• fot-01.jpg
  • fot-02.jpg
  • fot-03.jpg
  • fot-04.jpg
  • fot-05.jpg
  • fot-06.jpg
  • fot-07.jpg
  • fot-08.jpg

1.  Pamiętam, był rok 1999, gdy podczas pewnych uroczystości spotkaliśmy się. To był moment początku naszej współpracy, która z czasem poszerzała się, obejmując różne obszary życia. W sumie od tamtego momentu niemal przez cały czas pracuje Pan na polskiej ziemi służąc obu Narodom. Proszę powiedzieć, czy na przestrzeni tych ponad 20 lat zauważył Pan rozwój owej współpracy?

Nie zdążyliśmy ochłonąć jeszcze po wrażeniach jakie wywarł na nas wypadek kolejowy pod Szczekocinami, gdy w deszczowe marcowe popołudnie wszystkie media podały kolejną tragiczną wiadomość, która  wstrząsnęła całą Europą. Wypadek autobusowy wycieczki szkolnej, w której zginęło dwadzieścia osiem  osób, głównie dzieci… Do mnie te tragiczne wieści dotarły, gdy właśnie zmierzałem samochodem na lotnisko. Tak się złożyło, że wybierałem się właśnie…. do Belgii. Zjechałem na pobocze i przez chwilę jadąc bardzo wolno myślałem o tym co usłyszałem.

Po słonecznym dniu, jaki wczoraj otuliło słońce cały kraj, dziś znów niebo zmieniło swoje koloryty, a wiatr z pośpiechem pędzi hen chcąc wykonać swoją normę ostatniego oddechu zimy. Przemierzając dziś rano drogę na uczelnię, dało się odczuć zmaganie klimatu zimowego z wiosennym. To zmaganie przeniosło mnie w pamięci na ołtarz dzisiejszego świętowania, św. Józefa, któremu ludzkość przypisała wiele tytułów, oddających przynajmniej rzeczywistość cząstki jego życia. Jakkolwiek byśmy nie spojrzeli na te Postać, zawsze kojarzyć nam się będzie z jego pracowitością, poświęceniem, oddaniem, bezinteresownością. Pracował – by był cieślą, służył – bo był ojcem, był do dyspozycji swej rodziny. Dziś Św. Józef jest patronem rodzin, ojców, kobiet w ciąży, Kościoła Powszechnego, umierających, robotników, ekonomistów.

Amicus. Każdego dnia wciąż mijamy setki ludzi, którym nie zawsze poświęcamy choćby chwilę uwagi, wolnego czasu. Bywa, że nie starcza nam nawet jednej chwili, aby spojrzeć im prosto w oczy, bo często tempo życia, pośpiech, nasze sprawy osobiste a często egoistyczne prowadzą nas gdzieś… Mijamy ich, nie zdając sobie sprawy, że Ci niosą w sercu wiele dobra, wiele miłości, radości, szacunku, poświęcenia, służby, altruizmu… Tym samym tracimy to wszystko, czego szukamy, potrzebujemy, oczekujemy, bo nasza miłość egoistyczna nie pozwala nam podjąć głębszej refleksji na temat wartości mijanego obok nas drugiego człowieka, i uświadomić sobie bogactwa tych ludzi. Dlaczego?

W atmosferze wielkopostnej zadumy szukamy miejsca by chociaż na chwilę oddać się osobistej refleksji nad codziennością własnego życia. I trzeba nieraz głębokiej analizy, która doprowadzi nas do stwierdzenia, iż w zgiełku codzienności pozostajemy sami. Tak często jesteśmy głodni dobra, ciepła i miłości, a tak często odrzuceni przez najbliższych i w tym tłumie pozostajemy sami. Nie zawsze nawet mamy świadomość, skąd się bierze tyle złości, i wtedy rodzi się pytanie: czy ja żyję, czy jak aktor życie gram? A wtedy bywa, że ktoś podaje nam rękę nieoczekiwanie, przesyła uśmiech i mówi: bracie chodź! Bowiem mamy wielką misję do spełnienia i zadanie, a więc powstań i Cyrenejczykiem ludziom bądź. (kliknij i posłuchaj)

