• 20180306_114307.jpg
  • 20180506_202237.jpg
  • 20180507_184304.jpg
  • 20180508_113817.jpg
  • 20180508_140322.jpg
  • 20180509_151605.jpg
  • 20180510_092047.jpg
  • img_1167.jpg

W chwilach głębokich przeżyć czy wydarzeń na pamięć cisną się różne wspomnienia i skojarzenia. Zwykle wiążą się one z ich treścią, która to treść prowadzi człowieka w myśleniu w wielu kierunkach a szczególnie tych, które zapisały się nadzwyczaj mocno. Przeżywając pogrzeb Śp. Abpa Ignacego Tokarczuka, odrodziły się w mojej pamięci wielokrotne Jego pobyty w Domu Generalnym Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej w Starej Wsi. Wielokrotnie byłem świadkiem jak Ksiądz Arcybiskup swój pobyt w tym miejscu określał, że jest to Jego drugi dom. I rzeczywiście sięgając pamięcią wstecz można przywołać dziesiątki Jego pobytów u Sióstr, które zawsze otwartym sercem witały Go i w chwilach radosnych i trudnych. Miałem to szczęście wiele razy spędzać wraz z Księdzem Arcybiskupem a to Święta Bożego Narodzenia a to Święta Wielkanocy, czy z racji innych okoliczności, w Domu Generalnym Sióstr Służebniczek w Starej Wsi.

  W Nowy Rok 2014


Ostatnie niemal godziny dzielą nas od pożegnania 2013 roku, a jednocześnie czasu wejścia w Nowy 2014 Rok. Stając u progu Nowego Roku, nie sposób przywołać tego wszystkiego, co na zawsze pozostanie za nami, a co stało się naszym udziałem w dobiegającym końca roku. Wielu z nas przywoła chwile radości, sukcesu, wydarzeń obfitujących w wiele dobra, pięknych i twórczych przeżyć, niezapomnianych chwil spotkań. Na koncie naszego życia zapewne pozostanie także wiele dobrych uczynków, które w sposób bardziej lub mniej doskonały czyniliśmy na rzecz innych w przeciągu całego roku. To wspomnienie wszelkiego dobra pozostanie także siłą naszego życia i ducha. Stojąc jednak u progu Nowego 2014 Roku, w sercach i umysłach rodzi się zasadnicze pytanie: jaki to będzie Rok, co nam przyniesie, jakie czekają nas przeżycia i chwile? Pytania te jednak okryte są tajemnicą czasu, który – jeśli Bóg pozwoli – będzie nam dopiero odkryty i poznany na kolejnym odcinku naszego życia. W tym momencie pozostaje nam jedynie wyrazić życzenia, by to, czego pragniemy, stało się udziałem naszego życia, naszych rodzin, naszych bliskich, znajomych i przyjaciół.

Ze smutkiem przyjąłem o godz. 10.50 telefoniczną informację o śmierci Abpa Ignacego Tokarczuka. Wymowne są już same tytuły pierwszych komentarzy, jakie pojawiły się w mediach: „Czuło się w nim wolność Kościoła”, „Kapłan bezkompromisowy”, „Obrońca Kościoła i Narodu”, „Odszedł kapłan niezłomny”, „Odszedł mąż stanu”, „Odszedł pasterz wielki i wyjątkowy”, „Odszedł niezłomny heros”, „Jastrzębiem Kościoła”. A we mnie osobiście z uporem odzywa się jeszcze inna struna; „Odszedł Ojciec wolności społecznej w Polsce swojego pokolenia”. Byłem wieloletnim i bardzo bliskim świadkiem Jego życia. Stąd fakt Jego śmierci wzbudził we mnie smutek i ból o tyle głęboki, gdyż to Ksiądz Arcybiskup zrodził mnie do kapłaństwa, a potem posłał mnie do ludu Bożego. Następnie uznał bym podjął dodatkowe studia specjalistyczne na KUL-u po których powierzył mi pracę w Wyższym Seminarium Duchownym i Instytucie Teologicznym w Przemyślu. Po przejściu Jego na emeryturę przez niemal dziesięć lat towarzyszyłem Mu nie tylko w wakacyjnych podróżach. Razem byłem z Nim w Krakowie na spotkaniu z Janem Pawłem II, towarzyszyłem Mu przy otrzymywaniu Orderu Orła Białego z rąk Lecha Kaczyńskiego – ówczesnego Prezydenta RP. Dane mi było nieraz towarzyszyć Mu w Jego wakacyjnym wypoczynku w różnych miejscach diecezji przemyskiej i poza jej granicami. Dziesiątki wspólnych wyjazdów w Bieszczady czy inne okolice Polski. To wspólne przebywanie z Nim, to moje osobiste drugie studia uniwersyteckie, gdzie w jednej osobie były wszelkie władze uniwersyteckie.

To ostatnie dni dzielą nas od Nowego Roku. Wielu z nas w tym czasie zapewne czyni lub czynić będzie różnego rodzaju podsumowania. Przywołamy na pamięć to co było, co przeżyliśmy, kogo spotkaliśmy, co się nam udało a z czym przegraliśmy. Taka refleksja jest czymś naturalnym. Nie można przejść do porządku dziennego bez solidnego, rzetelnego w duchu i prawdzie podsumowania. I pomimo, że przyświeca nam świadomość powitania Nowego Roku, w oczach wielu z nas popłynie łza. Jedni ją ronić będą z radości, bo marzenia się im spełniły, inni cieszyć się będą z powodu zrealizowanych zadań, poznania osoby bliskiej, założenia rodziny, urodzin dziecka, zdobycia pracy, spotkania przyjaciela, nowego startu życiowego, dobrego zdrowia, nabycia mieszkania, zdobycia stopnia naukowego… Dla innych zaś łza będzie oznaką jakiegoś cierpienia, żalu, bólu, czegoś z czymś ciężko się pogodzić. Może to utrata bliskiej osoby, przyjaciela, przegranej z chorobą, utraty pracy, rozłąki z kimś bliskim, brak środków do życia, zadanych przez bliskich ran, zdrady, porzucenia… I trudno będzie pytać dlaczego?

