• foto_nr_01.jpg
  • foto_nr_02.jpg
  • foto_nr_03.jpg
  • foto_nr_04.jpg
  • foto_nr_05.jpg
  • foto_nr_06.jpg
  • foto_nr_07.jpg
logo2

prof. Karina ReissA walka o prawdę wciąz trwa. Niemal każdego dnia spotykamy na szpaltach różnych czasopism, w mediach internetowych, publikacjach naukowych twierdzennia i apele, iż koronawirus to zwyczajna odmiana grypy. Dowodzi tak wielu naukowców z całego świata. Dlaczego świat odrzuca wyniki badań specjalistów uznawanych za autorytety w świecie medycyny? Często w tej sprawie wypowiadają się politycy czy ludzie nie mający pojęcia narzucając nam rygory - jak się okazuje - nieuzasadnione. Jest to już pewnego rodzaju ideologizacja społeczeństwa. Czy to jest normalne? Może dla kogoś wydawać się zbyt śmiałe stwierdzenie, ale jeśli się jest po lekturze kilku kolejnych naukowych publikacjach znanych w świecie specjalistów, to w imię czego mamy ot tak sobie odrzucać ich tezy, a przyjmować twierdzenia osób, którzy wprost nie mają należytej wiedzy. Kolejne dziś teksty to jest 14 października 2020 roku stały się moją lekturą. Przytaczam jeden z nich: "Specjalista mikrobiologii i epidemiologii zakażeń prof. Sucharit Bhakdi z Moguncji oraz biochemiczka prof. Karina Reiss z Kilonii żądają natychmiastowego zniesienia wszystkich obostrzeń wprof. Sucharit Bhakdi prowadzonych w związku z epidemią COVID-19. Niemieccy naukowcy przekonują, że koronawirus nie jest bardziej niebezpieczny niż wirusy grypy. 72-letni Sucharit Bhakdi jest specjalistą w dziedzinie mikrobiologii i epidemiologii zakażeń. Przez 22 lata kierował Zakładem Mikrobiologii Medycznej i Higieny na Uniwersytecie Johannesa Gutenberga w Moguncji. Opublikował ponad 300 prac naukowych z dziedziny immunologii, bakteriologii, wirusologii i chorób sercowo-naczyniowych. 45-letnia prof. Karina Reiss prowadzi badania i wykłada w Centrum Badawczym Quincke na Uniwersytecie Chrześcijańsko-Albrechckim w Kilonii. Od ponad 15 lat zajmuje się biochemią, infekcjami i biologią komórkową.

Testy są podatne na błędy
W wywiadzie przeprowadzonym z niemieckimi naukowcami przez dziennik "Fuldaer Zeitung", przekonują - wbrew innym naukowcom - że "koronawirus nie jest bardziej niebezpieczny niż normalne wirusy grypy". Wyjaśniają, że jednym z powodów ich oceny jest śmiertelność powodowana koronawirusem. - Jest to liczba, którą infekolog zawsze musi brać za podstawę. To był i jest jeden z największych błędów w tej pandemii, że liczba zakażeń została uznana za najważniejszy punkt odniesienia i nadal jest brana pod uwagę - stwierdził prof. Bhakdi. Naukowiec wyjaśniał, że "po policzeniu osób poważnie chorych i zgonów - a nie osób, które wykazały wynik pozytywny - śmiertelność wynosi więc tylko 0,1 do 0,2 procent chorych". - To oznacza, że na każde 1000 chorych umiera maksymalnie dwóch. A to jest dokładnie w zakresie normalnej grypy - przekonuje epidemiolog. Na uwagę dziennikarza, że Instytut im. Roberta Kocha (RKI) podaje, że śmiertelność koronawirusa wynosi 4,5 proc., a każdego dnia informuje o ponad 1000 nowych zakażeń, prof. Karina Ress odpowiedziała: - Instytut im. Roberta Kocha nie rozróżnia pomiędzy tymi, którzy uzyskali wynik pozytywny, a tymi, którzy zachorowali, ale rejestruje każdy pozytywny test jako nowy przypadek koronawirusa. Dodała, że przeprowadza się coraz więcej testów, a jeśli zwiększa się liczbę testów, to liczba pozytywnych wyników naturalnie wzrasta. - Wzrasta również liczba fałszywie pozytywnych testów, ponieważ testy PCR są podatne na błędy. Instytut Kocha musiałby po prostu wytłumaczyć, w jakim stopniu liczba zgonów wynosi 4,5 procent, jak zakładają. Ale nie mogą tego zrobić, bo prostu ich tyle nie ma - przekonywała biochemiczka.

85 proc. Niemców jest odpornych na COVID-19
Prof. Bhakdi uzupełnił, że "Instytut im. Roberta Kocha przedstawia przypadki zakażenia, choroby i zgony w sposób zniekształcony". - Nie wyjaśnia, że istnieje duża liczba niezgłoszonych przypadków. Gdyby RKI miał rację, około 70 z 1700 osób, które w czwartek uzyskały wynik pozytywny, musiałoby poważnie zachorować i umrzeć w ciągu najbliższych kilku dni. Ale tak nie będzie - zapewnia. Naukowiec powiedział również, że "85 proc. Niemców jest odpornych na COVID-19", choć to nie oznacza, że nie mogą się zarazić. - Z koronawirusem jest tak, że 85 proc. zarażonych nie jest poważnie chorych. Więc ci ludzie są odporni na wirusa. Bycie odpornym oznacza, że nie zachoruje się poważnie - mówił prof. Bhakdi. Sam należę do grupy ryzyka. Ale nie chcę, żeby ludzie wokół mnie byli ograniczeni w taki sposób, żeby ich egzystencja i ich życie były niszczone tylko po to, żeby mnie chronić. To byłby egoizm - powiedział epidemiolog przyznając, że osoby z grup ryzyka, m.in. starsze niż 65 lat, powinno się chronić. Ocenił, że dysproporcja środków w przypadku obostrzeń "niszczy Niemcy, niszczy wielu ludzi, prowadzi do bankructw, do chorób psychicznych, a nawet do samobójstw". Mój apel: po prostu pozwólcie, aby życie toczyło się normalnie. Niebezpieczeństwo, jakie stwarza koronawirus, nie uzasadnia wszystkich tych ograniczeń i ich konsekwencji - przekonywał prof. Bhakdi.

Wszystkie obostrzenia powinny zostać zniesione
Zdaniem prof. Bhakdiego obowiązek noszenia masek jest "idiotycznym pomysłem". - Ponieważ ma chronić przed niebezpieczeństwem, którego w ogóle nie ma - mówił. Dodał, że maski mają szkodliwy wpływ psychologiczny, na przykład na dzieci w szkole. Prof. Karina Reiss przekonywała, że "wszystkie obostrzenia powinny zostać natychmiast zniesione". Ale oczywiście nie powinno się chodzić do pracy ani na karnawał, kiedy jest się przeziębionym. Nie powinieneś też iść do dziadków, jeśli i tak są już chorzy. Należy również przestrzegać środków higieny, takich jak mycie rąk. To obowiązywało jednak zanim pojawił się koronawirus - podkreślała prof. Reiss".