby tylko dla zapewnienia pewnej jedności, albo jednorodności nauczania, aby członkowie wspólnoty szkolnej inspirowali się analogiczną wizją rzeczywistości, nawet jeśli ma ona różny stopień uświadomienia. W istocie stanowi to odwołanie się do wartości, na których wspiera się to widzenie rzeczywistości, stanowiącej dla dorosłych i nauczających uzasadnienie autorytetu dla pełnienia funkcji wychowawcy. Nie można nie dostrzec, że szkoła kształci, aby wychować, a więc pozwolić człowiekowi rozwinąć się, by go uwolnić od uwarunkowań, które mogłyby mu przeszkodzić żyć jak człowiek samodzielny i odpowiedzialny. Dlatego powinna ona wyraźnie opierać się na planie wychowawczym, programach kształcenia, zmierzających do pełnego podniesienia osoby na wyższy poziom.

Szkota katolicka, ofiarując swój program wychowawczy ludziom naszych czasów, spełnia zadanie kościelne niezbędne i pilne. W istocie przez szkołę katolicką, Kościół wnosi do dialogu kulturowego oryginalny wkład na rzecz prawdziwego postępu i integralnego kształtowania człowieka. Zniknięcie szkoły katolickiej wyrządziłoby niewątpliwie ogromna szkodę cywilizacji, człowiekowi i jego przeznaczeniu tak przyrodzonemu, jak i nadprzyrodzonemu.

Każda szkoła może się wyróżniać na tle wszystkich innych szkół tworzonymi u siebie własnym szkolnym programem nauczania i szkolnym programem wychowania. W stanowiącej załącznik do rozporządzenia MEN z 15 lutego 1999 roku „Podstawie programowej" znajdują się m.in. następujące zapisy:

Działalność edukacyjna szkoły powinna być określona przez:

1.szkolny program nauczania, który - uwzględniając wymiar wychowawczy - obejmuje całą działalność szkoły z punktu widzenia dydaktycznego;

2.szkolny program wychowawczy, który opisuje w sposób całościowy wszystkie treści i działania o charakterze wychowawczym i jest realizowany przez wszystkich nauczycieli.

Obydwa programy stanowią swoisty szyld programowy danej szkoły. Powinien być on dostępny przede wszystkim organowi prowadzącemu, rodzicom i uczniom.

Z natury szkoły katolickiej wywodzi się jeden z najbardziej wyrazistych elementów jej zasadniczego programu: synteza kultury, wiary i życia. Szkoła, a zwłaszcza nasze trzy szkoły kształcące od zerówki do matury, powinna mieć ideowo określony cel swoich działań edukacyjnych. Nie można go sprowadzić do kategorii ilościowej: chcemy uczniom dostarczyć jak najwięcej informacji z poszczególnych dyscyplin. Do niczego to nie prowadzi poza chaosem intelektualnym podopiecznych.

Wydaje się, że powinniśmy ukazywać historię myśli ludzkiej i aktualny stan wiedzy w ujęciu dążeń człowieka na drodze do prawdy. Nie można bowiem pozostawić ucznia w poczuciu, że każda epoka ma swój obyczaj i ład. Chodzi o to, by przyszły maturzysta wolny był od postrzegania świata jako przypadkowego zbioru osobnych elementów w tym faktów intelektualnych czy kulturowych.

Takie ideowe określenie poparte powyższą strategią doboru treści nauczania byłoby jednym z czynników pozwalających na osiągnięcie syntezy między wiarą a kulturą. Jasne, że nauczyciel uczący w katolickim liceum o profilu humanistycznym musi uczyć autentycznie, czyli będzie przekazywał treści własne, a nie „zadane” przez program. Wracamy tu oczywiście do koniecznych działań formacyjnych na terenie szkoły.

Nie sposób w tym miejscu omówić wszystkie programy edukacyjno-pedagogiczne szkół katolickich w Polsce. Każda bowiem szkoła ma prawo wypracowywać swój własny program, który będzie miał jasno określone cele kształcenia i wychowania młodego pokolenia.

Wychowanek podmiotem pedagogizacji

 

Wychowanie młodego człowieka należy do jednych z najtrudniejszych zadań zarówno rodziny, Kościoła i państwa. Te trzy podmioty a szczególnie rodzina, muszą być świadome wielkiej odpowiedzialności za odpowiednie wychowanie młodego pokolenia. Nowa formacja nauczycielska dla zreformowanej szkoły jest określona w tzw. programie „Nowa szkoła”. Według głównej idei tego programu w szkole musi zapanować duch partnerstwa. Nauczyciel winien być w relacji partnerstwa z uczniem. Uczeń to partner nauczyciela w procesie kształcenia i wychowania.