W ostatnim czasie do moich rąk dotarła książka autorstwa Sławomira Zatwardnickiego „Katolicki Pomocnik Towarzyski - czyli jak pojedynkować się z ateistą?”. Zanim jednak przejdziemy do zapoznania się z jej recenzją, zwróciłbym uwagę na jedno istotne słowo zawarte w samym tytule: „pojedynkować się”. Nie ukrywam, że ze swej strony proponowałbym raczej termin „debata”, gdyż to nie skazuje obu stron na wygraną lub przegraną. W pojedynku zwykle jedna strona wygrywa druga przegrywa. W debacie jest inaczej. Bywa, że to obie strony dochodzą do porozumienia czy przyjęcia wspólnego stanowiska. Szkoda, że jedynie na uniwersytetach pozostały jeszcze z prawdziwego rodzaju formy debaty naukowe. Co prawda, od czasu do czasu jesteśmy świadkami pewnych debat społecznych, lecz zwykle nie zawierają one właściwego charakteru, wręcz przeciwnie. Niekiedy zatracają one istotę rzeczy. Warto więc zwrócić uwagę na termin „debata”, który jako metoda daje zupełnie inną pozycję dla obu stron. A ponadto nie przesądzamy wówczas o czymś, co może mieć inny końcowy wynik. To tylko mała dygresja, która zapewne nie pomniejszy wartości samej publikacji, zaś tytuł mógłby stać się bardziej przyjazny dla wierzących i ateistów. A zatem przejdźmy do recenzji publikacji, która została przygotowana na bazie osobistej lektury.

Naprawdę życzę Ci…
To naprawdę niezwykły czas, gdy zasiądziemy przy stole wigilijnym na którym leży chleb, siano i biały opłatek. Te symboliczne dary wraz z syto zastawionym stołem potrawami wigilijnymi wprowadzają nas we wspaniały klimat przeżywania na nowo Wielkiej Tajemnicy Bożego Narodzenia. Wielu w tym dniu będąc z dala od grona rodzinnego, swoich bliskich i przyjaciół, połączy się z nami duchowo, by poczuć bliskość, serdeczność i wdzięczność. Rozpoczynając czas świętowania w gronie rodzinnym, przy śpiewie kolęd i udziale w uroczystej Pasterce, nasze serca i umysły przeniosą się do czasu, gdy Jezus - Boże Dziecię przychodził na świat, przynosząc pokój ludziom dobrej woli. Nie sposób, w ten radosny i wyjątkowy czas, nie złożyć życzeń Wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób stanęli na drodze naszego życia, a przez to stali się nam bliscy, choć fizycznie mogą być bardzo daleko.

I w takich chwilach, gdy nadchodzi czas radości płynącej z faktu Bożego Narodzenia, nie można pominąć tych, których cierpienie, niemoc wyłączyła na jakiś czas z obowiązków codziennego życia. Poprzez cierpienie człowiek jeszcze bardziej widzi i doświadcza miłości Boga, także Tej objawiającej się w ludzkim ciele poprzez Przyjście Bożej Dzieciny, której pamiątkę w tych dniach przeżywać będziemy. W wymiarze Bożego Narodzenia a zarazem ludzkiego cierpienia mocniej wgłębiamy się w obecność Jezusa w życiu człowieka. Zatem każdorazowe spotkanie się z człowiekiem dotkniętym cierpieniem jest równocześnie mocniejszym doświadczeniem Narodzenia się Boga i Jego Miłości względem człowieka. Ten cud przyjścia na świat i obecności Bożej Dzieciny, godzien jest wiary, która ma przyjąć Go, jako Zbawiciela świata. To właśnie jest cud Betlejemskiej nocy – objawienie wielkości i miłości i opieki Boga nad nami; Jego prowadzenie człowieka w pokój, jedność, miłość – żywot. Właśnie tu, w przyjściu na świat owej Dzieciny imieniem Jezus, rozpoczyna się wypełnienie tęsknej nadziei wielu serc: „Będę mieszkał w domu Pana.”

„Pastuszkowie mali w polu wtenczas spali, gdy anioł z północy światłość z nieba toczy, chwałę oznajmując szopę ukazując…” Tym razem współcześni pastuszkowie z Betlejemskim Światłem Pokoju, darami świątecznymi i życzeniami, udali się do swych Przyjaciół na Słowację i Węgry, by zanieść im światło wiary, nadziei i miłości. Był dzień 20 grudnia, dochodziła godz. 7.00 rano, gdy „owi współcześni pasterze” w osobach: Karolina Kowalczuk, Jozef Sadowski, Szymon Psonka i ks. Jan Zimny, udali się wpierw na Słowację do Jego Ekscelencji Ks. Bp. Prof. Stanisława Stolarika (Koszyce), ks. dra Józefa Martina (Kapusany) a potem na Węgry do kilku kolejnych wspólnot na czele z Jego Eminencją kard. Peter Erdo – Prymasem Węgier, przekazując im Betlejemskie Światło Pokoju wraz z darami: chlebem położonym na sianku i opłatkiem – symbolem wspólnotowości i jedności, świecą - symbolem  Chrystusa, ale też symbolem dobra i miłości, składając im przy tej okazji bożonarodzeniowe życzenia. To wyraz wspólnotowości i jedności w Prawdzie, którą przeżywać mamy w najbliższych dniach.