• Foto-01.jpg
  • Foto-02.jpg
  • Foto-03.jpg
  • Foto-04.jpg
  • Foto-05.jpg
  • Foto-06.jpg
  • Foto-07.jpg
logo2

Silhouette of  helping hand of a friend.Że warto mieć przyjaciół to rzecz oczywista. Tak mówi historia ludzkich doświadczeń. Rzeczywiście. Dobrze by było mieć przyjaciół na wszystko. Na śmiech. Na łzy. Na rozpacz. Na ból. Na smutek. A najlepiej jednego, który potrafi z nami być na każdym etapie, na każdej strunie naszego życia i w każdym dniu. To duża sztuka towarzyszyć innym w smutku, rozpaczy czy żalu. Stworzyć taką platformę, która pomieści wszystko. Jest taki zwrot po angielsku, który najlepiej oddaje empatyczną istotę przyjaźni: „hold the space” (trzymaj przestrzeń). Że ten nasz przyjaciel potrafi z nami być niezależnie od kontekstu, sytuacji, stanu, okoliczności. Potrafi stworzyć ramy, o które możemy się oprzeć, a nawet czasem zawiesić. Ramy, które nas podtrzymają, dadzą poczucie bezpieczeństwa. W których zmieści się łza, krzyk, a jak trzeba i szał rozpaczy. Dobrze mieć takich przyjaciół. Ale jeszcze lepiej mieć takich, którzy oprócz tamtych kolców pomieszczą złoto. Takich, którzy będą towarzyszyć nam w sukcesach, radościach, wygranych, powodzeniach. Którzy podniosą z nami trofeum, przyniosą wino i będą się grzać z nami przy blasku radości.

Czy uważasz, że tak można? Niby to ci sami przyjaciele mają być z nami tylko tyle, że w nieco innej rzeczywistości, stanie, okoliczności, sytuacji. Można tak? Niby to ci sami, których przywołaliśmy wcześniej tylko z małą, niewielką różnicą. Ci wyżej towarzyszyli nam w trudnej sytuacji, czy mają nam jej zazdrościć? Tym razem ta przestrzeń ma pomieścić to co jasne i piękne, wzniosłe, pachnące sukcesem, zwycięstwem, nagrodą. Czy oni potrafią i wtedy razem z nami być? Pewno nie zawsze nasi bliscy to potrafią. Czasem tę świętą przestrzeń kradnie zazdrość. Czasem niespełnione marzenia. Czasem smutek, że sami czegoś nie zrobili.Dlaczego tak sie dzieje? W smutku potrafią być, bo sami go oswoili, ale w radości już nie, bo sobie jej sami nie dają. Kiedy jedno idzie w przód, co robi drugie? Kibicuje czy sabotuje? Cieszy się czy smuci swoim miejscem? Świętuje czy świruje? A może wikła się w grę o sumie zerowej, gdzie fundamentem jest założenie, że skoro ty bardziej to ja mniej.

To wielka umiejętność być w błogości drugiej osoby. To wielka odwaga nie przykładać wtedy miarki do siebie. To wielka sztuka cieszyć się sukcesem innych. To wielka sztuka w przyjaźni. W miłości. W życiu. To dokładnie jak w tej piosence, którą Ania Dąbrowska nam śpiewa: przyjaciół nigdy nie bać się. Nie bać się płakać. Nie bać się śmiać. Czy nie jest też tak, że przyjaźń sprawdza się nie tyle w trudnych chwilach, ale bardziej radosnych? Tych pełnych uniesień, wzlotów, sukcesów drugiej osoby? Przecież nie ma być przyjaciel na etat, na etap, ale na życie. Dobrze by było mieć przyjaciół na wszystko, na każdą chwilę i każdy czas. Prawdziwe przyjaźnie rodzą się tylko wśród osób świadomych swojego „ja”, zainteresowanych innymi ludźmi, otwartymi, zdolnych do empatii, lojalności i oddania. Wymagania stawiane wobec przyjaciela są wysokie, a pozbywanie się naszych iluzji związanych z przyjaźnią jest bolesne. Przyjaźnie muszą boleć, bo tworzą je ludzie. Bolą jednak nie tyle one same, ile procesy ich kształtowania i zmiany, jakie pod ich wpływem i dla ich zachowania dokonują się w ludziach. W każdą przyjaźń wchodzimy ze „skazą charakteru”, która krępuje i ogranicza nasze relacje z innymi.

Choć przyjaźń nie jest czystym altruizmem, to wydaje się kierować zasadą, by nie dawać więcej niż drugi jest gotów przyjąć i nie spodziewać się więcej od drugiego niż on może dać. Przyjaźń jest więzią, która angażuje całego człowieka, a boli to, że musi wzrastać i dojrzewać. Dopiero dojrzewając w przyjaźniach skłonni jesteśmy do tego, aby wyjść poza siebie i nauczyć się patrzeć we wspólnym kierunku. Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić. Nie idź przede mną, bo mogę za Tobą nie nadążyć. Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem.

Amicus