• 20180306_114307.jpg
  • 20180506_202237.jpg
  • 20180507_184304.jpg
  • 20180508_113817.jpg
  • 20180508_140322.jpg
  • 20180509_151605.jpg
  • 20180510_092047.jpg
  • img_1167.jpg

Autobus linii 666 kursujacy do HeluCzy można sobie żartować z piekła i szatana? Autobusem 666 na Hel - to zdaniem wielu całkiem dobry dowcip. Naszym zdaniem - zdecydowanie kiepski, bo rzeczywistość wiecznego potępienia i osobowego zła to nie jest coś, co może przyprawiać o uśmiech! Zaapelowaliśmy zatem o zmianę numeru linii autobusu PKS Gdynia kursującego na półwysep. To proste - im więcej śmiechu i banalizowania, tym mniej prawdziwej wiary w to, że diabeł, nasz największy wróg, chce nas zniszczyć. Nie zdziwiło nas oczywiście, że media świeckie, zwłaszcza lewicowe, odniosły się do naszego apelu krytycznie. Kto w Boga nie wierzy, temu i autobus 666 przecież nie przeszkadza, bo o jakim szatanie mowa?! Gorzej, że podobnie szyderczo i lekceważąco do sprawy podeszły niektóre media katolickie... O komentarz do takiej postawy poprosiliśmy księdza profesora Pawła Bortkiewicza z Towarzystwa Chrystusowego. Sprawa autobusu z trzema szóstkami kursującego na Hel wzbudziła wiele emocji. Oczywiście, można przyjąć wszystkie najbardziej proste wyjaśnienia.

Kroczyć przed siebieO tej tragedii w Kielcach ciągle się pamięta, ale tylko nieliczni wiedzą, dlaczego do niej doszło. Po pięciu latach kulisy ciężkiej choroby i dramatycznej śmierci Jarosława Tkaczyka zdradza jego żona Bogusława. Dlaczego teraz? Wcześniej nie było mi łatwo nawet myśleć o tym. Wreszcie nadszedł czas, aby pokazać ludziom, jak wyglądała walka Jarka. Chcę opowiedzieć historię mężczyzny, który wbiegał w godzinę na Kasprowy Wierch, a potem na widok czwartego piętra mówił: "o Boże, znów ta męka..." Chcę mówić o człowieku, który pokonywał strach, który poszedł na operację o bardzo dużym ryzyku, bo chciał móc pograć ze swoimi synami w nogę. Chcę opowiedzieć o miłości silniejszej niż śmierć! Jarka poznałam przez kolegę z podstawówki, z którym chodzili do "elektryka". On przyjechał z Radomia. Do kieleckiego klubu ściągnął go trener Edward Strząbała. Ja uczęszczałam do liceum, ale z racji, że u nich nie było za wiele dziewczyn, zapraszaliśmy się wzajemnie na różne imprezy. Pewnego razu spotkaliśmy się na ognisku. Wyróżniał się tym, że był jedynym niepijącym facetem w tym gronie. Wiadomo, sportowiec, treningi, te sprawy… Tyle. Pierwsze wrażenie nie było najlepsze. Ani on mi się nie spodobał, ani ja jemu. Myślałam sobie: „Sportowiec? To nie dla mnie”. On z kolei twierdził, że jestem mała i chuda. Mama również mnie przestrzegała, żebym się z nim nie zadawała, bo nie wiemy, z jakiego domu pochodzi, nie ma rodziny w Kielcach, a poza tym to… sportowiec. Wówczas krążyła nie najlepsza opinia na temat takich mężczyzn. Utarło się, że podobnie jak marynarze, w każdym porcie mają inną dziewczynę. Na szczęście pierwsze wrażenie często jest mylne. W moim przypadku to się sprawdziło. Zaczęłam się przekonywać do Jarka. Nasza pierwsza randka odbyła się w… kościele. Jestem osobą wierząca, ale daleko mi pod tym względem do męża. W sobotę umówiliśmy się, że następnego dnia idziemy na Mszę świętą. Jarek klękał przed każdym obrazem, a ja się zastanawiałam, kiedy wreszcie skończy te modlitwy?! Początki może nie były jak z bajki, ale powoli poznawaliśmy się i zaczęliśmy wspólnie planować przyszłość.

