• foto_nr_01.jpg
  • foto_nr_02.jpg
  • foto_nr_03.jpg
  • foto_nr_04.jpg
  • foto_nr_05.jpg
  • foto_nr_06.jpg
  • foto_nr_07.jpg
logo2

W nich ukryte serceSobota – 19 września br. Dochodzi godzina 12.00. Jestem na trasie Kielce – Piotrków Trybunalski. Wokół piękne polskie lasy na brzegach których grzybiarze z pełnymi koszami urodziwych grzybów. Dość żwawo jadąc na trasie, w pewnym momencie po prawej stronie zauważyłem młodzieńca z kilkoma koszyczkami grzybów. Szybko odtworzyłem sobie z pamięci tę sylwetkę przypominając sobie wydarzenie z ubiegłego roku, gdzie w tym samym miejscu kupowałem czarne jagody. Przejechawszy kilkaset metrów dalej zawróciłem i podjechałem do sprzedającego grzyby. Teraz przypomniałem sobie już nieco dokładniej. To w lipcu ub. roku kupowałem od tego młodzieńca czarne jagody. Wysiadłszy z auta rozpoczął się między nami dialog. „Widzę, że Pan nadal jest aktywny w klimacie leśnym. - Tak proszę Księdza. Czy nadal Pan pracuje w hotelu? – Tak, pracuję w recepcji w nocy, a w ciągu dnia w różny sposób dorabiam. No dobrze, ale czyżby na ślub Pan zarabia, czy na zakup auta, bo widzę, że Pan nadal rowerem jeździ. Pamiętam, że i w ub. roku stał tu też rower. Mój rozmówca odpowiedział: pracuję na utrzymanie mojego rodzeństwa. Jak to? – dopowiedziałem – to Pan wychowuje rodzeństwo? I w tym miejscu zamieniłem się w słuch. Pan Łukasz mający dwadzieścia sześć lat zaczął opowiadać.

„Osiem lat temu zmarła nam mama. Mam w sumie jedenaścioro rodzeństwa. Po śmierci mamy ojciec nas zostawił.Przerosła go ta sytuacja. Podjąłem wtedy decyzję, że to ja zajmę się rodzeństwem. Od tamtego czasu pracuję na dwie zmiany. Tak jak teraz, rano przychodzę z pracy i idę na grzyby by dorobić. Nie boję się pracy. Nie należę do tych, co tylko rękę wyciągają do Państwa i różnych instytucji po pomoc. Mnie inaczej wychowała mama. Kiedy miałem sześć lat mama brała mnie do lasu na jagody i uczyła zbierać, uczyła mnie rozpoznawać grzyby, uczyła mnie wiele rzeczy, za które jestem jej bardzo wdzięczny. To naprawdę jej zasługa nie moja, że tu dziś jestem. I mimo, że jestem młodym człowiekiem wiele potrafię sam zrobić. Na mojej głowie pozostał obowiązek wychowania rodzeństwa”. Słuchając tego byłem całkowicie zdumiony. Nie bardzo wiedziałem co w tym momencie powiedzieć. Po chwili zapytałem: Panie Łukaszu wprawdzie nie należę do osób, które uwielbiają jedzenie grzybów, ale tym razem je kupię. (Przekazałem je do pewnej wspólnoty). Proszę wycenić ile kosztują razem (pięć koszyków) te urocze prawdziwki i podgrzybki. Kiedy Pan Łukasz wycenił, dodałem: "tym razem biorę wszystkie grzyby, a za taką Pana postawę - proszę przyjąć podwójną zapłatę. Muszę przyznać, że kolejny raz urzekła mnie Pana postawa, Pana poświęcenie, Pana wielkie serce. Kupuję te grzyby, bo w nich jest Pana serce. Jest dla mnie Pan – Panie Łukaszu – wielkim człowiekiem. Chylę czoło przed Panem za taką niecodzienną postawę. W tym momencie z oczu Pana Łukasza popłynęły łzy. Zapewne to wzruszenie to znak wielkiej wrażliwości tego młodzieńca na drugiego człowieka. Pomyślałem, jaka szkoda, że tu i teraz nie ma niejednego synusia, który w tej krótkiej lekcji może by zrozumiał czym jest sens życia, czym jest bycie prawdziwym człowiekiem.

Po zapakowaniu grzybów jeszcze na chwilę spojrzałem na twarz Łukasza. Powoli osuszające się oczy lekko uśmiechały się. Pan Łukasz dodał: „Będę mógł teraz szybciej wrócić do domu do rodzeństwa. Przy sobocie jest wiele pracy. Chcę podziękować Księdzu za taką pomoc”. Ja ze swej strony dodałem: „Panie Łukaszu proszę pozdrowić swoje rodzeństwo, a jak tylko Pan będzie mógł, proszę przyjeżdżać tu z grzybami jeszcze w tym roku. Ja dość często jeżdżę tą trasą i mam nadzieję, że jeszcze nieraz się spotkamy tutaj”. Pan Łukasz złożywszy taborecik, zapakował swoje rzeczy, podał rękę mocno ściskając, wsiadł na rower i odjechał. A ja jeszcze przez chwilę zostałem w tym miejscu myśląc o tym co się zdarzyło. Czułem, że to miejsce przez tak wspaniałego człowieka jest w jakimś stopniu uświęcone. Miejsca uświęcane są zazwyczaj przez modlitwę, ale jestem przekonany, że to miejsce uświęcił swoją dobrocią, niezwykłością, swoją obecnością i wielkim serce Pan Łukasz, który jest nader wyjątkowym człowiekiem. Niestety tego dobra jakiego odczułem z jego osoby nie da się do końca opisać. Czy zatem mam tytuł określić, nazwać go, mianem „Młody święty?”. Dzień wcześniej przeżywaliśmy wspomnienie św. Stanisława Kostki. To taka zbieżność, przypadek? Przypadki są w gramatyce.

Jestem absolutnie przekonany, że obok nas jest wielu, żyje wielu Łukszów, Stanisławów, Mateuszów, Dominików itp., którzy są świętymi. Nie znamy ich tajemnic życia. Nie jest łatwo ich rozpoznać. Na codzień żyją zwyczajnie, Ot tak poprostu. To właśnie niekiedy jagody, grzyby, czy inne różne okoliczności dają nam dopiero okazję ku temu by rozpoznać ich dobro, świętość, nadzwyczajność. Pewno wielu z nich jest kwalifikowanych przez otoczenie jako „ta zła dzisiejsza młodzież”. Tym czasem wielu z nich zawstydza nas, jest dla wielu rodziców, wychowawców, osób starszych wyrzutem sumienia. To młodzi święci XXI wieku. Bo świętość to codzienność, dobrze przeżyta, służąca innym, bezinteresowna dobroć, oddanie i poświęcenie. Trzeba mieć poniekąd szczęście by spotkać na swej drodze taką osobę. I jak tu nie zgodzić się z tezą, że podróże kształcą?

Amicus