Przed kilkoma miesiącami otrzymałem od Pani prof. Tamary Hovorun (Ukraina) w formie upominku płytę z piosenkami ukraińskimi, wśród których była znana piosenka pt. Ukraino, Ukraino…, stanowiąca pewnego rodzaju hymn państwowy tego kraju. (tekst: włącz). Piosenka bogata tekstem, melodią a przy słuchaniu wywołująca nastrój sentymentalizmu. Po kilkakrotnym jej wysłuchaniu starałem się przyswoić jej słowa, które wielokrotnie powtarzałem i powtarzam zwłaszcza, gdy jadę na Ukrainę na konferencje, sympozja czy sesje naukowe. Tym razem piosenkę tę nuciłem sobie, przemierzając drogę w kierunku przejścia granicznego w Dorohusku w dniu 11 marca 2012 roku. Po przekroczeniu granicy polsko-ukraińskiej wpierw zatrzymałem się w Zamłyniu, by następnego dnia udać się do Łucka na spotkanie z Jego Ekscelencją Ks. Bpem Marcjanem Trofimiakiem – Ordynariuszem Diecezji Łuckiej.

Ks. Jan Buras1. Proszę Księdza Jana, czas upływa, minęło już wiele lat od naszych wspólnych i częstych rozmów, od wspólnego pieszego pielgrzymowania do Częstochowy. Minęło też wiele lat od mojej trzyletniej pracy w rodzinnej parafii Księdza, jaką była Tarnowska Wola. Wiele też zmieniło się w życiu Księdza. Najpierw praca w diecezji lwowskiej, potem na chwilę w przemyskiej a teraz w Łuckiej, w Zamłyniu, powiecie Lubomil. Tu Ksiądz jako wikariusz generalny diecezji łuckiej na Wołyniu postanowił zorganizować Centrum Integracji. Proszę powiedzieć, skąd taka myśl się zrodziła?

W 2002 roku decyzją wojewody wołyńskiego zostały przekazane obiekty po byłym Sanatorium Przeciwgruźliczym Caritasowi Diecezji Łuckiej. O tym miejscu wiedziałem od początku mojej pracy w tej diecezji. Najpierw po pięciu latach pracy w Kurii Diecezjalnej, zgodnie z wcześniejszą umową z Księdzem Biskupem Marcjanem Trofimiakiem - Ordynariuszem Diecezji, złożyłem rezygnację z pełnionej funkcji. Powoli dojrzewała myśl, aby w tym miejscu, czyli z Zamłyniu na Polesiu, stworzyć Centrum Integracji pomiędzy ludźmi różnych narodów, kultur, tradycji religijnych. Właśnie w miejscu, gdzie w przeszłości wydarzało się wiele zła (czas II wojny światowej a szczególnie rok 1943), postanowiłem zorganizować dzieło, które będzie promieniować dobrem.

Jeszcze przed trzema laty, na teren dawnej Puszczy Sandomierskiej w okolice Stalowej Woli, Sandomierza przybywały zastępy Szlachetnych i Wielkich Gości z Europy, głównie w ramach cyrylometodiańskich spotkań organizowanych przez Jego Ekscelencję Księdza Arcybiskupa Andrzeja Dzięgę, ówczesnego ordynariusza diecezji sandomierskiej a obecnie Metropolitę Szczecińsko-Kamieńskiego. Wśród wielu znakomitych gości byli hierarchowie Kościoła, instytucji, środowisk, organizacji a nawet politycy w tym prezydenci państw. Spotkania te miały na celu budowanie jedności Europy w duchu chrześcijańskim. Krocząc nadal przez życie i wypełniając testament Bł. Jana Pawła II, którego troską było jednoczenie ludzi, rodzą się na nowo idee, których celem jest wypełnianie Jego testamentu. Pomimo, iż minęło już kilka lat od Jego śmierci, wciąż Jego słowa: „Aby zbudować nową Europę na trwałych fundamentach, nie można jedynie odwoływać się do interesów ekonomicznych, które czasem łączą, kiedy indziej jednak dzielą, lecz trzeba się oprzeć na autentycznych wartościach, mających podstawę w powszechnym prawie moralnym, wszczepionym w serce każdego człowieka” – są aktualne i nadal stanowią dla nas zadanie do wypełnienia. Są to, być może wzniosłe cele, ale bez nich nie można mówić o przyszłości Europy.