Słowo partner w języku polskim (cytuję za słownikami języka polskiego Szobera i Szymczaka) to inaczej „towarzysz, wspólnik, współuczestnik gry, zabawy, rozmowy, współżycia małżeńskiego, spółki handlowej”.

Istotą partnerstwa jest równość lub równorzędność podmiotów określanych jako partnerzy. W partnerstwie relacje wszelkiej natury muszą być symetryczne, w przeciwnym razie jeden z partnerów staje się przedmiotem dla drugiego, jest przez niego manipulowany. Partnerstwo to współbycie, czyli udział każdego z partnerów w byciu drugiego na zasadzie równorzędności.

Wobec powyższego zastanówmy się jak jest możliwa realizacja idei partnerstwa w szkole? Na przykład w szkole podstawowej? Czy nauczyciel i uczeń, który nie przekroczył 16. roku życia mogą być partnerami? Czy relacje między nimi mogą być symetryczne?

Św. Teresa Benedykta od Krzyża, kontynuując myśl Tomasza z Akwinu o naturze osoby, pisze: „Człowiek jest osobą duchową, w której czysty duch otrzymał swą istotę jako gotową postać, natomiast dusza musi najpierw posiąść swą istotę... przez poznanie siebie i przez stanie się tym, czym być powinna”. Samopoznanie i samokształtowanie siebie zależne jest od władz rozumowych duszy, czyli jest procesem, który w okresie przed uformowaniem się życia cielesnego duszy musi być wspomagany i otoczony opieką przez dojrzały byt osobowy.

W innym miejscu cytowanego dzieła czytamy, że dziecko jest równe duchowo dorosłemu (wszyscy od chwili poczęcia nosimy w sobie obraz Boga), ale duszno–cieleśnie — nie. Osobowe „ja” dziecka kształtuje się, natomiast u dorosłego „dusza jako forma ciała doświadczyła już wszystkich dróg wchodzenia do wnętrza i wychodzenia na zewnątrz”.

Wobec powyższego idea partnerstwa pomiędzy nauczycielem a uczniem nastolatkiem zasadza się na fałszu antropologicznym i jako taka może sprawić, iż nowoczesność zreformowanej szkoły stanie się złowroga dla perspektyw obyczajowo–społecznych narodu.

Zadaniem doniosłym w chwili obecnej, jakie staje przed pedagogami katolickimi, jest spowodowanie, by zajęcia kursowe, przygotowujące do nowej szkoły, miały treści zgodne z chrześcijańską antropologią filozoficzną. Trzeba na tych zajęciach inicjować wykłady i dyskusje na temat prawdziwie dobroczynnych relacji pomiędzy uczniem a nauczycielem, nie mających nic wspólnego z ideą partnerstwa. Relacje te mają wymiar osobowy i jako takie są darem łaski. W przestrzeni partnerstwa nauczyciel nie przekracza swej zewnętrzności i nie „podnosi swych uczniów wyżej”. Prawdziwie dobre relacje między nauczycielem i uczniem powstają, gdy nauczyciel doświadczy prawdy, że „miłość wychowuje się miłością”.

Za sprawą darów Bożych dziecko i nastolatek przechodzą przez fazy duchowego wzrastania: miłości, światła, dobra, prawdy, nadprzyrodzonego pędu życia, dziewictwa (czystości serca), lęku metafizycznego i nadprzyrodzonego wymiaru śmierci.

We wszystkich tych fazach nasi uczniowie nie szukają partnerów, lecz ojców duchowych, według określenia dominikanina Thomasa Philippe’a, duchowego założyciela wspólnot „Arki”. Dla nauczyciela bycie ojcem duchowym dzieci i młodzieży jest tajemnicą jego powołania i posłania. Samoświadomość nauczyciela to jego wewnętrzna droga do zgłębiania tej tajemnicy. Wzorce tej drogi odnajdujemy w osobowościach, na przykład: św. Teresy Benedykty od Krzyża i nauczycielki z Jarosławia, Sługi Bożej Anny Jenke.

