• Foto nr 01.jpg
  • Foto nr 02.jpg
  • Foto nr 03.jpg
  • Foto nr 04.jpg
  • Foto nr 05.jpg
  • Foto nr 06.jpg
  • Foto nr 07.jpg
  • Foto nr 08.jpg
logo2

Kapryśne dzieckoJest czwartek 23 lipca br. Siedzę przy jednym ze stolików hotelu w Polsce by spożyć śniadanie. Jako, że należę do osób obserwujących ludzkie zachowania, tym razem nadarzyła się szczególna okazja. Na śniadanie z czterolatkiem przybyli w dość młodym wieku rodzice. Od początku dało się zauważyć, że czterolatek ma wręcz bardzo dobry zadatek na terrorystę. Właściwie wyglądało z jego zachowania, że już niejeden fakultet ukończył z tej dziedziny i był dobrym uczniem. Doskonale sobie radził w tym, by wszelkie jego życzenia nawet te najbardziej kapryśne mogły być spełnione. Po dojściu do lady z wiktuałami młody „terrorysta” krzykiem, w trybie rozkazującym wskazywał co chce, a czego nie chce. Jego matka z wieloma tatuażami nie wyglądała na osobę znającą nawet podstawowe zasady pedagogiczne. To raczej ją i „mięczaka” ojca należałoby skierować do specjalnego ośrodka by chociaż w stopniu minimalnym poznali podstawową wiedzę dotyczącą zasad rodzicielstwa. Młody „terrorysta” kaprysił i to nie tylko co do wiktuałów, ale nauczyń, serwetek, sztućcy, stolika – właściwego wszystkich elementów składających się na spożycie posiłku. W pewnym momencie sobie pomyślałem, szkoda, że nie ma tu moich rodziców, którzy jedynie ukończyli dwie klasy szkoły podstawowej. Zapewne ów terrorysta w dość krótkim czasie przyswoił by sobie wszelkie zasady bon tonu.

Przyszła mi smutna aczkolwiek chyba realistyczna refleksja, czy ludzie tego pokroju mogą być matkami i ojcami? Czy kiedyś ów terrorysta nie dokona wobec takich nieudolnych rodziców jeszcze groźniejszego w skutkach aktu? Istnieje – moim zdaniem - duże prawdopodobieństwo, że tak się stanie. Coraz częściej jesteśmy świadkami takich zbrodni. Jeśli nawet nie dokona takiego aktu, to będzie miał pełne prawo mieć żal do swoich rodziców, przy końcu swojego życia, że niczego go nie nauczyli, a jedynie zadbali o jego żołądek – czy egzystencję. Inaczej mówiąc pozbawili go stania się dobrym człowiekiem. Czy taki wychowanek będzie mógł się wobec swoich kolegów, koleżanek poszczycić, że miał rodziców, skoro doprowadzili go w wychowaniu do patologii? Bynajmniej. No cóż z pustego i Salomon nie naleje. Po wyglądzie matki można było wnioskować, że drogi jej życia były dość kręte niczym ścieżki w Bieszczadach. Ojciec zaś „sierota” bynajmniej nie z powodów rodzinnych (tak przypuszczam) zachowywał się jak typowy „mięczak”. Odczuwałem jakoby przepraszał cały świat, że  w ogólw żyje. A kiedy to „złote” towarzystwo zasiadło do stołu dowodzenie w dalszym ciągu prowadził „terrorysta”. Niemal formą krzyku wydawane były przez niego polecenia: podaj, nie chcę, zostaw, nie lubię cię, nie chce mi się itp. Goście hotelowi będący w tym czasie na śniadaniu z politowaniem nad rodzicami kiwali głowami, dwuznacznie się uśmiechali, a co wewnątrz myśleli – proszę wybaczyć, tego nie badałem.

Dokąd wiedzie droga takiego wychowania? Nie potrzeba wielkiej mądrości, obszernej wiedzy, ukończenia studiów, by postawić dość smutną tezę. Trzeba może nazwać wprost po imieniu, że jest to swoistego rodzaju „wychowawcze bandyctwo”. W tym przypadku nie unikajmy zbyt ostrych i dosadnych określeń, ale nazywajmy rzeczy po imieniu. Być może ta uwaga trafi do rozumu, świadomości tych i podobnych rodziców. Jeśli rodzic od początku pozwala swemu dziecku na wiele a czasem na wszystko, tym samym pozwala mu na to co jest najgorsze, a o czym donoszą media. Smutna to rzeczywistość. Jak dobrze, że miałem wymagających mądrze rodziców, jak dobrze, że moi rodzicie odróżniali ziarno od plewy, jak dobrze, że moi rodzice kochając wymagali, jak dobrze, że moi rodzice umieli sprawy nazywać po imieniu, i jak dobrze, że moi rodzice, gdy trzeba było stosowali argument zwany „dyscypliną”.

Na koniec chciałbym skierować apel do Was Rodzice, którzy wyrządzacie swoją liberalną postawą krzywdę swoim dzieciom czy dziecku. Nie wyrządzajcie im krzywdy niczego od nich nie wymagając. Jedna ze znanych autorek publikacji pedagogicznych słusznie napisała: „kto nie wymaga, wyrządza dziecku jedną z największych krzywd. Taka postawa rodziców winna być karalna” (H.I.). Kto nie wymaga ten szkodzi. Wymagajcie od siebie, choćby inni od was nie wymagali. Jan Paweł II. Etyka Jezusa jest maksymalistyczna. Warto też zwrócić uwagę na fakt, iż nieporozumienie między światem dzisiejszym a Kościołem w kwestiach moralnych polega głównie na tym, że ludzie zapytują o minimum moralne, a Kościół w odpowiedzi mówi, jakie jest maksimum. Zatem Drogi Ojcze i Matko pamiętaj: „Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, kto kocha go - w porę go karci. (Prz 13,24) W sercu chłopięcym głupota się mieści, rózga karności wypędzi ją stamtąd. (Prz 22,15) Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz - nie umrze. Ty go uderzysz rózgą, a od Szeolu zachowasz mu duszę. (Prz 23,13-14) Rodzice powinni uczyć dzieci podporządkowywać (wymiary materialne i instynktowne) wymiarom wewnętrznym i duchowym" (Jan Paweł II. Kto miłuje swego syna, często używa na niego rózgi, aby na końcu mógł się nim cieszyć (Syr 30,1-2). Zachęta do karcenia dzieci nie nakazuje używać w każdej chwili siły fizycznej, ale zachęca do tego, by nie pozwalać dziecku na wszystko. Księga Przysłów mówi, że dobro dzieci powinno być najważniejszym celem rodziców, osiąganym na różne sposoby, które wszystkie ukierunkowane są nadrzędnemu pragnieniu każdego rodzica – osiągnięciu przez jego dzieci zbawienia.

Amicus