• Foto-01.jpg
  • Foto-02.jpg
  • Foto-03.jpg
  • Foto-04.jpg
  • Foto-05.jpg
  • Foto-06.jpg
  • Foto-07.jpg
logo2

Sunset over WambergNiby kto, a może co? Zegar chodzi, choć nie ma nóg i kręci się jak ogłupiały. Kot chodzi, lecz niechętnie, Woli odpoczywanie, choć nie wieczne. Diabeł chodzi, i czasem mu wyjdzie to lub owo – najczęściej mu wychodzi z człowiekiem. Bóg nie chodzi, choć idzie mu jak po maśle. Tylko człowiek chodzi, dlatego, że o coś mu idzie. W ten chodzony sposób człowiek rozumie siebie od dawna. Jako chodziarz, pozostający stale w drodze, pielgrzym, wędrowiec, włóczęga, turysta, żebrak, myśliwy. Przechodzi przez most lub rzekę czasu, idzie przez życie, ku śmierci, by zajść tam, po drugiej stronie. No cóż – można powiedzieć, że przejściem jesteśmy i drogą. O co więc chodzi, że ciągle idziemy? Szczególnie teraz, w wakacje, na urlopie – to może wiemy dokąd i po idziemy. Ale czy tak jest zawsze? Idziemy – my wieczni chodziarze. Choć nie wiadomo skąd i dokąd, nie możemy nie iść, nogi same niosą. Hen przed siebie. Filozofia człowieka rzecz można jest filozofią chodzenia. Ponieważ tak długo jak jesteśmy, pozostajemy w marszu, i nie wiadomo, który krok człowieka jest krokiem ostatnim, zamykającym wędrówkę w miejscu pod niebem, a zrozumieć człowieka można tylko w drodze – nie jest to rzecz łatwa ująć człowieka. Czy możemy zrozumieć człowieka tylko w chodzie?

Nie bez powodu kiedyś zespół Dwa plus jedne śpiewał: „Iść ciągle iść w stronę słońca, w stronę słońca aż po horyzontu kres. Iść ciągle iść tak bez końca, witać jeden przebudzony właśnie dzień. Iść ciągle być w tej podróży, którą ludzie prozaicznie życiem zwą, iść zawsze iść jak najdłużej”. A dokąd? To dobre pytanie. Jest też pewna sławna starożytna opowieść o człowieku jako chodziarzu, w której mędrzec powiada, że człowiek żyje tylko tu na ziemi jako chodziarz. No proszę od dziś jesteśmy nie panami, paniami ale chodziarzami. Niech tak będzie. Bo i poniekąd prawda. Dziś coraz częściej widzimy pojedyncze osoby, grupki chodziarzy z kijami, pałkami, kulkami, i z czym tam jeszcze. W sycylijskich urzędach przenoszeniem dokumentów zajmują się specjalni „chodziarze”. A może zamiast Poczty Polskiej zaprowadzić zwyczaj sycylijski? Władze regionu Sycylii, słynące z rekordowego przerostu biurokracji i armii urzędników, zatrudniły 30 „chodziarzy”, których zadaniem jest przenoszenie dokumentów z pokoju do pokoju. Czy w dobie Internetu chodziarze wyżyją? Spokojnie, spokojnie. Przy okazji może nieco inne aspekt z życia wzięty. W jednej z gmin polskich wyszło na jaw, że na okres zimy zatrudniono robotnika do odśnieżania śniegu, który nawet w lipcu i sierpniu wykazywał liczne wypracowane nadgodziny i był za nie wynagradzany. Może więc i chodziarze mimo Internetu również wypracują sowite nadgodziny? Życzymy im powodzenia.