MedjugorieTrwa czas wakacji, urlopów, odpoczynku, wyjazdów, wędrówek, zwiedzania i nawiedzania nowych miejsc – w tym miejsc kultu religijnego. Może warto tym razem pomyśleć o pewnym zakątku Europy, który przyciąga wielkie tłumy wierzących i niewierzących. To miejsce od pewnego czasu stało się bardzo bliskie jednemu z polskich biskupów, który między innymi tak o nim mówi: „Moja misja jest wyrazem troski Papieża Franciszka o pielgrzymów i wiernych, którzy masowo przybywają do Medjugoria i których liczba stale rośnie” – mówi Radiu Watykańskiemu abp Henryk Hoser. Wizytator apostolski przy tamtejszej parafii wskazuje, że wyznacznikiem tego miejsca są oblężone konfesjonały i liczne nawrócenia. Abp Hoser zwraca uwagę, że fenomen Medjugoria zdecydowanie wykracza poza ramy Kościoła lokalnego w Bośni i Hercegowinie, diecezji Mostar, czy parafii Medjugorie i rozciąga się na cały świat. „Według statystyk przyjeżdżają tam ludzie z 80 krajów, wszystkich języków i narodów” – podkreśla abp Hoser. „Wymaga to bardzo uważnej troski duszpasterskiej, rozwinięcia jej i przełożenia na bardzo praktyczne działania. Chodzi np. o lepszą obsadę personalną, która teraz wydaje się niedostateczna, zwłaszcza gdy chodzi o liczbę spowiedników – podkreśla abp Hoser w rozmowie z papieską rozgłośnią. – Inna rzecz to również bardzo skromna infrastruktura dla przyjęcia tak wielu ludzi, no i wszystkie inne problemy, które się jawią nie tylko w zakresie liturgii czy nabożeństw, ale również w zakresie katechez, które się tutaj prowadzi, rekolekcji, kongresów, spotkań, jak również w licznych dziełach charytatywnych, które są na miejscu i które prowadzą bardzo potrzebną pracę praktycznego miłosierdzia”.

Każdy koniec jest początkiem czegoś nowegoW sumie można powiedzieć, że dobiegł końca kolejny rok akademicki. Formalnie zakończy się on 31 września, niemniej jednak wiele spraw zostało już definitywnie zamkniętych. Na kanwie tego chcemy również i my ze swej strony dokonać podsumowania minionego roku akademickiego. W minionym roku zorganizowaliśmy dziewięć konferencji naukowych w tym jedną międzynarodową zaś pozostałe jako ogólnopolskie. W sumie we wszystkich konferencjach udział wzięło ponad 580 uczestników z 67 jednostek akademickich. Opublikowaliśmy 10 monografii, które zostały wydane drukiem i przekazane autorom. W sumie we wszystkich monografiach zamieszczonych zostało 215 tekstów. Z kolei ostatnia zatytułowana „Proklamacja rodziny w dobie współczesnych ideologii” została wysłana w dniu 21 lipca br. i zapewne w najbliższych dniach dotrze do rąk Autorów. Ponadto wydaliśmy drukiem (w terminie) po dwa kolejne numery czasopism „Pedagogika Katolicka” i „Pedagogia Ojcostwa”, łącznie z 72 artykułami. W okresie od 01 października 2017 roku do 30 czerwca 2018 roku zorganizowaliśmy kilka wyjazdów grupowych na konferencje naukowe na Ukrainę, Słowację, Węgry.

Jan Paweł IIKsiądz Marian Rajchel, egzorcysta z diecezji przemyskiej, opowiadał, że podczas jednego z egzorcyzmów demon wrzasnął: Ten Wasz PAPIEŻ!!! On tym pocałunkiem więcej nam szkody czyni niż WY WASZYMI egzorcyzmami! Jeden taki pocałunek gorszy niż 1500 egzorcyzmów. Dla nas to był tylko piękny gest – mówił ks. Marian. – Nie… to była miłość do tej ziemi i zły duch to dobrze odczytał. Chodziło o pocałunek, który Jan Paweł II składał na ziemi za każdym razem, gdy przybywał do jakiegoś kraju. Tego pocałunku nauczył się od św. Jana Marii Vianneya, proboszcza z Ars, który czynił to samo, przekraczając granicę parafii, do której został posłany. Innym razem, jak mówił egzorcysta, Zły nie wytrzymał: Najgorszy był dzień jego urodzenia… powtórnego, dla nieba. Na jego wezwanie ja pierzchnąć muszę.

ApokalipsaNie jest łatwo zrozumieć powód, dla którego Bóg dopuszcza istnienie zła. Możemy jedynie wierzyć, że jest w tym pewna logika i czekać do czasu, aż wszystko się wyjaśni. Skoro Bóg dopuszcza istnienie zła i pozwala mu doświadczać wszystkich swoich możliwości, musi w tym być immanentna sprawiedliwość, jak to w swym Komentarzu do Księgo Hioba napisał święty Grzegorz Wielki: „Należy zaś wiedzieć, że wola szatana zawsze jest niegodziwa, ale jego moc nie jest nigdy bezprawna; sam decyduje o swojej woli, lecz moc posiada od Pana. Jeśli sam chce coś niegodziwie uczynić, Bóg pozwala, aby się tak stało, tylko wówczas, gdy to sprawiedliwe”. Patrząc z perspektywy Boga, musimy uznać, że, wbrew pozorom, wszystko jest pod kontrolą. Gdyby szatan dysponował nieograniczoną swobodą działania, zniszczyłby świat w bardzo krótkim czasie. Zatem siła jego destrukcyjnych działań jest zawsze powściągana, wedle kryteriów sprawiedliwości, wolności i miłosierdzia. Pierwszą przeszkodę postawił jej sam Jezus, kiedy - zakładając Kościół - zwrócił się do Piotra słowami: „Ty jesteś opoką i na tej opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne nie zwyciężą go".