Dla chrześcijanina wszelkie ojcostwo pochodzi bezpośrednio od Boga, od samej osoby Ojca, który jest jedynym Ojcem doskonałym. Nauczyciel, by stać się dla ucznia jego ojcem duchowym, musi na co dzień, w rzeczywistości szkolnej dawać swymi uczynkami świadectwo, iż jest Bożym człowiekiem. Takie bycie jest ontycznie inne niż bycie kierownikiem duchowym młodzieży lub bycie dla niej mistrzem. Staje ono w otwartości na transcendencję. Co nie oznacza, że bycie kierownikiem duchowym nie jest dobrem moralnym.

Rola pedagoga jako wychowawcy i nauczyciela

Całkowite szczęście każdej społeczności polega na tych dwóch węgłach: na roztropności tych, co rządzą, i na starannym wychowaniu młodzieży. Tak często mawiał ksiądz Stanisław Konarski, który w okresie oświecenia dokonał reformy szkolnictwa polskiego. Owoce tej reformy długo zbierały następne młode pokolenia Polaków.

Według księdza Stanisława Konarskiego, dobrymi obywatelami i jednocześnie prawdziwymi patriotami mogli być jedynie ludzie szczerze religijni, o zdrowych zasadach moralnych. Człowiek ten przez całe życie walczył o odpowiednie wychowanie młodego pokolenia. Wiedział, że od tych ludzi zależy przyszłość Ojczyzny. W historii zapisał się jako reformator szkolnictwa i życia politycznego w Polsce XVIII w.

Wychowanie patriotyczne i obywatelskie młodzieży to główne zadania jakie stawiał kadrze nauczycielskiej założonej przez siebie w 1740 roku w Warszawie elitarnej szkoły szlacheckiej - Collegium Nobilium. Reforma szkolna Konarskiego stanowiła punkt zwrotny w walce o modernizację nauczania w Polsce w XVIII wieku, owocem której była także działalność sławnej później Komisji Edukacji Narodowej.

Konarski powierzoną sobie młodzież chciał wychować na dobrych obywateli i wzorowych chrześcijan. Często podkreślał, że życie religijne jest ściśle związane z życiem społecznym i politycznym. Napisał specjalny traktat religijny z myślą o młodzieży pt. "O religii poczciwych ludzi", w którym bronił zasad prawdziwej religii przed niewiarą i bezbożnością.

Często powtarzał: „My, którzy wraz z wami uważamy religię za podstawę i źródło moralności, uważamy za swój obowiązek upominać stale młodzież, aby się starała poznać i zrozumieć w sposób właściwy i zgodny ze swymi możliwościami religię katolicką, oraz aby dobrze wbiła sobie w pamięć zasady i wskazania Ewangelii. Aby czciła Kościół jak swoją matkę i aby była gotowa wzorem przodków przelać krew i oddać życie w obronie dziedzictwa swej wiary”.

Jako Boży człowiek będzie nauczyciel także człowiekiem Kościoła, który jest wspólnotą duchową. Dziecko i nastolatek dzięki niemu znajdą nową rodzinę i nową przyjaźń. Nadprzyrodzony pęd życia wyprowadza dziecko — w miarę wzrastania i rozwoju — z domu rodzinnego, ale uczniowie pragną, by szkoła i nauczyciele tworzyli wspólnotę rodzinną. Mali uczniowie przez pierwsze 3–4 lata jawnie pragną i oczekują miłości ze strony nauczyciela. Czyli przeniesienia istoty rodziny w większą przestrzeń ludzką.

Zasada partnerstwa w tym momencie unicestwia nam narodziny wspólnoty szkolnej. W starszych klasach młodzież już wie, że szkoła jest tylko szkołą, a nie wspólnotą duchową.

Wówczas idea partnerstwa pełni funkcje nazywane przez starożytnych pseudos. Udając prawdziwe, zarazem uniemożliwia dotarcie do prawdziwego.

Wiedziała o tym Anna Jenke, kiedy napisała przenikliwie:

Prawda bez miłości jest ciężka.

Miłość bez prawdy jest słabością.

Miłość wychowuje się miłością...

Nauczyciel, jako ojciec duchowy uczniów, jednocześnie powinien być dla nich bratem. Nauczyciel jako brat nie narzuca i nie krępuje dzieci, lecz przeciwnie — pragnie ich wolności dla wzrastania, szanuje ich indywidualną różnorodność duchową. Ten brat jest zarazem człowiekiem współczującym, ponieważ sam doświadczył w swej młodości wszelkich pożądliwości „ja” i pamięta narodziny świadomości grzechu.

