• 20180306_114307.jpg
  • 20180506_202237.jpg
  • 20180507_184304.jpg
  • 20180508_113817.jpg
  • 20180508_140322.jpg
  • 20180509_151605.jpg
  • 20180510_092047.jpg
  • img_1167.jpg

Wychowawcze oddziaływanie poezji wyraża się w kształtowaniu wyobraźni i uczuć, w inspirowaniu aktywności twórczej, w rozszerzaniu zakresu doświadczeń indywidualnych człowieka. Wielu powiada, że poezja leczy rany, jakie zadaje rozum. Zatem przeżycia estetyczne, towarzyszące poznawaniu utworów poetyckich, czynią nas wrażliwymi na piękno języka, na złożoność formy, wyrabiają smak literacki. Wywołana fascynacja utworem literackim pozwala niejednokrotnie odczuć jego humanistyczny sens, zawartą w nim myśl przewodnią. A życie pędzi wciąż do przodu, coraz prędzej gna i bryka i czasami w tym pośpiechu coś ważnego nam umyka. Tym czymś, jest właśnie poezja. Ci, którzy wiersze piszą lub czytają, są lepiej wychowani, czyli ukształtowani niż ci, którzy tego nie robią. Żyją w wielu światach, realnych i werbalnych, widzą więcej, czują więcej, lepiej się komunikują ze światem. Wyrażają to, co niewyrażalne, słyszą to, co zagłuszone. Poezja - w tajemniczy sposób - nigdy nie przestaje wychowywać zarówno poetów jak i ich czytelników. Prezentujemy mały tomik poezji autorstwa Cezarego Lipka.

Wiedza - to majątek, którego złodziej nie ukradnie, ale i którego w spadku się nie otrzymuje. Podobnie też wiedza przygotowuje drogi, ale czyny i tak zwykle chodzą na przełaj. Dość często bywa, że nowa myśl wydaje się z początku absurdalna, dopiero po wnikliwej lekturze bądź przeprowadzeniu badań zmieniamy swoja opinię czy zdanie. Spotykamy także niekiedy stwierdzenie, że nadmiar wiedzy jest równie szkodliwy, jak jej brak. Bowiem głupota sama przechodzi z pokolenia na pokolenie, wiedzę - trzeba jednak przenosić. Owszem wiedzę można a nawet należy przekazywać, ale nie mądrość. Mądrość można znaleźć, można nią żyć, można się na niej wspierać, można dzięki niej czynić cuda, ale wypowiedzieć jej i nauczać nie sposób. Wiedza przyczynia się do pozyskania mądrości. Zatem niedostatek wiedzy to rzecz niebezpieczna. Zajmowanie się obszarem wiedzy, który nie został jeszcze w pełni zbadany, wywołuje u badacza odczucia zbliżone do tych, jakich doznaje dziecko, usiłujące pojąć, w jaki sposób dorośli tak sprawnie posługują się różnymi przedmiotami.

Człowieka kształci i wychowuje głównie rodzina. Ona była, jest i zapewne pozostanie podstawowym podmiotem wychowania młodego człowieka. Co prawda w ostatnim czasie z wielu powodów nieco zachwiały się kolumny tej instytucji, to jednak wciąż odgrywa znaczącą i główną rolę w pedagogii dziecka czy młodego człowieka. Wielką rolę ma też w procesie pedagogii sport. Jesteśmy po wielkich wydarzeniach sportowych, najpierw „Euro 2012” a następnie „Letnich Igrzyskach Olimpijskich 2012”. Nie o tym będzie jednak owa refleksja. Owszem związana ze sportem, lecz w innym wymiarze i w innym nieco duchu. „Anioły”, bo taką ma skrótową nazwę jeden z klubów sportowych piłki nożnej, którym żyją niemal wszyscy z całej wspólnoty parafialnej i nie tylko. Zespół, który osiągnął nie lada pozycję, bo co prawda jak na razie znalazł się w IV lidze, to jednak jego znaczenie i prestiż jest znany niemal na całym Pomorzu.

Szczęśliwi ci, którzy siadając przy stole każdego dnia mają na nim chleb – owoc pracy rąk ludzkich. Pochylając się nad bochnem chleba nie zawsze jednak uświadamiamy sobie, iż to także wielki trud pracy rolnika, który w tym właśnie okresie wakacyjnym zbiera ów plon, jaki ziemia wydała. Przebywam na Pomorzu, które przemierzając napawa serce radością i nadzieją na widok dojrzałych łanów zbóż. Na horyzoncie widać pracujące bizony. Stanąłem na tej ziemi w zadumie i refleksji, rodzącej myśl, iż i ja jestem przecież dłużnikiem wobec trudu rolnika. Każdy w jakimś stopniu winien przyczynić się do tego, by w bochnie chleba była cząstka jego pracy. Zatem decyzja. Koniecznie przyśpieszony kurs obsługi technicznej kombajnu. Pozostawienie codzienności naukowej, a włączenie się do zbioru plonów. Zapewne inaczej będzie smakował chleb w którym cząstka własnej pracy zaistnieje. A zawołanie: „Ora et labora” winno obowiązywać każdego, niezależnie od pełnionej funkcji, posiadanych stopni czy tytułów. Bowiem „Bogu nie potrzeba dowodów, doktoratów, naukowych tez, Bogu - tak jak miłości, wystarczy, że jest”. W spożywaniu chleba nie ma zatem zróżnicowania na ów podział. Zatem do pracy!!!

