• 01.jpg
  • 02.jpg
  • 03.jpg
  • 04.jpg
  • 05.jpg
  • 06.jpg
  • 07.jpg
  • 08.jpg

Garczegorze„Panem nostrum quotidianum da nobis hodie – chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Mamy przełom lipca i sierpnia, to czas kiedy wiele spraw wokół nas się dzieje. Wspomniani wielokrotnie urlopowicze przemieszczają się w różne zakątki Ojczyzny, inni przygotowują się do żniw. Gdy ostatnio przemieszczałem się wieloma drogami po polskiej ziemi zauważyłem, że w niektórych rejonach kraju żniwa w pełni, w innych zaś trwają intensywne przygotowania. Zawsze z wielkim podziwem i uznaniem odnosiłem się do rolników, którzy przyczyniają się, że na stole nie brakuje chleba. A jeśli widzę młodych rolników, krzątających się i mocno zapracowanych, to moje uznanie i podziw zwielokrotnia się i prowokuje mnie do postawienia im wielu pytań. Przede wszystkim w ocenie społecznej współczesna młodzież, to osoby, które mają w swoim życiu nieco inne priorytety zawodowe. Ale czy tak jest? Tego typu dywagacje zostawmy może na inną okazję. Chciałbym dziś postawić kilka pytań jednemu z przedstawicieli młodego pokolenia, a zarazem rolnikowi, który oprócz ukończonych studiów, wciąż aktywnego życia sportowego, nie lękał się przed podjęciem zadania, jakie życie mu przygotowało, zostać rolnikiem, i to rolnikiem – należy odpowiedzialnie ująć – nowoczesnym. Zatem posłuchajmy, co ten młody rolnik chce nam dziś u początku XXI wieku powiedzieć, a szczególnie powiedzieć tym, którzy często obraz o pracy w rolnictwie mają zbyt subrealny.

KanonikDwa krótkie słowa, a tak wiele znaczą – zawsze gotów. Czymś wielkim jest już sama świadomość, że ktoś nam bliski jest zawsze gotowy: gotowy nam do pomocy, do poświęceń, do służby, rozmowy i przyjaźni… Świadomość istnienia takiej gotowości w kimś bliskim wobec nas, jest wielkim darem, jest prawdziwym szczęściem, wielkim przywilejem. Nie często bowiem spotykamy takich ludzi, takich „szaleńców”, którzy bez rachunkowości ziemskiej gotowi są nam do pomocy. Jednak, jak pokazuje życie, tacy też żyją, tacy są obok nas, takich spotykamy, nie zawsze tylko mamy tego świadomość. Kolejny raz w swoim życiu miałem to szczęście, by spotkać osobę, która – jak dobrze zauważyłem – jest zawsze gotowa do poświęceń, pomocy, służby innym. Mimo, iż trochę lat mu przybyło, to ks. kan. Zygfryd Strokosz jest zawsze gotów do pomocy, którą niesie nie tylko w rezydującej parafii jako emeryt, lecz na każde zaproszenie wielu kapłanów. Chylę czoło i osobiście wyrażam w tym miejscu podziękowanie, iż dane mi było poznać tak wspaniałą, otwartą, szczerą, wierną Bogu i ludziom - osobę Księdza Kanonika.

MłodziCzy nie czas powstać z upadku i przyjąć przebaczenie Pana? Doskonale wiemy, że obecny kryzys jest trudnym doświadczeniem, ale zawsze jest czas na nawrócenie i powrót na ścieżki Pańskie. Kryzys dotknął niemal cały Kościół. Najbardziej odczuwają jego skutki katolicy Europy Zachodniej i Ameryki Północnej. Trudno wyobrazić sobie przyszłość Kościoła. Gdy pytamy o frekwencję wiernych na niedzielnych mszach świętych: to odpowiedź mieszkańców Europy Zachodniej czy Ameryki dowodzi, że frekwencja spadła drastycznie i nadal spada. W niektórych diecezjach nie ma żadnego, choćby jednego powołania kapłańskiego lub zakonnego. W wielu środowiskach młodzi ludzie prawie w ogóle zrezygnowali z zawierania związków małżeńskich w Kościele i trzymają się z dala od wszelkich związków z Kościołem. Tak mówią statystyki i taki kreślą wizerunek Kościoła Europy Zachodniej i Ameryki. I nie ma nawet sensu z tym dyskutować. Możemy jednak na tej podstawie snuć naszą refleksję o Kościele. Możemy zapytać o przyszłość Kościoła i spróbować narysować obraz pokazujący wiarę ludzi młodych.