I na koniec, nauczyciel, jako ojciec duchowy dla swych uczniów, musi być jednocześnie człowiekiem przebaczenia. Przebaczenie dziecku lub nastolatkowi to akt poruszenia serc, to fundament wychowania — największy dar miłości. Przebaczenie nie likwiduje odpowiedzialności za uczynione zło. Przebaczenie stwarza nadzieję poprawy i pragnienie tej poprawy. Nauczyciel niezdolny do przebaczenia uczniowi jego występku nieświadomie upowszechnia fałsz i bluźnierstwo, że natura ludzka może być doskonała. Natomiast nauczyciel–chrześcijanin przebaczając uczniowi daje dowód wiary, że Boża moc może wszystko obrócić w dobro.

Współpraca szkoły z rodzicami

Szkoła katolicka, by mogła być miejscem realizacji powołania nauczyciela, musi stanowić jedność w priorytetach i formach działania wychowawczego z domem rodzinnym ucznia. Należy więc rozszerzyć misję ewangelizacyjną tak, żeby osiągnąć jedność aktywności Kościoła, szkoły i rodziny. Nie wystarczą tu tylko częste zebrania z rodzicami czy tzw. dni otwarte. Nie chodzi tutaj bowiem tylko o wymianę informacji o stopniach i zachowaniu ucznia. Rodzic ucznia szkoły katolickiej powinien wiedzieć, po co posyła dziecko do tej właśnie szkoły. Konfrontuje swoje oczekiwania i wyobrażenia w czasie rozmów kwalifikacyjnych i zapoznając się z programem wychowawczym. Na tym jednak zadanie się nie kończy. Rodzice bowiem powinni być świadomi w każdym momencie drogi edukacyjnej swojego dziecka, na jakim etapie procesu wychowawczego jesteśmy, czy aktualnymi działaniami zmierzamy do założonego celu. Wspólne, świadome działanie szkoły i domu daje szansę formacji integralnej.

By to osiągnąć, konieczne wydaje się podjęcie wspólnej formacji nauczycieli i rodziców. Służyłoby to najpierw wspólnemu określeniu celów. Uświadomieniu istoty działań wychowawczych: kształtowanie dobrego chrześcijanina – dobrego człowieka – dobrego ucznia. W dalszej perspektywie natomiast pozwoliłoby na wspólne i świadome działanie dla dobra dzieci. W ten sposób na gruncie szkoły katolickiej osiągnąć można jedność trzech podmiotów wychowawczych i ewangelizacyjnych: Kościoła, domu i szkoły.

Zakończenie

Znajdujemy się w określonej sytuacji społeczno-kulturowej i w bardzo konkretnym momencie zmian politycznych, które będą kształtować, również poprzez naciski ideologiczne, polską rzeczywistość. Od tych uwarunkowań nie wolno abstrahować, gdy rozważa się problemy wychowawcze i gdy weźmie się pod uwagę, że we wszelkiego rodzaju szkołach prywatnych, szkołach społecznych, w tym i katolickich, uczy się obecnie zaledwie ok. 1% polskiej młodzieży.

Wprawdzie mamy za sobą okres indoktrynacji ideologią marksistowsko-leninowską i minął czas totalitarnego zniewolenia, ale nadal grozi anomia społeczna pod wpływem zakwestionowania tradycyjnego systemu wartości, upadania autorytetów, osłabienia roli rodziny, która coraz częściej od początku jest wadliwa lub ulega rozpadowi. Następuje brutalizacja stosunków społecznych, wulgaryzacja języka, ekshibicjonizm w sferze zachowań seksualnych, rozwój subkultury opartej na przemocy, wyrażającej prymitywny materializm praktyczny. Szerzy się relatywizm moralny, zakwestionowanie możliwości dochodzenia prawdy, która nie byłaby jedynie subiektywnym przekonaniem jednostki, ale była obiektywna, sprawdzalna.

Krzyżujące się systemy wartości lub wręcz antywartości pogłębiają u części polskiego społeczeństwa poczucie zagubienia, braku oparcia w kryteriach pozwalających odróżnić dobro od zła. Mówi się wprawdzie o tolerancji jako jednej z najwyższych wartości, ale rozumie się ją najczęściej jako obojętność dla poszukiwania prawdy i zakaz krytyki, chociażby najbardziej kulturalnej, cudzych poglądów.