Zlatko DalićDziś wielu, nie tylko zagorzałych kibiców, będzie zapewne oglądać finałowy mecz piłkarski Mundial-2018. Wiemy, że jedną z drużyn, która rozegra dzisiejszy mecz to drużyna z Chorwacji. Można więc powiedzieć, że Chorwaci stoją przed historyczną szansą. Do finału mistrzostw świata doprowadził ich bohater nieoczywisty. O dobrej formie Chorwacji i jej apetycie na zwycięstwa wiedzieli przed mundialem w Rosji wszyscy. Mało kto jednak spodziewał się, że zajdą aż do finału. Po zwycięstwie 2:1 w meczu półfinałowym z Anglią, na drodze Chorwatów pozostała już tylko Francja. Czy Chorwaci sięgną po ten najważniejszy w piłkarskim świecie puchar? Tego dowiemy się dzisiaj. Warto w tym kontekście przybliżyć naszym czytelnikom sylwetkę człowieka-trenera Chorwacji, którym jest Zlatko Dalić. Nikt się nie spodziewał cudów, a on jest już bohaterem nie tylko swojej rodzinnej miejscowości, której bronił podczas wojny bałkańskiej, ale i całej Chorwacji. W 1992 roku wybuchł konflikt na Bałkanach. 26-letni Dalić, zawodnik Velezu Mostar, zetknął się wówczas z wojną. Bronił Livna, bośniackiego miasta, gdzie się urodził. Przez trzy miesiące był członkiem Chorwackiej Rady Obrony (HVO). Co prawda nie walczył na linii frontu, odpowiadając głównie za sprawy logistyczne, ale do dziś w Livnie jest fetowany. Rodzinne strony odwiedza zresztą regularnie, bo żyją tam jego rodzice oraz starsza siostra z młodszym bratem. Dlaczego dziś chcemy powiedzieć o nim kilka słów i to na tej stronie internetowej? Otóż Zlatko Dalic to głęboko wierzący katolik, dla którego życie bez Boga nie miałoby sensu.

List do RedakcjiDroga Redakcjo strony internetowej Pedagogiki Katolickiej, Redakcjo czasopism: Pedagogiki Katolickiej i Pedagogii Ojcostwa, Szanowni obserwatorzy strony, Drodzy Czytelnicy, Przyjaciele. Z pewnością każdy człowiek spotyka na swojej drodze wielu ludzi. Uczestnicząc czynnie w szerokim życiu społecznym przeżywamy zarazem wiele wydarzeń, które zapewne zawsze pozostawiają za sobą w nas jakiś ślad. Trzeba jednocześnie przyznać, że towarzyszą temu naszemu indywidualnemu, niepowtarzalnemu ludzkiemu życiu podczas jego przeżywania przeróżne wrażenia, często bogate w wiele niespodzianek. Zapewne są różne, zarówno pozytywne, jak i negatywne pod wieloma względami. Często odnosimy się do nich w myślach, w słowie, ale także często też dzielimy się swoimi spostrzeżeniami w tym odniesieniu w kontaktach z innymi ludźmi, kiedy na myśl przychodzi nam dany człowiek, instytucja, wydarzenie, etc. Dobrze jest, kiedy dzielimy się samym dobrem. Dziś pragnę podzielić się z Wami swoimi myślami i spostrzeżeniami w odniesieniu do Pedagogiki Katolickiej, jako witryny internetowej, także czasopism oraz osób ściśle z nią powiązanych, które poświęcają swój czas i zapewne ogrom pracy, jaki trzeba w te działania włożyć. Zobowiązuje mnie do tego nie tylko, jako osobę odwiedzającą stronę internetową, jednocześnie korzystająca z niej bardzo często (zamieszczane artykuły, informację katolickie, ważne wydarzenia, liczne przedsięwzięcia), ale przede wszystkim, jako człowieka, który miał możliwość przeżyć dotychczasowe wspólne konferencje naukowe i publikacje książkowe oraz niektóre wspólnie czynnie przeżyte wydarzenia. To było i jest dla mnie niezwykłe, zarazem ważne i cenne.