AntychrystAntychryst ustanowi antykościół, który będzie małpować Kościół, gdyż on, szatan, jest małpą Boga. [Ów antykościół] będzie posiadał wszystkie cechy Kościoła, ale w wypaczonej postaci. Antychryst nie będzie nazywany antychrystem, gdyż nie miałby wówczas żadnych zwolenników. Nie będzie nosić czerwonych rajtuz, nie będzie zionąć siarką, nie będzie też dzierżyć wideł ani wymachiwać zakończonym strzałką ogonem niczym Mefistofeles w "Fauście". Ta maskarada pomogła szatanowi przekonać ludzi o swoim nieistnieniu. Gdy nikt go nie uznaje, tym większą ma on moc. Bóg określił samego siebie mianem „Ja, który jestem”; szatan definiuje siebie jako „ja, którego nie ma”. Nigdzie w Piśmie Świętym nie znajdziemy potwierdzenia dla powszechnego mitu o szatanie jako błaźnie przebranym za pierwszego "czerwonego". Zamiast tego opisywany jest on jako upadły anioł z nieba, jako "książę tego świata", którego celem jest wmawianie ludziom, że inny świat nie istnieje. Jego logika jest prosta: jeśli nie ma nieba to nie ma też piekła; jeśli nie ma piekła to nie ma też grzechu; jeśli grzech nie istnieje, to nie ma też sędziego, a jeśli sąd nie istnieje, to zło jest dobre, a dobro - złe. Lecz przede wszystkim, ponad tymi wszystkimi opisami, nasz Zbawiciel mówi nam, iż szatan będzie tak bardzo podobny do Niego, że oszuka nawet wybrańców – i na pewno żaden szatan kiedykolwiek widziany w książkach obrazkowych nie mógłby oszukać wybrańców.

podziękowanieNie często zamieszczamy na naszej stronie listy, szczególnie, gdy one dotyczą naszego obowiązku. Tym razem pozwalamy sobie zamieścić list, jaki otrzymaliśmy od Uczestniczki organizowanych przez nas konferencji. Jest nam bardzo miło, że wielu postrzega naszą pracę, a powiedziałbym bardziej - jako naszą służbę – w duchu pomocy innym. Cieszymy się tym, że jest to praca, która przynosi konkretne owoce i jest uznawana w duchu chrześcijańskim, jako dobro na rzecz innych. W przeciągu paru lat jedynie trzy zdarzenia mieliśmy dla nas przykre, gdy ktoś potraktował naszą pracę w nieco innym rozumieniu. Pozwalamy sobie podzielić się treścią otrzymanego listu, w którym m.in. czytamy:

„Szanowni Państwo, Bardzo dziękuję za całoroczną współpracę. Chciałabym złożyć Ks. prof. dr hab. Janowi Zimnemu oraz całemu Zespołowi podziękowania i wyrazy szacunku. Z największą przyjemnością uczestniczyłam w wydarzeniach organizowanych przez Katedrę Pedagogiki Katolickiej KUL i Wydawnictwo, głównie konferencjach naukowych, na których spotkałam wielu wspaniałych, mądrych, ciepłych i życzliwych ludzi. Cenię sobie bardzo współpracę z Państwem i doceniam wysiłek Państwa, dający duże szanse rozwoju naukowego zarówno studentom, jak i pracownikom naukowym. Życzę wielu sukcesów i udanego letniego wypoczynku. Bożena Frączek, Katedra Bankowości i Rynków Finansowych, Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach”.

Fot. 03Okazuje się, że czas wakacji można przeżywać w bardzo różny sposób. Jedni w tym okresie wyjeżdżają w dalekie strony na plaże, inni nad oceany i morze, inni w gronie najbliższych spędzają je w swoim środowisku rodzinnym, a jeszcze inni uaktywniają swoje cenne pomysły idące w parze z pomocą dla innych. Okazuje się, że niekiedy pomysły przeżywania wolnego czasu stanowią piękne i szlachetne wyzwanie dla innych. Wspominałem przed paroma dniami, że coraz częściej otrzymujemy od naszych Czytelników wiele ciekawych listów, uwag, propozycji itp. Piszący zwracają się do nas z wieloma sprawami, niekiedy prosząc nas o podjęcie współpracy, włączenie się w konkretne projekty, czy też podjęcie daleko idących idei szlachetnych i godnych uwagi. Otóż, w dniu dzisiejszym, to jest 21 lipca br. otrzymałem kolejny list – prośbę, z którą chciałbym się podzielić z Państwem. Być może i ktoś z Was – Czytelników -  zainteresuje się inicjatywą przedstawioną w liście i razem będziemy mogli wiele dobra uczynić tym, którzy go oczekują. Proszę więc o zapoznanie się z listem i ewentualnie swoje uwagi, pomysły czy propozycje proszę przesyłać drogą mailową na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