Tymczasem młodzież potrzebuje i poszukuje oparcia, jasnych prawd, wyraźnych postaw moralnych, jednoznacznych kryteriów dobra i zła. Poszukuje też wiarygodnych autorytetów. Stąd niezwykle gorący stosunek młodych ludzi do Ojca św., mimo stawianych przez niego bardzo wysokich wymagań moralnych - dla wielu dorosłych "nie z tego świata". Wymagań tak sprzecznych z lansowanym szeroko poglądem, że dla uniknięcia cierpienia i trudu wolno jest wszystko - dokonać aborcji, porzucić już nieatrakcyjnego małżonka, skrócić życie ludziom już "zbędnym".

W tych warunkach potrzeba szkoły wyrażającej prawdy, zasady i wartości chrześcijańskie jest oczywista. Może te kryteria spełniać szkoła publiczna, i pewna część szkół je spełnia. Ale mam na myśli szkołę katolicką, szeroko otwartą na świat, zdolną do dialogu z młodzieżą, uwzględniającą w swej pracy wychowawczej zmiany zachodzące w otoczeniu zewnętrznym, równocześnie głoszącą, przykładem i słowem, prawdy niezmienne, ciągle aktualne, zawsze będące Dobrą Nowiną.

Nasz kraj potrzebuje szkoły wymagającej, wzywającej do pracy nad sobą, pracy tak wyśmianej lub zapomnianej, szkoły pozwalającej znaleźć sens życia, własną tożsamość, grupującej wychowawców służących tym samym ideałom i starających się je realizować w swoim życiu. Potrzebujemy szkoły, która uczy krytycyzmu wobec siebie i lansowanych mód, wychowuje do pełnej ludzkiej dojrzałości, odpowiedzialności za siebie i innych, a równocześnie nie jest szkołą przygotowującą do "wyścigu szczurów", wychowującą osobników nastawionych wyłącznie na sukces zawodowy, zysk, udział we władzy dla własnej korzyści.

Szkoła katolicka, odbudowująca znaczenie rozumu i wiary, dwóch skrzydeł ludzkiego ducha, jest szczególnie potrzebna w sytuacji zakwestionowania obu tych „skrzydeł przez relatywistów i cyników”. Zapewnia ona wychowanie całościowe, integralne, ale nie integrystyczne, a przede wszystkim wychowanie sumienia w czasach zacierających odpowiedzialność za własne czyny i rozgrzeszających nieraz największe podłości, w czasach przerzucających odpowiedzialność za wszelkie zachowania patologiczne z jednostki na społeczeństwo, jakby ono nie składało się z moralnie odpowiedzialnych jednostek. Taka szkoła nie manipuluje wychowankiem, nie piętnuje go i nie selekcjonuje według nieludzkich kryteriów.

Szkoła katolicka może wychować w postawie służby, bo jest zdolna wskazywać cele przekraczające egoistyczne interesy jednostki. Mamy więc obowiązek uświadamiać rodziców uczniów, chrześcijan, że to oni decydują o systemie wartości, o światopoglądzie, w którym będą wychowywane ich dzieci. Jest to nie tylko ich uprawnienie oparte na normach moralnych. Również prawo stoi po ich stronie. To rodzice mają się troszczyć o duchowy rozwój dziecka, a więc do nich należy decyzja w tym przedmiocie. Mają zatem nienaruszalne prawo wyboru szkoły o wyrazistym profilu światopoglądowym, która będzie oddziaływać w harmonii z domem rodzinnym.

Nie oznacza to, by uczeń został odizolowany od odmiennych postaw i systemów wartości. Musi przecież umieć z innymi ludźmi nawiązywać dialog, ale z pełną świadomością własnych pozycji i własnych przekonań. Musi do tego dojrzeć nie w warunkach nihilizmu czy też relatywizmu moralnego, a w kręgu rodziny i szkoły zintegrowanych wokół prawd płynących z Ewangelii.

 



[1] Jan Paweł II. Zadania szkoły katolickiej dzisiaj. Przemówienie do uczestników Międzynarodowego Kongresu Katolickich Szkół Europy. L'Osservatore Romano (6/2001)

[2] A. P. Relvas., L. Sousa. Proces komunikacji między szkołą a rodziną. [w:] KP 1998, nr 1/2, s. 83-92; Z. Młynarczyk. Rodzina i szkoła jako miejsce wychowania. [w:] DSz 1997, nr 4, s. 33-35.

 

 

[3] List Kongregacji Nauczania Katolickiego z dnia 19 marca 1977 roku

[4] Por. L. Trzaska. Rola wychowawcy. [w:] Rem 1998, nr 7/8, s. 5-11.

 

[5] M. Szczurek. O formach współpracy szkoły z domem rodzinnym. [w:] POW 2001, nr 3, s. 47-49.