Jest rzeczą naturalną, że każdy człowiek pragnie dobroci i miłości. Na drodze swego życia spotykamy ludzi, którzy obdarowują nas tymi darami w sposób spontaniczny, szczery i bezinteresowny. Z tego wynika wciąż aktualna zasada, iż „lepsza jest kropla miodu niż beczka dziegciu”. Słusznie zauważył Seneka, że jeśli chcesz być kochanym, kochaj! Nie ma większej siły niż prawdziwa miłość. A wielkich ludzi oceniamy według ich cnoty, nie majątku. Tą cnotą jest autentyczna miłość. Zapewne zasady, w swym brzemieniu są piękne, lecz w realizacji trudniejsze. Dla wielu spośród czytelników osobą, która słowa w czyn zamienia w połączeniu z prawdziwą i szczerą miłością jest Pani Judit Marki. Jeśli ktoś miał szczęście spotkać ją i bliżej poznać, przekonał się, że powyższe zasady są rzeczywistością.

Zawsze wysoko sobie ceniłem osoby, które z wielkim poświęceniem, trudem, wyrzeczeniem i oddaniem podejmowały i wciąż podejmują pracę szczególnie na rzecz młodego pokolenia. W młodym pokoleniu bowiem kryje się przyszłość narodów, Kościoła, Europy i świata. Nie bez znaczenia bł. Jan Paweł II wielokrotnie przypominał: „Wy, młodzi, jesteście przyszłością i nadzieją tego świata”. Chylę więc czoło przed Waszą Magnificencją, że Pani Rektor podjęła się trudu prowadzenia wyższej szkoły, jej reorganizacji w duchu katolickim tak, aby nie tylko w ramach studiów odbywało się kształcenie, ale także wychowanie katolickie. W czasach laicyzacji nie jest łatwo podołać takim wyzwaniom, jakich oczekuje zdrowa moralnie rodzina, społeczeństwa ludzi wierzących, narody wierne Bogu i Ewangelii. Pani Rektor jest przedstawicielem Narodu (Węgierskiego), który w ostatnim czasie dał Europie i światu piękne świadectwo wierności Bogu, Kościołowi i Krzyżowi.

Jak mi wiadomo, już mija 17 lat pracy Pani w Austrii, jako pedagoga a konkretnie jako teologa-katechetki. W Polsce ukończyła Pani teologię, filologię germańską i Bóg zechciał, by tu przybyć i służyć młodym, wychowując ich i edukując w duchu katolickim. Często słyszymy znane powiedzenie: „obyś cudzych dzieci nie uczył”, a Pani w podwójnym zaprzeczeniu tej zasady, kształci i wychowuje dzieci i młodzież na obczyźnie. Wyobrażam sobie, ile trzeba było na początku odwagi, aby podjąć się tego wyzwania. Co prawda południe Austrii, wydawać by się mogło, to część katolicka. Jednak inaczej kwestia ta wygląda z pozycji gościa, który tu na chwilę przybył, a inaczej zapewne wygląda sprawa ta z punktu pracownika, który jest odpowiedzialny za wychowanie katolickie.

Po kilku dniach wędrowania po uroczej ziemi kraju, gdzie na powitanie od niemal każdego usłyszymy słowa „Grüss Gott”; ziemi wielkiej historii ludów; ziemi skalistych wzniesień na których szczytach widnieją zabytkowe wieże kościołów, kaplic i zamków; ziemi usłanej wygodnymi drogami i ścieżkami, spotkać można ludzi wiernych Odwiecznej Prawdzie, których serca biją rytmem muzyki radości, dobra, szczęścia i życzliwości. Na pozór to ludzie o chłodnych uczuciach, bez sentymentu i wylewności, lecz gdy zabrzmi nuta otwartości i szczerości, usłyszymy akordy autentycznej przyjaźni i prawdziwej miłości. A, gdy otworzą się drzwi serca, wypłynie strumień wielkiego dobra, bywa też, że jest to także strumień wielu wspomnień owianych nutą różnych doświadczeń, wielu przeżyć – czasem trudnych i bolesnych.