A oto treść nadesłanego listu: „Szanowny Księże Profesorze, jestem studentem medycyny, od października rozpocznę piąty rok studiów na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. Obecnie staram się stworzyć i rozwinąć Polsko-Ukraińską Fundację Pomocy Medycznej (PUFPM) [przy czym zaznaczę, że jest to wstępna nazwa]. Chciałbym poniżej w krótkich słowach przybliżyć Księdzu Profesorowi ideę Fundacji.

SZATANEWiara w reinkarnację sprawiła, że przestałem w ogóle przejmować się cierpieniem bliźnich, ponieważ byłem przekonany, że tragedie i niedole ludzkie są wynikiem grzechów z poprzedniego życia. Obojętność i znieczulica opanowały moje serce. Uzasadniałem moje postępowanie wiarą w to, iż jeżeli pomógłbym człowiekowi w kłopotach, to w następnym życiu i tak będzie musiał spłacić swój „dług". Nie pomagając mu przyspieszam proces oczyszczenia duszy, czyli dokonuję dobrego uczynku. Czy to jest miłość? Jestem przykładem człowieka, który przez pierwsze 21 lat swojego życia był wychowywany wedle zamiarów diabła. Nie będąc ochrzczony, w wieku sześciu lat zauważyłem, że moi rodzice zmieniają kolor ciała. Pamiętam jak podszedłem do mojego ojca i zapytałem: „Tatuś, dlaczego jesteś pomarańczowy? A teraz dlaczego jesteś błękitny?" Mój ojciec bardzo się martwił. Podejrzewał, że jestem chory psychicznie. Moje pytanie wynikało z faktu, że zacząłem widzieć aurę (inaczej: Tumo, Prana, Ci lub Ki), która zmienia swoje zabarwienie w zależności od sytuacji psychofizycznej człowieka. Niezrozumiany przez otoczenie (nie tylko rodziców, także przez kolegów) zamknąłem się w sobie i popadłem bardzo szybko w kompleks wyższości. Dlaczego? Ponieważ stopniowo doskonaląc zdolności parapsychiczne mogłem wiedzieć i widzieć u innych to, co dla nich samych było nie dostrzegalne. Skupiłem się na głosie w umyśle, który instruował mnie, w jaki sposób rozwijać te umiejętności do entej potęgi.

ReinkarnacjaSiostra Michaela Pawlik w latach 1967-1981 przebywała w Indiach jako świecka pielęgniarka. Jechała tam z przekonaniem o głębi tamtejszej mistyki i pięknie hinduskiej duchowości, jednak to, co później przeżyła w Indiach, całkowicie zburzyło jej idylliczne wyobrażenia. Na własnej skórze się przekonała, jak bardzo niebezpieczne i złudne są uroki duchowości Wschodu – z wiarą w karmę, dharmę oraz reinkarnację. Po przyjeździe do Indii pracowała w ośrodku zdrowia przy katolickiej misji. Zżyła się z miejscowymi ludźmi, nauczyła się ich języka i bardzo dobrze poznała ich mentalność, zwyczaje oraz wierzenia. Mieszkała w rejonie, gdzie ludzie żyli duchowością hinduizmu nieskażonego wpływami europejskimi. Siostra Michaela wspomina: „Wkrótce po tym, jak zaczęłam pracę w ośrodku zdrowia, zaszokowały mnie ofiary indyjskiej religii… Proszę sobie wyobrazić, przynoszą mi do ośrodka zdrowia dziecko, które zostało oślepione, z oczodołów leje się ropa. »Ratuj go!«. »Co się stało?!« – pytam. Okazuje się, że w świątyni dokonano liturgicznej ceremonii przygotowania do pełnienia dharmy przez ten ród, z którego pochodził ten chłopak. Trzeba go było okaleczyć. A dharmą tego rodu było żebranie, więc żeby skutecznie żebrał, trzeba go było oślepić… W tym celu niektórzy potrafią ręce obciąć do łokcia, pozbawić oczu czy kręgosłup połamać tak, że powstaje straszna karykatura postaci ludzkiej”.