No dobrze, a co nam pozostało? Czy też mamy wyrabiać jakieś nadgodziny,a jeśli to w czym? Powróćmy zatem do naszego życia – codziennego, zwyczajnego. Ot takiego, po prostu. Gdy spojrzymy na swoje otoczenie pewno odniesiemy wrażenie, że panuje coraz bardziej atmosfera leku, niepewności, przygnębienia. Może jeszcze niektórzy myślą o jakiejś karierze. Owszem chodziarze mogą zrobić karierę, ale jaka to będzie kariera? Może podobna do tej z pewnego autentycznego zdarzenia. Otóż pewnego razu w jednym przedziale pociągu jechał ksiądz wikary i rabin. A, że wikary nie należał do fanów rozmów z Żydami no to się zaczęło. Wyjął brewiarz i by wypełnić czas podróży unikając rozmowy z rabinem – po kolei z brewiarza czytał i to na czarno i to co na czerwono. Jednak rabin nerwowo nie wytrzymał sytuacji. Zapytał wielebnego co tak czyta? Ten skrótem myślowym szybko odpowiedział. Brewiarz. Rabin nie zrezygnował z dialogu. Szybko swego „klienta” wprowadził na drogę dysputy. Zaczął: a co ksiądz porabia jako wikary w parafii? Ten z grzeczności przeprowadził wywód wyjaśniający. Gdy zakończył rabin dodał: a jaka kariera? Hmmm. Pomyślał wikary i dodał. Kiedyś zapewne zostanę proboszczem. Oooo proszę – zdziwił się rabin. A co ty będziesz robił jako proboszcz. Rabin szybko się spoufalił przechodząc na "ty" myśląc, że doda śmiałości swemu rozmówcy. Wikary zaś, jak poprzednio znów powtórzył formułkę niecoją zmieniając. Rabin nie odpuszczał. Po chwili jak stara płyta: no dobrze wszystko rozumiem, a jak kariera? Wikary z lekkim zdziwieniem dodał, że po jakimś czasie zostanę proboszczem. Następnie przeszedł do swego wywodu. Gdy zakończył swój wywód wikary, rabin jak meandra powrócił do swojej „melodii”: mówiąc: no wszystko rozumiem, ale jaka kariera? Wikary z lekką nieśmiałością, ale z przekąsem powiedział” nie wykluczam, że mogę zostać biskupem. Rabin w tym momencie szerzej otworzył oczy dodając: a co ty będziesz robił jako biskup? Zaczęła się trzecia zwrotka wywodu bardziej kolorowa. Skończywszy ją wikary, rabin znów nie czekając postawił to samo pytanie: no dobrze, ale jaka kariera? Podumał biedny wikary, trochę wkurzony, a trochę onieśmielony rozpoczął czwarty raz z małymi dodatkami. I tu rabin nie odpuścił. No mogę przecież zostać biskupem. Wysłuchawszy wikarego wprost powtórzył: ja to wszystko rozumiem, ale jaka kariera? Młody kapłan kiwnąwszy głową w bok w lewo w prawo dodał: no mogę też zostać kardynałem. Twarz rabina wyraźnie się przebudziła otwierając szeroko oczy. A wikary z iście młodzieńczą fantazją próbował rzeźbić nową treść ewentualnej swej przyszłości. Rabin mocno i szybko mrugał oczkami, bo wciąż nie słyszał tego, czego oczekiwał. Stąd, gdy wikary zakończył swój wywód rabin niczym jak z broni palnej wystrzelił pytanie: no dobrze, ja to wszystko rozumiem, ale jaka kariera? Teraz wikary kilkakrotnie powtórzył pytanie: jaka kariera, jaka kariera – dumając, myśląc przy tym co powiedzieć. Po chwili zastanowienia dodał: no to naprawdę bardzo rzadko się zdarza, ale kto wie, mogę zostać papieżem. No, przez chwilę wydawało się jakoby głód ciekawości rabina był zaspokojony. Jednak i tym razem rabin kontynuował: no dobrze, gdy zostaniesz papieżem, to ja wiem wtedy co ty będziesz robił. Przy tej koncepcji rabin doskonale wiedział kim jest papież i jakie ma obowiązki. Kilkakrotnie pokiwał głową, głęboko spojrzał w oczy wikarego i ponownie dodał: no, ale jaka kariera? Poemat wikarego się skończył. W zakłopotaniu lekko podenerwowany nie bardzo wiedział co powiedzieć. Naraz z lekko podniesionym głosem dodał: no, Chrystusem to ja nie zostanę! A rabin nie zwlekając szybko uzupełnił zdanie wikarego. A widzisz. A jednemu z naszych się jednak udało. Ot i cała wywód rabina z wikarym.

A jaka jest nasza kariera? Proszę głośno nie krzyczeć by sąsiedzi czasem się nie zwiedli. Czy kariera chodziarza zwyczajnego wystarczy? A to zależy dokąd prowadzą cię nogi, w jakim kierunku podążasz. Jeśli kroczysz do Pana Boga, do kościoła, to zapewne kariera takiego chodziarza nie spowoduje manka na koncie naszego życia. To dobry czas „chodziarzu” na osobistą refleksję w temacie wiary, modlitwy. Oby nasze saldo w tej materii nie było na minusie. Czy grozi nam superata? Nie sądzę – biorąc pod uwagę miniony czas pandemiczny. A może teraz nadszedł czas na nadgodziny? W temacie relacji z Bogiem nie koniecznie musi być dobrym tylko okres zimowy, letni także. Odwiedź takie miejsce, gdzie znajdziesz chwilę dla siebie i dla Pana Boga, by twoje konto nie było puste.

Amicus